Mini haul – Yves Rocher i recenzja płukanki octowej z malin

W poprzedniej mojej pracy miałam koleżankę Olę, która była mistrzynią w wynajdywaniu wszelkiego rodzaju promocji i okazji. Miała naprawdę wyjątkowy talent ;) A co najlepsze zaraziła mnie tym i teraz ja zarażam tym samym moje koleżanki ;)

Ostatnio skusiła mnie oferta wysyłkowa z Yves Rocher, gdzie za polecenie znajomej osoby (która oczywiście musiała zrobić zamówienie) mogłam sobie wybrać dowolny prezent z katalogu. Dzięki temu w piątek odebrałam paczuszkę, w której były:

- 4 żele pod prysznic (kawa, bawełna, gardenia i zielona cytryna)

- płukanka octowa z malin – 150ml

- mini płyn micelarny Trzy herbaty – 50ml

- woda toaletowa – Naturelle – 75ml

- maseczka Cure Solution – 50ml, którą po prostu uwielbiam (nie wiedząc, że ją dostanę, bo był to prezent niespodzianka, dwa tygodnie temu kupiłam ją na allegro i teraz mam 2 opakowania ;) )

- zestaw 3 toreb (a właściwie dwóch kosmetyczek i jednej mini torby)

Całość kosztowała mnie 55zł (zamiast 264zł – licząc w cenach standardowych)! Musicie przyznać, że to niezła okazja ;) Dzięki temu też mogłam wypróbować płukankę octową z malin, która chodziła za mną już od dłuższego czasu, ale cena – 24,90zł za malutką, 150ml buteleczkę skutecznie mnie zniechęcała.

Co do samej płukanki to na pewno nie jest to kosmetyk, który musimy mieć. Dzięki niemu nasze włosy staną się bardziej błyszczące, ale taki sam efekt możemy osiągnąć za pomocą zwykłego octu jabłkowego. Sam kosmetyk jest mało wydajny (podejrzewam, że wystarczy mi na max 10 użyć). Dlaczego więc zamówiłam kolejne dwie butelki? ;) Bo jak już nie raz Wam pisałam jestem prawdziwą zapachomaniaczką, a płukanka ta ma PRZEPIĘKNY zapach malin. Już po pierwszym użyciu się w nim zakochałam :)))) Zapach ten jest intensywny, świeży i nie za słodki. Plusem jest na pewno też sposób użytkowania. Wylewam kilka kropel na dłonie i rozprowadzam na włosach (powtarzam to oczywiście kilka – kilkanaście razy), wylot jest na szczęście na tyle mały, że nie ma możliwości by wylać pół butelki na raz. Po odczekaniu dosłownie chwilki spłukuję jeszcze włosy strumieniem chłodnej wody (tak jak zaleca producent). Taka forma jest dla mnie zdecydowanie wygodniejsza niż tradycyjna octowa płukanka, o której po prostu bardzo często zapominam albo nie mam czasu na jej przygotowanie. I na pewno też przyjemniejsza – nie znoszę zapachu octu! Niestety po wysuszeniu zapach malin całkowicie się z włosów ulatnia :((( Gdyby nie to, to uważałabym, że płukanka jest całkowicie warta swojej ceny.

Czy mogę ją Wam polecić? Na pewno tym z Was, dla których wydatek ok. 20zł na gadżet (bo tak to trzeba traktować) nie jest żadnym problemem, wielbicielkom owocowych zapachów, a także leniom ;) którym po prostu nie chce się przygotowywać tradycyjnej płukanki octowej, a lubią rozpieszczać siebie i swoje włosy.

Ps. Na blogu mojej młodszej siostry (http://eowinymakijaze.blogspot.com/2011/04/makijaz-anwena.html) możecie obejrzeć makijaż, jaki mi zrobiła na święta :))))

Udostępnij

14 komentarze:

  1. Bardzo lubię tą płukankę i również niedawno ją recenzowałam :)

    Ps.przepiękne zdjęcie w sidebarze!

    OdpowiedzUsuń
  2. burn-it-up - czytałam Twoją recenzję :) między innymi ona przekonała mnie do zakupu :)) Ps. dziękuję :) moje włosy niestety rzadko wyglądają dobrze - więc jak zdarzy się taki dzień od razu robię im zdjęcie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne masz to nowe zdjęcie<3 Też lubię zapachy kto wie może skusze się na te maliny?:)

    ewalucja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. dzięki za tak obszerne porady

    dodaję do obserwowanych i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. również muszę przyznać, że nowe zdjęcie napędza do dbania o włosy:) aż miło popatrzeć na takie efekty!

    pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej. Mogłabyś przetestować produkty firmy Himalaya? W szczególności szampon "intensywne nawilżenie". Może coś o tej firmie wiesz?

    OdpowiedzUsuń
  7. A może zrobisz wpis na temat tej domowej płukanki octowej? :) Jak ją przygotować itd

    OdpowiedzUsuń
  8. Podobno z Himalaya jest dobra odżywka do włosów farbowanych. Niestety kiedy chciałam ją kupić dowiedziałam się, że firma wycofuje się z rynku polskiego. A szkoda kusiły mnie ich odżywki. Może jeszcze gdzieś spotkam, to wypróbuje. Fajnie byłoby też o nich coś przeczytać.

    Karo

    OdpowiedzUsuń
  9. Ewalucja - dziękuję :)))

    A. - dziękuję :)))

    Anonimowy - nie miałam okazji testowac kosmetyków Himalaya i na razie tyle innych, już kupionych kosmetyków czeka w kolejce na przetestowanie, że niestety prędko o Himalai nie napiszę

    kazetka - pisałam już o płukance octowej :) co prawda niewiele, ale myślę, że nia ma się co rozwodzić ;)

    Karo - nie słyszałam nigdy o tej odżywce... muszę oszukac jakis info :)

    OdpowiedzUsuń
  10. hej, zachęcona a raczej skuszona :P kupiłam dzisiaj tę płukankę. Mogłabyś mi powiedzieć czy stosować ją normalnie po odżywce czy może wtedy odżywkę sobie odpuścić? :) dziekuję za odpowiedź i serdecznie pozdrawiam :)
    rita morgan

    OdpowiedzUsuń
  11. Rita - ja zawsze nakładam odżywkę. Ta z YR jest trochę inna niż zwykła płukanka octowa (ma jeszcze inne składniki), ale nadal za słaba by móc zrezygnować z odżywki. Napisz jak już wypróbujesz jak Ci się podoba. Mam nadzieję, ze będziesz zadowolona :))

    OdpowiedzUsuń
  12. świetna recenzja, jak zwykle bardzo przydatna:)

    OdpowiedzUsuń
  13. dla mnie ta płukanka to zdecydowanie MUST HAVE. z kartą jest trochę taniej, a że nie używam jej przy każdym myciu, starcza na długo, więc nie wychodzi aż tak drogo. a samej mi się nie chce przyrządzać... ;d

    OdpowiedzUsuń
  14. Wlanie octu do wody to rzeczywiście maasa roboty. Ale z was leniuchy :P

    OdpowiedzUsuń