środa, 19 czerwca 2013

Włosowa dieta: Pestki dyni


W ramach Akcji Miesiąc Zdrowej Diety mam dziś dla Was znów wpis spożywczy ;) Nie wiem jak Wy ale ja często miewam ataki głodu (czy też raczej małego głodka ;) ) pod tytułem 'coś bym zjadła' i oczywiście nie mam pojęcia co. Za dawnych czasów, tych przed dietą, w takich momentach sięgałam po chipsy, Sunbitsy, paluszki i inne tego typu przekąski. Teraz wybieram zupełnie co innego ;) między innymi właśnie w takich momentach sięgam po pestki dyni.

Co takiego mają w sobie pestki dyni?

Przede wszystkim dużo witamin z grupy B (B1, B2, PP), które nasze włosy uwielbiają. Oprócz tego znajdziemy w nich witaminę C, wapń, żelazo, fosfor, magnez i błonnik. Pestki dyni są też niezwykle bogate w cynk, który ma zbawienny wpływ na naszą cerę (walczy z trądzikiem), paznokcie i oczywiście włosy oraz w olej, o którym już kiedyś na blogu Wam pisałam TUTAJ. Niestety z racji tego oleju są też bardzo kaloryczne - w 100g mają aż 556 kalorii, ale nikt przecież nie zjada na raz takiej porcji :) Jest to za to dobra wskazówka dla dziewczyn, które chcą zdrowo przytyć - zamiast jeść słodycze sięgajcie po pestki dyni (i inne nasiona i orzechy) jak najczęściej!

Jakie mają właściwości?

Poza wzmacnianiem włosów pestki dyni walczą też z ich nadmiernym wypadaniem, łamliwością i brakiem blasku. Wzmacniają też nasze paznokcie i poprawią stan cery (zwłaszcza trądzikowej). Dzięki zawartości lecytyny poprawiają pamięć i koncentrację. Według licznych badań korzystnie działają również w przypadku różnych chorób: raka prostaty, kamicy nerkowej, choroby układu krążenia i wątroby, nadciśnienie, pasożyty czy bezsenność. Są polecane zwłaszcza osobom starszym, ale nie oznacza to, że my nie możemy ich jeść ;)

Jak je jeść?

Ja najbardziej lubię podgryzać je solo ;) Wyjątkowo smaczne są te ze zdjęcia powyżej, które za ok. 6zł kupuję w Rossmannie. Możemy dodawać je do sałatek, posypywać nimi kanapki, dodawać do musli czy zup (ja lubię je zwłaszcza w tych typu krem). Idealnie łączą się ze szpinakiem czy rybą, ale też na słodko z owocami. Jeśli pieczecie własne pieczywo to również warto dorzucić do niego garść pestek z dyni. Sama już dawno nie piekłam własnego chleba, ale co jakiś czas kupuje sobie razowe bułeczki z ogromna ilością pestek z dyni. Tak naprawdę możliwości macie nieograniczone ;)


I jak przekonałam Was do pestek dyni? ;) A może wcale przekonywać Was nie trzeba?


Pozdrawiam Was serdecznie,

wtorek, 18 czerwca 2013

HIT: Krem kojąco - oslaniający Himalaya - na niedoskonałości


Ostatnim tego typu hitem w pielęgnacji twarzy, o którym pisałam Wam na blogu był płyn micelarny z Biedronki. Wiem oczywiście, że są osoby, którym on nie pasuje, ale jednak znakomita większość z Was była z niego zadowolona podobnie jak ja. Pomyślałam więc, że warto podzielić się z Wami kolejnym moim odkryciem :)

Ten krem kupiłam przede wszystkim ze względu na skład. Duża ilość aloesu, cynk, wyciągi z ziół i olej z migdałów skusiły mnie by go wypróbować. Przez chwilę miałam nawet ochotę wykorzystać go na włosy, ale po wypróbowaniu na twarzy, wiem, że mógłby je wysuszać. 

Skład: /składniki aktywne/ Indian Aloe (Aloe Vera), Five-leaved Chaste Tree (Vitex Negundo), Almond (Prunus Amygdalus), Indian Madder (Rubia Cordifolia), Borax Anhydrous (Tankana), Zinc Calx (Yashad Bhasma).
/składniki pozostałe/ Aqua, Propylene Glycol, Glyceryl Stearate SE, Cetyl Palmitate, Liquid Paraffin, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Polyoxylated Alcohol, Dimethicone, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Fragrance, Methylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Propylparaben.

Zacznę może od tego co najmniej ważne - konsystencji i zapachu. Krem jest bardzo gęsty i wystarczy dosłownie odrobina jeśli nakładamy go punktowo i niewiele więcej, jeśli chcemy posmarować nim całą twarz. Zapach ma nieco orientalny, kadzidlany, ale naprawdę bardzo przyjemny :) Mi w każdym razie bardzo przypadł do gustu. Kolor jak zobaczycie poniżej jest lekko kremowy, jasny, nie rzuca się w oczy na twarzy, ale jest na tyle widoczny (nałożony punktowo), że nie można z nim wyjść z domu ;) 

Najważniejsze jest oczywiście jego działanie. Krem fenomenalnie goi i to dosłownie wszystko w ekspresowym tempie: podrażnienia np. po depilacji, skaleczenia, zranienia, wypryski czy zmiany trądzikowe. Bardzo szybko wysusza zmiany ropne i koi zaczerwienienia. Radzi sobie nawet z takimi bolącymi gulami, które zwykle u mnie bardzo długo się goiły. Po tym kremie nie ma po nich śladu po 2-3 dniach.

Zastosowany na noc na całą twarz doskonale walczy z zaskórnikami i innymi zmianami trądzikowymi, a rano skóra jest po nim uspokojona, ma jednolity kolor i jest ładnie nawilżona i miękka. Krem przy tym doskonale i szybko się wchłania do matu (chyba, że nałożymy go za dużo). Wiele dziewczyn stosuje go nawet pod makijaż, ja jeszcze nie próbowałam ;)

Niewątpliwym jego plusem jest bardzo niska cena :) Na doz.pl kupimy go za niecałe 6zł. Oprócz tego można znaleźć go w Super-pharm i w Hebe. 

Mała tubka - idealna na wyjazdy (przyda się np. przy otarciach) jest o dziwo bardzo wydajna.

Jeśli to wszystko jeszcze Was nie przekonało zerknijcie do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=29316 na 13 osób aż 8 uznało go za swój HIT :) Ja zdecydowanie też dołączam do tego grona.


A Wy znacie ten krem? :) Wypróbujecie go?


Pozdrawiam Was serdecznie,

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Projekt denko cz. VI

Jak wiecie w denkowaniu jestem po prostu beznadziejna ;) a jeśli chodzi o produkty do włosów to chyba trudno by było znaleźć kogoś w tym gorszego ode mnie... Mam miliony pozaczynanych opakowań  i ostatnio musiałam nawet wyrzucić cała siatkę takich, które były już za długo otwarte :( Oczywiście przed wyrzuceniem zapomniałam zrobić im zdjęcie :D za to na dysku znalazłam wczoraj fotki kosmetyków, które udało mi się wykończyć w ostatnim czasie i o nich właśnie chciałabym Wam króciutko opowiedzieć.


Szampon Organicum - o przepięknym zapachu, który mi zawsze kojarzy się z żelkami o smaku Coca Coli ;) Bardzo dobrze się pieni (ma ALES), doskonale myje włosy i zostawia je lekkie i ładnie uniesione. Dzięki temu nieco wolnej mi się przetłuszczają. Jest niesamowicie wydajny i nie plącze moich włosów (mimo, że nie ma w składzie silikonów ani żadnych innych wygładzaczy). Jedyny minus to oczywiście jego cena :( Gdyby nie to, to na pewno miałabym już w łazience następna butelkę. Za 350ml musimy zapłacić 38zł. Znajdziemy go np. na helfy.pl. RECENZJA


Suche szampony Batiste - to nieodzowny element mojej pielęgnacji. Jak już wiecie ja nie stosuję ich w tradycyjny sposób (czyli dopiero wtedy jak włosy się przetłuszczą), ale traktuje je albo jako stylizator albo korzystam z TEGO patentu, kiedy wiem, że nie będę miała czasu umyć włosów (np. na wyjeździe). Kosztują około 14zł za 200ml butelkę i możemy je kupić na razie wyłącznie on-line.


Rosyjski balsam na kwiatowym propolisie - absolutny ulubieniec i pewniak :) Po nim moje włosy zawsze wyglądają dobrze, niezależnie od pogody czy ich własnego widzimisię ;) Przepiękny zapach, mocne nawilżenie i dobra wydajność, więc nawet cena aż tak nie przeraża (ok. 18zł za 600ml). RECENZJA


Szampon aloesowy Equilibra - kolejny świetny szampon, też dobrze się pieni, unosi włosy u nasady i sprawia, że wizualnie mam ich więcej. Jest na tyle delikatny (pomimo ALS w składzie), że ja używam go na co dzień. Lubię go też za to jak ładnie nawilża włosy, moje nie potrzebują już po nim żadnej odżywki :) Kupimy go w aptekach za ok. 13-18zł (w zależności od promocji) za 250ml. RECENZJA


Maska Anti-Age Organique - już za nią tęsknię ;) i gdyby nie to, że mam teraz spore inne wydatki to jeszcze wczoraj kupiłabym kolejne opakowanie (akurat mijałam stoisko Organique). Pachnie winogronami, absolutnie uzależniająco, ma boski skład i genialne działanie. Jedyne na co trzeba uważać to ilość, bo jak nałożymy jej za dużo to może obciążać włosy, ale dzięki temu jest mega wydajna. Zapłacimy za nią 39zł za 150ml. RECENZJA


Odżywka rozmarynowa Dr Beta - jeden z ostatnich nabytków, ale wykończyłam ją bardzo szybko, bo uzależniłam się od jej działania. Nic nigdy tak pięknie nie podkreślało mi skrętu jak ta odżywka. Do tego bardzo mocno nawilża włosy i jest niesamowicie lekka (koniec z obciążeniem!). Można, a nawet trzeba z powodzeniem stosować ją na skalp. Tak nakładana odżywi cebulki, przyspieszy porost włosów i będzie walczyła z wypadaniem i np. łupieżem. Jedyne co może w niej się nie podobać to zapach - bardzo intensywny, rozmarynowy, ja akurat go lubię. Kupimy ją on-line (chyba, że ktoś z Was wie gdzie ją dorwać stacjonarnie w Krakowie?) za około 10zł za 200ml. RECENZJA


Olejek do kąpieli Mandarynka i Cynamon Green Pharmacy - niestety bardzo się na nim zawiodłam :( Żele pod prysznic zwykle wybieram patrząc głównie na ich zapach. Miałam wizję intensywnego cynamonowego aromatu, ale niestety dostałam coś co absolutnie nie odpowiada moim gustom. Co do działania to nie mam zastrzeżeń ;) Myje, mnie specjalnie nie wysusza, ot zwyczajny żel (a nie olejek).


Płyn micelarny z Biedronki - kolejne trzy zdenkowane butelki ;) U mnie idzie średnio jedna na miesiąc (przy 2 osobach). Okazuje się, że chyba jednak nie będzie wycofany, bo wciąż dostaję od Was informacje, że do Waszych Biedronek przywieźli świeże zapasy ;) Co do działania to dla mnie jest idealne i nie szukam już nic innego. Jest łagodny, dobrze i szybko zmywa cały makijaż, nie podrażnia, nie klei się i kosztuje grosze - dla mnie ideał :D Cena to ok. 4,50zł za 200ml. RECENZJA


Macie może jakieś swoje patenty na to jak zmusić się do używania kosmetyków do końca? ;) Podzielcie się proszę nimi w komentarzach :D Każda rada będzie mile widziana!


Pozdrawiam Was serdecznie,

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...