poniedziałek, 20 października 2014

NOWOŚĆ - Joanna Naturia, Odżywki do włosów w sprayu

Kosmetyków Joanny używam właściwie od początku przygody z włosomaniactwem. Są tanie, łatwo dostępne, produkowane w Polsce i do tego często bardzo skuteczne. Nie raz wspominałam na blogu o ich świetnych odżywkach bez spłukiwania, bardzo dobrych do oczyszczania szamponach czy niedrogich, ale wyśmienicie sprawiających się maskach. Kilka dni temu dostałam informację, że w sklepach pojawiły się nowe odżywki w sprayu od Joanny. Moja szwagierka wypróbowała wersję z aloesem i napisała mi o niej z adnotacją, że ja też koniecznie muszę ją wypróbować. 

niedziela, 19 października 2014

Niedziela dla włosów (35) - zapienienie niebieskim mixtonem


Znów niedziela, w którą zamiast zadbać o odżywienie czy nawilżenie włosów ja zajęłam się ich kolorem. Musicie mi to wybaczyć i cierpliwie poczekać do momentu kiedy włosy znów zaczną mi się szybciej przetłuszczać, a co za tym idzie ja będę miała więcej możliwości by z nimi pokombinować. Bo przyznam szczerze, w tym momencie, gdy myję włosy 1 lub 2 razy w tygodniu i niezależnie od tego czego użyję wyglądają dobrze, to mi się po prostu nie chce. Tym bardziej, że innych zajęć mi nie brakuje ;) Kolor jednak wymagał już korekty i to natychmiastowo! Tym razem jednak nie użyłam zwykłej farby, a jedynie mixtonu w kolorze niebieskim, który ma za zadanie ochłodzić odcień.

sobota, 18 października 2014

Moja włosowa historia - Oldżi

Musicie mi wybaczyć brak odpowiedniego wstępu do dzisiejszego posta, ale czasami po prostu tak jest, że najprostsze do napisania rzeczy są najtrudniejsze. Zresztą jestem pewna, że nie dla moich wstępów czytacie sobotnie MWH, więc myślę, że nikomu nie będzie go specjalnie brakować :)



Jako dziecko przez długi czas miałam krótkie włosy, jedynie do komunii moja mama pozwoliła im trochę urosnąć, lecz potem zostały tradycyjnie ścięte. Bardzo nie lubiłam tej fryzury, miałam wrażenie, że wyglądam jak chłopiec i tak też się czułam, do tego bardzo zazdrościłam innym małym dziewczynkom, które miały piękne długie włosy układające się w urocze loczki, lub którym mamy robiły śliczne wymyślne fryzury.


czwartek, 16 października 2014

Kolory moich włosów - Wella Illumina 5.81


Minęło już ponad 6 tygodni od ostatniego farbowania, a moje włosy wołają już o farbę, więc najwyższa pora podsumować swoje doświadczenia z Wellą Ilumina w kolorze 5.81 czyli jasny, popielaty, perłowy brąz (Light pearl ash brown).

Tuż po farbowaniu napisałam:
"To co mnie niemile zaskoczyło to zapach - bardzo ostry, chemiczny, nieprzyjemny. Farba ma bardzo gęstą, kremową konsystencję, ale jest przy tym bardzo łatwa w aplikacji. Nic nie spływa, łatwo się ją rozprowadza i do tego jest całkiem wydajna. Połowa zestawu czyli łącznie 60ml preparatu (30ml oksydantu i 30ml farby) wystarczyło mi na pokrycie kilkunastu centymetrów odrostów.
Niestety Wella zawiera w składzie PPD (nie mam informacji ile dokładnie procent) co poczułam dosyć szybko jako niezbyt przyjemne swędzenie w trakcie nakładania :( Po jakimś czasie na szczęście ustąpiło i mogłam spokojnie wytrzymać przepisową ilość czasu z farbą na głowie. Przy myciu włosów nie wypadło mi ich na szczęście więcej niż zwykle więc jest szansa, że na tym skończy się reakcja alergiczna mojej skóry.
Co do koloru to na włosach farba utleniła się do baaaaaardzo ciemnego brązu i przez chwilę przestraszyłam się nawet, że znów będę czarna, ale po zmyciu okazało się, że kolor jest dużo jaśniejszy i naprawdę ładny :) Po wysuszeniu jest jak dla mnie średnim (dość ciemnym) chłodnym brązem, którego w dzisiejszym świetle nijak nie udało mi się uchwycić na zdjęciu :( Poziom 5 o dziwo wcale nie jest za jasny i odrosty bardzo ładnie łączą się z czarnym dołem. Ciekawa jestem czy i jak farba się wypłucze, ale póki co mogę powiedzieć, że jestem zadowolona!
Jeśli chodzi o kondycję włosów po farbowaniu to jest baaardzo dobrze! Włosy tak jak obiecuje producent są niesamowicie błyszczące, miękkie i gładkie. Pewnie miała w tym swój udział również maska Stapiz Sleek Line, której użyłam po farbowaniu. Po spłukaniu z włosów całej farby nie myłam ich już szamponem, a jedynie maską z kilkoma kroplami soku z cytryny. Kwaśny odczyn jest jak wiecie wskazany po farbowaniu, bo ładnie domyka łuski i sprawia, że koloryzacja jest bardziej trwała."

a włosy wyglądały wtedy mniej więcej tak:

weźcie pod uwagę to, że Wella Illumina pokrywa tylko ok. 2 cm odrostu, reszta to już inne farby :)
Po 6 tygodniach mogę dodać, że farba jednak trochę się wypłukała (mniej więcej po 2 myciach) i stała się jasnym brązem czyli takim jakim być powinna (poziom 5 to właśnie jasny brąz). Niestety kolor całkowicie zmył się z siwych włosów, a nawet tuż po farbowaniu był na nich o ton lub dwa jaśniejszy niż na pozostałych. Mi to aż tak nie przeszkadza, ale jeśli ktoś ma dużo siwków to niestety nie będzie zadowolony z tej farby.

Poza tym kolor po takim czasie nieco się ocieplił. Nie jest już chłodny tak jak tuż po farbowaniu, ale nie wpada ani w rudość ani w czerwień, a jest jak na moje oko złotawy (być może na zdjęciach tego dobrze nie widać). Bardzo przypomina mi mój naturalny odcień (zresztą moje naturalne odrosty idealnie się z nim zlewają) i ostatecznie jest dla mnie zbyt jasny.

W naturalnym świetle wygląda to obecnie tak:

tam gdzie włosy wpadają w rudość to za sprawą poprzednio nakładanych farb
 a tak w sztucznym:


Jeśli chodzi o wypadanie włosów to nic takiego na szczęście nie miało miejsca. Reakcja alergiczna, o której wspominałam wyżej ustąpiła i nie miała żadnych przykrych efektów. Kondycja włosów również przez cały czas była bardzo dobra i gdyby nie zbyt jasny odcień to na pewno zostałabym przy tej farbie, bo nic złego nie mogę jej zarzucić :)

A co planuję teraz? Przede wszystkim tak jak wspominałam w komentarzach chcę wypróbować mixtony. Wybrałam niebieski, bo jednak większość z moich brązowych odrostów wpada w rudy i mam nadzieję, że uda mi się dzięki temu to ochłodzić. Drugie opakowanie, które widzicie na zdjęciu to nowa farba w kolorze 4/00 czyli intensywny średni brąz. Zdecydowałam się na markę Inebrya za sprawą Magdy, która w komentarzu pod poprzednim moim wpisem o farbowaniu napisała:

"a ja z profesjonalnej welli (koleston, color touch) przerzuciłam się na farbę inebrya. popatrz sobie na kolorki, są śliczne!! farba z dodatkiem aloesu i oleju lnianego! włosy po farbowaniu wyglądają na bardzo odżywione. ja farbuję na c.brąz, kolorami 3.0, albo 3.00. farba jest duża, bardzo wydajna, na moje bardzo gęste włosy, na około 6cm odrosty na spokojnie wystarcza pół tubki (z welli zawsze robiłam 2!!). żadnych prześwitów rudości, piana po myciu włosów ma kolor szaro-brązowy, a podczas farbowania widziałam na włosach odcienie niebieskiego ;) ale włosy nie są czarne, są idealnie w kolorze ciemnego brązu.
pozdrawiam,
Magda G."


Pozdrawiam Was serdecznie,

PS Sporo z Was pytało mnie kiedy i gdzie będzie można kupić moją książkę. Planuję zrobić o tym oddzielny wpis (jak już będę miała na 100% potwierdzone wszystkie informacje, bo być może uda mi się również z okazji premiery z Wami spotkać w Warszawie i Krakowie :)) ), ale już teraz mogę Wam napisać, że książkę można kupić przedpremierowo o 15% taniej w przedsprzedaży na stronie wydawnictwa: KLIK


wtorek, 14 października 2014

Czy trzeba ścinać włosy po porodzie?

źródło

Z tym mitem spotykam się tak często, że postanowiłam w końcu rozprawić się z nim na blogu. Do niedawna myślałam, że takie rady dla młodych mam to już przeszłość, ale na własnym przykładzie miałam okazję się przekonać, że jest wręcz odwrotnie! Najpierw, jak jeszcze byłam w ciąży na moim blogu zaczęły się pojawiać takie komentarze, że po porodzie najlepiej obciąć włosy na krótko, bo będą strasznie wypadać. Potem podobne rady czytałam na wieeeeelu forach dla mam, na których spędzałam mnóstwo czasu w ciąży. Ostatnio to samo usłyszałam w przychodni i w końcu postanowiłam interweniować ;) Wiem, że mój blog nie jest być może zbyt popularny wśród młodych mam i taki wpis bardziej by się przydał na jakimś dużym blogu parentingowym, ale mimo wszystko może kogoś odwiedzie od niepotrzebnego ścięcia włosów po porodzie.

niedziela, 12 października 2014

Niedziela dla włosów (34) - lanolina i złota maska Biovax


Jak pewnie zdążyłyście zauważyć tydzień temu wpisu z tej serii nie było. Nie pojawił się nie dlatego, że nie miałam czasu go przygotować (choć muszę przyznać, że ostatnio u mnie z tym ciężko), ale dlatego, że nic ciekawego z włosami nie robiłam i uznałam, że drugi wpis z rzędu bez żadnej treści to zdecydowanie za dużo. Tym razem, więc trochę bardziej się postarałam i zadbałam o włosy mocniej niż zwykle. Myślę, że można to spokojnie podciągnąć pod definicję włosowego SPA czyli tego czym powinien być z założenia wpis z serii NdW. 

sobota, 11 października 2014

Moja włosowa hisoria - Krysia

Dziś historia, która być może nie kończy się długą do talii taflą włosów, ale i tak jest moim zdaniem bardzo ciekawa :) Zresztą przekonajcie się same:


Jakby chcieć opisać co na mojej głowie się działo tak krok po kroku przez 10 lat zabawy z farbą... ach nie starczyłoby chyba całego internetu ;) Tak więc w telegraficzym skrócie...

Włosy mam z natury kręcone, naturalnie taki ciemny blond nic niezwykłego. Od maleńkości nie dbano o nie, myto dziecinnym szamponem czesano na sucho (zgrozo mego dzieciństwa :) ) i nie robiono nic więcej. Jak łatwo się domyślić był puch, puch i jeszcze raz puch ;)
Kiedy w końcu miałam jakąś tam kontrolę nad pielęgnacją moich włosów to rozpoczęłam ją od... nie mycia ich ;) Tak nie mycia, gdyż jak były tłuste to się nie puszyły tak okrutnie ;) Ale to były czasy szkoły podstawowej... Potem przyszły czasy gimnazjum, więc rozpoczął się wielki szał na farbowanie, kreowanie nowego imagu (czytajcie palenie prostownicą, karbowanie itd. itp. )
Włoski moje były moim mega kompleksem tak więc przechodziły wiele metamorfoz od drastycznego rozjaśniania po czarne farby. W sumie jakby się zastanowić przez 5 lat miały całą paletę barw zaserwowaną. Zdarzało się, że nieudane farbowanie/rozjaśnianie było poprawiane tego samego dnia kolejną farbą. Co do pielęgnacji - żadna. Szampon + przypadkowa odżywka i finito (tata miał sklep chemiczny za czasów jak jeszcze nie było supermarketów i to co po terminie trafiało do naszej łazienki ;) ).
Łatwo się domyślić jaki był ich stan - nigdy nie mogłam po umyciu wyjść gdziekolwiek albo nakładałam tonę żeli albo katowałam prostownicą. Z loczków pozostał jakiś blakły cień, spuszone kołtuny, których szczerze nienawidziłam.
Liceum nie było odskocznią od tego co wyżej ;) Nie uczyłam się na błędach, zaczęłam jedynie ślepo wierzyć producentom, że kosmetyki zdziałają cuda i tak postępował proces szukania fryzury idealnej bez żadnej wiedzy w tym zakresie . Farbowanie, rozjaśnianie i tak w koło Macieju ;)

Wreszcie przyszedł pierwszy przełom, urodziłam dziecko. Postanowiłam odwiedzić fryzjerkę pierwszy raz! Miałam 18 lat! Chciałam blond pasemka - wyszło tak:


czwartek, 9 października 2014

Tanie olejowanie

źródło

Było już tyle różnych wpisów na temat i olei i olejowania na moim blogu, że wydawać by się mogło, że temat został już wyczerpany. Wciąż jednak dostaję pytania o to jaki olej powinnyście wybrać czy gdzie je kupić, więc pomyślałam, ze przyda się jeszcze jeden post. Tym razem chciałabym Wam zaproponować pięć olei (a właściwie to jest ich więcej), które są tanie i łatwo dostępne, więc idealnie nadają się na rozpoczęcie przygody z olejami. To post stworzony przede wszystkim z myślą o początkujących włosomaniaczkach, ale pozostałe moje czytelniczki będę prosiła o podanie swoich typów w komentarzach :)

Najpopularniejsze wpisy: