Tydzień na diecie pudełkowej

Catering dietetyczny kusił mnie już od dawna, właściwie od momentu, gdy pierwszy raz przeczytałam o nim u Kasi z Twoje DIY. Jej efekty wyglądały bardzo zachęcająco, a że sama nie przepadam za gotowaniem, a jeszcze bardziej za wymyślaniem co ugotować to taka opcja wydawała się dla mnie idealna. Szybko znalazłam firmę, która zajmuje się tym w Tarnowie, ale niestety nie zdecydowałam się na zamówienie, bo cena była dla mnie zaporowa.

Minęło kilka miesięcy, ja zaczęłam znów chodzić na siłownię i właśnie tam natknęłam się na stoisko firmy cateringowej, którą kiedyś sprawdzałam. W ramach promocji udzielali 30% rabatu na wszystkie zamówienia, więc żal było nie skorzystać. W końcu miałam się przekonać jak taka dieta pudełkowa wygląda w praktyce.

Na początek zamówiłam sobie catering na tydzień, a dokładniej na 5 dni, bo w weekend wolę gotować razem z mężem. Do wyboru jest kilka opcji w zależności od tego ile kalorii i ile posiłków chcemy zjadać każdego dnia. Ja postawiłam na 4 posiłki z myślą, że dołożę jeden posiłek własny. Obawiałam się czy porcje nie będą za małe i czy dania będą mi smakowały, ale jak się okazało zupełnie niepotrzebnie. Poszczególne dni wyglądały tak:

Dzień I


Śniadanie:
Jajko sadzone ze świeżym szpinakiem i sosem czosknowym + pieczywo chrupkie BG

Świetne połączenie, które na pewno będę wykorzystywać w przyszłości. Została mi kromka pieczywa, więc dołożyłam plaster chudej wędliny.

Obiad:
Ryż z kurczakiem i surówka z kapusty
Nie przepadam za ryżem, ale w tej wersji było całkiem nieźle. Surówka świeża i bardzo smaczna.

Podwieczorek:
Krem czekoladowy z tapioki z sosem wiśniowym
Pierwszy raz w życiu jadłam tapiokę i w tej wersji baaaardzo mi smakowała. Muszę ją koniecznie kupić i poszukać przepisu na taki krem. Sos wiśniowy, lekko kwaskowaty, okazał się idealnym dodatkiem, bo deser był dzięki niemu lżejszy.

Kolacja:
Sałatka z komosy ryżowej, ogórka, pomidora i czerwonej cebuli
Z komosą się za to nie polubiłam. Może na ciepło, z jakimś sosem albo w farszu byłaby ok, ale to połączenie okazało się niestety słabe.

Dzień II


Śniadanie:
Szakszuka z czerwona papryką + pieczywo chrupkie BG
Bardzo smaczne, podgrzałam sobie, bo jednak szakszuka na zimno to średni pomysł. Smak jest absolutnie mój i na stałe wchodzi do śniadaniowego repertuaru.

Obiad:
Łosoś grillowany ze szpinakiem + ziemniaki
Łosoś był przepyszny! Dobrze doprawiony, nie za suchy. Ziemniaki wymieszałam ze szpinakiem podczas podgrzewania i powiem Wam, że to był o dziwo świetny pomysł :) 

Podwieczorek:
Mus owocowy
Zmiksowane truskawki, maliny i jagody z dodatkiem żelatyny i chyba jogurtu naturalnego. Przypomniała mi się moja dawna akcja: Pijemy żelatynę, bo właśnie wtedy przygotowywałam sobie takie pyszne musy codziennie.

Kolacja:
Sałatka grecka
Bardzo smaczna!

Dzień III


Śniadanie:
Ryż z jabłkiem
U mnie zwykle występuje w wersji obiadowej, ale i na śniadanie sprawdziło się super. W smaku byłoby idealne, gdyby nie olbrzymie ilości rodzynek, których nienawidzę :( Wydłubywałam jedząc, ale było ich tak dużo, że było to strasznie męczące.

Obiad:
Gulasz z kaszą + surówka
Kaszę bardzo lubię, gulasz też, ale umiem ugotować 100 razy lepszy ;) Ten był poprawny, ale musiałam go doprawić po swojemu.

Podwieczorek:
Pasta z ciecierzycy + chrupkie pieczywo BG
Pasta była pyszna i tym razem doprawiona bardzo dobrze. Kiełki  rzodkiewki to moje ulubione, więc całość mi smakowała, nawet bardzo!

Kolacja:
Sałatka z brokułów, rzodkiewki i jajka + sos czosnkowy
Pomysł na sałatkę świetny, bo połączenie brokuła z jajkiem i sosem czosnkowym (swoją drogą bardzo smacznym) znam i bardzo lubię. Niestety ten brokuł był jak dla mnie na wpół surowy przez co niejadalny :( Rozumiem warzywa gotowane al dente, ale to już była przesada.

Dzień IV


Śniadanie:
Fritata ze szpinakiem i pomidorami
Pyszne śniadanie! Znów pomysł mi znany, ale zapomniany, więc od teraz wraca na stałe do menu.

Obiad:
Ryż z kurczakiem w sosie curry + surówka z marchewki
Pisałam już, że nie lubię ryżu, ale jeszcze bardziej nie lubię curry. Zjadłam, ale najbardziej z tego wszystkiego smakowała mi marchewka ;)

Podwieczorek:
Deser jaglany z czekoladowo-kokosową nutą i sosem malinowym
Kaszy jaglanej również nie lubię, ale deserem nie pogardzę ;) Chociaż tapioka była o wiele smaczniejsza to i ten, za sprawą sosu malinowego pochłonęłam z przyjemnością.

Kolacja:
Sałatka z wędzonej makreli z mango
Jak przeczytałam etykietę to byłam pewna, że będę musiała robić sobie własną kolację. Lubię eksperymenty w kuchni i dziwne połączenia, ale to wydawało mi się kiepskim pomysłem. Myliłam się! Sałatka była pyszna i na pewno będę chciała sobie kiedyś taką samodzielnie zrobić.

Dzień V


Śniadanie:
Jajka faszerowane guacamole z pomidorami + pieczywo chrupkie BG
Chyba najlepsze ze wszystkich śniadań. Połączenie tak bardzo mi smakowało, że już zdążyłam je sobie zrobić ponownie, a gdy tylko uda mi się kupić następne miękkie awokado to na pewno zrobię jeszcze raz.

Obiad:
Pulpety w sosie pomidorowym z ryżem + surówka
Znów ryż... Pulpety były ok, sos też.

Podwieczorek:
Bezglutenowe ciasto marchewkowe z jogurtem greckim i płatkami migdałów
Ten kawałek był tak duży, że podzieliłam go na trzy porcje i w końcu nie zjadłam kolacji z pudełka. Została mi na następny dzień. Samo ciasto nieco suche, ale bardzo smaczne.

Kolacja:
Makaron BG z sosem pomidorowym i oliwkami
Chyba najgorsze danie ze wszystkich :( To już nawet ten nieszczęsny ryż smakował mi bardziej. Do makaronu nic nie mam, ale sos i olbrzymia ilość oliwek to zupełnie nie moje smaki. Nie dałam nawet rady dokończyć tej porcji.


Jak widzicie dania były różne - jedne bardzo dobre, inne przeciętne, a niektóre słabe, ale za całość dałabym mocne 4+ ;) Nie byłam głodna, ale poza tym co dostawałam w pudełkach piłam 2 kawy z mlekiem i cukrem i jadłam owoce. Najczęściej to były jabłka, raz chyba trafiły się winogrona, a raz mandarynki. 

Za całość zapłaciłam ok. 157zł i jak najbardziej byłam zadowolona. Wydaje mi się, że to dobra cena jak na taką ilość zróżnicowanych posiłków dostarczanych codziennie do domu. Oczywiście zamawiając więcej posiłków lub o większej kaloryczności cena również byłaby wyższa. 

Po tygodniu odnotowałam prawie 1kg spadek wagi, więc podejrzewam, że gdybym cały miesiąc żywiła się tylko pudełkami to efekty byłyby naprawdę niezłe. Niestety standardowa cena jest dla mnie za wysoka i na razie muszę znów gotować sobie sama (co po tygodniu rozleniwienia jest jeszcze trudniejsze ;) ). Będę na pewno polować na promocje i jeśli się trafi to znów zamówię sobie taki catering, przynajmniej na tydzień. Myślę, że gdybym mieszkała sama, nie miała męża i dziecka to łatwiej byłoby mi zaakceptować nawet tę wyższą cenę, bo zamawiając pudełka nie musiałabym już praktycznie wcale kupować jedzenia. Niestety w takiej sytuacji, gdy oddzielnie muszę jeszcze zapełnić lodówkę dla Zu i Krzyśka catering przestaje się opłacać.


Ciekawa jestem jak to jest u Was. Korzystałyście kiedyś z pudełek? Gotujecie sobie same, a może jecie na mieście? :) Przy okazji jeśli macie jakieś rady jak planować sobie posiłki albo ciekawe, sprawdzone fit przepisy to też się nimi podzielcie.

Pozdrawiam Was serdecznie,
Anwen
Udostępnij

120 komentarze:

  1. 1200 kcal? tak, czytałam, że jadłaś też owoce, ale każdy dietetyk mówi, że 1500 kcal to minimum i to dla kogoś, kto absolutnie się nie rusza... poniżej to głodówka, i to bardzo niebezpieczne, na dłuższą metę nie polecam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, zdaję sobie sprawę, że to mało, ale u mnie taka ilość kalorii to standard - jedząc niewiele więcej zaczynam tyć, więc sytuacja jest trudna i nie bardzo wiem jak ją zmienić, a jak dotąd nie trafiłam na dietetyka, który by mi pomógł

      Usuń
    2. Hmm a może zamiast do dietetyka to znaleźć mądrego trenera? :) Może tak być że przez tak niską, długo utrzymującą się kaloryczność Twój metabolizm Aniu jest tak wolny, że każde zwiększenie kaloryczności powoduje tycie. Może warto by pomyśleć żeby zwiększyć kalorie do że tak powiem, zerowego bilansu kalorycznego, czyli równemu CPM, dorzucić treningi siłowe i np rabaty czy interwały. Kontrolować żeby węglowodany były tylko złożone i może bardziej próbować zwiększyć kaloryczność tłuszczami niż węglowodanami :) tłuszcze u kobiet lepiej działają jako "paliwo" bo nie zatrzymują wody jak węglowodany. Dodatkowo odpowiednią ilość białka, bo to ono napędza metabolizm. Dodatkowo im większa masa mięśniowa tym też jest szybsze spalanie ;) moze coś pomogłam.
      Kasia.

      Usuń
    3. A i jeszcze jedno. Dziewczyny mierzcie się, a nie ważcie :) mięśnie są cięższe od tłuszczu, dlatego po siłowni waga może nie spadać albo i wzrastać, za to obwody zmniejszać. :)
      Kasia.

      Usuń
    4. 1200 kcal to wcale nie tak mało. Dla niewysokiej, mało aktywnej kobiety, która chciałaby schudnąć, byłaby to odpowiednia wartość.

      Przy obliczaniu zapotrzebowania na kalorie bierze się pod uwagę płeć, wzrost, obecną wagę, poziom aktywności oraz wiek. Nie można wrzucać wszystkich ludzi do jednego worka. Dla jednej osoby 1500 kcal byłoby wystarczające do chudnięcia, dla innej - mogłoby być równe jej zapotrzebowaniu.

      Usuń
    5. Ja mam 154 cm wzrostu, jesteś średnio aktywna - nie ćwiczę w ogóle, bo przeważnie nie mam na to fizycznie czasu (gdy wychodzę o 7.30, wracam koło 22;)). A po wyliczeniu dziennej porcji kalorii wyszło, że powinnam ich spożywać ok 1800 :D Liczyłam sama, liczyła specjalistka, która siedzi w tym głęboko ;)

      Usuń
    6. Do anonimowy z 17:41.
      Jaka głodówka? Gdybym ja pochłaniała to wszystko co Anwen, to bym utyła. Mam 167 cm i ważę 51 kg. Lekarze mi zawsze mówią, że to idealna waga i że to zależy od budowy i indywidualnych potrzeb. Mam 43 lata, idealne wyniki krwi, dwie córki i figurę, której mi mogą pozazdrościć dwudziestolatki. Od razu powiem: nie chodzę głodna ani nie głoduję, ale 1200 kalorii na pewno nie pochłaniam. I nigdy nie pochłaniałam tyle, nawet gdy byłam młodsza i pewnie miałam szybszy metabolizm.

      Usuń
    7. W liczyłaś kiedykowiek kalorie z całego dnia jakie spożywasz? Przekroczyć te "magiczne" tysiąc kalorii to naprawdę nie problem. Aż ciężko mi uwierzyć że można żyć na tak niskiej podaży ;)

      Usuń
    8. Też ciężko mi uwierzyć że ktoś jedząc w miarę normalnie je mniej niż 1200kcal :D to nierealne wręcz, same śniadanie składające się z 2 kromek chleba żytniego z ziarnami, dwóch jajek i dodatków to jakieś 500kcal (co jest dość skromnym śniadaniem), a co dopiero obiad i jeszcze przynajmniej 2 posiłki typu kolacja i jakaś przekąska. Współczuję w każdym razie życia na 1200 kaloriach :D

      Usuń
    9. Wydaje mi się, że po prostu nigdy nie liczyłaś spożywanych kalorii, skoro uważasz, że jedząc normalnie „nie pochłaniasz” 1200 kalorii :)

      Usuń
  2. wygląda mega smakowicie! :D Sama kiedyś zastanawiałam się czy by nie skorzystać z takiego cateringu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem Ci, że było o wiele smaczniej niż się spodziewałam :)

      Usuń
  3. U mnie rowniez zapalila sie czerwona lampka na widok 1200 kcal. Jeszcze rok temu nie mrugnelabym okiem, ale w ostatnim czasie wgryzlam sie w temat i dowiedzialam sie miedzy innymi o istnieniu wskaznikow PPM (podstawowej przemiany materii) i CPM (calkowitej przemiany materii). Od tej pory gdzie tylko moge komentuje, majac nadzieje, ze moze komus pomoge i uswiadomie :) W skrocie, PPM to bazowa ilosc kcal niezbedna do prawidlowego funkcjonowania organizmu, nawet jesli caly dzien tylko lezymy i pachniemy. Dla kobiety 30-letniej, majacej 165 wzrostu i wazacej 60 kg to niecale 1400 kcal. I jest to ilosc kalorii, ponizej ktorej NIE WOLNO schodzic. CPM to z kolei przyblizona ilosc kcal jaka spalamy w ciagu dnia, uwzgledniajac PPM + zwykly, codzienny ruch i treningi. Dopiero od wartosci CPM odejmujemy ok. 20%, nie wiecej i wartosc, ktora wyjdzie, to bezpieczny prog dla madrego odchudzania sie. Przy takim deficycie kalorycznym nie schudniemy 10 kg w miesiac - i dobrze. Ciesze sie Anwen, ze nie ograniczalas sie w 100% do samego cateringu, ale trzeba to napisac wyraznie - 1200 dla przytlaczajacej wiekszosci kobiet, zwlaszcza trenujacych to nie dieta, to niebezpieczna na dluzsza mete glodowka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ali ja te pojęcia znam baaardzo dobrze :) niestety to co w teorii brzmi tak super łatwo w praktyce już się nie sprawdza :( u mnie przy opcji CPM -20% to pewne tycie. Owszem poniżej PPM nie schodzę, stąd zamawiając catering wybrałam taką opcję, bo wiedziałam, że nie będą to wszystkie kalorie, które zjem danego dnia

      Usuń
    2. Proponowałabym przeboleć to początkowe tycie - myślę, że kiedy organizm zobaczy, że te 1500 kcal to jest to, co codziennie na 100% dostanie, przestanie wszystko odkładać.

      Usuń
    3. Nie wolno robić terapii szokowiej w takiej sytuacji. Kaloryczność podnosi się powoli po 100kcal. Kochana, musisz coś z tym zrobić, to nie jest zdrowe ;(

      Usuń
    4. Jeszcze jedno, miałam napisać przy poście o kremie z awokado: dobrze odżywiony organizm nie domaga się słodyczy. Sprawdzone na sobie.

      Usuń
  4. Zauwaz, ze w Twoim poscie tej swiadomosci nie widac. Piszesz, ze dieta ma 1200 kcal, ze nie bylas glodna, oceniasz potrawy pozytywnie i tylko na marginesie wspominasz, ze jadlas cos dodatkowo. Nie ma jasnego przekazu, ze 1200 kcal to niewystarczajaco duzo, obojetnie od subiektywnego odczuwania glodu i dodatkowy posilek jest konieczny. Wydaje mi sie, ze to wazne, zeby taka informacja gdzies sie pojawila. 20% mniej niz cpm to odpowiednia ilosc dla zdrowej osoby - oczywiscie, jesli ktos ma choroby tarczycy, insulinoopornosc czy bogata przeszlosc metaboliczna (duzo prob schudniecia za soba), rzeczywiscie moze miec problem, by 'matematycznie' schudnac. Z tym sie zgodze. Ale znowu - w poscie nie ma wzmianki, ze Twoja sytuacja jest wyjatkowa (swoja droga, trzymam kciuki, zeby udalo Ci sie znalezc przyczyne, wiem, jak trudno znalezc do rego dietetyka). Nie chcialabym, zeby ktos przeczytal Twojego posta i uznal, ze dieta 1200 kcal jest dla niego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ali masz rację - postaram się dopisać to w poście. Chyba na wyrost założyłam, że to nie jest jakaś wiedza tajemna. O zapotrzebowaniu kalorycznym o ile pamiętam uczą już w szkole, ale w sumie pewnie nie dla każdego to takie oczywiste

      Usuń
    2. Ja mam 161 wzrostu, ważę 53 kg, jestem szczupła ale mam i biust i tyłek ale ta dieta pudełkowa to dla mnie strasznie dużo jedzenia, ja jem o połowę mniej od zawsze, tak mój organizm chce i więcej nie wcisnę. Jestem zdrowa, waga stoi w miejscu widocznie każdy organizm jest inny. Należy słuchać swojego organizmu, nie porównywać się z innymi, każdy ma inny metabolizm, moja koleżanka jest mojej wagi a ja 5 razy więcej ode mnie i waga stoi.

      Usuń
    3. Zgadzam sie z przedmowczynia. Najlepiej sluchac sie swego ciala, ono wie najlpeiej co mu sluzy (pod warunkiem, ze jest zdrowy!). Odkad pamietam, najlepiej sie czuje, gdy jem male porcje a po kazdym posilku czuje lekki niedosyt. Jem zdrowo i zroznicowanie, i wiem, ze gdybym jadala wiecej niz 1200 kalorii dziennie, to przytylabym :-) Jestem w miare aktywna w ciagu dnia, nie mam samochodu wiec chodze duzo i gimnastykuje sie tez w domu, mam 169 cm a moja waga waha sie miedzy 50-52 kg :-) I wierzcie mi, mam energie i zaglodzona nie jestem :-)

      Usuń
  5. Komosa ryżowa to moje odkrycie tego roku. Miałam taki okres w wakacje, że mogłabym jeść tylko ją.
    Może rzeczywiście taka na ciepło bardziej by ci posmakowała. Polecam zapiec ją w papryce. Niebo w gębie!
    Mus czekoladowy z sosem wiśniowym wlatuje do mnie na listę "do ugotowania".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie myślałam o papryce, bo faszerowane pieczone uwielbiam :) zwykle robię z ryżem lub kaszą, ale z komosą też powinno mi smakować :)

      Usuń
  6. Jeśli dopiero przy tak niskiej ilości kalorii możesz schudnąć, to znaczy, że masz rozwalony metabolizm, najpewniej przez jakąś dietę. Jedzenie 1200 kcal, co dla przeciętnego organizmu jest głodówką, tylko pogorszy twój problem. Zamiast tak ograniczać kalorie lepiej postaraj się jakoś podkręcić metabolizm. Wiem co mówię, też tak miałam w liceum. Teraz jestem trochę bardziej doświadczona i nigdy nie zrobię już takiej głupoty jak dieta poniżej zapotrzebowania, tobie też nie radzę, bo będzie coraz gorzej i skończy się na tym, że będziesz tyła od liścia sałaty 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno nie przez żadną dietę - od zawsze bardzo mało jadłam, jako dziecko też :) do do podkręcenia metabolizmu to masz coś konkretnego na myśli? bo treningi siłowe, ostre przyprawy, koktajle białkowe czy kawa jak widać nie pomogły. Próbowałam też zwiększać kaloryczność posiłków, próbowałam różnych podejść do żywienia (np.2xme), więc jak masz jakiś pomysł to pisz śmiało :)

      Usuń
    2. Ja pomogę, bo za mną już ponad 60 kg na minusie. Spróbuj zaczynać dzień od ciepłej wody z sokiem z całej cytryny, kurkuma, octem jablkowym, pieprzem czarnym, chilli i imbirem. Ja dodaję też soku z aloesu. Wodę z octem pije przed posiłkami. Śniadania bialkowo tłuszczowe a węglowodany tylko przed i po treningiem. Mam problem z kortyzolem więc odstawiłam kawę i ostre treningi i chudłam bardzo szybko pomimo że to nie były poczatki :) nabiał gluten i cukier do zera oczywiście. Biegam 3xtyg spokojnym tempem 40-60 min. Dużo wody, zielonej herbaty, ziół. Wyrównanie niedoborów, d3k2, bcomplex, omega, magnez, Wit. Efekt przerosl moje oczekiwania :) ciało samo chudnie, wraca do równowagi.

      Usuń
    3. Aniu, a co z twoją dietą paleo? Może to ona jest winowajcą

      Usuń
    4. na pewno nie, bo przed paleo miałam tak samo :)

      Usuń
  7. Sprawdź dietę przyśpieszającą metabolizm z szybkaprzemiana.pl. Sama nie próbowałam, ale wierzę że daje radę😉

    OdpowiedzUsuń
  8. Aniu dlaczego nie lubisz gotować? To fantastyczna, kreatywna zabawa!😀 rozumiem, że większość osób nie ma na to czasu, ale dla mnie i dla moich znajomych gotowanie zawsze było sposobem na fajne wykorzystanie wolnego czasu i odstresowanie😀 A nacudowniej jest robić desery😋 Na razie beza pavlova jest moją największą miłością😍 I nie jest tak całkowicie niezdrowa, bo zawsze dodaję granata, który jest pyszny i posiada mnóstwo pozytywnych właściwości:) tak samo jak sok, który codziennie piję i już zauważyłam poprawę samopoczucia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie gotowanie jako zabawa - jest super, ale już wymyślanie i przygotowanie 5 posiłków każdego dnia przez 7 dni w tygodniu nie ;) ja lubiłam gotować do czasu, gdy nie musiałam tego robić :D jak już jesteśmy w temacie to np. bardzo lubię piec i nie mam na myśli tylko ciast, ale właściwie wszystko - faszerowane warzywa, różne zapiekanki, mięsa, drób (np. kaczkę z jabłkami, chleby, pizzę itd :)

      Usuń
    2. Może sekret polega na tym, żeby nie gotować przez 7 dni w tygodniu? ;) Siostra koleżanki jest mistrzynią - gotuje raz na tydzień, na CAŁY tydzień. Od dawna próbuję się umówić na kurs ;)

      Usuń
    3. Polecam zaprzyjaźnić się z systemem food prep.
      Trzeba na początku tylko zaopatrzyć się w kilka dobrych pudełek na żywność i można szaleć. Nie dość, że drastycznie zmniejsza czas przygotowania posiłków w ciągu tygodnia to i pieniędzy w portfelu zostaje więcej. Zauważyłam też, że niemal do zera zminimalizowałam marnowanie produktów spożywczych ;)

      Usuń
    4. No tragedia 5 posiłków przez 7 dni w tygodniu. No jakaś męczarnia. Współczuję twojej rodzinie. No i córce bo domyślam się co spożywa przy takim podejściu. Kaja

      Usuń
    5. Kaja czytanie ze zrozumieniem 5 posiłków KAŻDEGO DNIA przez 7 dni w tygodniu

      Usuń
    6. Anwen dobrze cie rozumiem! 5 razy dziennie trzeba wymyslic smaczny i wartosciowy posilek dla dziecka, podac i posprzatac a jeszcze nie zawsze pasuje wiadomo ;) to potem czasem brak inwencji na gotowanie czegos wymyslnego. Mysle ze kazda mama to wie :)

      Usuń
  9. Ja również nie przepadam za gotowaniem, opcja kusząca a i posiłki są bardzo różnorodne :) Jednak czasami cena zwala z nóg niestety..

    OdpowiedzUsuń
  10. Po przerwie wróciłam na siłownię i zaczęłam dietę od nowa, trzymam się już ponad połowę miesiąca (lepiej brzmi niż dwa tygodnie :D).
    Wolę jednak sama sobie gotować, na uczelnię zabieram ze sobą owoce, wafle ryżowe, a kiedy już naprawdę nie mam jak zjeść obiadu w domu bo wracam późno, to biorę sałatkę, ewentualnie kanapkę (najbardziej fit jak się da) z warzywami i chudym mięsem i do tego często surówkę. Kolacja to u mnie często jajka, na tysiąc sposobów, serki wiejskie z warzywami bo samego nie przełknę. Jesli mam czas na obiad to przeważnie inwestuje w gęste zupy, pełne piersi z kurczaka i warzyw. Uwielbiam je po prostu. Pid koniec miesiąca zamierzam się zaopatrzyć w białko, żeby troszkę lepiej znosić "po treningu".I jakoś będzie. Jem jakieś 1200 kalorii, co mi powinno dać -1kg/tydzień, bo deficytu mam około 7000kcal/tydzień. 2 razy w tygodniu siłownia, w tym 45 minut cardio i jakaś godzinka na oporowych, ewentualnie sztanga, hantelki i lusterko. Raz w tygodniu mam porządny 1.5h WF, po którym dosłownie się ze mnie leje, mamy fitness/cardio/siłownię/hale na zmianę po 45 minut, co tydzień coś innego. Mam nadzieję że w końcu się pozbieram do kupy i nie odpuszczę sobie. W tym tempie do marca będę ważyła tyle ile sobie założyłam :-)
    Trzymam kciuki Anwen, ze i Tobie sie powiedzie dieta! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze czemu się tak fiksujecie na tych kaloriach i żeby było ich jak najmniej. Dodatkowo na wadze. Spójrzcie na zdjęcia dziewczyn fitnessek, oczywiście tych nie przesadzonych, ale chodzi mi o to że ważą stosunkowo sporo przy małych obwodach. 1200kcal przy treningach to prawie nic. Spalisz zamiast tłuszczu to mięśnie bo Twój organizm będzie miał za mało paliwa żeby się zregenerować czy przeżyć trening. Nie trzeba nie jeść prawie nic żeby schudnąć. Dodatkowo cardio nie spala tłuszczu. Tzn spala ale ciężko do tego "dojść". Cardio to jednostajny trening do którego Twój organizm się przyzwyczaja. Już lepiej robić interwały, 20-25minutowe. Zmienne tempo i tętno, a spalanie jeszcze po zakończeniu treningu. Ile czasu dasz radę wytrzymać na takiej diecie. :) Nie chce demotywowac ale warto to przemyśleć.
      Kasia

      Usuń
    2. Ja się fiksuje? Nie. Ja po prostu je liczę.
      Wyobraź sobie, że mam taki wolny metabolizm i dodatkowo 3/4 dnia siedzę na tyłku, ucząc się.
      To, że cardio nie spala bezpośrednio tłuszczu wiadomo już od dawna, co nie zmienia faktu że go sobie nie odpuszczę bo nie o to mi chodzi, muszę się trochę podciągnąć fizycznie - mam też astmę, więc dla mnie to pożyteczna sprawa. Przemyślałam sobie to czego chce, od końca miesiąca będę się już suplementować, więc umrzeć nie zamierzam. Przy w większości siedzącym trybie życia, gdzie spaceruje z budynku do budynku i z autobusu do autobusu, nie sądzę żeby trzy treningu miały mnie powalić z nóg.
      Druga sprawa, że nie zaliczam kalorii byle jak, tylko zachowuje odpowiednie proporcje B/T/W, bo inaczej zupełnie nie miałoby sensu trzymanie się diety na samych węglach, białku lub tłuszczu. :-)
      Po diecie, która była bardziej restrykcyjna niż aktualna, robiłam sobie komplet badań i wszystko miałam w normie, oczywiście z suplementami (białko, witaminy, składniki mineralne). Na spokojnie dam sobie radę ze wszystkim, pilnuje swoich wyników, samopoczucia i zdrówka.

      Usuń
    3. Nie mówię, że Ty ale kobiet. Jedyne co chciałam przekazać to to że zbyt niska kolaroczność utrzymywana przez długi czas obniża tempo metabolizmu a nie je przyspiesza. Jeśli treningi jakie chcesz robić Ci odpowiadają to jak najbardziej, mi nic do tego. Skoro twierdzisz że masz dobrą dietę - tym bardziej mi nic do tego. Mam nadzieję, że Ci się uda spełnić założone cele. Chciałam tylko zwrócić uwagę na coś co jest bardzo powszechne, najbardziej u kobiet, co doprowadza później do problemów z wagą.
      Kasia.

      Usuń
    4. Poziom hornomów też sobie sprawdzasz? 1200 kalorii dla dziewczyny/kobiety w okresie rozrodczym może prowadzić do bardzo poważnych problemów hormonalnych, i wcale nie podkręci Ci metabolizmu, a tylko niebezpiecznie rozhuśta. Może teraz tego nie odczuwasz, ale możesz wyrządzić sobie dużą krzywdę, którą trudno odkręcić. I swoją postawą zachęcasz innych, którym to też może szkodzić. Poczytaj proszę qchenne-inspiracje.pl - bardzo wiele mechanizmów zostało tam wyjaśnionych.

      Usuń
    5. Fajnie, że ktoś też na aspekt hormonów zwrócił uwagę. To ważna kwestia. Tym bardziej gdy poziom tłuszczu w diecie jest bardzo niski.

      Usuń
  11. Kiedyś bym się na catering dietetyczny nie zdecydowała za żadne skarby świata, bo u mnie w domu za gotowanie odpowiadał mój chłopak, który gotuje pysznie i z pasją i uwielbiam jego gotowanie najbardziej na świecie. Ale ostatnio z racji jego zobowiązań zawodowych coraz częściej muszę sobie radzić sama i dieta pudełkowa znacznie ułatwiłaby mi życie :D Na zdjęciach wygląda to całkiem smacznie. Pewnie pozbyłabym się chrupkiego pieczywa, które pojawia się prawie codziennie, zastąpiłabym je jakimś dobrym, pełnoziarnistym pieczywem. No i 1200 kcal by u mnie raczej nie przeszło, umarłabym z głodu :D Ale to i tak narazie takie moje teoretyczne gdybanie, ceny diety pudełkowej w Krakowie są wysokie i chyba zacznę się przekonywać do gotowania :D

    OdpowiedzUsuń
  12. "Chciałabym jeść zdrowo, ale mam kubki smakowe" :) A tak poważnie. Pięknie to wszystko wygląda, ale nie zjadłabym ani jednego z tych dań. Dla mnie byłoby to pięć dni absolutnej głodówki za grube pieniądze. Interes życia :D

    Lirit.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piona :D Też tak patrzę na te ilości z całego dnia jak na moją jedną kolację :D

      Usuń
  13. Aniu bardzo gorąco polecam Ci skonsultować się z Małgosią z http://qchenne-inspiracje.pl , a najlepiej zamówić u niej dietę, która pomoże Ci mądrze wybrnąć z tej sytuacji :) Po pierwsze wyjaśni na czym może polegać ten problem z metabolizmem, czy inne zdrowotne, pomóc w znalezieniu przyczyn i ułożyć plan żywienia, który zaradzi temu. Jej przepisy są smaczne, szybkie i bardzo zdrowe. Dostaje się wykaz dań na 28 dni - idealnie w sytuacji kiedy problemem jest wymyślenie posiłków na kilka dni. Sama korzystam z takiego jadłospisu w swoich dolegliwościach (niedoczynność tarczycy z Hashimoto, insulinooporność i trochę nadwagi) i bardzo sobie chwalę - samopoczucie lepsze, waga spada, a mnie się wyrabiają dobre nawyki na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. popieram!!! mnie rowniez bardzo pomogla, mialam zupelnie rozwalony metabolizm i wydawalo mi sie, ze tyje z powietrza. Schudlam na jej diecie 17 kg, bardzo polecam.

      Usuń
    2. Tez polecam ten blog i Malgosie!!!

      Usuń
  14. Moim zdaniem te dania nie są tyle warte. Większość jest nieestetyczna i tak prosta, że można by je przygotować w 30 minut. Jeśli na prawdę Ci smakowały, to super, ale ja bym się na to nie zdecydowała :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba mieć na to jeszcze czas i składniki, a nie każdy składnik da się kupić w takiej ilości, żeby reszta się nie zmarnowała. Np. uwielbiam kapustę pekińską i sałatę lodową. Kosztują od 2 do 4 złotych, ale co z tego, skoro nie przejem tego i pozostałości wyrzucam?
      Paczka mieszanki sałat kosztuje aż 4 złote za kilka listków i ktoś, kto jest sam musi na maxa przepłacać albo wyrzucać nadmiar z całych sałat, jeśli ma ochotę na sałatkę.

      Usuń
  15. chyba jesteś pierwszą osobą którą znam, która nie lubi curry :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Aniu, nie na temat ale prosze odpowiedz.. czy uzywasz dalej depilacji swiatlem IPL i czy jestes zadowolona? Jaki model masz dokladnie?

    OdpowiedzUsuń
  17. A co jadła wtedy Twoja Córka? Bo aż boję się pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak chamskim trzeba być żeby napisać coś takiego :) pewnie nic nie jadła, to przecież oczywista oczywistość wynikająca z kilkunastoletnich obserwacji przeprowadzanych przez najlepszych naukowców tego świata - jak matka nie gotuje sobie posiłków to dziecko nie dostaje nic do jedzenia

      Usuń
  18. Halo halo witamy Anię w dorosłym świecie!

    OdpowiedzUsuń
  19. Probowalam kiedys diety pudelkowej przez 5 dni, zamowilysmy z kolezankami z pracy i jesli dobrze pamietam bylo to tylko 1500 kcal. Kolezance szlo dobrze bo chciala schudnac, ja mialam ze 3 kilo do zrzucenia wiec motywacja słaba. I 1500 to bylo dla mnie stanowczo za malo, dojadalam z szuflady ;)) ale same posiłki mega!! smaczne i urozmaicone. Mysle ze na wiekszej kalorycznosci spokojnie dalabym rade.

    OdpowiedzUsuń
  20. tapioka? komosa? szakszuka? fritata? Raaaaany, pierwsze słyszę :D Ja to jestem za prostym człowiekiem jednak :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piona:D Też jestem prostym człowiekiem i nawet tofu i soja są dla mnie produktami, których nie potrafię opisać ani znaleźć wśród innych produktów, bo o ile nazwę znam, to jednak jak to wygląda.... Pojęcia nie mam :D Chociaż komosę znam z jakiegoś postu o słoikach na lunch, ale coś mi się kojarzy, że droga jest ;)

      Usuń
  21. Makaron z pomidorami i oliwkami albo z oliwkami i tuńczykiem to jedno z moich ulubionych dań na szybko xD
    Ale to jest właśnie problem z takimi dietami, że jak nam coś nie smakuje to odpada posiłek i chodzi się głodnym albo czymś się zapycha i dieta traci sens. Moja szefowa zamówiła w zeszłym roku dietę na 2tyg, której większość zjadłam ja, bo ona nie była w stanie :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. makaron z tuńczykiem bardzo lubię, byleby bez oliwek :PP

      Usuń
  22. Anwen, proszę nie daj się tym wszystkim SPECJALISTKOM, ktore piszą ile to kalorii potrzebujesz i jaki masz rozwalony metabolizm :):):) teraz jest taka moda, a wręcz nakaz- masz zjeść 2 tys kalorii, wypić 3 litry wody, ćwiczyć 2 godziny dziennie z czego godzinę siłowo, 30 minut interwałów, a 30 minut jeszcze inne czary-mary! Ludzie- każdy z nas jest indywidualny, każdy z nas potrzebuje innej ilości kalorii, inaczej będzie chudł/tył... inaczej reagował na dietę, na treningi. Piszecie, że Anwen się głodzi? Spójrzcie na jej piękną cere, na włosy- gdyby coś było nie tak, byłoby to widać, bo brak witamin i minerałów najpierw odbija się na włosach/paznokciach/cerze. Moja kochana prababcia całe życie jadła (UWAGA!) jeden posiłek- rano piła tylko czarną kawę, popołudniu duży, tłusty obiad i koniec:) Dożyła 102 lat w świetnym zdrowiu:) Nie wolno tak generalizować, wrzucać wszystkich do jednego worka, bardzo można kogoś czymś takim krzywdzić. Jestem absolwentką szkoły baletowej- była to szkoła z internatem, rano trening, później zajęcia, popołudniu znów trening- oczywiście była stołówka i wszystkie jadłyśmy to samo. Nie było mowy o podjadaniu słodyczy, itd. Mimo to w wieku dojrzewania wiele dziewczynek przytyło(12-14 lat). Trenując tyle samo, jedząc to samo- powinnyśmy mieć przecież takie same sylwetki... Pamiętam jaki to był dramat dla niektórych koleżanek:( Zmniejszanie porcji jedzenia, dodatkowe treningi- i to nic nie dawało. Ja akurat urosłam za wysoka i też z "karierą" mogłam się pożegnać. Ale od tego czasu jestem uczulona na takie "dobre rady". Nie ma złotego środka w osiągnięciu szczupłej sylwetki, nie ma jednej definicji- gdyby ktoś opracował coś takiego- o PANIE, to byłoby odkrycie na miarę koła i Ameryki:p:p:p dlatego zastanówcie się zanim napiszecie komuś "JESZ ZA MAŁO KALORII, POTRZEBUJESZ TYLE I TYLE". Bądźmy dla siebie dobre i szanujmy się nawzajem, to, że każda z nas jest inna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Ci za ten komentarz :)) Niestety niektórzy tak bardzo wierzą w teorie, że nie dociera do nich to, że w praktyce, gdy mamy do czynienia z żywymi ludźmi to może wyglądać różnie

      Usuń
    2. Bardzo mądry i rozsądny komentarz

      Usuń
    3. Anonimowa, sama piszesz że każdy organizm jest inny i podajesz przykład siebie i koleżanek ze szkoły. Jak sama zauważyłaś nie mogłyscie mnieć takich samych sylwetek bo kazd z was była inna. Nie ma złotego środka to oczywiste.
      Przepraszam Aniu, ale to nie są teorie. Sama pracuje z ludźmi, doradzając w sprawach diety, więc to jest praktyka. Są rzeczy które działają w większości przypadków, mimo że każdy inny. I wiele rzeczy dociera. Każdy ma własne zdanie i komentarze były w dobrej wierze.

      Usuń
    4. Tylko wtrącę- jest różnica bo piszesz o dziewczynkach w wieku dojrzewania, a w tym okresie ciało się zmienia, dużo dzieci tyje przez hormony, a nie dietę

      Usuń
  23. Chodzę na siłownię 3-4 razy w tygodniu, trening siłowy, nie cardio, więc nie spalam jakoś strasznie dużo, pracę mam siedzącą. Obliczyłam sobie dzienne spożycie kalorii i na bilansie zerowym, żeby nie tyć i nie chudnąć powinnam jeść 1980 kalorii. Ja chcę nabrać masy więc jem jakieś 200 kalorii więcej. 1200 kalorii to głodówka i wyniszczanie organizmu. Robisz sama sobie tym krzywdę, organizm na głodówce włącza mechanizmy obronne i magazynuje tłuszcz, na gorsze czasy. Do tego nie ma z czego czerpać energii więc spala mięśnie, które próbujesz sobie wypracować na siłowni. Efekt odwrotny od zamierzonego, bo zakładam, że skoro siłownia, to chciałabyś mieć wyrzeźbione mięśnie i mało tłuszczu. Przy 1200 kalorii metabolizm zwalnia do zera, bo oszczędza energię, której nie ma skąd czerpać. Ktoś tu dobrze powiedział, zamiast za dietetykami powinnaś się rozejrzeć za dobrym trenerem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chodzę na siłownie 2 razy w tygodniu, rzadko kiedy uda mi się by to były 3 razy. Ćwiczę wyłącznie siłowo, więc też nie spalam dużo kalorii, zwłaszcza, że ćwiczę w swoim tempie i nie przesadzam, bo mam problemy z sercem i nie mogę się forsować. Trener to dla mnie najgorsze zło i największy koszmar ;) nie wyobrażam sobie, że ktoś miałby mi mówić ile mam ćwiczyć, bo nie wie co czuję. Miałam okazję widzieć treningi personalne i dwa razy nawet brać w nich udział i to naprawdę nie ma szans się sprawdzić, bo kiedy ja już czuję, że muszę odpuścić to oni mówią "jeszcze kilka powtórzeń, dasz radę" i tak dalej.

      Co do spalania mięśni to mylisz się - w zeszłym roku na siłowni miałam maszynę do badania składu ciała, więc regularnie sprawdzałam efekty i spalałam tylko tkankę tłuszczową, a mięśniowa rosła - odżywiałam się tak jak i teraz i jak przez całe życie. Tak jak już pisałam zawsze jadłam mało w porównaniu z innymi, jedyne różnice były w tym co jadłam. Gdy pozwałam sobie na słodycze, pieczywo (drożdżówki) i inne węgle w zbyt dużych ilościach to tyłam, jak jadłam zdrowo i z większym naciskiem na prawidłowy rozkład BWT to chudłam. Ilość kalorii się nie zmieniała jakoś znacznie.

      Zapominacie jak anonimowa przed Tobą słusznie zauważyła, że świat nie jest czarno biały, a ludzie są różni i nasze organizmy nie pracują tak samo. Dla Ciebie 1200 kcalorii to byłaby głodówka, a dla mnie 1200-1300 (bo tyle zwykle jem) jest akurat by minimalnie tracić wagę.

      Usuń
    2. Trening siłowy najbardziej spala, później interwały.
      Co do treningów...są to lata doświadczenia gdzie są ustalone "normy" dla początkujących, średnio zaawansowanych i zaawansowanych. Ilość powtórzeń i serii również ma znaczenie. Niestety taka nasza rola trenwrow że musimy korygować i ewentualnie doradzić do klient robi źle.
      Oczywiście, że ludzie są różni i mają różne organizmy. Dlatego istnieje coś takiego jak CPM i PPM co mówiłyscie że znacie pojęcia oraz eksperymenty z ilością BWT.
      Waga do pomiaru składu ciała to akurat średni wyznacznik. Baaardzo ciężko jest żeby tkanka mięśniowa "urosła", do tego potrzeba bardzo dobrej diety, przynajmniej żeby to zadziało w krótkim czasie. Co do wagi jeszcze, wystarczy że będziesz bardziej lub mniej nawigacja i już wynik się będzie różnił. Weźcie pod uwagę że Wasze ciało to nie tyko mięśnie i tłuszcz, ale i kości i woda.
      Nie chce tu uchodzić że się wymądrzam jednak może warto trochę pomyśleć nad tym, że nad pewnymi kwestiami były przeprowadzane badania i lata doświadczeń oraz zwyczajna fizjologia człowieka.

      Usuń
    3. Anonimowa jest różnica między doradzeniem i pokazaniem mi jak prawdidłowo wykonać jakieś ćwiczenie, a zmuszeniem do wykonywania tylu serii czy powtórzeń ile Pan trener uważa za słuszne ;)

      Co do maszyn to skoro waga nie, obwody nie i maszyna nie, to niby w jaki sposób oceniasz u siebie to czy spalasz tłuszcz czy mięśnie? ;) bo na oko też było u mnie wyraźnie widać wzrost tkanki mięśniowej a spadek tłuszczowej

      Co do badań to ja nie zaprzeczam tej teorii i jestem pewna, że u większości osób to działa znakomicie, ale są własnie wyjątki, od każdej reguły, a w tym wypadku ja jestem własnie takim wyjątkiem. Czemu tak trudno Ci w to uwierzyć?

      Usuń
    4. Trudno w to uwierzyć, bo, jak sama napisałaś, nie znalazłaś żadnego sensownego dietetyka, więc, jak rozumiem, nie konsultowałaś swojego przypadku z nikim, kto się taką tematyką zajmuje zawodowo. Badań hormonów chyba też nie robiłaś? Trenerom też nie ufasz. Pisałaś też, że jak jesz trochę powyżej tych 1200-1400 kcal to już tyjesz, ale w zeszłym roku na takiej diecie i siłowni zbudowałaś 4 kg mięśni (będąc ciągle na redukcji). Moim zdaniem to wszystko brzmi mocno nierealnie.

      Usuń
    5. Rób co chcesz i mi nic do tego. Możesz być wyjątkiem, nie zaprzeczam ale sama mówisz że nie możesz schudnąć więc wyjątkiem nie jesteś.
      Co do pomiarów gdzie napisałam że obwody nie? Obwody jak najbardziej tak. To one Ci pokazują co spalasz. Jeśli Ci idzie waga w dół a obwody nieznacznie znaczy że palisz głównie mięśnie, jeśli waga stoi bądź nieznacznie spada ale obwodu idą w dół to spalasz tłuszcz bez utraty mięśni. Dodatkowo, zaskoczę, nie da się budować masy mięśniowej będąc na redukcji. Aż takim wyjątkiem raczej nie jesteś. Oczywiście one się uwydatniają i nieznacznie "rosną" ale szału nie ma.
      Co do trenerów jeszcze, ilość serii i powtórzeń została kiedyś opracowana, a nie jest wymysłem trenera. No chyba że jest niedouczony. Taka powiedzmy konkretną ilość jest optymalna dla początkującego żeby nauczył się ruchu i na tyle optymalna żeby mogła zastymulować mięśnie.
      Nie bede się więcej wypowiadać bo to nie ma raczej sensu. Fajnie by było uświadamiać ludzi, że wymyślaniem sobie samemu diet czy ćwiczeniami na własną rękę można sobie zrobić krzywdę. Nie jest łatwo rozwalić metabolizm czy robić coś co nie ma sensu, a nie wszystko negować bo "ja wiem lepiej, bo to mój organizm". Oczywiście że wiesz lepiej ale czasem są ludzie, którzy dają dobre rady czy zwracają uwagę na coś o czym nie masz zielonego pojęcia. Ale co ja wiem.
      Pozdrawiam i powodzenia, oby się udało :]

      Usuń
    6. o obwodach pisałam chyba rzeczywiście pod innym postem - tak oprócz wagi i tej maszyny spisuję również obwody i one spadały, ja nie byłam na redukcji, bo jak wspominałam wyżej ilość kalorii różniła się nieznacznie - zmieniałam rozkład BWT, czyli mówiąc wprost zwiększałam ilość białka a minimalizowałam węgle i tkanka mięśniowa rosła, bez szału to pewne, ale mi na jakiejś spektakularnej muskulaturze nie zależy, więc to nie problem. Różnica dla mnie była widoczna i bardzo na plus.

      Cieszę się, że kończysz dyskusję, bo naprawdę nie ma ona sensu. Ja nie neguję tego co piszesz tylko próbuję uświadomić, że akurat w moim konkretnym przypadku wygląda to trochę inaczej. Nie rozumiem tylko czemu ty kolejny raz to negujesz??

      Usuń
    7. Anonimowa wyżej - a gdzie ja napisałam o 4kg mięśni? ;) nic dziwnego, ze to wszystko brzmi nierealnie skoro część faktów sobie wymyślasz sama...

      Usuń
    8. Przepraszam za te 4 kg mięśni, byłam przekonana, że to się pojawiło w którymś z Twoich komentarzy. Widocznie informacje nałożyły się z czymś innym. Pisałaś w każdym razie o zbudowaniu mięśni na naprawdę niskiej podaży kalorii. Generalnie chodzi mi to, że widać, że męczysz się z tą sytuacją - ćwiczysz, bardzo mało jesz, a i tak nie jesteś zadowolona z rezultatów. Moim zdaniem rozsądnym wyjściem byłoby poszukanie fachowej pomocy, nawet jeśli zajmie Ci to sporo czasu. Teraz masz ok. 30 lat i już się pojawiają problemy z metabolizmem, później nie będzie lepiej, jeśli dalej będziesz się tak szarpać. Raz jak dociśniesz, to jesteś zadowolona z efektów, a parę miesięcy później kg wracają. Ale to Twój wybór. Pamiętam Twój post z leczeniem wątroby czy woreczka na własną rękę piciem oliwy. Wtedy też było sporo komentarzy, że to żadne leczenie i tylko ryzykujesz, ale w Twoich odpowiedziach przebijała się głównie odpowiedź, że wiesz co robisz.

      Usuń
    9. Ja bym chciała jeszcze tylko dodać że jest różnica między tym co Ty uważasz za słuszne dla Twojego organizmu a to co on uważa za słuszne dla siebie. Kiedyś też sobie wymyśliłam dietę tysiąca kalorii. Nie było tragedii, pewnie jakbym się zaparła to bym się przyzwyczaiła do tego ale nie dałabym rady już robić swoich treningów z jakąkolwiek korzyścią dla mojego organizmu. Wtedy też się regularnie badałam i było wszystko okej. Tylko metabolizm mi tak zwolnił, cały organizm przeszedł na tryb bardzo oszczędnościowy co też się wiąże z tym że ciężej mi przychodziło się czegokolwiek nauczyć. Wszystko jest myślę kwestia przyzwyczajenia ale czy to jest do końca zdrowe żyć, w na metabolicznej emeryturze to nie jestem pewna.

      Usuń
    10. Anonimowa kolejny raz dokładasz sobie coś czego nie napisałam - ja nie męczę się z tą sytuacją - chodzę na siłownię, bo to lubię i lubię to jakie efekty u mnie daje, a jem tyle ile potrzebuję i nigdy nie jestem głodna. Problemem jest wyeliminowanie cukru, bo się od niego uzależniłam. Moja 'dieta' to głównie walka z cukrem i minimalne zwiększenie udziału białka przy jednoczesnym, również niewielkim obcięciu węglowodanów. Nie mam problemów z metabolizmem, mam wolniejszy genetycznie - tak jak moja mama i większość rodziny. Nie 'szarpie się' i nie 'dociskam' - naprawdę to duża nadinterpretacja ;) Moje życie nie kręci się wokół mojej figury, z której nota bene jestem bardzo zadowolona i jedynie do brzucha się przyczepiam. Fachowej pomocy nie potrzebuję, bo moim zdaniem radzę sobie bardzo dobrze sama. A co do kamieni w woreczku to badam się regularnie i konsultuję z lekarzem i jak na razie operacji nie potrzebuję. Wybacz, ale ani w kwestii kamieni, ani tego jak jem nie mam zamiaru słuchać ludzi z internetu, którzy nie znają ani mnie ani całej sytuacji i nie są żadnymi specjalistami w temacie.

      Usuń
    11. Trochę przykre ostatnie zdanie. Faktycznie, Twojego bloga czytają tylko głupie babeczki szukające rozrywki i umiejące się jedynie wypowiedzieć w temacie włosów, a na pewno nie są specjalistkami w swojej dziedzinie, którą być może poruszasz w postach.
      Całe szczęście, że nie dajesz porad w postach tylko sama sobie jesteś alfą i omegą.

      Usuń
    12. Anwen, ale pisząc takie teksty podsycasz ludzi do dyskusji i wymiany opinii. Nie masz pojęcia kto chowa się za anonimowością, może jakiś specjalista?
      Po co poruszać taki temat, skoro razi Cię potem wymiana komentarzy?

      Peace

      Usuń
    13. Anonimowa zakładam, że gdyby ktoś kto naprawdę był specjalistą i chciałby mi pomóc to odezwałby się mailowo i przedstawił z imienia i nazwiska. Tak właśnie było niejednokrotnie na moim blogu i wtedy takiej osobie mogę zaufać, ale nie anonimom.

      Anonimowa 2 - mój tekst dotyczy diety pudełkowej, a raczej moich doświadczeń z taką dietą, a nie tego jaka wg mnie jest prawidłowa dzienna ilość kalorii dla mojego organizmu, nie mówiąc już o tym, że nie pisałam w ogóle na temat kaloryczności w dietach. Niepotrzebnie napisałam o tych 1200kcal, bo jak widać to jedno zdanie wywołało niepotrzebną dyskusję. Tekst już edytowałam. Przykre jest, że co niektórzy czytając nie odnoszą się do całości - tylko do jednego zdania. Byleby sie doczepić...

      Usuń
    14. Bo to jedno zdanie jest bardzo niepokojące. Niektóre osoby pisały o swoich podobnych doświadczeniach, niektóre o tym, że są w temacie zawodowo. A rady w większości komentarzy, które Cię drażnią, dotyczą tego, żeby poszukać dobrego dietetyka lub trenera i zrobić badania hormonów.
      Jeśli nie odpowiada Ci zostawianie anonimowych komentarzy na Twoim blogu, możesz to przecież zmienić.

      Usuń
    15. jedyne co mnie drażni to wmawianie mi, że znacie mój organizm lepiej niż ja sama :) i zaprzeczacie, że mogę być wyjątkiem od teorii, którą sama znam i w którą jak najbardziej wierzę, ale ze świadomością, że nawet jeśli coś działa u WIĘKSZOŚCI osób na świecie to jeszcze nie oznacza, że MUSI zadziałać u WSZYSTKICH

      Usuń
    16. co do badań hormonów to je robię regularnie, trenera nie potrzebują - bo i po co?? a dietetyka bardzo chętnie bym znalazła, ale takiego, który potrafiłby mi ustalić dietę, która będzie mi smakować, będzie łatwa dla mnie w przygotowaniu i będzie uwzględniała to czego jeść nie mogę, bo mi szkodzi, aa i jeszcze da mi gwarancje, że dzięki niej schudnę ;)

      Usuń
    17. Nie napisałam maila bo już poznałam Twoje zdanie na temat trenerów, czyli mojego środowiska, jak i na temat treningów i żywienia. Nie miałoby to najmniejszego sensu.
      Mam sklerozę i co piąty komentarz się podpisuje swoim imieniem bo zwyczajnie o tym nie myślę.
      Wolę napisać komentarz tutaj, bo jednak wiele innych dziewczyn komentowało te 1200kcal więc może chociaż jedna z nich weźmie sobie do serca to co napisałam.
      Nie wmawiałam Ci że znam Twój organizm. Próbowałam wytłumaczyć czy w jakiś sposób rozszrzycj horyzonty na temat diety i żywienia oraz tego że można sobie krzywdy narobić.
      Powodzenia, Kasia.

      Usuń
    18. Kasiu wybacz, ale nawet czytając bloga czy komentarze nie znasz mojego zdania na temat trenerów i diety, bo tu masz zaledwie wycinek tego co o tym myślę i wiem. Zakładasz, że potrzebujesz mnie uświadamiać na temat diety i tego, że można nią sobie zrobić krzywdę, a ja nigdzie nie twierdziłam, że 1200kcal będzie dobre dla wszystkich - mówiłam tylko i wyłącznie o sobie i mówiłam, ze teorię prawidłowego żywienia znam, ale u mnie się to nie sprawdza - co wywołało Wasze wielkie oburzenie.

      Usuń
    19. Tylko w żaden sposób nie odniosłaś się do tego, że masz potwierdzenie, że jesteś takim wyjątkiem od kogoś, kto się zajmuje tym zawodowo. Spora część kobiet, która usiłuje schudnąć, uważa, że "tyje z powietrza", "mało je a tyje" itd. Dla mnie wyjątkiem od reguły jest np. Phelps, który w trakcie treningów może bezkarnie jeść 12 tys. kcal. Ale on ma/miał sztab ludzi, którzy zajmowali się jego organizmem. O dietetyku napisałaś tyle, że nie trafiłaś na takiego, który by Ci odpowiadał. Nic więcej, ani o wynikach takiej współpracy, zaleceniach itd. Dobrego dietetyka nie znajduje się od razu, tak jak dobrego fryzjera. Jasne, nie musisz się tym dzielić, ale zostawiając te rady z komentarzy bez odpowiedzi, kwitując je właściwie tylko stwierdzeniem "zawsze tak jadłam", "ja już tak mam po mamie", a potem jeszcze pisząc, że anonimów z internetu to się nie będziesz słuchać, sama po części generujesz nieprzyjemną dyskusję. Nikt Ci tu nic nie narzucał, tylko pokazywał możliwości, z których można skorzystać, bo wyglądało, że może nie wzięłaś tego pod uwagę.

      Usuń
    20. Czy to, że ktoś pisze z anonimowego sprawia, że jest jakimś gorszym czytelnikiem?

      Usuń
    21. Absolutnie nie :) sprawia jedynie, że nie mogę zweryfikować kto pisze ten komentarz - czy rzeczywiście osoba która np. zajmuje się dietetyką czy taka, która tylko tak twierdzi w internecie :) Ostatnio była duża afera z pewną blogerką, która doradzała w kwestiach KP, a potem okazało się, że nie ma żadnych kwalifikacji ku temu. To taka przestroga, że nie zawsze warto słuchać ludzi 'z internetu'

      a co do całej dyskusji to nawet ostatnio Monika o tym u siebie pisała:
      https://www.drlifestyle.pl/odzywianie/dlaczego-nie-chudniesz-mimo-diety-i-cwiczen-jadlospis-1800-kcal/

      "U zdrowych osób z prawidłowym metabolizmem* odchudzanie to czysta matematyka" - dokładnie czyli, żeby to wszystko działało o czym piszecie trzeba być zdrowym i mieć prawidłowy metabolizm. Niestety ja się tu nie łapię

      Usuń
    22. Akurat podlinkowany wpis przeczy temu co usilnie wmawiałaś czytelniczkom - że 1200 kcal wystarczy i że tyjesz jedząc nawet odrobinę więcej. Z wpisu wynika że skoro to czysta matematyka, to jest bardzo nieprawdopodobne żebyś tyła jedząc tak mało (no chyba, że Twoja CPM wynosi 1500 kcal, co jest mega nieprawdopodobne) ;)
      "Oczywiście istnieje wiele niuansów (..)" okej, ale wcześniej ani słowem o tym nie wspomniałaś, a wystarczyło, tak jak ktoś napisał wyżej, wspomnieć że np. jesteś pod kontrolą lekarza i zdajesz sobie sprawę, że ilość kalorii jaką przyjmujesz jest, łagodnie określając, podważalna.
      Btw, jak ktoś pisze z nieanonimowego konta też nie pewności co robi dana osoba i jakie ma kwalifikacje. No chyba że teraz na koncie google'a jest wymagane podanie wykształcenia :P
      Pozdrawiam.

      Usuń
    23. chyba się nie zrozumiemy - więc kończę tę bezsensowną dyskusję.

      nieanonimowe konto przynajmniej czasem daje możliwość zweryfikowania kim jest ta osoba, która do mnie pisze, anonimowe NIGDY

      Usuń
  24. Porcje śniadaniowe wydają się bardzo małe, ale skoro mówisz, że się najadałaś to musiało być nieźle :) ja nigdy nie probowałam,ale chyba bym się skusiła na taki tydzień/dwa próbne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy może dużo zejść na śniadanie. Zależy jeszcze od trybu życia w sumie.
      Przed pracą zjadam cokolwiek małego typu jedna kromka, jakaś mała porcja płatków, banan, rogalik, a głodna robię się dopiero około 11-12. Nie udało mi się jeszcze zjeść normalnego śniadania, które jadam w dzień wolny od pracy przed pracą, bo w dzień roboczy, kiedy zasuwam do pracy wolę dłużej pospać, bo jak wstanę 2h wcześniej, to głodna i tak się nie poczuję ;)

      Usuń
    2. Mam tak samo...rano glodna nie jestem, jem owoc, pije herbate i tyle. Dopiero ok. 11.00 moge zjesc cos wiecej. Wynika to z mojego tryby zycia. Moje cialo nie potrzebuje DUZO jedzenia (tj. duzo kalorii), ale DOBREJ JAKOSCI JEDZENIA i takiego, ktore mu nie szkodzi (jestem uczulona na laktoze/kazeine, po glutenie tez sie marnie czuje). Gdy czuje lekki niedosyt po posilku, czuje sie najlepiej. Gdybym jadla wg wytycznych niektorych dietetykow, bylabym okragla jak paczek :-)

      Usuń
  25. Polecam Ci bloga Marty (codzienniefit.pl) - sama też tkwiłam w błędnym przekonaniu, że jedząc >1200 kcal przytyję. Na szczęście poszłam po rozum do głowy a potem do lekarza, przebolałam początkowy wzrost wagi i teraz mogę jeść więcej i nie tyć, lepiej się czuję, nie odczuwam na wadze każdego odstępstwa od założonej kaloryczności - wręcz przeciwnie. No i co najważniejsze, w końcu umiem regulować posiłki odczuwanym głodem, którego wcześniej nie czułam prawie wcale.
    To nie jest "tylko teoria, która w praktyce nie działa". To po prostu fakty trudne do wprowadzenia, ale potem okazują się skuteczne.
    Trochę światła na sprawę (ale już mniej profesjonalnie) może rzucić też blog wilczo głodnej.

    OdpowiedzUsuń
  26. fajny eksperyment, za takie pieniądze to można spróbować, jednak większe koszty to w moim przypadku trzeba się zastnowić

    OdpowiedzUsuń
  27. Raczej nie skusilabym sie na taka diete ze wzgledow finansowych. I jednak wole sama przygotowywac posilki, raczej nic skomplikowanego bo nie umiem gotowac, ale makarony, zapiekanki itp lubie bardzo :) Nie dla mnie tapioka, komosa i inne wynalazki ;) Co nie znaczy, ze sie nasmiewam, pomysl jest ciekawy ale nie skorzystalabym.
    Przy okazji poradzcie cos a propo wagi: 46-49 kg na 170cm wzrostu. Wiem, bardzo szczupla sylwetka, ale nie jestem na zadnej diecie, mam szalencza przemiane materii najwyrazniej. Lubie wlasnie te makarony, ziemniaki pod wieloma postaciami, zapiekanki, pierogi, jem fastfoody (ok, wiem, ze to raczej nie powod do dumy, bo to smieciowe jedzenie), codziennie sniadanie, kolejne 3 posilki plus przekaski co kilka godzin. Chodzi mi o to, ze nie odchudzam sie, jem normalne porcje a mimo to nie tyje a dalej chudne. Nie stav mnie na dietetyka, ani na wielka rewolucje w kuchni, ale moze macie jakies przydatne rady i sposoby na przytycie? Nawet okolo 3kg miesiecznie by mnie uradowalo niezmiernie :) A juz 10 przyjme od razu haha, niech sie tylko rownomiernie rozlozy ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłaś z tym u lekarza? Taka sytuacja z opisu trochę niepokoi i na twoim miejcu nawet dla spokoju upewniłabym się że wszystko jest dobrze.

      Usuń
    2. Kilka razy usłyszałam, że taka moja uroda. Robiłam badania krwi, wychodziły w normie. Ale to było już około 3 lata temu, niedługo wybiorę się na aktualne badania.

      Usuń
    3. Wysokie tempo metabolizmu może być charakterystyczne dla nadczynnosci tarczycy, jednak należałoby to zbadać

      Usuń
  28. Moim zdaniem problemem tych cateringów jest charakterystyczna kuchnia. Nawet jeśli potrawy są urozmaicone, to po jakimś czasie styl gotowania danej firmy po prostu się przejada. Przez to chce się sięgnąc po coś zupełnie innego. Potrawy z kolejnych pudełek zaczynają smakować podobnie. Plus to wygoda, choć bywa, że jakieś danie wieczorem już nie jest dobre (czyli ma prawie 20h). Dzięki pudełkom odkryłam też parę fajnych potraw. Czytałam wyniki badań sanepidu o warunkach przyrządzania, pakowania i transportu pudełek. Nie zniechęciłam się. Sama nie trafiłam nigdy na zepsute jedzenie. W moim przypadku dieta 1800 kcal wychodziła jakieś 3 razy drożej niż gotowanie w domu przez te 20 dni. Nie wliczam jedzenia ze znajomymi na mieście, kawy, wody, dodatkowych owoców, itp., które i tak kupowałam. Teraz nie korzystam z pudełek, nie wykluczam, że jeszcze coś wyprobuję jak nie będzie monotonne.

    OdpowiedzUsuń
  29. Masz bardzo smakowitą tą dietę, przepysznie to wszystko wygląda. Staram się również być fit i uwielbiam również ryż z jabłkiem. Ale nie mam takich wygód, muszę robić sobie sama ;p Faktycznie jednak 1500 kcal to minimum. Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. też kiedyś byłam, super sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Wszyscy piszą, że 1200 kcal to za mało, ale Ania napisała, że zjadała również owoce i piła dwie kawy z mlekiem i cukrem, więc to podnosi kaloryczność. Jako przyszły dietetyk muszę powiedzieć, że posiłki urozmaicone i nie powinny powodować żadnych niedoborów. Szkoda tylko, że firma cateringowa nie prowadzi wczesniej jakiegoś wywiadu w którym klient mógłby zaznaczyć których produktów nie lubi. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie :) same kawy to 100 kcalorii, a i owoców było pewnie około 100 (przyznaje, nie liczyłam)

      Usuń
  32. Gdybym miała kasę to jadłabym z pudełka, a tak jadam w domu i na mieście :D

    OdpowiedzUsuń
  33. Anwen czemu tak mało wpisów ostatnio u Ciebie... Co wejdę to nic nowego nie ma... Czy to wstęp do końca bloga... ?

    OdpowiedzUsuń
  34. Dieta pudełkowa niestety tak wygląda. Jedno danie dobre, inne złe. Płaci się sporo, a niestety i tak trzeba dogotowywać samemu bo mało smaczne. No i pytanie czy pociągniemy tak z pół roku bo co jak nam się dieta skończy z pudełka? Jojo gwarantowane. Najlepiej jednak samemu wprowadzać zmiany systematycznie! Nie od razu, poprawiać nawyki, itp.
    Fajny wpis, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  35. Może i wygoda takie pudełkowe jedzenie, oszczędność czasu, choć zdecydowanie nie pieniędzy. Kiedyś może i bym się zdecydowała, nie wiem, choć pewnie szkoda byłoby mi kasy, ale odkąd założyłam rodzinę, mam dziecko, to nie zdecydowałabym się na coś takiego, wolę nam gotować sama, wiem, co dodaję, jak coś jest zrobione, czym karmię siebie, męża, dziecko, wiem, że przed zabraniem się do obiadu umyłam ręce. Też nie znosiłam gotować, ale cóż, trzeba było zacząć, aż w końcu naprawdę to polubiłam, widząc zadowolone buźki mojej rodziny, wiedząc, że smakuje, to miłe uczucie... ;-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  36. żeby kupować jedzenie pudełkowe trzeba dobrze zarabiać. Korzysta z tego moja kuzynka, która jest kierownikiem w korpo. Jedzenie jest dobre i różnorodne, a ona schudła. Jedyny minus to cena - ja na pewno sobie nie mogę pozwolić na takie żywienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten problem - też ograniczają mnie mocno finanse.

      Usuń
  37. Bardzo chciałabym skorzystać z takiej diety pudełkowej, bo kiedy przygotowuje się jedzenie tylko dla siebie no to wiadomo... Człowiekowi się nie chce aż tak, plus dochodzą kwestie typu ugotowałam za dużo, zamrozić, a pozostałe mrożonki dalej w zamrażalce, zmarnowane jedzenie, nie było mnie w domu 3 dni i jedzenie do kosza. Myślę, że taka opcja z pudełkami to naprawdę genialna sprawa dla osób, które są same albo gotować nie lubią.
    Problem miałabym jedynie z ilością, bo cóż... lubię się porządnie nawp*eprzać :D

    OdpowiedzUsuń
  38. Ciekawa sprawa :) Chcialabym kiedyś spróbować. satram się jeść zdrowo,ale nie zawsze to wychodzi :D

    OdpowiedzUsuń
  39. Ż fit słodkości lubię chlebek bananowy, sernik z serkow wiejskich, Brownie z fasoli fit snickersa :) a z wersji obiadowych fit carbonara, faszerowane cukinia, papryki, pieczone kurczaki w miodowo musztardowej zalewie, omlety warzywne itp itd

    OdpowiedzUsuń
  40. Umarłabym z głodu na takiej diecie;-)

    OdpowiedzUsuń
  41. ja uwielbiam stronę qchenne-inspirecje kiedyś był to blog teraz już profesjonalna strona. Brawa dla Małgosi autorki bloga, która sama schudła i motywuje innych dając możliwość korzystania z gotowych darmowych jadłospisów jak i diety spersonalizowanej.
    Karolina, schudłam 11 kilo:)

    OdpowiedzUsuń