Poczytaj mi... Anwen, czyli lektura na niedzielę (1)


Pisałam Wam kilka dni temu o ciekawej książce, którą dostałam od przyjaciółki - "Wszystko o włosach". Okazało się jednak, że oryginał został wydany w 1987 roku, a dopiero w 1994 przetłumaczono go na język polski. Autorzy: Dieter Hoch i Mafred Schmock związani z Wellą (książka jest sygnowana tą marką) opisują w niej wiele rożnych zagadnień począwszy od fryzur modnych wczoraj i dziś, budowy włosa, różnych włosowych problemów aż do opisu konkretnych produktów.

Dziś fragment, który mocno mnie zaskoczył. Myślę, że o tej metodzie słyszało bardzo niewiele z Was i raczej od dawna nie jest już ona stosowana... Jeśli jesteście ciekawe to zapraszam do przeczytania niewielkiego fragmentu książki:



„Co robić, gdy włosy już się rozdwajają?

Jeśli problem jest już tak zaawansowany, należy jak najszybciej postarać się o pomoc. W rzadkich wypadkach zabieg można przeprowadzić samemu, gdyż wymagana jest tu wiedza specjalistyczna. Powinien to zrobić specjalista – fryzjer.

Jak wiadomo, włosy maja różną długość. Dlatego przy likwidowaniu rozdwojonych końcówek ważne jest uwzględnienie także zaatakowanych tą przypadłością krótszych włosów.

W praktyce stosuje się dwie różne metody:
 ·         Usuwanie rozdwojonych końcówek włosów przez strzyżenie
·         Usuwanie rozdwojonych końcówek włosów przez opalanie

W pierwszym przypadku wszystkie włosy skraca się do odpowiedniej długości. Włosy krótsze „wyłapuje się” przez skręcani małych partii włosów i ich równomierne przycięcie.

W drugim przypadku końcówki włosów są opalane przy użyciu otwartego płomienia. Krótsze włosy wyłapujemy jak wyżej.


Która z metod jest lepsza? Zdania na ten temat są do dziś podzielone. Zwolennicy pierwszej metody twierdzą, ze jest ona szybsza, prostsza i pewniejsza, a przede wszystkim bardziej higieniczna. Ponadto zwracają uwagę na to, że zgrubiałe końcówki opalonych włosów, powstałe w wyniku stopienia keratyny, łatwo ulegają zerwaniu na skutek działania czynników mechanicznych. Włosy na których dokonano tego zabiegu, mają ich zdaniem skłonność do ponownego rozdwajania się.

Zwolennicy drugiej metody widzą z kolei znaczne zalety w stapianiu keratyny włosa. Uważają ten zabieg za bardziej trwały. Ich argument brzmi: przy strzyżeniu końcówek występują mechaniczne zgniecenia włosów mogące wywoływać na ich ponowne rozdwajanie się.

Podjęto nawet specjalne badania nad skutecznością działania obu metod. Jednakże do dziś brakuje jednoznacznych argumentów przemawiających za wyższością jednej bądź drugiej metody. Z powodów czysto higienicznych polecamy metodę strzyżenia. 

Szybkie usunięcie rozdwojonych końcówek włosów jest bezwzględnie konieczne, w wielu przypadkach nie przynosi jednak ostatecznego rozwiązania. 

Często po pewnym czasie rozdwojone końcówki włosów ponownie się pojawiają. Przyczyna leży w opisanym już ciągłym działaniu czynników zewnętrznych na włos.

W tym kontekście znaczenia nabierają wspomniane środki zapobiegawcze. Przy ich konsekwentnym stosowaniu można uniknąć ponownego rozdwajania się końcówek włosów, a przynajmniej w znacznym stopniu odsunąć je w czasie.

I jeszcze jedna wskazówka. Preparaty przeznaczone specjalnie do włosów rozdwajających się należy traktować z pewnym sceptycyzmem. Zgodnie z obecnym stanem wiedzy działają one w najlepszym przypadku zapobiegawczo, nigdy zaś leczniczo. Niewykluczone jednak, że pewnego dnia przemysłowi kosmetycznemu uda się opracować skuteczny środek zwalczający tę rozpowszechnioną „dolegliwość” naszych włosów.”

cytat pochodzi z książki "Wszystko o włosach" D. Hoch i M.Schmock

Słyszałyście kiedykolwiek o takiej metodzie? Wyobrażacie sobie, że można kiedyś było iść do fryzjera na "opalanie końcówek"? Bo ja wciąż nie mogę w to uwierzyć ;) Rzeczywiście wydaje mi się to bardzo niehigieniczne i niebezpieczne!

Podoba mi się za to ostatni akapit :) Ciekawe czy dziś jakakolwiek firma kosmetyczna napisałaby coś takiego :D A przecież dobrze wiemy, że niestety wciąż nie istnieje cudowny środek, który mógłby uleczyć nam rozdwojone końcówki i jedyne co możemy robić to zabezpieczać je przed tym.

Za tydzień oczywiście pokażę Wam kolejny fragment książki :)

Pozdrawiam Was serdecznie,
Udostępnij

113 komentarze:

  1. Hehheh, nie wiedziałam :D
    I oczywiście czekam na kolejny fragment książki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się to w głowie nie mieści, że mogłabym iść do fryzjera i opalać sobie włosy, nie kojarzy mi się to z nim dobrym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym powiedzieć, że umieszczając kawałek książki bez zgody autora jest niestety piractwem.
    Dozwolone jest tzw. prawo cytatu, ale gdy cytat jest jedynie małą częścią własnej wypowiedzi, która jest wartościową oceną/krytyką/ma cel dydaktyczny. Jednakże prawo cytatu jest zabronione na stronach zarobkowych, czyli skoro masz reklamy na blogu nie możesz umieszczać informacji z innych źródeł bez zgody autora, bo w ten sposób czerpiesz korzyści z działalności kogoś innego.

    Moja wypowiedź nie jest atakiem na ciebie, bardzo lubię twój blog, ale staje się coraz bardziej popularny więc powinnaś zwracać uwagę na kwestie prawne. Co innego gdybyś nie miała reklam to wtedy mogłoby podlegać pod prawo cytatu..

    Twoja czytelniczka Prawniczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz ostatnio miałam podobną sytuację gdy na gazeta.pl został użyty fragment mojego bloga bez mojej zgody. Dostałam wtedy odpowiedź od ich prawnika, że jak najbardziej jest możliwe wstawianie jedynie fragmentu.

      W tym wypadku jest to jak najbardziej jedynie niewielki fragment całej książki i jego wstawienie u mnie ma cel dydaktyczny. Gazeta.pl również ma reklamy, a mimo to cytaty zamieszcza :) Więc będę się trzymała tego co mi wtedy napisali cytując przy tym odpowiednie paragrafy.

      Usuń
    2. Strona z wiadomościami traktowana jest inaczej niż blog autorski w kwestii prawa. Ustawowo wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji sprawozdania o aktualnych wydarzeniach, przeglądy publikacji i utworów rozpowszechnionych, krótkie streszczenia rozpowszechnionych utworów - twój blog jest rozpowszechniony więc teoretycznie prasa (w co wlicza się gazeta.pl) mogła to zrobić.

      Natomiast co do blogu tyczą się te same ustawy co do reszty internetu, foró itp. Oczywiście praktycznie wszędzie te prawa są łamane. :P Ale gdyby ktoś chciał dojść swoich praw mógłby (była na przykład sytuacja że firma pozwała autora bloga za bardzo nieprzychylny komentarz, o zdjęć było dużo pozwów).

      Art. 29 ust. 1 zezwala na umieszczanie cytatów jedynie w utworach stanowiących samoistną całość. Ze względu na wymóg twórczego charakteru dzieła, w którym następuje cytowanie, niedopuszczane jest stosowanie cytatu w pracach nie stanowiących utworów. Twój post nie jest w tym rozumieniu utworem, gdyż 3/4 to cytat. Z reguły warunek umieszczenia cytatu w utworze samoistnym sprowadzać się będzie do stwierdzenia tego, czy stworzone przez cytującego dzieło, samo w sobie, bez umieszczonych tam cytatów, jest na tyle twórcze, aby można je było uznać za utwór w rozumieniu prawa autorskiego - powinno być więcej w takim wypadku Twojej własnej analizy. Dlatego np. zamieszczenie w Internecie fragmentu jakiegoś utworu opatrzonego paroma linijkami niemającego charakteru twórczego tekstu - nie może być realizowane w ramach cytatu, gdyż cytowany fragment nie jest umieszczony w utworze w rozumieniu prawa autorskiego. Urywki nie mogą być decydującą częścią w tworzonym dziele.

      To samo tyczy się zdjeć, które czasami umieszczasz dla zobrazowania tekstów na blogu - czyli uatrakcyjnieniu. Zdjęcia również można umieszczać w celu w.w. analiz/krytyki/celów dydaktycznych oraz gdy pochodzą z domen publicznych albo autor zezwolił na komercyjnym użytek. Opublikowanie cudzych fotografii albo cudzego tekstu z własnym bardzo krótkim komentarzem nie mieści się w ramach dozwolonego cytatu.

      Co najważniejsze - Zgodnie z art. 29 dozwolone jest przytaczanie fragmentów lub drobnych utworów w naszych prywatnych dziełach pod warunkiem, że nasz utwór NIE czerpie z tego swojej wartości, czyli reklamy na blogu w to się wliczają, bo teoretycznie nawet najmniejsze dochody z reklam podchodzą pod działalność gospodarczą.

      Usuń
    3. Skomentuję krótko. Można zamieszczać cytaty z książek na blogu komercyjnym o ile dany post nie jest komercyjny (napisany w celach zarobkowych) - przekazuje tata adwokat.

      Usuń
    4. Co prawnik to inna interpretacja - w zależności od tego kto będzie bronił/oskarżał w sądzie nawet winny może stać się niewinny i w drugą stronę również. Tak jest w polskim prawie, że wystarczy dobry prawnik albo pieniążki. ;] Wystarczy spojrzeć na obecne sytuacje w Polsce co się działo.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Mnie o tym coś tam uczyli na studiach, i w sumie dlatego wolę nic nie umieszczać u siebie na blogu, ale wydaje mi się, że taki cytat jest dozwolony.

      Usuń
    7. Ja w sumie słyszałam kiedyś o pozwach za blogi, strony internetowe, o zdjęcia chyba najczęściej, ale to raczej rzadkość. Ale swoją drogą gdybym ja miała swój portal wolałabym dmuchać na zimne, bo nigdy nic nie wiadomo czy ktoś nie będzie złośliwy. :P

      Usuń
    8. Administrator internetowego bloga ponosi odpowiedzialność prawną za treści w nim rozpowszechniane.

      http://tech.wp.pl/kat,1009785,title,Sad-administrator-bloga-odpowiada-za-wpisy,wid,13862031,wiadomosc.html

      Tutaj jest o pozwie za komentarze na blogu :P No ale rzeczywiście jest to rzadkie, ale się zdarza.



      Usuń
    9. No hej "Twoja czytelniczka Prawniczka", nie spinaj się jak spinka na głowie xD ;P

      Usuń
    10. http://fotoblogia.pl/2012/03/19/68-tys-zl-odszkodowania-za-zdjecia-skradzione-w-sieci

      http://www.eporady24.pl/naruszenie_praw_autorskich_odpowiedzialnosc_cywilna_i_karna,pytania,17,57,2246.html

      http://www.serwisprawa.pl/porady_prawne,112,10970,autor-fotografii-moze-domagac-sie-odszkodowania


      Usuń
    11. Dajcie już spokój, w internecie wszędzie można znaleźć wszystko :P jak się raz wpuści do neta coś to i tak poleci dalej, więc to normalne takie "prawo internetu" :D

      Usuń
    12. Co do skopiowania Twojego fragmentu i użyciu w gazecie - chyba sobie kpią, ok może i mogli go użyć ale powinni też spytać o zgodę, tym bardziej, że ten fragment mógł być reklamą Twojego bloga a oni na tych swoich artykułach czerpią korzyści.

      Usuń
    13. *czerpią korzyści, czyli ktoś to napisał i dostał za to kasę, a ty nawet nie wiesz, że jakiś pracownik posiłkuje się Twoimi tekstami by wydziergać własny.

      Usuń
    14. Nie znam się ale się wypowiem...
      Myslę, że dobrze, że czytelniczka Prawniczka sie odezwała - nie chcemy, żeby Anwen miała problemy!

      Jako laikow nie pomyślałabym, że zamieszczenie takiego cytatu może być szkodliwe dla "autorów" książki, wpis zainteresował mnie tą książką i być może zachęcił do zakupu

      Czy legalne w takim razie byłoby napisanie własnych przemyśleń na temat akapitu książki itp?

      Usuń
    15. Oczywiście prawnikiem nie jestem i też się na tym nie znam (chyba będę musiała to skonsultować), ale ja rozumiem to tak, że skoro nie czerpię zysków z tego konkretnego posta, a jak już to z bloga jako całości to nie łamię tym praw autorskich. Wyraźnie zaznaczone jest w tekście, że cytat pochodzi z książki, podaję tam tytuł i autora, więc nie uważam tego za kradzież.

      Widzę skopiowane moje teksty na aukcjach na allegro i wtedy można jasno i wyraźnie określić korzyści materialne jakie są czerpane przy bezprawnym użyciu mojego tekstu.

      W tym wypadku nie dałoby się tego jednoznacznie określić, a kwota szacunkowa nawet jakby spróbować taką wyliczyć byłaby tak nieznaczna, że raczej żaden sąd nie uznałby tego za działanie na szkodę autora.

      Usuń
    16. Na podobnej zasadzie działają prace dyplomowe:
      ale ja rozumiem to tak, że skoro nie czerpię zysków z tego konkretnego posta, a jak już to z bloga jako całości to nie łamię tym praw autorskich. Wyraźnie zaznaczone jest w tekście, że cytat pochodzi z książki, podaję tam tytuł i autora, więc nie uważam tego za kradzież.
      Do póki nie zarabiamy i nie przywłaszczamy sobie czyjejś pracy intelektualnej raczej nic nam nie grozi - bo niby za co ?
      Na miejscy Anwen i jej czytelniczek większą burzę ro biłabym z powodu umieszczenie fragmentu jej postaw w jakimś artykule - ktoś na tym zarobił i to bez jej zgody (nawet jeśli podany był link do jej bloga, chociaż to już jakiś plus dla redaktora).

      Usuń
    17. Zgadzam się z kimś kto wyżej napisał - co prawnik to inna interpretacja :) Faktycznie jeżeli chodzi o wpis, to dokładnie podane jest źródło - co może zachęcać do kupna książki, a autorzy będą czerpali z tego zysk - raczej nie zadziała w przeciwnym kierunku :)

      Poza "burzą o prawo" - słyszałam o obcinaniu końcówek mocno rozgrzanymi nożyczkami - podobnież w mniejszym stopniu mogą podować delikatne uszkodzenia mechaniczne - praktyka nie stosowana prawdopodobnie ze względu na czas trwania takiego zabiegu w salonach (pomyślmy, ile by to trwało gdyby fryzjerka co chwile musiałaby wkładać nożyczki do gorącej wody :))

      Usuń
    18. Matko.. cieszcie się, że czytacie takie ciekawostki, a nie..
      Anonimie, daj spokój.

      Usuń
  4. Nie miałam pojęcia! I nie brzmi to ciekawie... Mnie czeka cięcie w listopadzie i zastanawiam sie nad samodzielna praca z nozyczkami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe... Ja nie wyobrażam sobie takiego opalania końcówek :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie słyszałam o metodzie opalania końcówek, moim zdaniem niebezpieczne i to bardzo. Zostanę przy nożyczkach :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Podejrzewam, że prawa aitorskie wygasły

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawa autorskie wygasają w przypadku autorskich książek po 70 latach od śmierci autora. Skoro została wydana w 1987 nie jest to fizycznie możliwe.

      Usuń
  8. Nie słyszałaś o opalaniu włosów??? Ja pamiętam to jeszcze z czasów mojej podstawówki i wtedy kombinowałyśmy z koleżankami. Można było albo opalac prosto od świeczki (co nie jest najlepszym pomysłem :P ) albo rozgrzać nożyczki nad płomieniem i takimi gorącymi obcinać końce. Pamiętam jak wiele osób sie rozpływało, że ta metoda jest genialna jesli chodzi o dłuższe przeciwdziałanie rozdwajaniu się włosów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam o opalaniu i przycinaniu rozgrzanymi nożyczkami. W akcie desperacji byłabym w stanie podjąć się drugiego, ale absolutnie nie dopuściłabym do siebie fryzjera z otwartym płomieniem :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Na szczęście problem rozdwajania końcówek mnie nie dotyczy. Uff.. Czekam na kolejny fragment.;)

    Wyników konkursu możemy spodziewać się w tym tygodniu?

    OdpowiedzUsuń
  11. słyszałam, nawet mama kiedyś po szkole fryzjerskiej opowiadała o tym, ale nie praktykowałyśmy nigdy. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. super, dziekuję, zaczytałam się przy kawie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam gdzieś kiedyś, że chyba w Stanach (ale nie jestem pewna) istnieje salon, w którym "strzyżą" włosy tylko za pomocą opalania. Ja sobie jak najbardziej taką metodę strzyżenia mogę wyobrazić, z tym, że nie mogę sobie wyobrazić smrodku, który by jej towarzyszył. A potem mycie takich, jakby nie patrzeć, popalonych włosów i jeszcze większy smrodek...

    Chyba jednak pozostanę przy podcinaniu swoich włosów samodzielnie za pomocą nożyczek.

    OdpowiedzUsuń
  14. Słyszałam o tym ze istnieje takie coś jak podcinanie końcówek jakimiś specjalnymi nożyczkami które są gorące i to pewnie ma na celu opalenie tych końcówek, niestety nie wiem ile kosztuje i czy wszędzie można je wykonać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie wszędzie, bo nie każdy salon zakupuje te specjalne gorące nożyce, to dosyć duży wydatek, produkt fryzjerskiej firmy Jaguar kosztuje ponad trzy i pół tysiąca złotych. Nie każdemu salonowi się taki zakup zwróci. Co za tym idzie, takie strzyżenie do najtańszych nie należy.

      Usuń
    2. To teraz może salon sobie zakupić takie nożyczki? Kilka lat temu mógł to zrobić jedynie fryzjer, który szedł na szkolenie organizowane przez firmę jaguar i to jemu było wolno kupić i używać tych nożyczek. No ale wtedy cena sięgała 5tys i mało kogo było stać, a jak kupowali to za cięcie sobie liczyli gigantyczne sumy :/

      Usuń
    3. Te nożyce znalazłam w sklepie internetowym, w którym chyba każdy może dokonać zakupu... to już nie jest jakaś nowa technologia, więc może nie trzeba odbywać szkolenia? Jeśli ktoś jest bardziej na czasie, to może niech się wypowie, bo ciekawa jestem :D

      Usuń
    4. No w sumie masz rację:P Pamiętam jak 5 lat temu tylko trzech fryzjerów w całej W-wie miało takie gorące nożyczki, a na stronie jaguara widniało ledwie kilkadziesiąt nazwisk fryzjerów z całej Polski, którzy mieli w posiadaniu takie nożyce. Jak komuś mówiłam o takiej metodzie podcinania włosów to patrzył się na mnie z przerażeniem:P Już dawno nie byłam u fryzjera i jak widać wszystko się zmienia i już nie jest to produkt tylko dla "wybrańców". Zresztą tak samo było z tangle treezerem-jakiś czas temu wogóle nie był dostępny w Pl i na allegro, jedynie na ebayu. Może za parę lat sama sobie kupię takie nożyczki za przysłowiową stówę:D

      Usuń
  15. Ostatni akapit faktycznie bardzo prawdziwy! A z tym opalaniem końcówek - masakra...

    OdpowiedzUsuń
  16. O opalaniu słyszałam, a nawet tez czytałam w mojej książce o włosach, a ostatnio nawet zastanawiałam się nad obcięciem końcówek rozgrzanymi nożyczkami.

    OdpowiedzUsuń
  17. Podcinanie rozgrzanymi nożyczkami to jeszcze rozumiem, ale otwarty płomień jakoś do mnie nie przemawia. Można go kontrolować, żeby nie spalił nam całych włosów? O zapachu już nie wspomnę :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Potwierdzam to co poprzedniczki, moja siostra mieszkająca na co dzień w Londynie, od swojego fryzjera usłyszała właśnie o metodzie podcinania włosów gorącymi nożyczkami. czy sama skorzystała - tego już nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  19. zdecydowanie wolę pierwszą metodę, na drugą raczej bym się nie zgodziła :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Opalanie końcówek było na pewno dostępne w Warszawie w latach 90. (pamiętam artykuł w ówczesnym "Twoim Stylu"). Może palony włos nie pachnie ładnie, ale sam zabieg jest bardzo skuteczny.

    OdpowiedzUsuń
  21. Też pierwszy raz słyszę o opalaniu włosów. Słyszałam tylko, że ponoć jest metoda strzyżenia włosów gorącymi nożyczkami czy jakoś tak :D Twój post mobilizuje mnie żeby w końcu iść podciąć końcówki, bo niestety dość sporo się ich rozdwoiło od ostatniego strzyżenia.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kochana Anwen, POMOCY!!!!
    Mam kłopotliwy problem z włosami, chodiz o spanie. Gdy zwiazuje wlosy do snu w luzny koczek nie moge zasnac, bardzo boli mnie skora glowy, bo ten koczek tak czy siak sie rozpada, co chwiel sie budzie i rano jestem niewyspana, z duza iloscia wyrwanych wlosow, a gumka wplatuje mi sie we wlosy (uzywam materialowej). Jesli spie w rozpuszczonych to wlosy rano sa poplatane, polamane i jest ich sporo na poduszce... co do warkoczyka, to jest wygodnie i wlosy sie nie lamia, ale rano (warkoczek jest bardzo luzny) to wlosy maja efekt pokarbowania i utrzymuje sie on caly dzien niezaleznie co bym nie zrobila:( POMOCY!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może po prostu śpij w warkoczy, ale włosy myj rankiem? :)

      Usuń
  23. Oglądałam wczoraj film "żona terrorysty" w Niemczech u tureckiego fryzjera fate miał opalane włosy na uszach. Nie bardzo wiedziałam po co ale raczej nie miał ich tam rozdwojonych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. popłakałam się ze śmiechu :)

      Usuń
    2. Dobre :D Świetny komentarz, też się uśmiałam. :)

      Usuń
  24. jakoś nie widzi mi się opalanie końcówek :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Gorące nożyczki nie zrobiły niestety oszałamiającej kariery w Polsce a szkoda bo to właśnie taka zrewolucjonizowana wersja opalania końcówek. Jest skuteczna i bardzo bezpieczna - nożyczki są ostre i utrzymują stałą temperaturę (żaden ogień z nich nie bucha hehe) Cięcie takimi nożyczkami daje efekt idealnego wyrównania linii włosów no i właśnie zlepienie keratyny na końcu, dzięki czemu da się odratowac rozdwojonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie to, że nie zrobiła kariery, ale wiele fryzjerów nie kupuje gorących nożyczek ze względu na to, że kosztują kilka tysięcy. Nie wiem jak teraz, ale kiedyś trzeba było przechodzić szkolenie co kilka miesięcy, a za wszystko musiał zapłacić fryzjer i rzadko którego fryzjera stać było na to, a jak sobie już kupił to cena obcięcia-100zl wzwyż (w Warszawie). Gorące nożyczki nie mogły być własnością salonu fryzjerskiego, a fryzjera, który odbył specjalne kursy.
      Ja z moją siostrą chodziłyśmy przez kilka lat na gorące nożyczki i byłyśmy bardzo zadowolone. Te obcięte końcówki w ogóle się nie rozdwajały-nawet mojej siostrze, która zawsze po 2tyg od podcięcia ma już rozdwojone! Fajne robią się końcówki-takie grube i sztywne. Trzeba chodzić w miarę regularnie, by uszczelnić wszystkie nowe włosy, widziałam taką dziewczynę, która od paru lat podcinała sobie w ten sposób włosy-normalnie cudo, końce włosów grube, a nie takie liche i mizerne jak po normalnych nożyczkach.
      Ja już nie chodzę do żadnego fryzjera po tym jak coś mojej fryzjerce odbiło i z włosów do talii zrobiła mi za ramiona :/ No i jeszcze ta piekielna cena, która większość ludzi odstrasza. Zresztą w W-wie jest ok 10 fryzjerów obcinających PORZĄDNYMI gorącymi nożyczkami firmy jaguar, bo zapewnie wiele jest na rynku podróbek i niby-gorących nożyczek,które mają niedostateczną temperaturę nagrzewania.

      Usuń
  26. Wyobrażam sobie zapach unoszący się w salonie fryzjerskim po takim opalaniu włosów :D A co, jeśli podpaliła się cała fryzura? "Ups, przepraszam"?

    OdpowiedzUsuń
  27. Opalanie włosów? Nic dziwnego, że nigdy o tym nie słyszałam. Maskarada, Twoje "Ups, przepraszam" mnie rozwaliło xD

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja jestem po strzyzeniu goracymi nozyczkami-samo strzyzenie w Szczecinie kosztuje 50zl,jestem aktualnie 1,5 miesiaca po i nie mam rozdwojonych koncow.W planach mam nastepne podciecie w grudniu,takze mysle ze do tego momentu bede w stanie okreslic czy to pic na wode czy tez super sprawa-jak narazie jestem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ciekawe i zaskakujące informacje, ale nigdy nie pozwoliłabym sobie opalić, tudzież podpalić (XD) włosów :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie słyszałam i wątpię, bym nawet kiedyś skorzystała.
    A tu się zagapi gdzieś i zostanę bez włosów? Q.Q
    Straszne... Nawet teraz napawa mnie to lękiem.
    Przecież w wypadku tego zabiegu strasznie łatwo było o wypadek!

    OdpowiedzUsuń
  31. o chyba kupię tę książkę

    OdpowiedzUsuń
  32. czytałam ostatnio o opalaniu włosów w książce z lat '60 - wyglada na to, ze to calkiem popularna praktyka byla ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. nazywa sie to "thermocut" i nawet w zamościu to robią :P

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja miałam to robione jak byłam mniejsza przez moja ciocie która atualnie jest fryzjerka w Krakowie, siedzialam na krzesle a ona cienka swieczka przypalala mi po kolei kazdy rozdwojony wlos (troche to zajmowalo), mialam potem male twardsze kuleczki na koncach tych wlosow, ale nie rozdwajaly sie juz one, zabiec jest dlugi ale daje duze rezultaty. Chociaz nozyczki sa szybsze i wylapia kazdy wlos, bo przy przypalaniu kadego wlosa sie nie wylapie.

    OdpowiedzUsuń
  35. Aż mnie ciarki przeszły na myśl o opalaniu włosów brrr

    Czekam na kolejny fragment :)

    OdpowiedzUsuń
  36. straszny zapach musi być przy taki zabiegu:p ciekawe jak reagowała na to cała ekipa ludzi zebranych w takim salonie, musiało być mało przyjemnie:p

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie wyobrażam sobie opalania,to pewnie musi być bardzo czasochłonne i...przerażające! Bałabym się,że fryzjerka niechcący podpali mi włosy i zostanę łysa :D Wolę jednak chwycić za nożyczki i obciąć rozdwojone końcówki.

    OdpowiedzUsuń
  38. wow, opalanie końcówek, tego jeszcze nie słyszałam :) ale fajnie, lubie takie ciekawostki, super, że to nam tutaj wrzucasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. w życiu bym dobrowolnie nie spaliła sobie włosów:P

    OdpowiedzUsuń
  40. ło..ja na opalanie bym nie poszła za żadne skarby.. :)
    Boję się już prostownicy, a tu mowa o prawdziwym ogniu ;o

    OdpowiedzUsuń
  41. Mam pytanko:
    Czy mogę myć włosy odżywką z alterry "granat i aloes"
    Ma dobry skład, lecz chodzi o ekstrakty... Nie jestem pewna...

    Skład:Aqua, Alcohol*, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Glycine Soja Oil*, Punica Granatum Seed Oil*, Ricinus Communis Oil*, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbardensis Extract*, Acacia Farnesiana Extract*, Lauroyl Sarcosine, Sodium Lactate, Hydroxyethylcellulose, Carthamus Tinctoris Oil*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil
    Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Citral**,
    * Składniki z certyfikatem rolnictwa ekologicznego
    ** Naturalne olejki eteryczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie możesz. Masz zakaz :)

      Usuń
    2. Jasne, detergent na trzecim miejscu, coś tam zmyć powinna. Tyle, że nie nakładałabym na skalp, bo jak to odżywka - może obciążyć ;) Ja jak myję odżywką to daję ją od ucha do ucha, na skalp nic. Ale nie robię tego często, bo włosy są nieprzyjemne w dotyku na czubku głowy i mam wrażenie, że są niedomyte.

      Usuń
  42. już widzę te wszystkie ofiary szalonych fryzjerów, gdyby opalanie końcówek było aktualne do dziś ;) "Proszę mi opalić 2 cm końcówek" - i w efekcie wychodzimy od fryzjera z włosami krótszymi o 20 cm, bo fryzjerka się zagadała z koleżanką ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. W Niemczech spotkałam się wiele razy z czymś takim jak "heisse Schere", czyli gorące nożyczki. Są to po prostu fryzjerskie nożyczki, które są podgrzewane, podłączone do prądu i w ten sposób końcówka włosa zostaje bardzo gładko ścięta, nie ma takich naturalnych lekko postrzępionych kantów jak w przypadku normalnego ścięcia. Nie jest to jednak to samo co opalanie, bo tam końcówka ewidentnie jest prawie spalona i zgrubiała. Podobno sprzęt do tych nożyczek jest bardzo drogi. Przyznam się, że chciałabym coś takiego wypróbować, ale nie chcę iść do fryzjera. :)
    Tutaj jest obrazek, jak wyglądają końcówki:
    http://www.peetyland.com/Stefan/lisa_web/grafiken/heisse_schere.jpg

    OdpowiedzUsuń
  44. No a strzyżenie na gorąco czyli termo nożyczkami to jakby opalanie nie?I jest to świetna metoda zapobiegania rozdwajaniu się włosów,myślałam że masz troszkę więcej wiedzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę pomyślałaś, że nie słyszałam o gorących nożyczkach? :D Nawet na blogu o tym pisałam. W książce jest wyraźnie opisane użycie "otwartego płomienia", więc to nie ma nic wspólnego z termicznymi nożyczkami...

      Usuń
    2. No coś Ty wiem ze wiesz,ale napisałaś ze nie jest to już raczej stosowane i zdziwiło mnie że nie pomyślałaś że termo nożyczki to teraz coś jak opalanie dawniej.
      Otwarty czy nie chodzi w tych metodach o wysoką temperaturę która uszczelnia włos,a że kiedyś wiedz była mniejsza to palili sobie te włosy:)

      Usuń
    3. A i z tego co nam nauczycielka w szkole opowiadała to metoda była dosć powszechna kiedyś w salonach.

      Usuń
    4. Oczywiście, że pomyślałam, ale widzę wyraźną różnicę pomiędzy gorącymi nożyczkami a opalaniem. I o ile to pierwsze jest zrozumiałe to drugie obudziło we mnie mocne zdziwienie i wręcz niedowierzanie, że takie zabiegi były kiedykolwiek wykonywane(stąd ten dzisiejszy wpis).

      Ja nie jestem fryzjerką (jak wielokrotnie powtarzam), więc z tą metodą (opalaniem) się nie spotkałam dotychczas- nie miałam zajęć w szkole tak jak Ty ;) I nie bardzo wiem co to ma do mojej wiedzy, o której myślałaś, że mam więcej... Przecież mój blog nie dotyczy historii fryzjerstwa tylko pielęgnacji włosów :) W historię dotychczas nigdy się nie zagłębiałam, bo nie była mi do niczego potrzebna.

      Usuń
    5. Nie chodziło mi o to aby Cię urazić bo masz więcej wiedzy na temat pielęgnacji włosów niż nie jeden fryzjer. Co do tej wiedzy chodziło mi o nożyczki termo,że nie porównałaś ich.

      Usuń
  45. brzmi strasznie ale chyba własnie chodzi o możyczki i brzytwy termiczne.

    OdpowiedzUsuń
  46. Wydaje mi się, że odmianą opalania końcówek są tzw gorące nożyczki

    OdpowiedzUsuń
  47. Opalanie? Chyba bałabym się, zę stracę wszystkie włosy :P

    OdpowiedzUsuń
  48. o opalaniu przyznam się że nie słyszałam. Wydaje się logiczne aczkolwiek na pewno nie wyobrażam sobie tego w salonie fryzjerskim ?? no i przecież spalając tak końcówki to czy końce nie są grubsze przez to ? hmmm ale o tym,że żaden specyfik nie pomoże nam w sklejeniu włosa wiedziałam niestety wiele osób ciągle myśli,że te kosmetyki są w stanie nam pomóc a prawda jest taka że jedynie wizyta u fryzjera nam pomoże.

    OdpowiedzUsuń
  49. Slyszalam juz o tym. Nawet jak bylam w podstawowce to chodzilo mi po glowie sprobowanie takiego sposobu...

    OdpowiedzUsuń
  50. Kiedy będzie recenzje tej maski bananowej ze scandic line? :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Kiedyś miałam podpalone włosy więc opalania wolałabym nie ryzykować....

    OdpowiedzUsuń
  52. nigdy o tym nie słyszałam, ciekawe ale i tak bym się nie odważyła :D

    a i Anwen mam pytanie (prawie bym zapomniała :) )pisałaś kiedyś o OCM i że jest to tak jakby demakijaż a czy jeśli ja się nie maluje to też mogę wykonać ten zabieg?

    Pozdrawiam
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  53. o kurczę, nigdy nie słyszałam o opalaniu włosów :O ale raczej bym tego nie zrobiła.

    OdpowiedzUsuń
  54. co do opalania-ja bałabym się, że wyjdę od fryzjera nie z włosami krótszymi o 3 cm, ale z 10-15 cm mniej (o ile nie spaliłoby mi się więcej włosów;d)

    OdpowiedzUsuń
  55. To mnie nieźle zaskoczyłaś z tym opalaniem końcówek.

    OdpowiedzUsuń
  56. Hmm pierwsza moja myśl jak zobaczyłam tego posta - muszę mieć tą książkę.
    Po jego przeczytaniu - ale szajstwo. Takie porady to żadne porady.

    Słyszałam o cieciu włosów "gorącymi nożyczkami" ale nic nie wiem o tej metodzie poza tym, że jest dużo droższa.

    Chętnie przeczytałabym o niej posta, gdybyś dowiedziała się czegoś na ten temat;) Ale to opalanie to mnie z nóg zwaliło - nigdy w życiu!

    OdpowiedzUsuń
  57. A co by było, jakby włosy zajęły się ogniem;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo przyszło mi do głowy, normalnie katastrofa :D

      Usuń
    2. Prawie jak scena z filmu "Kevin sam w Nowym Jorku";D Nic, tylko głowę do kibla;D

      Usuń
  58. Hej. Mam mały kłopot i byłabym wdzięczna, jeśli jakaś znawczyni włosów mogła mi pomóc. Co robić z odstającymi końcówkami włosów. Miałam dość mocno ścieniowane i to ma duży wpływ. Wiem. Ale mam też pytanie czy wpływ na odstawanie końcówek ma kąt pod jakim podcina się włosy?

    OdpowiedzUsuń
  59. Hej Anwen. Mam pytanie. Ostatnio czytałam Twoją notkę o najbardziej szkodliwych zabiegach/czynnikach wpływających na kondycję włosa. Nie znalazłam tam zawijania na noc włosów na papiloty. Od kilku miesięcy zajęłam się moimi włosami i dążę do zdrowych, mocnych włosów. Czy zawijanie ich nie osłabi? Papiloty są z gąbki, z drucikiem w środku, włosy zawijane są ciasno. Suche, zaraz po wyschnięciu (czyli ok 3h po myciu)
    Mam włosy cienkie z natury.
    Z góry dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  60. Bałabym się, ze całe mi spłoną :D

    OdpowiedzUsuń
  61. Opalanie włosów to jakiś koszmar! Wydaje mi się, że to jeszcze mocniej niszczyło włosy... Pamiętam, że dawniej, kiedy byłam mała, modne było wplatanie w warkocze jakiś wstążek czy kolorowych pasm sztucznych włosów. Potem kończyło się tego warkocza, opalając włosy... I jedyną metodą było potem obcięcie końca warkocza, bo włosy były tak zniszczone :/

    Będę czekać na kolejne fragmenty książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że od wstążek były rozdwojone?!?! Nie potwierdzam :) Przynajmniej moim włosom to nie szkodziło - całe dzieciństwo miałam wplatane wstążki we włosy, a rozdwajać zaczęły mi się dopiero wtedy, gdy zaczęłam nosić rozpuszczone i spać w rozpuszczonych.

      Usuń
  62. Opalanie robi(ło) się otwartym ogniem, ale nie świeczką i nie pojedyncze włoski. Robiło się małą pochodnię (watka na drucie [może być taki od robótek ręcznych] lekko nasączona spirytusem chyba), która nie gasła zbyt szybko i niczym nie kapała (jak byłoby w przypadku świeczki). Partię włosów skręcało się mocno i trzymało na końcu, a płomień zbliżało do końcówek włosów sterczących wzdłuż skręconej partii. Potem odstawienie ognia i ponowne skręcenie tej samej partii włosów w drugą stronę i ponowne opalanie. Dwa razy dla jednej partii z reguły wystarczały. I metoda ta miała sens dla naprawdę długich włosów. I potwierdzam skuteczność. Miałam robione to tylko raz w życiu, jakieś 20 lat temu, przez emerytowaną fryzjerkę, w jej prywatnym domu. Całkiem niedawno szukałam kogoś, kto umiałby to zrobić i niestety - w salonach fryzjerskich nie do pomyślenia (ppoż), a i pokolenie które umie to robić już niestety nie jest aktywne zawodowo. Niemniej ciągle szukam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Opolu na ul. Kołłątaja w salonie fryzjerskim wykonują ten zabieg widziałam na własne oczy parę dni temu i choć na początku byam totalnie zszokowana to po zobaczeniu efektu na klientce sama zamierzam się poddać temu zabiegowi :) koszt 100zł i potwierdzam żadnej świeczki nie używano :D (co to za pomysł w ogóle) tylko pochodnia taka mała jakby była która długo płonęła

      Usuń
  63. Szokejszyn musze strawić :). Aż poszukam informacji...

    Elajla

    OdpowiedzUsuń
  64. Kiedys o tym slyszalam ale pomyslalam ze musi niszczyc wlosy hmm no nie wiem, bo na tym zdjeciu wyglada na to ze opalanie niszczy mniej niz obcinanie :/

    OdpowiedzUsuń
  65. Polecam zabieg gorącymi nożyczkami - dość kosztowny w porównaniu do tradycyjnego podcięcia, ale pierwsze rozdwojone końce po gorących nożyczkach pojawiły się u mnie dopiero po 3 miesiącach, a nie jak zwykle po 4 - 6 tygodniach... warto jeśli chce się zapuścić włosy i każdy cm jest na wagę złota ;)

    OdpowiedzUsuń
  66. A mnie zastanawia, czy takie opalone włosy nie mają wyczuwalnego zgrubienia na końcu? Bo po obcięciu końcówka jest gładka, a po opaleniu widać na zdj. taki bubek... To się potem nie zaczepia przy rozczesywaniu? Tak że może wzmagać wyrywanie włosów?
    Ja technikę opalania stosuję tylko do wstążek prujących się na końcu i zawsze efektem było wyczuwalne zgrubienie, a jak za dużo stopiłam, to wręcz twardy babol.
    Włosy są, oczywiście, o wiele cieńsze, ale w dużej ilości grubsze końce raczej też powinny być wyczuwalne.

    OdpowiedzUsuń
  67. Właśnie, a czy nie można by po prostu podgrzać zwykłych metalowych nożyczek nad otwartym płomieniem (tudzież w wersji letniej: wsadzić końce do rozżarzonego grilla;p) i tym sposobem obciąć sobie odstające końce, zwijając włosy tak, jak opisała Wiolkaa?;) Powinno być o wiele bezpieczniej, a metal nad ogniem na pewno ogrzeje się do wysokiej temperatury i nie ostygnie w parę sekund i nie ma ryzyka zajęcia się włosów od ognia.

    OdpowiedzUsuń
  68. Anwen, to również powinno Cię zainteresować:
    http://kokardka-mysi.blogspot.com/2012/09/prawdziwy-waek-z-wakiem.html

    ja zamierzam sobie tą książkę kupić.

    OdpowiedzUsuń
  69. jeśli chodzi o opalanie końcówek ogniem - jest to norma jesli chodzi o sztuczne włosy , tak jak mialam warkoczyki to wtedy tak sie je zabezpieczało ...ale naturalne bałaby mie ze nie zapanuje nad ogniem :P:)

    OdpowiedzUsuń
  70. W starożytnej Grecji tak robiono:)

    OdpowiedzUsuń
  71. To musi wyjątkowo nieprzyjemnie pachnieć

    OdpowiedzUsuń
  72. Opalanie przeżywa swój renesans na forach długowłosych we Francji, dziewczyny z LHC sąraczej sceptyczne. Dokładnie chodzi o opalanie skręconych włosów nad otwartym płomieniem. Zwolennicy twierdzą, że ogień kauteryzuje końcówki włosów dzięki czemu na dłużej są zabezpieczone.
    Przeciwnicy twierdzą, że budowa włosa powoduje, że końcówki ukruszają się łatwo odsłaniając rdzeń włosa i że cała procedura jest bardzo niebezpieczna.

    OdpowiedzUsuń
  73. Bałabym się, że wyjdę ale przez opalanie stracę nie końcówki a połowę włosów:P

    Dziękuję, wole obcinanie.

    OdpowiedzUsuń