sobota, 25 maja 2013

Moja Włosowa Historia - BlackMarta

Długa i pouczająca historia Marty, ale z bardzo szczęśliwym zakończeniem :) Jej włosy przeszły sporo: wielokrotne farbowania, rozjaśnianie, namiętne prostowanie i cieniowanie (które w przypadku prostych włosów Marty zupełnie się nie sprawdza), ale na ostatnich zdjęciach naprawdę zachwycają! Zobaczcie same :)


Historia moich włosów jest dość długa i kręta. Moje biedne kłaczki dużo przeszły zanim zmądrzałam i zdałam sobie sprawę, że najważniejsze jest, aby były zdrowe i piękne.


Moje włosy zawsze były „proste jak druty” i dość gęste. Jak większość dziewczynek, zapuszczałam włosy do Komunii, miały one wtedy długość mniej więcej do połowy pleców. Oczywiście po Komunii postanowiłam je obciąć krócej. Pod koniec podstawówki miałam już dość krótkie i wycieniowane włosy (jak na zdjęciach). Wszyscy zaczęli się dziwić, że moje naprawdę proste włosy nagle zaczęły się wywijać. (teraz już wiem, że to wina cieniowania, a potem przesuszenia wywołanego prostownicą).


 Bardzo ciężko było mi odnaleźć jakiekolwiek zdjęcie z naturalnym kolorem włosów. Jednak udało się, wyglądały mniej więcej tak:

(Do roku 2004):




Włosy zaczęłam farbować już bardzo wcześnie, miałam około 14 lat, kiedy nakładałam pierwsze szamponetki.


Będąc w gimnazjum postanowiłam zrobić modne wtedy pasemka blond. Pierwsze pasemka wyglądały mniej więcej tak (włosy nie były w złym stanie jednak końce były przesuszone):

(2004-2006):



Moja jedyna pielęgnacja wtedy to szampon i odżywka Dove, Pantene, a to do farbowanych, a to do zniszczonych, jedwab na końce(i to jeszcze z Biosilka!) i w zasadzie tyle. Silikonowa odżywka i silikonowy szampon były na porządku dziennym...


Przez ponad 2 lata nosiłam balejaże i pasemka robione u fryzjera - głównie odrosty, z czasem dokładałam coraz więcej ciemnych pasemek, jednak końce strasznie się wykruszały i byłam zmuszona coraz krócej je strzyc i cieniować, było ich coraz mniej, coraz częściej je spinałam, a także zaczęłam je prostować



Ostatni zrobiony u fryzjera balejaż, miałam już przewagę ciemnych włosów:




Nie miałam do końca zamiaru całkowitego przyciemnienia włosów, ale pewnego dnia dostałam od sąsiadki farbę Palette Ciemny Brąz. Byłam już wtedy w liceum i doszłam do wniosku, że mogę zaszaleć, nałożyłam ciemny brąz i…


(2006-2011):



Na pewno nie zdziwił nikogo fakt, że włosy wyszły praktycznie czarne :D Ale też nie pamiętam, żebym kiedykolwiek później miała tak gładkie i błyszczące włosy jak po pierwszym farbowaniu tą farbą (no, może teraz już tak :D).

Spuszone i wywijające się końce traktowałam wciąż namiętnie prostownicą…

W pewnym momencie nie wyobrażałam już sobie życia bez prostownicy, prostowałam je zawsze, każdego dnia, czasem po 2 razy!  Farbowałam włosy na brązy i czernie przez kolejne kilka lat, przez całe liceum i pierwsze 2 lata studiów. Czasem, kiedy kolor mi się znudził, nakładałam jakąś czerwień, która oczywiście łapała głównie odrosty…





Po kilku latach codziennego prostowania włosów ich stan strasznie się pogorszył, były coraz bardziej matowe, więc coraz częściej je farbowałam, żeby uzyskać jaki kolwiek blask… w rezultacie niewyprostowane wyglądały tak (był to mniej więcej 2009 rok)…





Wtedy postanowiłam sobie, że ograniczę prostowanie włosów do minimum, będę je rzadziej farbować i może trochę je odratuję. Pielęgnacja moich włosów nie zmieniła się jakoś drastycznie – silikonowe szampony i odżywki czy maseczki pozostawiane na kilka czy kilkanaście minut, jedwab na końce, czasem jakiś miód…


Nie udało mi się jedynie odstawić farbowania (farbowałam je co 1-2 miesiące, czasem zdarzyło się 2 razy w miesiącu…)


Do października 2011 roku moje włosy wyglądały tak:




Z pozoru błyszczące, dość długie, ale wciąż mocno wycieniowane i przerzedzone, a także obciążone i przyklapnięte... W międzyczasie zaczęły się pojawiać też poważne problemy ze skórą głowy, strupki, czerwone plamy, krwawiące ranki… wypadające garściami włosy… 


I na domiar złego, po wieloletnim farbowaniu na ciemniejsze kolory zachciało mi się znów jasnych włosów, kupiłam rozjaśniacz, nałożyłam na farbowane dziesiątki razy na ciemno włosy i oczywiście wyszło mi kilka kolorów: to odrosty na żółto, to końce na pomarańczowo…


(Końcówka 2011 / początek 2012):



Zaczęłam kombinować, nakładać farby, ponownie rozjaśniacz i stan moich włosów był opłakany, a blond i tak dalej nie taki, jak chciałam…



 
 Nie mogłam uzyskać blondu na jakim mi zależało, a nie chciałam wracać do ciemnych włosów więc zaczęłam nakładać rudości…


Rozpoczął się okres - w poszukiwaniu idealnej rudości. Była to końcówka 2011 roku, początek 2012. Zaczęłam coraz więcej czytać i dociekać, nie tylko w odniesieniu do koloru, ale także strasznego stanu mojej skóry głowy i włosów.


Wtedy od tematu do tematu i tak trafiłam na temat włosomaniaczek na wizaz.pl! A stamtąd na blogi…


Rude włosy były bardzo ciężkie w utrzymaniu, zrezygnowałam z nich po ok. 2 miesiącach, zaczęłam powoli wracać do ciemnych włosów (tu też wiele przygód z kolorami, ale ten post musiałby mieć jeszcze dodatkowo kilka stron, żebym to opisała i pokazała zdjęcia…), najpierw jeszcze przy pomocy chemicznych farb, potem już tylko farba ziołowa Khadi.


Po rozpoczęciu odpowiedniej pielęgnacji (o której za chwilę) moje włosy zaczęły się zmieniać, a skóra głowy przestała się powoli buntować:


Kwiecień 2012






Maj 2012



Czerwiec 2012 (znów je wycieniowałam, popełniłam błąd bo dużo lepiej się układają bez tego :( ):






Pazdziernik 2012 -  widać na końcach efekt cieniowania i fakt, jak moje włosy go nie znoszą…




Początek listopada i włosowy kryzys, wykruszone końce, przyspieszony i jak widać nierówny przyrost – efekt między innymi cieniowania:






Koncowka grudnia 2012 – cieniowanie już trochę wyrównane:



Obecnie – marzec 2013 – cieniowanie wyrównane całkowicie, po farbowaniu Color&Soin 4N:




Co przede wszystkim zmieniło się w mojej pielęgnacji?

  • Silikonowe szampony zastąpiłam ziołowymi bez silikonów, a następnie łagodnym wyjadłem – u mnie to akurat Babydream Wasch- Und Dushcreme z aloesem, myję dwukrotnie (jedyny, który nie powoduje przetłuszczania) i ok. raz na 2 tyg. oczyszczam je mocniejszym detergentem, np. Eva Natura z czarną rzepą, J&J relaxing z lawendą, Barwą, i tym co się nawinie akurat.
  • Wybieram odżywki i maseczki do spłukiwania bez silikonów lub z silikonami, które są łatwo usuwalne czy odparowujące z włosów (dzięki temu moje włosy rzadziej są obciążone). Moje włosy na większość reagują dobrze, ale lubię np. Scandic Banana. Na pewno nie sprawdziła się Alterra – obciążała, Gloria – sama za słaba, do półproduktów ok.  Rzadko używam takich bez spłukiwania, ale jeśli już to stawiam na Naturię – Bawełna i Mak.
  • Obserwuję moje włosy i po ponad roku ich pielęgnacji wiem już, że wolą emolienty, umiarkowanie humektanty i najmniej proteiny, więc robię sobie mgiełki z półproduktów zgodnie z ich obecnym zapotrzebowaniem, pod olej przeważnie lub na noc psikam włosy, np. mgiełka z aloesem zatężonym, d-pantenolem, kreatyną, jedwabiem, itd.
  • Zabezpieczam końce silikonowym serum – obecnie Chi.
  • W skórę głowy wcieram przeważnie jakieś zioła i proste, samo robione wcierki (np. korzeń łopianu z olejkiem rozmarynowym), bo te z wielu ziół lubią mnie uczulać i potem nie wiem, które mnie uczuliło :D i oczywiście glutek z siemienia, koi trochę podrażnienia.
  • Olejowanie! Moje włosy uwielbiają oleje, używam ich minimum raz w tygodniu, przeważnie dwa razy. Testuję bardzo różne, używam ich na zmianę, bo jak nałożę ten sam kilka razy pod rząd to się kłaczkom nie podoba, moje ulubione to na pewno sezamowy, Vatika i Sesa – choć czasem robią mi po nich bunt, w końcu są na kokosie, ze słodkich migdałów
  • Przez ok. rok farbowałam je ziołami Khadi – Ciemny Brąz i Czerń raz w miesiącu, bardzo mi pomogła w doprowadzeniu włosów do lepszego stanu, a teraz powoli zdradzam ją z Color&Soin :D
  •  Suszę włosy zawsze „z włosem” z góry, ale suszę je po każdym myciu, bo jak wyschną mi same to są przyklapnięte i jakieś dziwne :(
  • Nie prostuję, śpię w luźnym warkoczu, czeszę je TT i czasem szczotką z włosia dzika, podcinam 2-3 razy w roku, przeważnie u fryzjera, od wewnątrz wspomagam się tranem, skrzypokrzywą, witaminami. Czasem kombinuję z różnymi płukankami z ziół, maskami z miodu i ogólnie robię różne kombinacje :D Prowadzę włosowy dziennik, gdzie wszystko co nakładam zapisuję, zapisuję efekty i wiem, co bardziej służyło, a co mniej.
Chciałabym, żeby moja historia była przestrogą dla dziewczyn, które jak ja kiedyś uwielbiają kombinować z kolorami i farbowaniem, a także namiętnie prostują i tak proste włosy. Naprawdę warto zaakceptować swoje włosy, wydobyć i podkreślać ich naturalne piękno, znaleźć złoty środek. 



Dzięki za uwagę poświęconą moim wypocinom i powodzenia w pielęgnacji naszych ukochanych, pięknych piórek!


Marta

piątek, 24 maja 2013

Piątkowa Inspiracja Włosowa (34) - warkocz bez gumki

Bardzo lubię fryzury, które nie wymagają od nas żadnych specjalnych akcesoriów, takie które możemy sobie zrobić zawsze i wszędzie :) W PIWach był już kok bez użycia spinek czy gumek (kto nie widział niech zajrzy TU), a dziś kolejna tego typu fryzura.

Tym razem od jednej z Was dostałam link do filmiku, w którym możecie zobaczyć jak zrobić prosty warkocz bez żadnej gumki. Sposób jest naprawdę banalny i powinien się bez trudu każdemu udać już za pierwszym razem:


Ja co prawda bardzo rzadko chodzę w warkoczach, ale lubię takie fryzury u innych - zwłaszcza na gęstych włosach :)) Niemniej jednak pokusiłam się o zrobienia warkocza by przetestować jego trwałość. Wytrzymał spokojnie kilka godzin!

Nie jest może najpiękniejszy, ale jak na moje możliwości i tak nie jest najgorzej ;) Zobaczcie same:

Znacie może jeszcze jakieś takie proste fryzury? Najlepiej bez użycia spinek czy gumek :))

Pozdrawiam Was serdecznie,


czwartek, 23 maja 2013

Nowa nawilżająca odżywka Isana z aloesem - czy dorówna słynnej wygładzającej wersji?


Wygładzająca Isana z olejem babassu (obecnie już wycofana ze sprzedaży) była moim absolutnym włosowym KWC (Kosmetykiem wszech czasów) i choć jestem praktycznie pewna, że nic jej nigdy w 100% nie dorówna to nieustannie szukam jej zastępcy. Miałam wielkie nadzieje, że nowa nawilżająca Isana z aloesem (który przecież uwielbiam) będzie w stanie ją zastąpić. Czy tak właśnie jest? Przekonacie się poniżej :)


To jeden z niewątpliwych plusów starej Isany. Jej zapach pasował większości osób - nie był za słodki, ani za bardzo nachalny, subtelny, lekko kwiatowy/pudrowy, naprawdę bardzo ładny. Nowa Isana pachnie proszkiem do prania, jak dla mnie zdecydowanie za mocno i niezbyt przyjemnie. W tej kategorii zdecydowanie punkt dostaje stara wersja Isany.


Nowa Isana ma zdecydowanie gęstszą, bogatszą konsystencję niż ta wygładzająca. Niestety nakładając ją na włosy muszę zużyć jej o wiele więcej by poczuć, że całe są pokryte odżywką. Dlatego pod względem wydajności znów punkt dostaje Isana z olejem babassu


Oczywiście nie omieszkałam przeprowadzić kolejnego porównawczego eksperymentu czyli po umyciu włosów nałożyłam  jedną odżywkę na lewą, a drugą na prawą połowę włosów. Różnicę czuć już przy nakładaniu. Po Isanie z babassu włosy robią się natychmiast niesamowicie gładkie, wszystkie splątania bardzo łatwo ustępują i włosy są bardzo przyjemne w dotyku. Po aloesowej Isanie takiego efektu niestety nie ma. Musiałam jej nałożyć bardzo dużo by móc włosy przeczesać palcami, a i tak nie były tak gładkie jak te na drugiej połowie. Po spłukaniu nadal były splątane i ciężko je było rozczesać. Po wysuszeniu włosów różnica w wyglądzie była tak minimalna, że nawet nie próbowałam robić zdjęcia, bo i tak nic byście na nim nie zauważyły. W dotyku włosy były rzeczywiście nieco bardziej gładkie, śliskie i minimalnie bardziej błyszczące po Isanie z babassu niż po tej aloesowej. Pewnie przy włosach mocniej zniszczonych niż moje ta różnica byłaby wyraźniejsza.


Skład Isany wygładzającej z olejem babassu: Aqua, Cetearyl alcohol, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Bis-diglyceryl Polyacyladipate-2, Orbignya Oleifera Oil, Behentrimonium Chloride, Hydroxyethylcellulose, Isopropyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Citric Acid, Sodium Hydroxide

Skład Isany nawilżającej z aloesem: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stereate Se, Propylene Glycol, Niacinamide, Panthenol, Betaine, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Glycerin, Quaternium 87, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethyleamine, Parfum, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Hydroxhide, Citric Acid.

Składowo nowa wersja wypada lepiej. Znajdziemy tu więcej ciekawych składników, które odżywią i nawilżą nam włosy. Niestety producent dołożył też substancję filmotwórczą podobną do silikonów, więc odżywka nie będzie nadawała się już do pielęgnacji CG i nie sprawdzi się tak dobrze do mycia jak wersja wygładzająca (substancje myjące są dalej w składzie). Obydwie odżywki mają w składzie IPA, więc mogą się nie sprawdzić przy włosach bardzo suchych, zniszczonych i przede wszystkim wrażliwych na ten składnik.


Pomimo tego wszystkiego co napisałam powyżej mam zamiar nadal kupować nową aloesową wersję odżywki Isana. Dlaczego? Bo choć nie zastąpi mi wersji wygładzającej i średnio sprawdza się jako odżywka na co dzień (takie moim zdaniem powinny przede wszystkim działać szybko, pomagać rozczesać nam włosy, wygładzić je i sprawić, że będą one wyglądały dobrze) to jest doskonałą bazą do tuningowania. Sama z siebie zostawiona na włosach na minimum 30 minut sprawuje się zdecydowanie lepiej (bardzo fajnie nawilża), a dodatkowo odpowiednio wzbogacona półproduktami może stać się dla nas idealną, odżywczą maską. Jeśli więc lubicie się bawić w mieszanie to za taką cenę aż żal jej nie spróbować :)


Miałyście już ją? Jak się u Was sprawdza? :))

Pozdrawiam Was serdecznie,

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...