Siedem pierwszych prac Anwen czyli trudne początki kariery blogera


Dzisiejszy wpis nie ma kompletnie nic wspólnego z włosami, więc jeśli kogoś żadna, inna tematyka w moim wykonaniu nie interesuje niech od razu zamknie tę stronę :) Resztę z Was zapraszam na małą podróż w przeszłość, a w sumie wcale nie tak małą, bo cofniemy się w czasie aż o 25 lat! Wtedy to zaczęła się moja 'kariera', która jak zobaczycie (nie) była usłana różami ;)



1. Sklepik z artykułami papierniczymi

Jak przystało na córkę przedsiębiorczego ojca, w pierwszej klasie podstawówki wraz z najlepszą wtedy przyjaciółką Gosią wymyśliłyśmy sobie prosty sposób na dorobienie. Podobno pierwszy milion trzeba ukraść, ale my chciałyśmy zarobić go w bardzo 'uczciwy' sposób. Najpierw pożyczyłyśmy pieniądze od rodziców, które następnie zainwestowałyśmy kupując zeszyty, kredki i inne strugaczki w pobliskim kiosku. Bardzo mądrze ze swoim 'sklepikiem' rozstawiłyśmy się prawie tuż obok i próbowałyśmy sprzedawać artykuły z odpowiednią dla nas marżą :D Chyba Was nie zdziwię jeśli napiszę, że przez cały dzień nic tam nie sprzedałyśmy i ostatecznie cały towar wcisnęłyśmy... no zgadnijcie komu ;) Oczywiście naszym rodzicom :DD Po spłaceniu pożyczki wciąż byłyśmy na plusie, więc można powiedzieć, że moja pierwsza 'praca' była bardzo opłacalna.

2. Zbieranie płatków róż

Tym razem 'praca' na serio. Wakacje, piękna pogoda i mnóstwo wolnego czasu, a w okolicy mojego bloku dosłownie setki jak nie tysiące krzewów róż. Nie wiem jak nazywa się ta odmiana, ale to ta pięknie pachnąca, z której robi się konfitury :) W tamtych czasach prężnie działający Herbapol miał punkt skupu niedaleko mojego osiedla, więc ochotników do zbierania było wielu, ale nikt nie dorównywał mi cierpliwością i pracowitością. Co prawda skończyło się użądleniem przez pszczołę, ale i tak zarobiłam pierwsze "prawdziwe" pieniądze.

3. "Pinezka"

Nie pamiętam ile mogłam mieć wtedy lat, na pewno było to jeszcze w podstawówce (5-6 klasa), gdy razem z młodszą siostrą Eowiną założyłyśmy gazetę. Wszystko odbywało się bardzo profesjonalnie - na zebraniu redakcji ustalałyśmy tematy artykułów, które miały ukazać się w danym numerze (miałyśmy nawet horoskop), a gdy już je napisałyśmy to własnoręcznie przepisywałam je na maszynie do pisania. Potem wystarczyło tylko dołożyć ilustracje, całość skserować odpowiednią ilość razy (wszystkie sprzęty miałyśmy pod ręką, bo w tym czasie moi rodzicie mieli biuro w domu) i sprzedać, oczywiście rodzinie! ;) Zapału starczyło nam na jakieś trzy numery, ale to nic, bo dzięki "Pinezce" zrodził się w mojej głowie pomysł, żeby zostać dziennikarką, a to już krok od blogerki :P

4. Ulotki

Bardzo krótki epizod, bo jednodniowy, ale czymże byłaby moja ścieżka kariery, gdyby nie pojawiły się w niej ulotki! Każdy szanujący się młody człowiek prędzej czy później się tym zajmuje. Nas 'zwerbowała' pod blokiem miła Pani z pytaniem czy nie chcemy sobie dorobić. To też na pewno były czasy podstawówkowe. Biegałyśmy z koleżankami od jednej klatki do drugiej zostawiając ulotki na wycieraczkach. Gdy już wszystkie zostały rozniesione okazało się, że zamiast pieniędzy możemy sobie wybrać po wisiorku z kamieniem półszlachetnym. Średni interes, ale wtedy muszę przyznać byłam zadowolona :D

5. Kawiarenka internetowa

Marzenie każdej nastolatki! W czasach, gdy komputery nie stały jeszcze w każdym domu, a Internet mieli naprawdę nieliczni, możliwość siedzenia przez kilka godzin, bez żadnych ograniczeń na IRCu była dla mnie jak gwiazdka z nieba :D Ciekawa jestem ile z Was w ogóle wie jeszcze co to IRC, ja w każdym razie wpadłam w tę wirtualną rzeczywistość jak włosomaniaczka na promocję do Rossmanna. Wystarczy powiedzieć, że swoją 18natskę świętowałam w Kawiarence razem z poznanymi przez Internet znajomymi. Tylko, że zamiast rozmawiać normalnie, całą noc pisaliśmy do siebie (i innych osób spoza miasta) na IRCu :D

6.  Okulary

Ostatnie wakacje przed studiami, wyjątkowo upalne lato i ja wraz z książką tkwiąca przy ulicznym stoisku z okularami. Do dziś nie mogę się nadziwić, że mimo słabego punktu i dosłownie zerowego zaangażowania miałam najlepszą sprzedaż ze wszystkich dziewczyn :D Chyba to złośliwość losu, który sprowadzał ludzi na moją drogę, żebym tylko nie mogła sobie spokojnie poczytać.

7. Cinema City

Ostatnia z moich pierwszych prac i tym razem prawdziwa, bo na etat. Jakaż byłam z siebie dumna, że udało mi się przejść rozmowę kwalifikacyjną i zostałam zatrudniona na umowę o pracę. To nic, że stawka godzinowa była tak niska, że moje miesięczne zarobki nie dorównywały nawet stypendium z uczelni, ale satysfakcja ogromna. Razem z innymi młodymi osobami otwieraliśmy wtedy nowe, trzecie kino Cinema City w krakowskiej Galerii Kazimierz. Ludzi, z którymi pracowałam na barze wspominam z uśmiechem na ustach do tej pory, bo już nigdy później nie miałam aż tak zgranej i dobrze dobranej ekipy jak wtedy :))) Owszem bywało ciężko (szczególnie jak do 2 w nocy liczyliśmy po raz 55 wszystkie kubki na colę i pudełka na popcorn, bo coś się nie zgadzało), a zapach popcornu do dziś przypomina mi pedantyczne szorowanie Popcornicy, którego nie powstydziłaby się nawet Perfekcyjna Pani Domu, ale to wtedy obejrzałam najwięcej filmów w kinie w tak krótkim czasie. Nie wiem jak jest teraz, ale za moich czasów mogliśmy oglądać co tylko chcieliśmy bez ograniczeń :)) I to był zdecydowanie największy atut (poza współpracownikami oczywiście!) tej pracy.

Potem byłam jeszcze korepetytorką (matematyki oczywiście), telemarketerką, hostessą, pracowałam na stoisku mięsnym, w kilku bankach i w doradztwie finansowym. Dopiero po tym wszystkim trafiłam do firmy, w której zatrudniona jestem do dziś :)


Ciekawa jestem jak to było u Was :) Kiedy zaczęłyście zarabiać i jak wyglądały Wasze pierwsze prace?


Pozdrawiam Was serdecznie,
Anwen
Udostępnij

57 komentarze:

  1. Kiedyś w Cinema City była umowa o pracę? :O teraz bez legitymacji szkolnej i umowy zlecenie za grosze się nie obejdzie. Moją pierwszą "poważną" pracą też był właśnie kinowy bar ;) później obsługa widza, kasy i kawiarenka :) i chyba na ow naoglądałam się najwięcej filmów, bo jakoś tak nie chciało mi się wpadać do kina poza godzinami pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz w Cinema City tylko umowa zlecenie, niewygodny mundurek po zęby,proszenie się o należne przerwy, brak szacunku do pracownika z dumą okazywany przez uwaga- byle "supervisora" (czasami nawet młodszego niż Ty), manager z permanentnym napięciem okresowym i tak dzień w dzień za NIECAŁE 6 zł na rękę. Świeże dane bo sprzed 1-2 lat :)

      Usuń
    2. za niedługo czy chca czy nie beda musieli placic 12 na godzine ;p

      Usuń
    3. Moja przyjaciółka pracowała w Cinema City i przełożona raz zrobiła jej dziką awanturę za buty w kratkę :D Podobno potrafiła się też przyczepić o telefon w kieszeni i jak tylko u kogoś zobaczyła to zabierała. Takie atrakcje za psie pieniądze!

      Usuń
    4. Ja aktualnie pracuję w CC i nie narzekam, wszystko zależy na jakich ludzi się trafi, nie ma co generalizować :)

      Usuń
    5. Będą musieli płacić 12zł za godzinę, więc będą zwalniać obecnych pracowników i zatrudniać mniej nowych ;)

      Usuń
    6. ja sie zwoliniłam nie z powodu ludzi, ale tego ile płacili a praca dla mnie lekka nie była. A co do ilosci pracownikow, to jak tam pracowałam to ciagle ich brakowało, bez przerwy kogos przyjmowali. Moim zdaniem raczej ceny moga isc w gore :P

      Usuń
    7. Nie ma na co narzekać jeżeli chodzi o ludzi, ale niestety tak niskie zarobki to zwyczajny wyzysk!

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Akurat przy zleceniu "należnych przerw" nie ma ;)

      Usuń
  2. Moje pierwsze prace nadal trwają, ale planuję skończyć jako gwiazda rocka z uroczym drewnianym domkiem w małym miasteczku, rodziną i dwoma kotami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszą moją pracę podjęłam w czasie studiów w sklepie z ciuchami w galerii handlowej. I bardzo tego żałuję. Mianowicie trafiłam na okropną szefową. Po pierwsze z zamiłowaniem uwielbiała się spóźniać na swoją zmianę (a pojawiała się w pracy bardzo rzadko). Niby tylko pół godziny w tą... Ale w miesiącu się uzbierało. Kolejny powód. Od pierwszego dnia szefowa zwlekała z przyniesieniem umowy. Dostałam ją po 2-3 tygodnia proszenia się. Trzeba było uciekać. A gwoździem do trumny było nie zapłacenie mi wypłaty za 3 miesiące. Potem ponad dwuletnie walczenie o swoje. Pozew sądowy, komornik. Podczas ostatnich lat studiów pracowałam dorywczo w OKE- rozpakowanie paczek z arkuszami, roznoszenie na półki itp. Łatwa i przyjemna praca

    OdpowiedzUsuń
  4. hmm chyba jako opiekunka do dzieci albo ulotki. Już nie pamiętam co było pierwsze. W każdym bądź razie na pewno byłam już pełnoletnia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsza praca- razem z przyjaciółką założyłyśmy SPA! W ofercie były masaże (dłonie, stopy, plecy) i prężnie reklamowałyśmy się wśród rodziny xD Oczywiście zapału starczyło na 2 dni zarobiłyśmy każda po kilka groszy (ahh te konkurencyjne stawki!).
    A teraz jestem mgr kosmetologii :D

    OdpowiedzUsuń
  6. :) Też sprzedawałam okulary słoneczne, byłam wtedy opalona że hej !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wcale, bo siedziałam w cieniu :D

      Usuń
  7. hmmm nie wiem co to ten IRC ale pamiętam czasy kawiarenek internetowych , jak poszłam pierwszy raz kosztowało 5 zł za godzinę , a facet tam pokazywał mi jak mam myszkę trzymać :D i wydrukowali mi zdjęcie Britney Spears :D za kolejne 5 zł ale jakość straszna jak na dzisiejsze czasy :D , ja moją pierwsza prace miałam w wieku 21 lat , szyłam pokrowce ze skóry ,na czarno bez umowy , na krzesła fotele , za 1 pokrowiec było 1 zł , i ile się uszyło tyle się zarobiło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O fak, a myślałam że to moja pierwsza praca była tragiczna :o
      Współczuję tej wypłaty, mam nadzieję że dziś jednak zarabiasz więcej :D

      Usuń
    2. dziś pracuję już tylko w Holandii ;)

      Usuń
  8. Ja jeszcze nigdy nie pracowałam :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja od dzieciństwa miałam szczęście do "prawdziwych" prac za "prawdziwe" pieniądze - jako pięciolatka dorabiałam w rzemieślniczym zakładzie dziadka: on wyrabiał pędzle, ja je czesałam przed pakowaniem; potem, w wieku lat 10, zaczęłam grywać na ślubach jako skrzypaczka;a od gimnazjum w wakacje pomagałam księdzu przy sporządzaniu ksiąg parafialnych. Epizod plakatowania był pod koniec liceum - wybitnie nieudany i jednorazowy, a potem już call center i kawiarnia, żeby poczuć tę prawdziwą młodość ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miło tak poznać cię od innej strony ;) podobają mi się takie posty, tak jak ten o matce-włosomaniaczce :D
    Moja pierwsza praca...hm. Zdaje się że było to zbieranie borówek. Jaka byłam tym zachwycona! Do czasu. Dwunasto, a czasami nawet czternastogodzinne zbieranie w upale za marną stawkę (wychodziło 3-6 zł za godzinę) to naprawdę męcząca sprawa. Ale jako dziecko byłam zadowolona, kto by nie był, zarabiając swoje pierwsze pieniądze :)
    Całusy!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziewczyny! Maska NaturVital jest dostępna w drogerii naturze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro lece, dzieki :))

      Usuń
  12. Ale byłaś szczupła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o ile dobrze pamiętam to byłam tu najchudsza w całym swoim życiu :D jakieś 48kg przy wzroście 157 cm ;) i szczerze mówiąc do tej wagi już bym nie wróciła, ale chciałabym znów ważyć 52kg, jak przed ciążą :))

      Usuń
    2. nie pomyslalabym ze jestes niska, ja tez mam dokładnie 157 a waze 55, ogolnie jestem szczupla tylko pupa odstająca ;D ale jej bym nie oddała ;)

      Usuń
    3. literówka (a właściwie cyfrówka :P) :)) mam oczywiście 167cm

      Usuń
  13. Szkoda, że nie znałam cię za dzieciaka... Poszalałybyśmy ;) Miałam z moją przyjaciółką podobne pomysły. Najpierw chciałyśmy sprzedawać totolotki, które znalazłyśmy u niej w domu (to była gdzieś 2 klasa podstawówki), ale nikt nie chciał, na drugi dzień sprzedawałyśmy zimny kompot (było lato) i interes szedłby pewnie dobrze, gdybyśmy tylko sprzedawały gdzieś w centrum naszej wioski, a nie pod jej domem, który praktycznie mieścił się w lesie...Później była akcja puszka za dwa grosze, no i moje ukochane zbieranie jagód w gimnazjum, z którego pieniądze szły zawsze na zakupy ciuchowe. I dopiero na studiach miałam swoje pierwsze poważne prace na umowę zlecenie, byłam barmanką, a później pracowałam w outlecie ciuchowym. Też chciałam być dziennikarką, ale ja wpadłam na to w 4 klasie podstawówki i chciałam pisać do magazynów popularnonaukowych... Później chciałam pisać felietony. Chyba założę bloga. Czasem przypomina mi się, jak pisałam blogowe pamiętniki dla wszystkich znajomych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. załóż :))) jako niedoszłej dziennikarce na pewno Ci się spodoba

      Usuń
  14. Anwen, zastanawia mnie bardzo, dlaczego nie umieściłaś tego wpisu na Twoim drugim blogu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo przestałam go prowadzić kilka miesięcy temu i ostatnio doszłam do wniosku, że zamiast go aktywować będę tu pisać też niewłosowo, kiedy tylko będę miała ochotę, bo na dwa blogi nie mam czasu i chcąc napisać coś na tamtym zawsze sobie myślałam, że najpierw włosowy wpis i oczywiście na ten drugi mi już czasu nie starczało ;)

      Usuń
    2. moze cos o pielegnacji twarzy/ codziennym makijażu ?

      Usuń
  15. Moja pierwsza praca była w fast foodzie. Śmierdziało ode mnie olejem i frytkami. Druga była w pakowaniu segregatorów, później na uczelni moja pierwsza praca etatowa, później okres próbny w firmie handlowej nieudany przez mobbing, call center i praca na uczelni jako pani z dziekanatu

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajnie się czytało, no i śliczne zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Moja pierwsza praca była w dziale kadr, wskoczyłam tam, szczerze mówiąc po znajomości (jak to w Polsce), będąc zupełnie zielona w temacie. Na szczęściwe praca mnie wciągnęła i okazało się, że do dzisiaj ciagnę w pokrewnej branży, chociaż już w innej firmie :-) Ale co sie namęczyłam, żeby się nauczyć od podstaw na żywym organizmie, ile łez wylałam... Szczęście, że nikt nas wtedy nie pozwał ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jak przypominam sobie pierwsze zarabianie pieniędzy z moim jeszcze wtedy nażeczonym to aż mi teraz nas jest szkoda. Zbieraliśmy kopytnik w lesie w pocie czoła -dwa dni, a po utargu (100kg) podzieliliśmy się stówą. 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nażeczonym ^^
      Co to jest kopytnik?

      Usuń
    2. RZ upps... Ubiczuję się sama 😃

      To takie zielsko, które trzeba zbierać z korzeniami 😉

      Usuń
    3. Wg Wikipedii kopytnik pospolity (Asarum europaeum L.) to gatunek byliny należący do rodziny kokornakowatych. Jedyny europejski przedstawiciel rodzaju kopytnik (Asarum L.) i zarazem gatunek typowy rodzaju.

      Usuń
  19. Ależ ta kobieta pierwsza z lewej do Ciebie na tym zdjęciu podobna! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ni niestety, o dobra pracę nie jest dziś łatwo, jak się już taka złapie, to trzeba się jej mocno trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Swoją pierwszą pracę znalazłam, a raczej wymyśliłam w wieku 5 lat. Zostałam wędrownym handlarzem! :) Wykopałam z ogródka mamy cebulki tulipanów, zapakowałam do pudełka po butach i poszłam sprzedać je cioci :) W życiu nie byłam tak dumna z siebie :')

    OdpowiedzUsuń
  22. Łooo... trochę tego było :)
    1. Jak u większości dzieciaków z mojej okolicy wyjazdy pod Grójec na wiśnie (Podstawówka aż po gimnazjum i liceum).
    2. Oczywiście ulotki :)
    3. Praca przy przepisywaniu danych w firmie brokerskiej.
    4. Praca jako niania (lubiłam nie licząc wstawania o 4.30 żeby przejechać całą Warszawę i na 6być i dzieci)
    5. Prowadzenie biura w Szkole Nauki Jazdy- najlepsza praca ale najgorsza pensja (cały etat z sobotami a oni chcieli mi płacić 400zl)
    6. Poczta Polska-Ekspedycja pocztowa... przemilcze te traumę.
    7. Sekretarka medyczna na SOR-praca z wspaniałymi ludźmi nie licząc niektórych lekarzy i niestety niektórych pacjentów (nie mamy w miescie izby wytrzeźwień i całe to towarzystwo trafia do nas :( )
    Nie wiem czy to koniec moich poszukiwań zawodowych czy nie... mam jeszcze w planach najważniejszy etat każdej kobiety- bycie mamą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ostatniego zadania, nie uogólniajmy, nie każda kobieta chce być mamą i nie jest to dla każdej "najwazniejszy etat" :), dla mnie np. o wiele ważniejsza jest moja własna firma związana z pasją, nie mam i nie planuję dzieci.

      Usuń
  23. Aniu a ja mam pytanie jeśli chodzi o pracę w banku,która mi się marzy :D ciężko się dostać? Czy wykształcenie wyższe jest konieczne? Niestety dopiero robię zaocznie licencjat, a kierunek oczywiście bankowość :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak na prawde nie musisz miec skonczonej bankowosci. Wazna jest tylko umiejetnosc sprzedazy. Wiecznie tylko plany,plany,plany do wykonania i wieczne tlumaczenie sie z kazdego klienta. Ogolnie nie polecam. No chyba ze lubisz sprzedaz. Wiedza z bankowosci malo sie przydaje. Jak chcialabys popracowac w banku i zobaczyc jak to jest to w Plus Banku przyjmuja bez doswiadczenia. Duzo mozna sie nauczyc. Ale pensja glodowa. Pozdro

      Usuń
  24. Ja od 3 tygodni pracuję w Ciname City na kawiarni, i jestem bardzo szczęśliwa, że nie wybrałam baru, te kolejki przerażają :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo uroczy wpis! :) Zwłascze pierwsze prace były zabawne!

    OdpowiedzUsuń
  26. Jesli mozna zapytać, gdzie teraz pracujesz? Czym sie zajmujesz? Moja pierwsza praca to totalny nie wypal, teraz zresztą tez niw jestem do konca zadowolona i szukam czegos nowego. :-D

    OdpowiedzUsuń
  27. Twoja pierwsza "praca" przypomniała mi moją - podbierałam Tacie papier do drukarki, sklejałam go w zeszyty i sprzedawałam starszym siostrom po kilkadziesiąt groszy. :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Hehe, a ja ostatnio byłam tam w kinie na Kazimierzu. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. a masz kontakt z ludzmi z CC? zastanawiasz sie co u nich? :P

    OdpowiedzUsuń
  30. ja teraz mam pierwszą "prawdziwą" pracę, w księgarni. Zarobki niewielkie, ale mi wystarcza :D/Karolina

    Dwie Perspektywy Blog [Klik]

    OdpowiedzUsuń
  31. Moją pierwszą pracą była praca na zmywaku w Restauracji ,następnie sprzedaż robótek ręcznych, później praca w Tesco przy wykładaniu towaru, później praca jako kelnerka w Domu Weselnym, później jako sekretarka w biurze i obecnie praca za granicą w sklepie ( jestem odpowiedzialna za jeden dział w sklepie ) - do tego jeszcze kilka naście praktyk związanych z szkołą Hotelarską i studiami .... i ta ostatnia praca jest najbardziej dla mnie opłacalna i o wiele lepiej mi się pracuje niż w Polsce, choć nie powiem marzy mi się praca w moim zawodzie.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ach, IRC, oczywiście, że pamiętam!!! Na moją osiemnastkę w 'realu' przyjechało paru znajomych z IRCa spoza mojego miasta - jako prezent otrzymałam lustro zwinięte z PKP, bo przyjechali pociągiem :-D

    OdpowiedzUsuń