Orzechy piorące


O orzechach piorących było głośno już jakiś czas temu, ale ja osobiście jakoś nigdy nie potrafiłam się do nich przekonać. I pewnie nigdy bym się na nie nie skusiła, gdyby nie jeden komentarz na moim blogu...

„Anonimowy pisze...

Całe życie bardzo przetłuszczały mi się włosy. Nie mogłam myc ich wieczorem, bo rano juz były nieświeże. Ostatnio odkryłam nowy produkt, a mianowicie orzechy do prania. Zawierają naturalne saponiny. Można z nich robić tez szampon. Włosy są czyste 3-4dni!!! Ponieważ na razie myłam dopiero 4 razy to czekam na efekty. Może skóra przyzwyczai sie i znowu zaczyna sie przetłuszczać, ale jak na razie rewelacja!!!! Minusem jest to, ze nie pieni sie na głowie i nie daj Boże żeby dostał sie ten płyn do oczu-szczypie niesamowicie. ”

Po przeczytaniu tego nie byłabym sobą, gdybym natychmiast ich nie kupiła i nie wypróbowała na sobie ;) Traf chciał, że następnego dnia moja koleżanka z pracy napisała mi czy nie zamówiłam bym z nią na próbę tych orzechów. Zamówiłyśmy, więc natychmiast i po kilku dniach odebrałam paczkę na poczcie.

Pierwsze wrażenie niestety nie zachęca. Orzechy jak dla mnie okropnie śmierdzą! Bałam się, że zapach ten przejdzie na ubranie czy włosy. Na szczęście tak nie jest ;)

Zgodnie z przepisem zamieszczonym w instrukcji dołączonej do orzechów ugotowałam wywar. Nie będę wam pisać o tym jak sprawdził się on do prania czy sprzątania, a jedynie o jego działaniu na włosy. Wywar ma konsystencję wody. Nie wiem czemu, ale wyobrażałam sobie, że będzie gęsty. Zapach sam w sobie ma niezbyt miły, ale możemy dodać olejek eteryczny i wtedy już jest ok. Przyznaję bez bicia, że użyłam go tylko trzy razy. Nie byłam w stanie przekonać się, że taką zwykłą wodą można dobrze umyć włosy. Po wysuszeniu włosy były niewątpliwie czyste, ale wywar absolutnie się nie pieni i przez to ciężko się go używa (zapewne to tylko psychiczna blokada). Nie zauważyłam też u siebie wolniejszego przetłuszczania. Włosy i tak musiałam umyć następnego dnia czyli u mnie standardowo.

Niestety nie ocenię jego działania długofalowego, bo nawet ja nie będę się aż tak poświęcać w celu eksperymentu ;) Dla osób o bardzo wrażliwej, alergicznej skórze głowy, które nie mogą znaleźć żadnego sklepowego bądź aptecznego szamponu będzie to niewątpliwie świetna alternatywa, ale ja stawiam na wygodę. Jeżeli nie macie orzechów w domu, nie posiadacie wyjątkowo mocno przetłuszczającej się skóry głowy albo nie jesteście prawdziwymi fanatyczkami naturalnych, ekologicznych kosmetyków to raczej nie zamawiajcie tych orzechów specjalnie do mycia głowy. Szkoda zachodu. W pozostałych przypadkach – wypróbujcie :)

Udostępnij

35 komentarze:

  1. Słyszałam o tym szamponie, ale ja jestem za wygodna, żeby tak kombinować ;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ze mnie też jest zbyt wielki leń na takie zabawy. Szczególnie brak piany mnie zniechęca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stosowałam wywar z orzechów piorących do mycia włosów. To nie prawda, że się nie pienią. Trzeba więcej zmoczyć i cierpliwie masować. Dla włosów delikatnych i cienkich (jak moje) jest super - wywołuje efekt usztywnienia i objętości.

      Usuń
    2. Mój wywar jest brązowy, gęsty i na pewno nie ma konsystencji wody. Orzechy w garnuszku zagotowałam w małej ilości wody (tylko tyle, żeby je przykryć)i zostawiłam do ostygnięcia. Ma dość przyjemny, kasztanowaty zapach, choć to wszystko może być kwestia gustu. Pieni się słabo, ale się pieni- zwłaszcza jeśli wcześniej dobrze wstrząsnę go w buteleczce. Z tego, co wiem, to nic nie poskutkuje od razu. Ja daję mu szansę - obecnie jestem na drodze szukania rozwiązań ograniczających mycie włosów szamponem. Taki wyciąg wydaje się dużo mniej upierdliwy w użytkowaniu niż mycie głowy żółtkiem, glinkami i innymi takimi wynalazkami proponowanymi w Internecie. Zobaczymy, czy będą jakieś efekty....

      Usuń
  3. Pomysł ciekawy, ale chyba też jestem za wygodna.. No i pierwszy raz o tym czytam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za obiecaną recenzję. Na pewno ich nie kupię. A mało brakowało...
    Jestem natomiast zaintrygowana mydłami Tuli. Ciekawe czy po nich faktycznie włosy przestają się przetłuszczać.
    Jak się sprawuje krem Bielendy?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie za dużo roboty z tym, myślałam już że będzie chociaż skutkowało, a tak to nie warto ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. cammie, kosodrzewina, kokosowa- panna - nie dziwię się Wam ;) przede wszystkim szkoda czasu. Ten wywar gotuje się dosyć długo i trzeba by go robić co kilka dni.

    malgkowa - krem chwilowo odstawiłam, bo wyskoczyły mi dwie niemiłe niespodzianki :( co prawda głównie podejrzewam inny kosmetyk, ale na wszelki wypadek poczekam kilka dni, a potem potestuję go solo. Mam nadzieję, że jednak się okaże, że to nie on był sprawcą :)

    Inulinus dokładnie, gdyby zmniejszyłł rzeczywiście przetłuszczanie byłabym gotowa bawić się w gotowanie i mycie tym włosów, a tak to bez sensu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. całkiem przypadkowo mam te orzechy, nie wiem jak się gotuje z nich wywar ale z tego co czytam nie bd mi się chciało:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Anwen ratuj :( Wraz z moim wielkim postanowieniem powrotu do wlosow naturalnych i zaprzystania farbowania, wyszukalam w sklepie farbe o najblizszym kolorze do naturalnych. Byla to akurat L'oreal Excell10 Loreal Ciemny Blond. No i pofarbowala mi mama, niestety tak sie guzdrala, ze za dlugo trzymalam (powinno sie 10min) i z ciemnego blondu wyszedl mi jakis taki bardzo ciemny braz!
    Ja rozumiem, ze moze zrobic sie ciemniejszy ale z blondu na prawie czern? To przesada. Strasznego mam pecha do koloryzacji.
    W kazdym razie czy jest wogole jakis sposob by to troche rozjasnic? Nie chce sie juz katowac farbami. :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Na Krawędzi - jakbyś się kiedys nudziła to możesz spróbować :)

    Teoria - najlepiej nie rób nic- ten kolor bardzo szybko sam Ci się wypłucze. Możesz też kupić np. szampon przeciwłupieżowy i umyć nim włosy kilka razy pod rząd i tak przez kilka dni. Tylko nie zapomnij o odżywce, bo to może mocno wysuszyć włosy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzieki, pozostaje mi czekac. Mam wczesniej rozjasniane i na nich nigdy farba mi sie dlugo nie trzymala, mam nadzieje, ze ta tez nie choc to jedna z lepszych.

    OdpowiedzUsuń
  11. Teoria - u mnie własnie wszelkie Loreale najszybciej się wypłukują :) a na rozjaśnianych to wogóle nie musisz się martwić - na pewno szybko Ci się zmyje.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja piorę w orzechach już rok i jestem zadowolona- do włosów nie próbowałam, ale piorą super i co najważniejsze nie chodzimy potem w proszku i płynie do płukania:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Brunetko - a nie przeszkadza Ci, że pranie później wogóle nie pachnie? Ja dodałam olejek eteryczny ale i tak praktycznie nie miało żadnego zapachu :( Nie mogę się do tego przyzwyczaić

    OdpowiedzUsuń
  14. ale fajnie, że dodałaś nowe zdjęcie Twoich włosów:D widać różnicę w długości:)

    A.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mycie głowy orzechami - też się kiedyś skusiłam. Mam bardzo wrażliwą skórę głowy i może mycie wywarem nie powaliło na kolana ale nie zrobił większych szkód niż szampony które wtedy miałam (apteczne, dziecięce). Na brak piany jest sposób: ubić :] (z youtube). Pranie wyszło dobrze, mięciutkie i świeże, w planach zmywarka z orzechem zamiast proszku :]

    Teoria - jak Ci pilnie zjaśnieć to przed myciem nałóż maskę z miodem i cytryną, a do płukania napar z lipy. Zregenerujesz włosy, rozjaśnią się naturalnie; pójdzie w ciepły odcień

    OdpowiedzUsuń
  16. Niniejszym uroczyście ogłaszam, że zostałaś wyróżniona Sunshine Award :D
    http://siulka.blogspot.com/2011/03/loreal-paris-happyderm.html

    OdpowiedzUsuń
  17. Pierwszy raz słyszę o tych orzechach. Nie mam jednak zamiaru wypróbowywać, bo nie są mi do niczego potrzebne ;)
    Ostatnio korci mnie, żeby zrobić sobie czarne włosy. Mam naturalny kolor - ciemny brąz. Zdecydowanie nie chcę używać chemicznych farb, wolałabym hennę. Czy myślisz, że po tym wyjdzie taka intensywna czerń?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A. naprawdę widać różnicę? strasznie się cieszę :))) ja to ciągle mam wrażenie, że już mi nie rosną :(

    martunia - lipa rozjaśnia? nawet nie wiedziałam :) dobrze, że mi napisałaś bo miałam kiedyś ochotę wypróbować

    siulka - dziękuję :*

    ag* - po hennie na pewno wyjdzie Ci piękny kolor, ale nie będzie on zbyt trwały. Przynajmniej nie na początku. Myślę, że to o wiele lepsze wyjście niż farba :) dodatkowo wzmocni i pogrubi Ci włosy. Sama bym się chętnie na hennę przerzuciła, ale w moim przypadku to nie takie proste :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwa henna jest trwala.
      Tylko trzyma sie ja najlepiej cala noc.
      Robie tak od lat.
      Inna sprawa to odrosty.
      Mozna je robic 1 x w miesiacu lub co 2 tygodnie.
      Henne przygotowuje sie w nastepujacy sposob.
      gotuje sie wywar z herbaty, tak 2 lyzki stolowe na dobra szklanke wody, gotuje sie dosyc dlugo, jakies 25 minut.
      Wywarem zalewa sie okolo 100 gramow henny, miesza dokladnie, i dobrze ciepla naklada na wlosy. Konsystencja ma byc dosc gestej smietany, tak, by nie cikla.
      Nastepnie owija sie glowe folia platikowa i recznikiem.
      Zeby nie ciekla po twarzy to robie taka opaske wokol twarzy z recznika papierowego, potem cala glowe folia plastoikowa, potem recznik lub kapturek frotte.
      trzylmam cala noc, rano zmywam szamopnem, a potem daje odzywke , splukuje.
      najlepiej jest wetrzec we wlosy troche naturalnej oliwy lub jakis ulubiony olejek.
      Wlosy wspaniale, lsniace.
      Dobrze jest splukiwac woda z octem.
      Do mycia wlosow Arabki uzywaja brazowej glinki zwanej tfal, sa tez szampony z ta glinka.
      Kiedy jestescie na wakacjach w Tunezji czy Maroku to kupcie sobie kilogram lub dwa, kosztuje grosze. Wystarczy na caly rok.
      Taka glinke rozbija sie na drobne kawalki i suszy na sloncu.
      Potem garstke zalewa wrzatkiem i powtaje pasta. Mozna tez zalac woda rozana.
      Mozna nia myc wlosy, cale cialo, robic maseczke na twarz.

      Usuń
  19. Henna pogrubia włosy? Może to pomysł na nowy wpis? :) Wiem, że kiedyś coś takiego zrobiłaś, ale chyba o tym tam nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. hej. szampon się pieni:) tylko najlepiej włożyć wywar do jakiegoś pojemniczka zamykanego i potem wstrząsnąć kilka razy i mamy pianę i nią się myje włosy, nie samą wodą:) ja używam i zauważyłam poprawę stanu moich włosów bo po 1, mam lepszy skręt i jednocześnie nie muszę do nich używać utrwalających psikadeł;) po 2, rzeczywiście włosy myję nadal co 5-7 dni jak to było wcześniej, z tym że pod koniec nadal wyglądają na czyste i gdyby nie skóra głowy, która daje znać o konieczności umycia. ja jestem bardzo zadowolona. nie musze kupować drogich odżywek czy szamponów, inwestuję w orzeszki i czasem olejuję włosy i to pozwoliło mi odzyskać lepszą kondycją po niefortunnym ściąganiu koloru u fryzjera. pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  21. ach i ja wkładam do pojemniczka wywar i orzeszki. Nie filtruję go:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Kochana, jak ugotowałaś wywar? Kupiłam se dziś orzechy, ale nie wiem jak mam zrobić z nich wywar? Też potrzebne jest mi to do moich włosów przetłuszczających się :/ Będę wdzięczna za odp. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Orzeszków nie trzeba gotować, wystarczy je namoczyć w chłodnej wodzie. Na to żeby uwolniły saponiny trzeba poczekać minimum 2 godziny, ale nie trzeba nad nimi stać i pilnować ognia :)
    Sama używam od niedawna i polecam, bo efekty jak po szamponie, a jest to pierwszy środek do mycia alternatywnego, który się u mnie sprawdził.
    Niemniej wymaga trochę pracy, a przede wszystkim czasu i przewidywania. Używając go nie da się wymyć włosów "spontanicznie". Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Zaprzeczam wszystkim negatywnym opiniom.Pozbylam sie łupieżu z ktorym borykałam sie od kilkonastu lat!!!!!Rewelacja.Jęzeli komus przeszkadza że sie nie pieni polecam dodać do 1/2 litra wywaru troszke zwykłego szamponu ok.1 łyżeczki i mamy efekt pienienia.po przygotowaniu szampon przelewam do butelki po zwyklym szamponie.Do prania? hmmmmm... kolorowe rzeczy sa po wypraniu bardzo delikatne nie trzeba używać płynu zmiękczającego do plukania.Do prania białych rzeczy nie polecam poniewąz pozostają zwykle zabudzenia.

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zainteresował mnie Twój wpis Kasiu, ponieważ mam podobny problem z łupieżem od bardzo dawna a do tego bardzo wychodzą mi włosy. Stosowałam już chyba wszystko, ale nic nie pomaga. Mam suche włosy i skórę głowy czy orzechy nie pogłębią tego problemu? Czy przez swoisty brązowy kolor nie wpływają na barwę włosów. Pozdrawiam Karina

      Usuń
  25. Shikakai - rewelacja! Można w mazidłach, albo na helfach kupić proszek (firmy hesh, choć mnie osobiście bardziej przekonał ten z mazideł) - tyle, że to cholerstwo w takiej postaci drogo wychodzi. Jest jeszcze jedna roślina, którą można do prania włosów użyć, ale nie przypomnę sobie teraz nazwy.. ale też na helfach wyczaiłam (też firmy hesh - jak shikakai).
    W wersji mielonej - minus taki, że ciężko się spłukuje .. ale włoski - mniamik po nim:)

    OdpowiedzUsuń
  26. No i sobie przypomniałam - Aritha!:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Spróbuję kiedyś na włosy, ale nie liczę na efekty, jak dla mnie, szampon MUSI się pienić! Kupiłam je do prania dziecięcych ciuszków, są niby dobrej jakości, bo od ekomamy Reni Jusis :), ale nie sprawdzają się za bardzo :/ Ich smród faktycznie odstrasza...

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja miele orzechy w mlynku do kawy, wsypuje do skarpetki dwie lyzeczki, namaczam glowe i skarpetke, nastepnie pocieram nia skore glowy. Pieni sie dosyc dobrze, a wslosy sa po umyciu swieze i czyste. Do prania tez polecam zmielone orzechy skarpetce albo jakims materialowym woreczku. Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  29. Orzechy mam ale używam ich do prania. Może kiedyś się skuszę na szampon... Hmmm

    OdpowiedzUsuń
  30. A wiecie, że istnieje taki specjalny eko płyn do prania z orzechów indyjskich? Nie ma w składzie chemii, a dodatkowo jest bardzo wydajny. Ja kupuję na ich stronie www.ecovariant24.pl Nazywa się to Good Wash.

    OdpowiedzUsuń
  31. Droga Anwen!Mam na imię Ola.Po raz pierwszy dziś trafiłam na Twój blog,który został mi polecony przez siostrę.Ponieważ jestem zwolenniczką naturalnej pielęgnacji włosów, zainteresowały mnie orzechy piorące. Napisałaś całą prawdę.Teraz w życiu rządzi wygoda i niestety jest przedkładana nad zdrowie.Mało komu chce się coś zrobic samemu w domu,bo przecież wszystko jest gotowe w sklepach,pachnące i pieknie opakowane.Po co gotować jakiś śmierdzący wywar i eksperymentować z włosami?Ale jeśli trzeba już eksperymentować z pachnącymi kosmetykami to wszyscy bardzo chętnie i jakoś nikomu nie przeszkadza,że składniki zawarte w szamponach czy odżywkach są trujące i dostają się do naszych krwiobiegów.Nie zgadzam się z Tobą,że ciepła woda nie umyje włosów.Otóż umyje,tylko włosy i skalp muszą być oczyszczone,muszą być po detoksie i wtedy powoli je się przyzwyczaja do mycia samą wodą,albo szamponami naturalnymi domowej roboty.Ja jestem żywym przykładem tego,że tak można.Dwa lata temu zrobiłam detoks włosów i przeszłam na mycie włosów produktami spożywczymi.Z początku nie widziałam żadnej poprawy,tak jak Ty nie zauważyłaś,żeby po orzechach mniej Ci się przetłuszczały włosy.Początki takie są.Potem jest juz tylko lepiej.Dla mnie najlepszym sposobem na mycie włosów jest mąka z cieciorki zmieszana na papkę z odrobiną wody.Taki szampon zmywa nawet olej z włosów i skalpu(nawet olej rycynowy).Mam proste włosy do pasa i olejuję je przed kazdym myciem.Nigdy nie było sytuacji,żeby cieciorka sobie nie poradziła ze zmyciem oleju.Włosy są czyste, miekkie,wygładzone,same się układają.Teraz będę próbować orzechy piorące...mam nadzieję,że się polubimy.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń