Projekt nowy dom – rynek pierwotny czy wtórny?


Włosomaniaczka, świeżo upieczona ceromaniaczka, książkomaniaczka i pewnie znalazłoby się jeszcze kilka podobnych określeń, które do mnie pasują, ale jest jeszcze jedna rzecz, która mnie w podobnym stopniu pochłania, a o której nigdy dotąd Wam nie wspominałam :) Jest to mianowicie urządzanie wnętrz i wszystkie tematy okołodomowe. I choć nie mam zamiaru w żadnym wypadku nikomu w tej kwestii doradzać, bo za eksperta się nie uważam to pomyślałam, że podzielę się z Wami swoimi doświadczeniem na blogu. Sama uwielbiam czytać takie ‘domowo-wnętrzarskie’ wpisy u innych blogerek (i to raczej tych niespecjalizujących się w takiej tematyce) i podglądać jak to wygląda u nich, więc może i kogoś z Was taka seria zainteresuje.


O tym w jaki nietypowy sposób zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Tarnowa wspominałam w TYM wpisie. Zanim jednak podjęliśmy tamtą decyzję już wcześniej planowaliśmy zmianę mieszkania na większe. Nasze ukochane gniazdko w pewnym momencie stało się po prostu za ciasne, a właściwie od początku wiedzieliśmy, że  taka przeprowadzka będzie nieunikniona. Nie przewidzieliśmy jedynie, że nastąpi ona tak szybko :)

Pierwszą decyzją jaką przyszło nam (i pewnie wielu innym parom) podjąć było to czy kupujemy mieszkanie z rynku pierwotnego – od dewelopera czy z wtórnego. Każdy z nich ma swoje plusy i minusy, więc decyzja nie była tak oczywista. My wybraliśmy mieszkanie ‘używane’, takie do prawie generalnego remontu i zaraz Wam wyjaśnię dlaczego.

1.       Cena

To chyba najbardziej oczywisty argument. Takie mieszkania, nawet jeśli dołożymy koszty remontu (tak jak w naszym przypadku) są wciąż dużo tańsze od tych kupowanych od dewelopera.

2.       Układ mieszkań

Oczywiście to co dla innych może być wadą – dla mnie jest zaletą. Ja wprost nie znoszę aneksów kuchennych, a znalezienie nowego mieszkania, które miałoby oddzielną kuchnie graniczy wręcz z cudem. Poza tym w starych blokach można jeszcze znaleźć takie udogodnienia jak oddzielne WC i łazienkę (my właśnie takie mamy), a to rozwiązanie też uważam za bardzo praktyczne.

3.       Otoczenie bloków

To co mnie najbardziej zniechęca do tych wszystkich nowoczesnych osiedli to brak zieleni. Blok, parking, blok, parking, ewentualnie kilka mizernych tujek powsadzanych dookoła. Sama wychowałam się na pięknym, zielonym osiedlu w Zamościu (ręka w górę kto kojarzy os. Zamojskiego ;) ) i nie wyobrażam sobie widoku z okien pozbawionego drzew. W naszym nowym domu jest ich pod dostatkiem i na całym osiedlu też nie brak zieleni. Właśnie ten widok – na piękne, stare drzewa, a nie okna sąsiadów między innymi zadecydował o tym, że kupiliśmy właśnie to mieszkanie.

4.       Dogodna lokalizacja

Stare osiedla to nie tylko piękna zieleń, ale też sklepy, do których mam dwa kroki, przedszkola w okolicy, szkoły, siłownie, przychodnie i inne miejsca, które często się odwiedza. Cała ta infrastruktura, której często brakuje na nowych ‘osiedlach wyspach’ stawianych tak chętnie przez deweloperów. Jasne – tam też pewnie w końcu one powstaną, ale dlaczego miałabym czekać kilka lat i codziennie wozić Zuzie do odległego przedszkola czy siebie na siłownię skoro mogę mieć to wszystko w zasięgu kilkuminutowego spaceru.

5.       Nie kupujesz kota w worku

Kiedy kupujemy ‘stare’ mieszkanie widzimy od razu wszystkiego jego wady. Oczywiście pod warunkiem, że wiemy gdzie patrzeć. W tych nowych istnieje wiele niewiadomych, które przynajmniej dla mnie łączą się ze sporym ryzykiem… a co jeśli nad nami wprowadzi się wyjątkowo rozrywkowy sąsiad, a co jeśli deweloper wybuduje nam kolejny blok tuż przed nosem, a co jeśli za rok okaże się, że bloków powstało zbyt wiele, a droga wyjazdowa z osiedla jest tylko jedna i wyjazd trwa godzinę lub dłużej… Te ‘a co jeśli’ mogłabym jeszcze długo wymieniać, a to tylko przykłady z życia moich znajomych. Ja tego ryzyka wolałam po prostu uniknąć ;)

6.       Większy wybór

Pewnie w dużych miastach sprawa wygląda inaczej, ale w tych mniejszych – takich jak chociażby Tarnów ilość inwestycji jest niewielka, więc i wybór nowych mieszkań mały. Rynek wtórny za to kwitnie i właściwie codziennie pojawiają się nowe ogłoszenia. Naprawdę jest w czym wybierać i praktycznie każdy jest w stanie znaleźć mieszkanie dla siebie.


Oczywiście stare mieszkania też mają swoje minusy. Tym najważniejszym dla mnie jest często brak młodych (czyli takich w naszym lub zbliżonym wieku) sąsiadów, z którymi można by się zaprzyjaźnić. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego, a że my akurat należymy do tych ‘moblilnych’, dla których przejechanie nawet kilkuset kilometrów na spotkanie ze znajomymi nie stanowi większego problemu to myślę, że i z tym damy sobie radę ;)


Ciekawa jestem jak to jest u Was? 
Wolicie nowe mieszkania z rynku pierwotnego czy te ‘stare’?


Pozdrawiam Was serdecznie,
Anwen
Udostępnij

105 komentarze:

  1. Troche mylny tyltuł, myślałam, że kupujesz dom:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo dla mnie dom- to nie budynek, a miejsce gdzie mieszkam ;) w takim szerszym znaczeniu. Niestety w tytule nie ma możliwości wstawiania cudzysłowu

      Usuń
    2. Tytuł wcale nie jest mylny, ponieważ słowo dom nie oznacza wyłącznie budynku, tylko też miejsce w którym mieszkamy (w tym mieszkanie) :)

      Usuń
    3. Kompletna glupota. Dom a mieszkanie - wieeelka różnica. Bardzo mylne.

      Usuń
    4. "Dom nie jest tam, gdzie mieszkamy, ale tam, gdzie kochamy i jesteśmy kochani." Dom może być mieszkaniem, półciężarówką albo namiotem. Serio, taka spina o jedno słowo?

      Usuń
    5. Nie ma zadnej spiny, wiem ze dom moze miec bardziej metaforyczne znaczenie ale w kontekscie "rynek pierwotny czy wtorny" bylo to dla mnie mylne. Po prostu napisalam co pomyslalam i dodalam usmiech a to Wy robicie spine o jeden komentarz. Pozdrawiam

      Usuń
    6. Akurat wcześniejszy komentarz tyczył się anonima z 10 kwietnia 2017 07:12 ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Gdzieś w podstawówce wymarzyłam sobie, że zostanę projektantką wnętrz i tego pomysłu trzymałam się przez większość mojej wczesnej młodości. Zainteresowania zmieniły mi się w czasach licealnych, ale do dziś uwielbiam wszelkie wnętrzarskie tematy! Więc jeśli będą się tu pojawiać, to jestem cała za :D

    PS. Też nie cierpię aneksów kuchennych ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się zastanawiam co ludzie w nich widzą ;)

      Usuń
    2. Co jest złego w aneksach kuchennych?

      Usuń
    3. Nie wiem jak dla Ani, ale dla mnie one są bardzo atrakcyjne wizualnie, natomiast totalnie niepraktyczne.

      Wiem jak się mieszka z aneksem i dla mnie to, że wszystkie zapachy z kuchni są w reszcie domu to pierwszy problem. Przeszkadzanie domownikom odgłosami gotowania to drugi. Chciałabym mieć w przyszłości zwierzaki i na przykład obecnie mam dwa koty - wskakiwanie na blaty to problem trzeci.

      Oczywiście dla wielu osób te problemy to nie będą problemy, albo po prostu korzyści je przeważą i to jest okej :) Ale dla mnie osobiście aneks to zło ;)))

      Usuń
    4. Ja kupując dom zdecydowałam się na rynek wtórny, lubię jak coś ma swoją historię :)
      Też jestem zwolenniczką tradycyjnego układu i nie chciałabym aneksu kuchennego w salonie ;)

      Usuń
    5. a czemu nie lubisz aneksów? chodzi o to ze od razu widac bałagan?

      Usuń
    6. bo osobna kuchnia to dodatkowa strata powierzchni, teraz liczy się przestronność. Małe osobne pomieszczenie to taka estetyka PRL

      Usuń
    7. Ja bym dodała, że dziecko nie zawsze jest pożądane w kuchni, a w przypadku aneksu kuchennego ma do niego wolny dostęp.

      Argument bałaganu też jest silny - nie chciałabym, żeby goście oglądali niezmyte gary, a nie zawsze ma się czas, żeby zmyć PRZED imprezą.

      Usuń
    8. Ja za to nie lubię zamkniętych kuchni, jak się ma okap to zapachy nie przeszkadzają, a nie tłukę się jakoś specjalnie w kuchni, więc nikomu nie przeszkadza

      Usuń
    9. Co Wy z tymi zapachami? Mieszkam w domu z kuchnią otwartą (tak, kuchnią, nie aneksem) i projektując go zawsze wiedziałam, że tak ma być. Nie wyobrażam sobie bycia zamkniętą w kuchni kiedy cała rodzina bawi się gdzie indziej. A zapachy? U nas jest rekuperator, więc absolutnie NIC nie czuć. A myślę,że i zwykły okap też temu zapobiega.

      Usuń
    10. Nie wiem od czego to zależy, może mam jakiś przewrażliwiony nos. Ale u moich rodziców jest aneks, był kiedyś jeden okap, po remoncie jest inny, a ja i tak zawsze czuję. No i sam okap to też kolejne źródło dźwięku, które składa się na ogólny kuchenny hałas :)

      Summa summarum to i tak tylko rzecz gustu, niech każdy ma to co mu pasuje ;)

      Usuń
    11. zapachy to jedno, ale mi po prostu wizualnie kuchnia w salonie zupełnie się nie podoba, choćby nie wiem jak dobrze została zaprojektowana. Chyba stylistyka rodem z PRL do mnie bardziej pod tym względem przemawia :D

      a co do zamykania w kuchni to u nas i tak najczęściej gotujemy razem, a nawet jeśli gotuje jedno to drugie siedzi z nim w kuchni i towarzyszy, dlatego dla mnie ważne jest by mieć kuchni na tyle dużą by zmieściło się właśnie jakieś miejsce do siedzenie- wcześniej mieliśmy stół, teraz będzie blat

      po prostu lubię mieć te rzeczy oddzielone - jak chcę być w salonie to ma to być salon, a jak chcę posiedzieć w kuchni to sobie do niej pójdę

      Usuń
    12. Ja również nie przepadam za aneksami, a znalezienie mieszkania bez tego to problem, ważny jest teraz metraż i przestronność. Nie zaprzeczam że jak zapraszasz gości i przygotowujesz coś do podania na stół to przynajmniej jesteś obecna z nimi, ale nie jestem perfekcyjną panią domu i zdarza mi się bałagan w kuchni bo właśnie przygotowywałam coś dla gości;) Moim zdaniem moda na kuchnie osobne wraca tylko deweloperom szkoda miejsca, pewnie jeszcze rynek zareaguje na tą potrzebę w przyszłości.
      Moim marzeniem jest osobna duża kuchnia, dużo blatu i może miejsce do siedzenia lub zjedzenia śniadania przez synka. Ah, marzenia są po to by je realizować.

      Usuń
    13. W kuchni są najlepsze imprezy. Mieszkałam kiedyś w starym bloku z lat 70-tych z otwartą kuchnią. Jak szukałam kolejnego mieszkania to koniecznie musiały być:
      1. Balkon Z wyjściem z kuchni
      2. kuchnia osobna
      3. osobne wc
      4. drzewa i przestrzeń za oknem
      5. otwarte dla wszystkich miejsca parkingowe
      Kupiliśmy mieszkanie w 100-letniej kamienicy. Z tego wszystkiego nie mamy osobnego wc, ale po 3 latach szukania żadne mieszkanie nie spełniało tych 5 warunków, więc musieliśmy z czegoś zrezygnować. A po kilku latach mieszkania okazuje się że sąsiadka chce sprzedać kawalerkę za ścianą (kiedyś to była część naszego mieszkania). Tam jest zrobiona toaleta, kuchenkę się zdemontuje i po remoncie będę miała gabinet i bibliotekę:-)
      A salon jest na święta, jedzenie obiadu i oglądanie wspólnie filmów. Imprezy są zawsze w kuchni, gdzie musi też być wielki stół i kredens z nalewkami;-)
      Abrakadabra

      Usuń
    14. ANONIMOWY9 KWIETNIA 2017 23:03
      bo osobna kuchnia to dodatkowa strata powierzchni, teraz liczy się przestronność. Małe osobne pomieszczenie to taka estetyka PRL

      Ja mam przestronną kuchnię z wyspą, którą uwielbiam i mimo, że to osobne pomieszczenie to jeszcze nikomu nie skojarzyło się z PRL-em i nie widzę żadnej straty powierzchni ;) Nie podobają mi się aneksy w salonie tak samo jak otwarta łazienka w sypialni ;)

      Usuń
    15. Abrakadabra - dokładnie! najlepsze imprezy są zawsze w kuchni :))) mi by się marzyła własnie taka 100letnia kamienica, ale bałam się ogrzewania - ja jednak lubię mieć ciepło w domu, a w takich to niestety bywa różnie (mam złe doświadczenia z czasów studenckich)

      Usuń
    16. Wirginia - osoba kuchnia i osobny salon zajmują więcej miejsca, to fakt. Jak ma się małe mieszkanie, to dla mnie malutki salon i oddzielna malutka kuchnia to takie klitki a'la schowki na szczotki. A co do otwartej łazienki, to tez jestem przeciw ze wzgledu na prywatnosc.

      Usuń
    17. Witam w klubie!! Ja akurat budowałam dom. Warunkiem wyboru projektu było: czy da się oddzielić kuchnię. Znalezienie takiego projektu wcake nie było takie proste. Dla mnie pewne strefy domu powinny być oddzielone. I kropka:-) aneks kuchenny bywa śliczny jak służy do robienia herbaty i podgrzania obiad. Jak ktoś spędza pół życia w kuchni- gotuje, robi przetwory i wędliny osobne pomieszczenie to mus. Na marginesie marzyła mi się wyspa w kuchni, ale niestety nie mam;)

      Usuń
    18. A ja uwielbiam aneksy i łazienki w których jest wc. Nie lubię oddzielonych lazienek😏 tak wiec deweloperka mi pasuje 😏

      Usuń
    19. W dużej mierze zależy,kto jakie życie prowadzi :). Dla mnie aneks kuchenny z salonem to coś idealnego:). I cały czas szukam takiego układu, która by mi odpowiadał. Moje życie głównie toczy się w kuchni. Jeśli przychodzą znajomi to przesiadujemy w kuchni, rozmawiamy w kuchni, w kuchni pijemy kawę, gramy w gry, itp. I kuchnia jest najfajniejszym miejscem spotkań, ale staje się w pewnym momencie za ciasna.

      Usuń
  3. Temat dla mnie :) Za parę miesięcy wybieram się na studia i będę musiała wynająć mieszkanie. Nie wyobrażam sobie mieszkania w akademiku, albo z większą grupą ludzi. Muszę mieć poczucie, że w miejscu, w którym przebywam mogę czuć się swobodnie. Prawdopodobnie wyjadę z chłopakiem, więc jak oboje będziemy zarabiać to kosztami się podzielimy. Przeraża mnie to i super, że napisałaś taki post :) Muszę koniecznie zastanowić się nad takim rozwiązaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przy wynajmie to zupełnie inne rzeczy trzeba wziąć jeszcze pod uwagę :) ale to temat rzeka ;)

      Usuń
    2. Akademik nie jest taki zły, jeśli mieszkasz z kimś, kogo znasz ;) ja np. mam łazienkę w pokoju i choć kuchnia jest na korytarzu, to ani razu przez 2 lata w niej nie byłam, bo mamy swoją kuchenkę elektryczną w pokoju ;) a zdecydowanym plusem jest to, że mój akademik jest blisko uczelni i nie tracę czasu na dojazdy (przetestowałam mieszkanie w wynajmowanej kawalerce na pierwszym roku, 40 minut tramwajem na uczelnię, podziękuję jednak ;)).

      Usuń
  4. Po przeprowadzce z domu do mieszkania wprost odetchnęłam. Mieszkanie to o wiele większa wygoda. Wiele radości sprawiło mi również kupowanie mebli i dodatków.
    A co do aneksów kuchennych również ich nie lubię, już widzę te opary kuchenne na salonowych meblach ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zupełnie inne zdanie. Niedługo czeka mnie przeprowadzka z domu do mieszkania i jestem trochę podłamana, nie lubię mieszkać w bloku :(

      Usuń
    2. Jedyne czego mi tak naprawdę brakuje to ogród. Mieszkam w 2 piętrowym bloku na uboczu więc nie ma problemu. Jednak wierzę, że każdy woli co innego. ;)

      Usuń
    3. Blanka ja Cie akurat rozumiem - nie chciałabym mieszkać w domu wolnostojącym i tak jak mówisz jedyna jego zaleta jak dla mnie to ogród, ale pod tym względem wolałabym mieć po prostu domek letniskowy do którego będę mogła pojechać kiedy będę chciała niż cały rok męczyć się w domu

      Usuń
    4. a dlaczego męczyć? jesli wybudowalo sie porzadny, nowy dom to nie trzeba w nim nic robic. Opłaty sa o wiele niższe no i można w piżamie wyjść na podwórko, poopalać się itd... jak spedze wiecej czasu w domu, to ciezko potem mi sie przestawic na zamkniete mieszkanie

      Usuń
    5. Niższe opłaty w domu? Gdzie takie cuda?

      Usuń
    6. Jestem szczęśliwa posiadaczką nowego pięknego domku. I też chciałabym poznać te cuda wypisane o opłatach.

      Usuń
    7. Z tymi opłatami to trochę poleciałaś- chyba że porównujesz np. ceny utrzymania mieszkania w dużym mieście i domu na wsi

      Usuń
    8. koszty utrzymania mojego małego domu sa o wiele niższe niż kiedy płaciłam co miesiąc czynsz. Trzeba sobie radzić, a nie się dziwić czemu to inni płacą mniej niż ja.

      Usuń
    9. tez mam domu ktory kupilam w stanie surowym. jest sporo roboty, szczegolnie jesli ma sie ogrod i jest sie estetka jak ja ;) ale wiedzialam na co sie decyduje i nadejscie wiosny rownoznaczne jest dla mnie z praca na swiezym powietrzu i wrecz to uwielbiam! jak cos jest twoje, to praca i dbanie o to jest przyjemnoscia

      Usuń
    10. Mały dom lub szeregówka są o wiele tańsze w utrzymaniu niż mieszkanie - mam porównanie. I mówię tu zarówno o mieszkaniu jak i domu znajdującymi się w mieście. Nigdy w życiu nie wróciłabym już do mieszkania. Faktycznie jest w nim zawsze więcej rzeczy do zrobienia, ale ten komfort...

      Usuń
    11. Jakim cudem twoim zdaniem utrzymaniu domu w mieście jest tańsze niż utrzymanie mieszkania? Ja też mam porównanie bo mieszkałam w bloku, a teraz od 13 lat mieszkam w domu, dodam, że jedno i drugie w Warszawie. I koszty utrzymania domu są nieporównywalnie wyższe. Też bym nie wróciła do mieszkania, ale muszę przyznać, że jest tańsze

      Usuń
    12. Z tymi kosztami dom a mieszkanie, chyba chodzi o metraż. Ja za ogrzewanie w kawalerce niby płacę nie za dużo ale jakbym przeliczyła to na metry mojego rodzinnego domu to wyszłaby kosmiczna suma.

      Usuń
    13. No tak, ale po co to przeliczać, skoro i tak fizycznie płacisz mało?

      Usuń
    14. A minsie wydaje, ze domow nie lubia ludzie których po prostu na nie nie stać.

      Usuń
    15. No faktycznie, bo od prostego faktu że po prostu można mieć różne gusta zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest że wszystkim, ale tak naprawdę wszystkim musi podobać się to samo :D

      Usuń
  5. Aneksy są przydatne, kiedy ma się małe dzieci. Można gotować jednocześnie patrząc jak się bawią. Szczególnie kiedy lubi się gotować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Aneksy pod tym względem góra!!!

      Usuń
    2. ja akurat gotować nie lubię, ale Zu równie dobrze, jak nie lepiej podczas gotowania bawiła się w kuchni, więc akurat dla mnie to żaden argument :)

      Usuń
    3. Zgadzam się. Moje dzieci cięgle są ze mną w kuchni (co przeszkadza, gdy plączą się pomiędzy nogami), nie ważne, ile zabawek mają rozrzuconych w pokoju. Muszą mnie wciąż widzieć, z resztą ja też lubię je widzieć, gdy gotuję, albo zmywam naczynia, bo jak już są same i za długo jest cicho, to wiedz, że coś się dzieje ;) Za to znajoma ma otwartą kuchnię na salon i nie ma tego problemu. Mi się aneksy kuchenne podobają, ale nie wszystkie, chciałabym mieć taki, gdzie meble kuchenne są umieszczone na jednej ścianie i strefa kuchenna jest wydzielona, np. kafelkami, zupełnie do mnie nie przemawiają mieszkania, gdzie w kuchni, czy łazience są panele (nawet te do tych pomieszczeń przystosowane...). Kiedyś podobały mi się wyspy, ale w mieszkaniach chyba zabierają przestrzeń, wolę mieć stół, przy którym cała rodzina może usiąść. Teraz i tak mieszkam w starym pgr-owskim budynku, więc nie ma tutaj takiego rozkładu pomieszczeń, jak w bloku, ale pamiętam, że jak córka była młodsza i w takim bloku mieszkaliśmy to, ciągle biegałam z kuchni do dużego pokoju i patrzyłam, czy czegoś nie zmalowała (dosłownie i w przenośni). Ale jedno, co muszę powiedzieć i dodać do wpisu Anwen, bo też wolę stare mieszkania niż kiepskiej jakości nowe budynki, stare "domy" mają duszę i historię.

      Usuń
  6. Kurcze, punkt 5 jak dla mnie jest zupełnie nietrafiony. Mieszkając na starym osiedlu też możesz trafić na głośnego sąsiada, jest też szansa, że jakiś deweloper wybuduje przy twoim bloku nowe osiedle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat przy moim bloku na pewno nikt nic już nie wybuduje, bo nie mam miejsca ;) a z sąsiadem to oczywiście, że może się zmienić, ale wprowadzając się przynajmniej wiem kto już w bloku mieszka, a w tych nowych często jest tak, że sporo mieszkań jest jeszcze pusta i nie wiadomo kto je kupi

      Usuń
    2. Ale co z tego, że wiesz kto mieszka, skoro po czasie może się okazać, że coś z sąsiadami jest nie tak? Przecież sprzedający mieszkanie Ci tego nie powie, żeby nie odstraszyć. Wszędzie mogą się trafić dziwni ludzie

      Usuń
    3. przyszłych sąsiadów można poznać nie tylko pytając o to sprzedającego ;) a kupując mieszkanie w nowym bloku nie ma żadnej opcji by się wcześniej dowiedzieć kto jeszcze będzie tu mieszkał, o ile nie kupujemy go jako jedni z ostatnich

      Usuń
    4. Ja mam np. bardzo problemowych sąsiadów, którzy są bardzo mili, poznałam ich wcześniej, ale co z tego, skoro tak naprawdę dopiero jak już gdzieś mieszkasz dowiadujesz się jacy ci sąsiedzi są

      Usuń
    5. Dokładnie!! nigdy nie poznasz na tyle kogoś żeby po pierwszym wrażeniu wiedzieć jacy oni są. mogą być mili i sympatyczni a pomieszkasz trochę czasu i się dopiero dowiesz czy ktoś jest miły i bezproblemowy naprawdę,czy tylko to były takie pozory pierwszego wrażenia. Żaden argument do mnie nie trafia żeby mieszkać w bloku jakimkolwiek. niema to jak budować swój własny dom i potem urządzić go po swojemu,a jak coś się znudzi można wystrój zmienić lub remont przeprowadzić jak ktoś nie wie co z pieniędzmi ma robić :) Tylko,że dom nie jest dla tych którzy zmieniają często swoje miejsce zamieszkania.

      Usuń
  7. Aneksy chyba powstały dla takich "miłośników" gotowania jak ja. W kuchni potrzebuję tylko czajnika. Na kuchence smażę tylko jajecznicę, a w piekarniku podgrzewam ser na tostach. Osobna kuchnia w moim przypadku to zdecydowanie zbytek 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heheh no chyba, że tak ;) ale mimo wszystko wizualnie wciąż mi się to nie podoba

      Usuń
  8. cos mi sie wydaje, ze dominujaca z Ciebie babka w związku ;D przeprowadzka, mieszkanie - wszystko jest tak jak chcesz, zazdroszcze ugodowego faceta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a może on tego bardziej chciał ^^

      Usuń
    2. ugodowy to chyba ostatnia rzecz jaką można powiedzieć o moim mężu :D być może w poście tak to zabrzmiało, ale takie decyzje podejmujemy wspólnie

      Usuń
  9. nie moge sie doczekac posta o urzadzaniu mieszkania, czy interesuje Cie tematyka DIY? np odnawianie starych mebli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. interesuje jak najbardziej, ale z moimi dwoma lewymi rękami to raczej wolę sobie pooglądać u innych :D

      w planach mam kilka mebli do przerobienia - chcę przemalować swoje meble w salonie i odnowić stół i stołeczek, które zostały w mieszkaniu po poprzednich właścicielach, ale podejrzewam, że będę musiała skorzystać z pomocy męża

      Usuń
    2. z pomoca czy bez to swietna sprawa, majac czas i interenet, mozna zrobic samemu po prostu cuda - meble i rzeczy wygladajace jak te ze sklepu i to prawie za darmo. Sama ostatnio zrobiłam włąsnorecznie zyrandol kryształowy, w sklepie widzialam podobny za tysiaka :)

      Usuń
    3. Gdzieś można zobaczyć ten żyrandol? Bo potrzebuje takiego. Jak go zrobiłaś?

      Usuń
    4. robiłam z kwietnika wiszącego - inspiracją były filmy :
      https://www.youtube.com/watch?v=gBMy75l751M
      https://www.youtube.com/watch?v=VxnU9_XoxUw
      https://www.youtube.com/watch?v=HjwhDOQVZeQ

      Usuń
  10. O tak my sie wprowadziliśmy do mieszkania deweloperskiego...I sąsiedzi tragedia, niby nowy budynek super lolalizacja za miastem a mamy podstarzałych i wścibskich sąsiadów 😞 Strach na taras wyjść..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na takich można trafić wszędzie, to nie reguła.

      Usuń
  11. My właśnie zdecydowaliśmy się na stare budownictwo i jestem mega zadowolona ;D Dwa bloki, w każdym tylko 18 mieszkań, otoczone zielenią, 200 metrów do Rynku, no po prostu idealnie. Stare budownictwo ma jeszcze ten plus, że ściany są grube i w dzień praktycznie sąsiadów nie słychać, jedynie wieczorami gdzie jest naprawdę cisza...
    My w swoim mieszkaniu mamy taką pół otwartą kuchnię, tzn jest osobne pomieszczenie ale bez drzwi tylko prowadzi tam taki krótki ale szeroki korytarzyk :) Idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak - grube ściany to kolejny argument :) w nowych blokach często jest z tym problem i słychać nawet baardzo spokojne rozmowy sąsiadów :/

      Usuń
  12. Miałam praktyki na budowie bloków i rozmawiałam z ludźmi mieszkającymi na takim osiedlu. Niestety ściany często są dość cienkie. Słychać co dzieje się za ścianą, czy to u ciebie w drugim pokoju czy u sąsiadów. Wykonanie nie zawsze jest najlepsze. Zdarzają się błędy chociażby w wykończeniu (np. źle osadzony parapet, drobny ubytek w ociepleniu), bloki powstają szybko. Ale w etapie budowy możesz iść do kierownika i po prostu powiedzieć w którym miejscu ma być ściana czy co chcesz zmienić. Dla osób które nie lubią urzadzania możesz kupić takie które ma już skończona łazienkę, kuchnie, wybudowane szafy w korytarzu. Tylko się wprowadzić :) Czasem możesz kupić mieszkanie z małym ogródkiem na dachu. Plany zagospodarowania terenu często są już wcześniej. Więc możesz się dowiedzieć czy w przeciągu kilku lat powstanie w danym miejscu jeszcze kilka bloków.
    Sama mieszkam w domku jednorodzinnym i szczerze do bloków nigdy bym się nie przeprowadziła. Wszystko zależy od potrzeb. Wiadomo każdy deweloper może budować inaczej. Podaje przykład z własnych obserwacji :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo fajny post! czekam na więcej w tym temiacie. Chociaż na razie mamy całkiem odmienne oddczucia:) Ja jak będe kupować mieszkanie to chętnie z aneksem :) Dużo bardziej mi się to podoba wizualnie i uważam, że to dość praktyczne. A łazienka z oddzielnym WC to dla mnie straszne marnotractwo przestrzeni i na pewno bym nie kupiła takiego mieszkania. Marzy mi się również nowe mieszkanie od dewelopera. Ale ja mieszkam w UK i tu jest problem ze starymi mieszkaniami. Wynajmowałam już wiele mieszkań i żadne bym nie kupiła. Wieczna pleśń, ściany jak z papieru, co chwila problemy z rurami itd. itd. Mam nadzieje, ze uda mi się kupić ładne i nowe mieszkanie!

    A tobie gratuluje! Ciesze się, że jesteś zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz, nie zgodzę się praktycznie z każdym punktem - wymieniłaś swoje powody - ale tak naprawdę nie ma reguły.

    1. Mieszkam w nowym budownictwie, mam kuchnię zamykaną :)
    2. W moim mieście pomiędzy dwoma starymi blokami wybudowano trzeci - nowy. Wcisnęli go na chama, niszcząc pasmo zieleni, stary plac zabaw. Da się? Da się :)
    3. Właśnie w starym mieszkaniu nie zawsze widać usterki. Często okazuje się, że trzeba zrobić więcej niż się wydawało - pojawiają się ukryte wady. Sąsiadów można mieć różnych w każdym budownictwie - a jak już wpisałam, nowe bloki można też wcisnąć pomiędzy stare :D
    4. A wybór - zawsze jest w czym wybierać. I jeśli chodzi o miasto i jeśli chodzi o dzielnicę.

    Ale cieszę się, że jesteś zadowolona - to najważniejsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w mieście też wciskają na siłę bloki. Budynki ok 50 lat. Pomiędzy domami a blokami był wolny kawałek zieleni. Trawa, dzieci miały gdzie się bawić. I nagle blok

      Usuń
    2. oczywiście, ze od każdej reguły znajdą się wyjątki ;) ja pisałam o tym jak to wygląda przeciętnie

      Usuń
  15. Myślę, że to wszystko zależy od lokalizacji. W Katowicach cena mieszkania od dewelopera plus koszt wykończenia jest równy cenie mieszkania do całkowitego remontu (wraz z kosztem remontu) a mamy pewność, że piony i wszystko inne jest nowe. Oczywiście trzeba kupować od sprawdzonych deweloperów, bo niestety firm teraz jak grzybów po deszczu.
    W dużym mieście dobrze jest mieszkać obok parku, z pewnością wolałabym mieszkać w domu pod lasem, ale nie możemy z mężem pozwolić sobie na pracę zdalną a dojazd powyżej pół godziny bez korków mija się z celem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do pionów i jakości wykonania - warto skorzystać z pomocy inżynierów budownictwa, zwłaszcza przy odbiorze mieszkania. Taka usługa kosztuje 100-300 zł, ale zwraca się ekspresowo. Sprawdzają oni piony, poziomy, dylatacje, prąd w gniazdkach, wentylacje, tynki, szyby (często porysowane), wysokość i szerokość otworów na drzwi i wiele, wiele innych rzeczy, o których nawet przeciętny człowiek nie pomyśli. Wiele z tych błędów, jeśli nie wyłapiemy ich w trakcie odbioru i nie zmusimy dewelopera do naprawy, musimy później sami naprawić lub jakoś obejść, co powoduje, że koszt zakupu mieszkania i jego wykończenia zwiększa się. Mój mąż jest kierownikiem budowy i pracuje właśnie w deweloperce. Wszyscy znajomi korzystają z jego pomocy przy odbiorach. Przekazują info swoim znajomym, a ci dalej polecają. Nikt po takiej usłudze nie żałuje wydanych pieniędzy. Wręcz przeciwnie - wszyscy zauważają ile potencjalnych kosztów ich ominęło. :)

      Usuń
    2. Zeby spr czy szyby sa porysowane, nie potrzebuje specjalisty :P cala reszta calkiem spoko:)

      Usuń
  16. Super, czekam na więcej wpisów na temat nowego mieszkania! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Aniu a nie korcilo Cię to żeby wrócić na stare śmieci np do Zamościa albo Lublina i byc bliżej rodziny? chciałabyś? wbrew pozorom Lublin bardzo sie rozwija ostatnimi czasy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie, że bym chciała, na razie jest to niestety niemożliwe :( ale jak już to do Zamościa, a nie do Lublina, bo akurat za tym drugim nie przepadam

      Usuń
  18. My kupiliśmy mieszkanie w starym budownictwie, bo była bardzo dobra cena, nawet jak doliczyć kapitalny remont wraz z wymianą każdej możliwej instalacji. Każda ściana była nośna, więc zamieniliśmy kuchnie z łazienką, aby polączyć kuchnie z pokojem, bo ja jestem fanką aneksów, a za to mam ogromną łazienkę z oknem i osobne wc. Mamy też parking strzeżony pod blokiem, więc nie ma problemu z parkowaniem, a to częsty minus takich osiedli. Zieleni jest sporo, jedyne co mnie denerwuje to klatki schodowe - lata będzie trwać zanim spółdzielnia je odnowi:(

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja kupiłam dom w zeszłym roku w idealnym stanie, po przystępnej cenie. Fakt, że nie w Polsce, więc moje wywody na ten temat nic tu nie wniosą :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Aneksy są super. Nie wyobrażam sobie ze ja przygotowuje jedzenie w kuchni a goście siedzą w osobnym pokoju. Poza tym mam dużą przestrzeń (fakt że mam dom) i ciągle mam chociaż dzieciaki pod okiem.
    A osobne WC kojarzy mi się że starymi blokami i PRL 😀

    OdpowiedzUsuń
  21. Mnie wszystko jedno, byle sąsiedzi byli w porządku, bo niestety prawda jest taka, że jakie by nie było cudowne mieszkanie (nieważne nowe/używane), to jeśli sąsiedzi są hałaśliwi nawet piękne widoki za oknem tego nie wynagrodzą...

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja także nie zgadzam się z większością punktów :)

    Cena - u nas wygrała właśnie cena, bo za mieszkanie z rynku wtórnego płacilibyśmy za metr więcej, a trzeba zrobić remont usuwając jednocześnie pozostałości po poprzednikach. Kupując z rynku pierwotnego dostajesz bazę na której robisz wszystko po swojemu, a nie musisz dopłacać za rozwalanie 50-letnich kafelków, gładzenie ścian, itp.

    Układ - tu jest faktycznie bardzo różnie. My mamy mieszkanie otwarte na 2 strony (północno-zachodnia i południowo-wschodnia) dzięki czemu jest bardzo jasno, ale najczęściej spotykaliśmy mieszkania narożne, które były przede wszystkim mało ustawne i o ile nie zlokalizowane od strony południowej to też dość ciemne. Ja jestem fanką aneksu, bo uwielbiam gotować i spędzać dużo czasu w kuchni, ale nie cierpię być sama, także taka opcja jest dla mnie idealna :) Na szczęście zgadzamy się z mężem w tej kwestii i podczas wynajmowania różnych mieszkań doszliśmy do wniosku, że musimy mieć mieszkanie z aneksem, żeby nie trzeba było wychodzić do kuchni gotować.

    Brak zieleni - to kwestia czasu na większości osiedli, ale faktycznie na moim nowym osiedlu brakuje mi póki co zieleni. Pocieszam się faktem, że w okresie zimowym zieleni nie ma prawie nigdzie a dopiero się wprowadziliśmy, także czekam cierpliwie na lato i trzymam kciuki za sadzenie nowych krzaków :)

    Dogodna lokalizacja - też bardzo względne. My mamy mieszkanie niemal w ścisłym centrum, a jest deweloperskie.

    Kot w worku - jeżeli obejrzy się wcześniej dokładnie plany zagospodarowania terenu to raczej nie powinno być niespodzianek. Jeśli kupuje się w miejscu, w którym mamy piękny widok na pole to.. niestety trzeba brać pod uwagę fakt, że pole może prędko zmienić się w blok :)

    Wybór - w moim dużym mieście jest teraz baaardzo dużo inwestycji. Też myślę, że to subiektywne.



    Podsumowując - my zdecydowaliśmy się na mieszkanie deweloperskie ze względu na cenę oraz doświadczenia związane z wcześniejszymi wynajmami. W poprzednim mieszkaniu nagle wspólnota postanowiła wymienić piony w całym budynku dzięki czemu miałam generalny remont mieszkania (ten koszmarny pył, brud i robotnicy - koszmar!). Niestety stare budownictwo lubi się sypać i o ile zrobi się już na początku generalny remont i ma się tyle farta, że w najbliższych 10 latach nie będzie wymiany instalacji elektrycznej czy pionów kanalizacyjnych to dobrze. Konkretny remont jednak kosztuje dużo więcej niż wykończenie mieszkania deweloperskiego.

    Ale przyznaję, że to konkretne mieszkanie nam się spodobało ze względu na cenę, lokalizację i układ oraz piętro i balkon. Stare mieszkania mają za to dużo uroku, szczególnie położone w dobrych kamienicach (chociaż przynajmniej u mnie takich wciąż niewiele, większość okupuje lokalna menelia sikająca po klatkach i tworząca "slumsy"). Poza tym mają historię, często lepszą infrastrukturę dookoła (brakuje mi warzywniaczka tuż pod domem!) a także piękne stare parkiety <3

    Pozdrawiam! FFF

    OdpowiedzUsuń
  23. Zawsze chciałam mieszkanie właśnie z aneksem! Również jestem przed przeprowadzką, majówkę będę mieć z głowy :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja od tego roku powolutku zaczynam o budowie własnego małego domku, byleby tylko nie był za mały :D

    OdpowiedzUsuń
  25. jak dla mnie stare mieszkania, domy mają same minusy

    OdpowiedzUsuń
  26. Jako architekt- urbanista wtrace się troche do pkt 5.. :P Developer nie moze sobie ot tak postawic budynku gdzie mu sie podoba- zawsze trzeba sie dpasowac do dokumentu ktory nazywa sie Miejscowy Plan Zagospodarowania Terenu. Wgląd do niego może mieć każdy, czesto jest dostepny na str internetowej urzedu miasta. Tu wręcz mieszkanie kupione na nowym osiedlu wygrywa, bo jest dopasowane do najbardziej aktualnego planu. Na stare osiedla mieszkaniowe miasto może mieć zupełnie inny pomysł i nagle ze spokojnego osiedla mamy jeden wielki plac remontowy. Tak samo podczas projektowania przewiduje się ilosc mieszkancow a drogi dojazdowe. A na beznadziejnych sasiadow zawsze mozna zle trafic ;) Ale to takie zawodowe czepialstwo z mojej strony- osobiscie nie mam zadnych preferencji w tym temacie, tak jak napisalas kazde z nich ma swoje plusy i minusy ;) Powodzenia w urządzaniu swojego gniazdka!

    OdpowiedzUsuń
  27. Anwen, napisz coś wreszcie o pielęgnacji cery! Nie mogę się doczekać;)

    OdpowiedzUsuń
  28. ja już nie mogę się doczekać budowy swojego domu <3

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja nie wyobrazam sobie mieszkac w mieszkaniu w bloku. Nie wazne czy starym czy nowym. Zawsze mieszkalam w domu jednorodzinnym u niewyobrazam sobie nie miec wlasnego garazu, tarasu z wejsciem na ogrod i pieknego ogrodu. Teraz z mezem budujemy juz drugi rok nasz wlasny dom sredniej wielkosci. Aktualnie jestesmy na ogrzewaniu i juz nie moge sie doczekac przeprowadzki. A kuchnie mam polotwara;) powodzenia w urzadzaniu nowego gniazdka bo to sama przyjemnosc;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Bardzo dobre podejście moim zdaniem. Jestem podobnego zdania co Ty i my, jeżeli nie wypali jedna sprawa, też raczej będziemy szukać czegoś z rynku wtórnego.

    OdpowiedzUsuń
  31. Cześć!
    Razem z mężem jesteśmy świeżo po remoncie mieszkania deweloperskiego i chciałam się odnieść do kilku punktów omówionych powyżej:
    2. Układ mieszkań - mieszkania w blokach mają układy jak z kalki, w dodatku mało funkcjonalne, bez względu na to, czy mają osobną kuchnię. Jedyny plus jest taki, że faktycznie częściej można znaleźć takie z osobnym WC, niestety jak jest jeden pion, to WC jest koło kuchni, a cienkie ściany nie dają komfortu korzystania z toalety. Co do kamienic, moim zdaniem funkcjonalność mieszkań skończyła się w latach 60 (mniej więcej), konia z rzędem dla tego, który mi pokaże bloki z wielkiej płyty, w których są przewidziane dodatkowe schowki, spiżarnie czy inne pomieszczenia gospodarcze. Moi rodzice mają takie mieszkanie w kamienicy z lat ‘30, które ma jeszcze zachowane pomieszczenie dla służby, dużą spiżarnie i bardzo słabą łazienkę (nie była uwzględniona przy budowie – ehh). Co do aneksów kuchennych – ja też byłam przeciwniczką takiego rozwiązania, mając w pamięci kuchenne pogaduchy oraz ten mit o rozchodzących się zapachach. Są takie potrawy, że żadne drzwi nie uchronią przed aromatami, poza tym jakoś sobie nie wyobrażam zamkniętych drzwi od kuchni, ale to może tylko ja tak mam. My mamy aneks zaprojektowany w ten sposób, aby nie raził w oczy nieład (nie zawsze mi się chce sprzątać od razu :) ). Poza tym jak się męża, który nie cierpi gotować – osobna kuchnia to przybwanie głównie samemu. Przy wizycie gości osobny aneks pozwala przynajmniej na bycie częścią spotkania bez tracenia wątków i jednak da się ten armageddon trochę zasłonić, abym nie musiała się czuć niezręcznie, że burdel robię przy gotowaniu (a tak miałam przy obiadach w kuchni). Wracając do układów: muszę przyznać, że nowe mieszkania wcale nie są dobrze zaprojektowane.
    5. Nie kupujesz kota w worku – nie każdy wie, co sprawdzać w starych mieszkaniach, aby mieć pewność, że wszystko jest w porządku. Poza tym można sobie wszystko sprawdzić, a potem trafi się sąsiad, który w trakcie swojego remontu narobi bardzo dużo problemów. Na dwoje babka wróżyła w starym i w nowym budownictwie nie ma gwarancji sąsiedzkiej. W momencie kupna może się okazać, że sąsiedzi do rany przyłóż, a potem ktoś sprzeda mieszkanie i za ścianą zamieszka ktoś z uszami jak radary (usłyszy kapanie wody w kuchni), a może imprezowicz, taki, co będzie wyprowadzał psy na klatkę, albo nie sprzątał u siebie (karaluchy). Co mi się rzuciło w oczy to fakt, że na nowych osiedlach są raczej w większości osoby w zbliżonym wieku i to naprawdę pomaga w tworzeniu społeczności. Tutaj naprawdę znam więcej osób niż w bloku z wielkiej płyty, w którym mieszkałam 7 lat.
    Jest jeszcze jeden aspekt, którego tutaj nikt nie poruszył, a moim zdaniem jest kluczowy, mianowicie chodzi o to, w jakim celu i na jak długo chce się pomieszkać w danym miejscu. Trzeba pamiętać, że mieszkanie jest poniekąd inwestycją (no, może nie pierwsze). My, wybierając, mieliśmy na uwadze fakt, że szukamy mieszkania, w którym chcemy pomieszkać do 10 lat, w zamyśle potem je wynająć lub sprzedać. Szukaliśmy takiego miejsca, które nam by odpowiadało, ale które również byłoby atrakcyjne za 10 lat dla potencjalnego najemcy. Mieszkania z lat ’80 wtedy będą miały prawie 50 lat, będą wyeksploatowane i generalnie będzie trudniej takie mieszkanie wynająć lub spieniężyć, dodatkowo wybór nowszych mieszkań będzie wtedy większy (deweloperzy przecież budują na potęgę).
    A teraz podsumowując: ja dla siebie już mieszkania w wielkiej płycie nie kupię, bo jednak dla mnie komfort życia w nowym bloku jest nieporównywalny, ale osobiście uważam, że wybór mieszkania jest wypadkową potrzeb i aktualnej sytuacji. Każdy szuka najlepszego rozwiązania dla siebie i bardzo się cieszę, że jest taka różnorodność, bo to powoduje, że dla każdego się coś znajdzie ciekawego. To stwarza duże pole do popisu również dla inwestora :-)
    Pozdrawiam wszystkich, którzy przeżyli dylematy wyboru mieszkania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mieszkam w starym bloku i na prawdę nie widzę czemu to miałoby byc ciężko je sprzedać lub wynająć - każdego dnia widzę ogłoszenia że ktoś chce to zrobić. Dom to nie auto, może stać i nawet następne 100 lat. Anwen ma 100% racji, że domy i mieszkania deweloperskie to kupowanie kota w worku, na moim osiedlu wszystko jest już wszystko zagospodarowane, a z nowym może różnie być. A i jeszcze jedno - nowe nie znaczy solidniejsze. Jestem pewna, że wielka płyta przetrwa o wiele dłużej niż to co budują niektórzy deweloperzy... zamiast sprawdzać czy wszystko jest w porządku w starym bloku, warto by się było zainteresować w jaki sposób są budowane te nowe mieszkania.

      Usuń
    2. Ogłoszenia sprzedaży wcale nie świadczą o tym, że łatwo sprzedać mieszkanie. To oznacza tylko, że ktoś już tego mieszkania nie potrzebuje. Ja też mieszkałam w bloku i widziałam, że mieszkania powyżej 60m długo się sprzedaje, jest to najczęściej związane z wysokimi opłatami (w spółdzielniach). Na śląsku opłaty za 70m mieszkanie wynoszą ok 700 zł + prąd/gaz. W nowym budownictwie przy takich opłatach jest zadbane, strzeżone osiedle i ogrzewanie w normalnej cenie bez jakichś dziwnych rozliczeń.
      Mieszkania mogą stać długo, ale co jeszcze raz podkręślę - co mi po mieszkaniu za 50 lat, którego nikt nie będzie chciał kupić, bo przestarzałe? Czas idzie na przód, te bloki, które teraz powstają, nawet jeśli nie są wykonane najsolidniej, za 5/10 lat będą już na osiedlach zagospodarowanych, co więcej, nie będą tym kotem w worku. I wtedy takie osoby jak Ty, czy Anwen stanowią idealnych klientów. To tylko potwierdza moją tezę :-)
      Też nie rozumiem za bardzo na czym polega zakup kota w worku w przypadku nowego mieszkania, skoro teraz ustawa oraz banki weryfikują bezpieczeństwo transakcji, a plan zagospodarowania przestrzennego jest ogólnie dostępny w urzędzie. Wszystko się zmienia, również zagospodarowane osiedla - można sobie kupić ładny widok z okna na plac zabaw, a potem ktoś na tym miejscu wybuduje parking/dyskont lub nawet dyskotekę. Przyjdzie ustawa Szyszki i te piękne drzewa znikną w jeden dzień - ile było takich przypadków ostatnio?

      Usuń
    3. chodziło mi o ogłoszenia, że ktoś kupi mieszkanie a takich widzę pełno :) moje osiedle ma dużo ponad 50 lat, ale wszystkie bloki są z cegły i zostały wyremontowane, więc przestarzałe na pewno nie są. Dużo zależy nie tyle od tego ile co ma lat, ale jak jest utrzymywane. Wiele kamienic ma ponad 100 lat ale zostały odrestaurowane, chętnych do kupna jest mnóstwo, bo i stan jest dobry i pewność że porządnie wybudowane. Co do tego co będzie za 10 lat, to owszem, wiele obecnie budowanych domów będzie atrakcyjnych, ale po pierwsze trzeba czekać wiele lat na zagospodarowanie a po drugie widziałam sytuacje, ze nowy dom był super ale tylko przez pewien czas, potem zaczęły wychodzić różne niedociągnięcia bo wszystko było budowane na szybko itd. No więc odpowiadając na Twoje pytanie - odnowione 50-letnie mieszkanie będzie chciał kupić każdy, za to takie które ma 10 lat ale się sypie już nikt :)

      Usuń
  32. My kupiliśmy mieszkanie w nowym bloku, ale w momencie gdy blok był już oddany do użytku. W życiu nie zdecydowałabym się na zakup "dziury w ziemi" i jak najbardziej rozumiem takie obawy u innych. Co do lokalizacji to się z Tobą nie zgodzę i nie wiem nawet skąd się wzięło takie podejście hmm. Ja mimo nowego bloku mam bardzo dobrą lokalizację, blisko sklepy, przedszkole, szkoła podstawowa, gimnazjum, liceum, przystanek, blisko do centrum, dużo zieleni. Ale w sumie lokalizacja była dla nas na tyle ważna, że nie braliśmy pod uwagę bloków na przedmieściach. Mnie do mieszkań z rynku wtórnego zniechęciły przede wszystkim piecyki gazowe na wodę i ogólnie gaz w budynku. Może nie każdy to zrozumie, ale boję się gazu :P Mieszkaliśmy z mężem przez jakiś czas w wynajętym mieszkaniu w którym był właśnie taki Junkers. Od razu zaznaczę, że piecyk był nowy ale ranyy jak dla mnie to był koszmar... To czekanie na ciepłą wodę i każdorazowe słuchanie jak zapala się płomień :P Ale tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Kuchenki gazowej też nie lubię. W ogóle nie chciałam gazu w budynku. Po drugie wielka płyta - cienkie ściany, wszystko słychać, no i ta konstrukcja, sam fakt, że ich żywotność oszacowali na 50-60 lat mnie przerażał W wielu krajach te bloki są już rozbierana. W PL póki co stoją, ale co będzie dalej tego nie wie nikt. Bardzo możliwe, że postoi jeszcze 100 lat, ale dla mnie mieszkanie w takim bloku było dużym dyskomfortem i nie chciałam do tego wracać, zwłaszcza, że w mieście w którym mieszkam, w dobrej lokalizacji ceny wielkiej płyty też nie są "małe". No i takim oto sposobem nie udało nam się znaleźć mieszkania na rynku wtórym który spełniał by nasze wymagania. Bo zawsze albo gaz, albo wielka płyta, a najczęściej i jedno i drugie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takie podejście wzięło mi się z tego co widziałam w mieszkaniu z rynku pierwotnego w Tarnowie :) Nie twierdzę, że tak jest wszędzie, ale w naszej sytuacji właśnie tak było - lokalizacja była kiepska. Co do gazu to nawet Cię rozumiem, sama ostatnie 3 lata mieszkałam w mieszkaniu z Junkersem i teraz szukałam takiego z ciepłą wodą bezpośrednio z kranu. W naszym bloku co prawda gaz jest, ale my zdecydowaliśmy się go w mieszkaniu zlikwidować i postawić na płytę indukcyjną - ciekawa jestem jak mi się na niej będzie gotowało, bo jeszcze nigdy takiej nie miałam.

      A co do wielkiej płyty to można znaleźć jeszcze bloki, które nie są z niej zbudowane ;)

      Usuń
    2. Wierze na słowo, ze mozna znalezc bloki inne niz te z wielkiej plyty, ktore jednoczesnie nie sa przestarzalymi, zniszczonymi kamiennicami, ale mnie w moim miescie, ani dwoch sasiednich ktore bralismy z mezem pod uwage nie udalo sie takich znalezc. Chyba ludzie niechetnie chca sie takich pozbywac w mojej okolicy :-D Ewentualnie cena byla taka, ze wychodzilo tyle samo co kupno nowego i urzadzenie go wg siebie. Ale to juz byly nowsze bloki, z okolic 2000 roku.

      Co do indukcji to tez mam ja po raz pierwszy i za kuchenka gazowa nie tesknie ani troche. Na pewno tez sie do niej przekonasz :-)

      Usuń
    3. ja z kolei uważam gaz za dobre rozwiązanie, w miarę tanie i ekologiczne. A co do wielkiej płyty to ma swoje minusy, ale prawdę mówiąc to widziałam jak deweloper budował, i tego domu w życiu bym nie poleciła, a kolei zmodernizowana wielka płyta postoi jeszcze bardzo długo (takie są opinie ekspertów)

      Usuń
  33. U mnie było zupełnie jak u Ciebie, do tego mój mąż pracował jeszcze na studiach jako inżynier na budowie (pracuje u bardzo znanego dewelopera) i właśnie dlatego nie chcieliśmy słyszeć o mieszkaniu od dewelopera.

    Jest nas tylko dwoje więc pomysł o domu jest śmieszny (kto by to ogarnął?). Średnie mieszkanie pośród zieleni, blisko do metra i komunikacji - to jest to :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Mam wrażenie, że pisząc ten wpis czytasz mi w myślach. Czytałam punkt po pukcie i zgadzałam się z każdym. Rzadko mi się to zdarza. :-)
    Dodam jeszcze jedną zaletę mieszkania z rynku wtórnego: co się miało spaprać, już to zrobiło. Nowego właściciela nie czekają niespodzianki w postaci osiadania bloku, inwazji sześcionogich zwierzątek, pękania nowych ścian. Wszystko już widać, od razu.

    Co do kuchni: uwielbiam robić jedzenie, przy szykowaniu imprezy mam zajęte wszystkie cztery palniki (i piecyk i mikrofalę), zatem oddzielna kuchnia jest dla mnie koniecznością, po pierwsze dlatego, że jeden blat roboczy to stanowczo za mało, po drugie zwykle nie wyrabiam się z redukcją chaosu przed przyjściem ludzi.
    I zdecydowanie wolę gaz od indukcji czy kuchenek elektrycznych, chociaż doceniam ich bezpieczeństwo: po prostu operując "żywym" ogniem ma się większe możliwości a zwłaszcza większą dynamikę zmian temperatury. Na palniku indukcyjnym trudno jest coś zesmażyć na chrupko, podpiec z wierzchu czy korzystać z woka.

    Zgadzam się też z wygodą oddzielnej łazienki i ubikacji, zwłaszcza jeśli powierzchnia łazienki pozwala na wstawienie dodatkowego oczka ubikacyjnego. Wtedy nie ma porannych kolejek do kuwety. ;-)

    OdpowiedzUsuń