Konkurs Organicum - II etap


Dziewczyny dostałam od Was mnóstwo świetnych prac i naprawdę strasznie trudno było mi się zdecydować, które z nich powinny przejść do II etapu. Niestety jest tego o wiele za dużo bym mogła je wszystkie opublikować na blogu, a szkoda, bo wcale nie tak łatwo jest być jurorem :(

Tak jak zapowiadałam od dziś przez tydzień możecie w komentarzach pisać, która praca Waszym zdaniem powinna wygrać. Podajcie proszę nick autorki najlepszej według Was recenzji. Dwie z nich, które zdobędą najwięcej głosów zostaną nagrodzone :)

A oto najlepsze wg. mojej subiektywnej oceny recenzje:

1.  StrawberryBraid
http://wizaz.pl/kosmetyki/

Od pewnego czasu zdruzgotana stanem moich cienkich, wyniszczonych, połamanych i rozdwojonych włosów postanowiłam coś z tym zrobić. Szukając różnych informacji w Internecie natrafiłam na bloga Anwen i wsiąknęłam w to na dobre. Zrozumiałam, że niekoniecznie to, co najdroższe zawsze jest najlepsze, a naturalne składniki potrafią zdziałać cuda. Nauczyłam się wnikliwie analizować składy kosmetyków, przez co coraz więcej czasu zajmuje mi robienie kosmetycznych zakupów; ) . Pewnego razu wpadł mi w ręce szampon nawilżający z serii Alterra- Granat i aloes do włosów suchych i zniszczonych. Idąc za ciosem i korzystając z promocji postanowiłam dobrać do tego tę samą odżywkę. Z ogromną ciekawością, oczarowana przepięknym zapachem tychże kosmetyków nie mogłam wręcz doczekać się ich przetestowania. Najpierw w ruch poszedł sam szampon. Szczerze mówiąc nie liczyłam na cud i dobrze, bo bym się przeliczyła. Owszem włosy były ładne, miękkie, nieobciążone, lecz nie było to nic nadzwyczajnego ot, jak po większości innych szamponów. Sceptycznie podeszłam więc do użycia odżywki, ale jak się okazało, ten produkt to zupełnie inna bajka. Fantastyczna, dość gęsta konsystencja, dokładnie taka jak lubię najbardziej, sprawiła, że już samo jej nałożenie było przemiłym przeżyciem. Gdy po kilku minutach przyszedł czas na spłukanie odżywki poszło to bardzo szybko i bez absolutnie żadnych problemów. Już wtedy czułam gładkość i nawilżenie włosów. Odkąd pamiętam rozczesywanie zawsze było dla mnie mordęgą, poplątane zwisające z głowy strąki to naprawdę nic przyjemnego. Obawiałam się, że w tej kwestii już nic mi nie pomoże, a tu następna niespodzianka! Grzebień sunął po włosach niemalże jak kalifornijski surfer po fali. Zero ciągnięcia, żadnych kołtunów ani wyrwanych włosów. Ale to jeszcze nie koniec. Po wyschnięciu nie mogłam wyjść z podziwu. Wciąż zerkałam w lustro podziwiając ich miękkość, sypkość oraz gładkość. Zadawałam sobie pytanie czy to aby na pewno moje włosy? A odpowiedź była tylko jedna: TAK! Po częstszym stosowaniu zauważyłam, że włosy „odżyły”. Stały się bardziej błyszczące i lepiej się układają, a także mam wrażenie, iż poprawił się stan zniszczonych końcówek. Do kolejnych plusów tej odżywki można zaliczyć bardzo dobry, ekologiczny skład bez konserwantów i silikonów. Kosmetyki z serii Alterra nie są testowane na zwierzętach a to także bardzo ważny aspekt. Zaznaczę również, że cena tego produktu jest zaskakująco niska, opakowanie zaś poręczne i wydajne, mimo że mam w zwyczaju nakładanie naprawę duże ilości specyfiku. Nie myślałam, ze jakakolwiek odżywka zdziała z moimi włosami takie cuda, a jednak byłam w ogromnym błędzie. Zdecydowanie jest ona moim ulubionym kosmetykiem do pielęgnacji moich kapryśnych włosów i z czystym sumieniem mogę ją wszystkim polecić ; ) Mimo, iż moje włosy lubią różnorodność to odżywka Alterra Granat i Aloes zagości na mojej łazienkowej półce na bardzo długo..


2. Jassminaa
http://wizaz.pl/kosmetyki/

"Niby taka niepozorna, stała pośród innych. Nieśmiała, nawet nie zwracała na siebie uwagi. Jednak, gdy już przyciągnęła czyjąś dłoń, zostawała w niej na zawsze. Każdy zachwycał się jej zapachem, lekko słodkim, który wypełniał duszę i pobudzał wyobraźnię. Wnętrze, niezwykle kremowe, przyjemnie otulające  wilgotne, opadające lekko pukle. A gdy strumyk wody spłynął po niej, wyłoniła się niezwykła miękkość i gładkość, niczym aksamit.  Kiedy wreszcie słońce osuszyło każdy zwisający wdzięcznie kosmyk, ukazało się ostateczne piękno i olśniewający blask, jak wtedy, gdy rankiem odsłaniasz zasłonę, by promienie świtu,  wypełniły twój pokój. I tak, ona, nieśmiała, została ukochaną i jedyną."


3. Czarownicująca
http://fanlidla.pl/gazetka/2010.11.29/87,naturalne,kosmetyki,Cien,z,Lidla

Najpierw półżartem, gdyż nie mogę się powstrzymać:
Moim ukochanym kosmetykiem jest... zawartość kuchennej szafki.
Testowałam w życiu już setki szamponów, odżywek, masek, pianek, farb - i nic, naprawdę nic nie pobije domowej maseczki z miodu i oleju z pestek winogron/lnianego z sokiem z cytryny, nic nie podkreśli lekkich fal tak jak odrobina oleju kokosowego z kroplą żelu lnianego, nic nie nada tak fantastycznego miodowego połysku jak płukanka z lipy! I to cudowne uczucie i pewność, że wiesz, czego używasz, że to jest naturalne, zdrowe i bezpieczne. I czasem też pyszne, bo można bezpiecznie oblizać palce :)

A wracając do faktycznego tematu konkursu:

Nie wyobrażam sobie pielęgnacji moich fal bez żelu aloesowego Cien Med z Lidla.
Żel aloesowy jest przeznaczony do pielęgnacji suchej i podrażnionej skóry całego ciała, jednak u mnie sprawdza się najlepiej do włosów i skalpu.
Zacznę od opakowania. 250 ml żelu w butelce z pompką za mniej niż 10zł. Pompka podaje porcję akurat do użycia. Ze względu na pompkę opakowanie jest higieniczne. Żel jest bardzo wydajny. Obecną butelkę mam od lutego i ciągle nie widać dna :)
Dodaję ten żel praktycznie do wszystkiego. Do szamponu lub odżywki do mycia gdy pożądam dodatkowego nawilżenia i łagodności.
Dodany do dowolnej maseczki poprawia jej właściwości nawilżające.
Nałożony po umyciu nadaje włosom połysk, pomaga delikatnie utrwalić fryzurę - czy to rozpuszczone fale, czy bałaganiarskie upięcie.
Z dodatkiem kropli olejku jest niezłą odżywką i stylizatorem w jednym, kiedy nie mam czasu na długie zabiegi pielęgnacyjne.
Za pomocą żelu i odrobiny wody łatwo odświeżyć fryzurę.
Żel aloesowy również genialnie łagodzi podrażnienia i suchość skalpu jako wcierka.
(Może poza tematem, ale świetnie też zmiękcza skórki paznokci) :)
Jedyną acz poważną wadą tego produktu jest fakt, że nie jest on w regularnej sprzedaży...

 
4. Fenoloftaleina
http://www.stylistka.pl/kosmetyki/barwa/ziolowa-szampon-brzozowy/

"Przeciętny człowiek na półkę z szamponami spogląda,

chwyta produkt znanej marki, opis producenta ogląda.

Po chwili pełen zachwytu do kasy się wybiera,

sporo pieniędzy wydaje, a włosom smutek doskwiera.

A ja jako włosomaniaczka szampon kupując,

odpowiedni wybieram składy analizując.

Na dolnej półce w sklepie za rogiem,

stoi szampon brzozowy Barwy ziołowej.

Cena niewiarygodnie niska, zapach wspaniały,

kolor intensywnej zieleni i skład też doskonały.

Zbędnych składników nie ma, zawiera ekstrakt z liścia brzozy,

a także hydrolizowaną keratynę, moi drodzy.
Konsystencja wodnista więc szampon jest łagodny,

daje włosom odpocząć od silikonów obciążających.

I co najważniejsze - spełnia zadanie podstawowe,

czyści bardzo dokładnie, włosy do wyjścia są gotowe.

Szampon ma oczyszczać skórę głowy z brudu,

to odżywki i maski są od nawilżenia i cudów.

Włosy po użyciu są piękne, bujne, pełne życia,

a nie oblepione silikonami i nadające się do umycia.

Otwór w butelce jest duży, lecz dla mnie to nie wada,

resztki produktu wydobywam bez problemu, złość mnie nie zjada.

Zanim weźmiesz silikonowy szampon i sięgniesz do portfela,

spójrz na dolną półkę, tam Barwa Brzozowa czeka na przyjaciela."

                                                                          
 
5. Rukia
http://wizaz.pl/kosmetyki/

Moja ulubiona maska, jako jedyna spełniła wysokie wymagania moich niesfornych włosów. O całej serii dowiedziałam się od Anwen, szybko pobiegłam do sklepu i jak tylko wróciłam zrzuciłam buty i weszłam pod prysznic żeby jak najszybciej ją wypróbować.
            Opakowanie praktyczne, ładnie komponuje się z kafelkami w mojej łazience w podobnej kolorystyce :). Po umyciu włosów szamponem z tej samej serii nadeszła pora na użycie nowego nabytku. Otwieram wieczko, konsystencja dość gęsta, dobrze się nakłada i dzięki temu nie spływa z włosów tylko dobrze je oblepia docierając wszędzie. Jest dzięki temu naprawdę wydajna. Pierwsze wrażenie- niesamowity zapach- kojarzy mi się z lizakami, które uwielbiałam w dzieciństwie- jest bardzo orzeźwiający ale jednocześnie słodki, warto wspomnieć, że po myciu przez cały dzień włosy delikatnie pachną owocami.
            Po zmyciu maski od razu widać efekty, włosy są gładkie, delikatne w dotyku, dobrze się rozczesują. Po wyschnięciu są wyraźnie nawilżone i w dużo lepszej kondycji. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona ponieważ większość masek, które stosowałam wcześniej i które faktycznie nawilżały moje włosy strasznie je obciążały- ta maska zwiększyła objętość moich włosów, które normalnie smętnie wisiały mi przy twarzy.
            Dodatkowym plusem maski jest cena- może powiem tak wszystkie odżywki które kiedyś bardzo mocno odchudzały mój portfel służą mi teraz do mycia metodą OMO, którą zapewne wszystkie bardzo dobrze znacie ;). Skład do którego wcześniej nie przywiązywałam tak wielkiej wagi też wzbudził moje zaufanie, brak silikonów wpłynął doskonale na stan moich włosów! Kiedyś pewnie nawet nie rzuciłabym okiem na produkty firmy Rossmann, teraz gdy tylko jestem w tej drogerii wprost rzucam się na półkę z tymi kosmetykami- wącham, oglądam i czytam.
            Ogromnym plusem dla mnie było też to, że ten produkt nie spowodował alergii, mam bardzo wrażliwą skórę głowy, która została mocno nawilżona bez podrażnienia i przykrego świądu. Tak samo jak cała linia produktów Alterra do suchych włosów.
            Kończę już moje drugie opakowanie (nakładam ją dwa razy w tygodniu) i w dalszym ciągu jestem pod wrażeniem, że pomimo tak długiego stosowania tej samej maski w dalszym ciągu czuje się tak jakbym dopiero co zaczęła jej używać, na pewno wszystkie włosomaniaczki znają ten smutek gdy sprawdzony kosmetyk nagle przestaje dawać takie fenomenalne efekty jak na początku. 
            Jeśli nie próbowałyście to spróbujcie- bo według mnie naprawdę warto. Dla mnie jest bezkonkurencyjna, żaden kosmetyk nigdy nie spełnił wszystkich potrzeb moich włosów.
Nie zmieniłabym jej na żadną inną.


6. linka_12
http://wizaz.pl/kosmetyki/

Pielęgnacją włosów zaczęłam interesować się mniej więcej rok temu. Początki były niezdarne – zapewne tak, jak wielu początkujących włosomaniaczek. Codziennie myłam włosy szamponem Johnson's Baby i kilka razy w tygodniu nakładałam odżywkę Garnier Fructis. Jak można się domyślić moje włosy nie zareagowały najlepiej na takie działania. Co prawda uzyskały większą objętość z powodu odstawienia silikonów ale były szorstkie, matowe i bardzo łatwo się plątały. Od tej chwili minęło wiele czasu, a ja próbowałam różnych sposobów pielęgnacji. Był taki czas, gdy maski używałam codziennie, dzięki czemu moje włosy były oklapnięte i wyglądały jak zanurzone w smalcu. Potem przerzuciłam się na pielęgnację Curly Girl ale i to nie było dla moich włosów najlepsze – mycie ich odżywką spowodowało łupież, a przez brak silikonów moje końcówki zaczęły się rozdwajać i łamać (niestety jakikolwiek olej nie chroni końcówek moich włosów tak, jak robią to sera silikonowe). Stosowałam wiele kuracji, szamponów, masek, odżywek i olejów ale w mojej kosmetyczce znajduje się tak naprawdę tylko jeden kosmetyk któremu jestem wierna od wielu miesięcy – szampon Babydream.

W początkowych tygodniach jego stosowania nie byłam zbytnio zachwycona działaniem – włosy były sianowate, a rozczesanie ich, nawet przy użyciu odżywki, było bardzo ciężkie. I dlatego Babydream poszedł w kąt. Jednak w międzyczasie stan moich włosów poprawił  się i dlatego postanowiłam do niego wrócić. Wykopałam go z dna szuflady, użyłam i jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że moje włosy po użyciu szamponu są miękkie i łatwo je rozczesać. Jego długofalowe działanie również było nieocenione. Choruję na AZS, które niestety niekiedy objawia się na skórze głowy. Kiedy zaczynają pojawiać się na niej czerwonawe wykwity Babydream jest jedynym szamponem, którym mogę umyć skórę głowy i nie czuć uciążliwego pieczenia i szczypania. Wiele osób mogłoby stwierdzić, że używanie łagodnego szamponu raczej nie może tak dobrze wpływać na włosy i skórę głowy, bo przecież trzymamy go na włosach jedynie przez chwilę i składniki w nim zawarte nie mają czasu, by zadziałać. I w pełni się z nimi zgadzam. Dlatego używam tego szamponu jednie jako „środka czyszczącego” i jako taki sprawdza się idealnie - delikatnie się pieni, jest stosunkowo wydajny i bardzo tani. Dobrze oczyszcza włosy zarówno z cięższych maseczek, jak i Amli oraz olejów. Niekiedy włosy muszę umyć dwa razy, jednak jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by po wyschnięciu były niedomyte.

Lubię w nim właściwie wszystko – jasnoniebieskie, ergonomiczne opakowanie z uroczymi motylkami z przodu, wieczko, które można otworzyć bez złamania sobie wszystkich paznokci oraz skład. Prosty, krótki i bardzo przyjemny – łagodne detergenty, trochę ekstraktów oraz panthenol i gliceryna, które moje włosy kochają. I na samym końcu – składniki zapachowe. Składniki, które sprawiają, że szampon pachnie bardzo subtelnie i lekko, jakby pudrowo. Zapach szamponu zawsze kojarzy mi się z dzieciństwem, kąpielami w wielkiej misce i myciem włosów.

Poza tym uwielbiam wszechstronność tego produktu – nie raz i nie dwa na wyjazdach ratował moją twarz, tudzież inne części ciała, przed umyciem intensywnie pachnącym środkiem z ALS-ami i SLS-ami na pierwszym miejscu w składzie. Żeby było jasne – moja skóra nie przepada szczególnie za tymi pierwszymi. Babydream występował również w roli żelu do mycia twarzy, a nawet płynu do mycia naczyń (Ach! Te obozowe warunki!).

Na sam koniec chciałabym jeszcze dodać, że jest to moja baaaardzo subiektywna opinia i rozumiem, że dla kogoś Babydream może być kosmetykiem prosto z piekła, a nie cudownym odkryciem, jak dla mnie. Jednak wszystkim, którzy nigdy nie mieli z nim do czynienia, polecam by go wypróbowali. Szampon kosztuje kilka złotych, a jeżeli okaże się, że nie służy naszym włosom to zawsze można znaleźć dla niego jakieś alternatywne zastosowania.


Pozdrawiam Was serdecznie,
Ps. Jeszcze na koniec mała prośba do Was :) Nasza koleżanka włosomaniaczka potrzebuje wsparcia w konkursie. Klikajcie proszę lubię to, pod tym zdjęciem:
 
Udostępnij

32 komentarze:

  1. Czarownicująca :)

    Za twórcze wykorzystanie kosmetyku :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja podziwiam piszących wiersze,bo sama nie umiem więc jak dla mnie to Fenoloftaleina :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak miło zobaczyć swoją recenzję w drugim etapie konkursu ;) dziękuję Anwen za to wyróżnienie, z niecierpliwością oczekuję ogłoszenia wyników i wszystkim dziewczynom życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie Fenoloftaleina :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czarownicująca - jak dla mnie najbardziej rzetelna recenzja z mnóstwem informacji :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak wyżej czarownicująca :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dla mnie najciekawszą, ociekającą pomysłowością, zwięzłą i na temat recenzją jest...praca Fenoloftaleiny! Tadam! :D Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam większość Twojego bloga w poszukiwaniu ratunku dla moich gęstych i grubych, ale niestety matowych i suchych włosów. Teraz widzę, że zapędziłam się w kozi róg lansowanych przez tv kosmetyków z silikonami!
    Chciałabym przetestować na sobie działanie napoju nazywanego "skrzypopokrzywą", ale ani tu, ani ogólnie w sieci nie potrafię znaleźć jak coś takiego przygotować. Mogę prosić o przepis?
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  9. linka_12 :-) Chociaż wszystkie prace są świetne!

    OdpowiedzUsuń
  10. Czarownicująca - za wielką kreatywność i ciekawą recenzję.

    Przy okazji chciałam podziękować Anwenie za zakwalifikowanie mojej pracy do drugiego etapu - miałam mało czasu, żeby ją napisać i jest trochę niedopracowana. Autentycznie nie spodziewałam się, że przejdę dalej;).

    I przy okazji - gdzie wy znajdujecie te żele aloesowe z Lidla?! Ja od pięciu miesięcy odwiedzam 5 Lidlów i molestuję tam obsługę, a także molestuję znajomych, żeby molestowali obsługę w swoich Lidlach;) i jeszcze nigdy się na ten żel nie załapałam:(.

    OdpowiedzUsuń
  11. StrawberryBraid za szczerą i wyczerpującą recenzję:)

    Używałam brzozowego szamponu, który opisuje Fenoloftaleina i nigdy, ale to nigdy w życiu bym o nim czegoś takiego nie napisała. Jej opis jest doskonałym przykładem na to, że to co pasuje jednemu dla kgoś innego (czyli dla mnie) jest łazienkowym koszmarem;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czarownicująca - ciekawość rośnie w miarę czytania :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Używałam prawie wszystkie przedstawione w recenzjach kosmetyki (oprócz żelu aloesowego z Lidla) i cieszę się, że Anwen wybrała te sprawdzone i naprawdę cudowne produkty, które kochają wszystkie Włosomaniaczki! Są to odżywki, maseczki i szampony, które aktualnie stoją u mnie na półce w łazience;) Najbardziej kreatywną była dla mnie recenzja nr 4. Fenoloftaleiny!!! Zabawna, ale zawiera dokładnie wszystko o tym szamponie - jego naturalny skład, działanie oczyszczające ze wszystkich silikonów, lakierów. Głosuję na tę recenzję, bo najbardziej mi się podobała, chociaż całym serduchem jestem za kosmetykami Alterry! <3
    Pozdrawiam Kaja1989

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdecydowanie Czarownicująca - za ciekawą, rzetelną ale i zabawną recenzję. Oraz przede wszystkim za kreatywne wykorzystanie kosmetyków:)

    OdpowiedzUsuń
  15. 3 :) i niech nam Lidl limitkę rzuci koniecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Czarownicująca :)
    Zapragnęłam tego żelu natychmiast!

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję za wybranie mojej pracy do drugiego etapu. Wszystkie recenzje dziewczyn są na prawdę świetne :). Nawet nie sądziłam, że moja się może spodobać :). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. A co z akcją drożdżową?

    OdpowiedzUsuń
  19. Droga Anwen, muszę stwierdzić, że akcja pijemy drożdże u mnie zupełnie nie wypaliła. Piłam je początkowo z mlekiem i czułam się po tym źle (pisałam o tym). Odstawiłam je na tydzień i było dobrze, a po tym czasie znów spróbowałam ale zamiast mleka użyłam wody. I niestety było to samo:( Brzuch bolał mnie koszmarnie, że nie wspomnę o innych dolegliwościach czy chociażby koszmarnych krostach na twarzy. Także mnie możesz już wykreślić z listy, bo u mnie kompletnie nie zdało to egzaminu. No cóż, pozostają mi tabletki z wyciągiem z drożdży.

    OdpowiedzUsuń
  20. Wg mnie - Fenoloftaleina :)
    Wszystkie recenzje są świetne, ciekawie napisane i zawierają wiele informacji, jednak tak zwięźle i to wierszem - brawo!

    Dziękuję bardzo za wyróżnienie i za Wasze głosy i pozytywne opinie, bardzo mi miło :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zapraszam na rozdanie do siebie.:)

    http://belezanena.blogspot.com/2011/09/moje-pierwsze-rozdanie-na-rozkrecenie.html

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja także serdecznie zapraszam na urodzinowe rozdanie pielęgnacyjne do mnie:)
    http://poznanianka.blogspot.com/2011/09/urodzinkowe-rozdanie.html
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  23. Głosuję na Fenoloftaleinę :)

    Nie mogę się doczekać notki na temat akcji drożdżowej !!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Anweeeeeeeeeeeeeen!!!!!! Kidy wyniki tej akcji drożdżowej? Bo już jajko niosę!!!!! :D Ciekawa jestem jakie osiągnęłyście rezultaty ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  25. Dziękuję za wyróżnienie! Nie spodziewałam się, że dojdę do II etapu :)
    I bardzo dziękuję za głosy, według mnie wszystkie prace są świetne.

    OdpowiedzUsuń
  26. polecam olejek z Alterra - granat i aloes bardzo fajny skład ,fajnie spisuje się na włosach również.Czytam twój blog z zapartym tchem ,bardzo fajny i ciekawy,Wiele rzeczy również zaczełam wypróbowywać po przeczytaniu Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń