Porozmawiajmy o włosach... z Wiedźmą o porowatości


Pomysł na taką serię zrodził się w mojej głowie baaardzo dawno temu, po wizycie w Radio Kampus. Dotarło do mnie wtedy z jaką przyjemnością rozmawia się o włosach z osobami, które też są zainteresowane tym tematem. Po drugie pomysł nagrywania podcastów wydawał mi się w moim przypadku dużo lepszy niż kręcenie filmów. Niestety ta opcja jest wciąż niemożliwa do zrealizowania (ale liczę na to, że w końcu mi się to uda), więc na razie chciałabym Was zaprosić do nowej serii, w której takie rozmowy (z blogerkami i innymi osobami, które moim zdaniem mają coś do powiedzenia w temacie włosów) będzie można przeczytać zamiast posłuchać. Jeśli takie wpisy przypadną Wam do gustu to postaram się przyspieszyć pracę nad podcastami :))

A teraz zapraszam Was do pierwszej takiej rozmowy, o porowatości, z Martą autorką bloga "Wiedźma bloguje":


Anwen: O porowatości włosów, gdy ja zaczynałam pisać bloga nie mówiło się właściwie wcale :) Potem Ty mocno ten temat wypromowałaś i teraz właściwie nie ma Włosomaniaczki, która by tego pojęcia nie znała. Powiedz mi tak szczerze czy określenie swojej porowatości ma naprawdę wg Ciebie takie ogromne znacznie?

Wiedźma: Nie spodziewałam się wtedy, że zrzucę taką bombę na spokojny włosomaniaczy świat ;) Wtedy wydawało mi się, że to bardzo ważne.

Teraz, z perspektywy kilku lat (i miliona eksperymentów) uważam, że przede wszystkim warto wiedzieć, że jest coś takiego jak porowatość i jak działa włos (jeśli chcesz świadomej pielęgnacji). Jeśli umiesz się uplasować gdzieś na skali - to fajnie! Myślę, że rzadko zdarzają się wątpliwości między bardzo wysoką a bardzo niską i to na początek wystarczy. A potem i tak uczysz się swoich włosów, bo nie ma dwóch identycznych czupryn J

Anwen: Dokładnie :) Nawet nie wiesz jak często dostaję pytania o to jaką porowatość ma dana czytelniczka (chociaż pewnie wiesz, bo domyślam się, że pytają i Ciebie) i mam wrażenie, że te dziewczyny wierzą, że wraz z określeniem porowatości spłynie na nie wiedza tajemna i już będą wiedziały co zadziała na ich włosy najlepiej, a to przecież nie takie proste. Ja zawsze powtarzam, że jeśli ktoś ma wątpliwości co do tego jaka jest jego porowatość to na 90% jest po prostu średnia, bo posiadaczki włosów nisko lub wysoko porowatych zwykle od razu umieją się określić.

A co Ty podpowiadasz dziewczynom? Jest wg Ciebie jakiś test, który pomaga w określeniu porowatości jeśli nie mamy mikroskopu?

Wiedźma: Gdyby to było takie proste! Bardzo chciałabym takich poradników, które rozwiązują problemy raz i na zawsze ;) W obrębie tej samej porowatości różnice nadal mogą być spore, np zależne od grubości włosa, wieku (choćby z moich doświadczeń: niby mam włosy po mamie, a nawet tu nie mogę skorzystać z jej doświadczeń (czytaj: kosmetyczki) wprost :)

Z drugiej strony - te zasady, które zebrałyśmy swego czasu są oparte na doświadczeniach wielu głów i nadal z czystym sumieniem odradzę wysokoporowatej olej kokosowy i mocne kuracje proteinowe (keratynowanie to trochę inna baja) a niskoporowatej polecam zaprzyjaźnienie się z szamponem z SLS mimo mody na jego unikanie. A poza tym? Jeśli jesteś gdzieś po środku (albo nie wiesz gdzie jesteś) to baw się i próbuj wszystkiego po trochę, pojedynczo i w mieszankach. Polecam testy na półproduktach, które mogą mieć też inne zastosowanie, np w pielęgnacji twarzy albo nawet w kuchni.

Badanie mikroskopowe jest IMO zdecydowanie najlepszym sposobem określenia porowatości i całej struktury włosa. Popularne "badania" jak np moczenie włosów czy przesypywanie mąką nie są moim zdaniem miarodajne.

Anwen: Swego czasu bardzo popularne były te testy :)  Sama pamiętam jak moczyłam włosy swoje i znajomych w szklance i wyniki były zupełnie niewiarygodne ;) Oczywiście nie każdy ma dostęp do mikroskopu, ani pieniędzy by inwestować w takie badanie. Bo bądźmy szczere na razie do najtańszych one nie należą. Podejrzewam, że gdyby cena wynosiła 10-20zł to byłoby więcej chętnych by je wykonać.

Ale wracając do tematu to uprzedziłaś trochę moje pytanie :) Napisałaś już o oleju kokosowym i tu się zgadzam w 100% - rzeczywiście wybór oleju "pod porowatość" ma sens, bo choć nie zawsze to jednak często włosy o podobnej porowatości lubią podobne oleje. Czy tak samo jest z proteinami? Ich wybór (duże czy małe cząsteczki, a może częstotliwość stosowania) też powinien zależeć od naszej porowatości?

Wiedźma: Przede wszystkim nie każde włosy lubią proteiny (np moje tolerują tylko aminokwasy) i nie każde potrzebują ich w zawsze (np gdy są przesuszone).

Podoba mi się pomysł, żeby dobierać proteiny rozmiarem do porowatości (małe do niskiej itd) i nawet mam wrażenie, że to się sprawdza (u mnie tak), ale nie mam potwierdzenia z naukowych źródeł. Pamiętajmy, że proteiny mogą mieć różne właściwości oprócz rozmiaru. Może wielka ankieta u Anwen dałaby odpowiedź na to pytanie? ;)

Anwen: Tak, ankieta to świetny pomysł pod warunkiem, że wystarczająco dużo osób wzięłoby w niej udział, bo zwykle tych z niską porowatością jest niewiele i ciężko wyciągać na takiej podstawie wnioski.  Mam nadzieję, że jednak uda się to zorganizować, bo w końcu miałybyśmy potwierdzenie teorii wiążącej porowatość włosów z wielkością (a może właśnie inną cechą) protein, która się na nich sprawdza.

Wiemy już, że porowatość może być pewną wskazówką przy wyborze produktów, które na włosy nakładamy, a na co jeszcze  Twoim zdaniem warto patrzeć w kontekście porowatości?

Wiedźma: Na co patrzeć w kontekście porowatości? Zdecydowanie na to, jak włosy traktujemy. Włosy delikatne (czyli i porowate i cienkie) trzeba traktować czule i z umiarem, bez skrajności. Niskoporowate i grube mogą lubić mocniejsze działania. Tu mam na myśli zarówno "mocne" zabiegi pielęgnacyjne, jak kuracje proteinowe, wielogodzinne kompresowanie czy oczyszczanie sodą - jak i stylizacyjne, w jednym przypadku wyprostujesz włosy na szczotce z letnim nawiewem, w innym profesjonalną prostownicą na wysokim grzaniu.

Anwen: Ok ale co z włosami niskoporowatymi i cienkimi? One też potrzebują by traktować je delikatnie. Znam osobiście taki przypadek i wiem, że te włosy są wyjątkowo wrażliwe mimo maksymalnie niskiej porowatości. Znam też przypadek odwrotny – włosy mojej mamy, które są grube, ale wysokoporowate od rozjaśniania i wierz mi ich delikatna stylizacja nie ruszy. Czyli w przypadku stylizacji patrzyłabym raczej na grubość niż porowatość. Zastanawiam się jednak nad zabiegami pielęgnacyjnymi, co dokładnie masz na myśli? Wysokoporowate źle będą reagowały na wielogodzinne kompresowanie? A co z takim standardowym, 30 minutowym zabiegiem? Lepiej w przypadku takich włosów też sobie odpuścić Twoim zdaniem?
...

Odpowiedź na to pytanie i drugą część naszej rozmowy znajdziecie na blogu Wiedźmy: http://www.wiedzmabloguje.com/2016/03/porozmawiajmy-o-wosach-z-anwen-o.html

Pozdrawiam Was serdecznie,
Anwen
Udostępnij

47 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Popieram! Doskonały pomysł :)

      Odnośnie zabiegów - mam włosy średnioporowate i ostatnio farbowałam je henną. Mam wrażenie, że w końcu ziołowe odzywki zamiast tylko przesuszać zaczynają też odżywiać moje włosy (w końcu!). Jeśli jesteś ciekawa koloru i efektów to zapraszam na bloga :)

      Usuń
  2. Anwen testowałaś Sugar bear hair?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie i raczej nie będę :)

      Usuń
    2. dlaczego?

      Usuń
    3. Glukoza z barwnikami w dwutlenkiem tytanu. Resztę (witaminki) możesz kupić za 4 razy mniej kasy w Polsce. Może dlatego? ;)

      Usuń
  3. Ciekawy pomysł na serię ;-) fajnie sie czyta i ogolnie temat na czasie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny temat! Nowa seria również i mi się podoba :) Lecę do Marty na dalszą część ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. a moja wlosy mi taaak wolno zaczely rosnac.Kiedys rosly mi 2 razy szybciej a teraz lrzestaly

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej. Super seria. Gratuluję pomysłu i zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem za ankietą proteinową :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo superancki pomysł na posty :)) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na początku zerknęłam szybko na tekst i przejechałam myszką w dól strony, i stwierdziłam, że długi post, ale ... przeczytałam go migiem :) Udany pomysł Anwen.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajnie się czytało Waszą rozmowę :)
    ugrysowa.

    OdpowiedzUsuń
  11. Trochę w temacie, a trochę nie. Już w zeszłym miesiąc miałam to napisać, ale jakoś mi umknęło.

    Moja koleżanka miała ostatnio niewyobrażalnie duży problem z wypadaniem włosów, więc zaproponowałam jej, żeby wybrała się do trychologa. Chciałam jej pomóc i wyszukałam w Internecie, gdzie i za ile można w Warszawie udać się na konsultację. Pierwsze wyszukanie i znalazłam Hair Medica i jak się okazało, wizyta była darmowa w styczniu, potem w lutym i teraz w marcu także jest darmowa (`Wizyty finansowane są z programu Zdrowe Włosy`). Ta `klinika` jest też w innych miastach z tego co widziałam, ale nie sprawdzałam, czy tam też są tak często darmowe wizyty (w Warszawie normalnie kosztuję 130 zł wizyta). Myślę, że to dobra okazja dla każdej włosomaniaczki. Podczas wizyty badania jest mikroskopem skóra głowy i można ocenić w jakim jest stanie.

    Ja dowiedziałam się, że pomimo moich starań moja skóra głowy się mocno przetłuszcza i wymaga częstszego mycia (myję włosy 2x w tygodniu i nie było widać, żeby skóra głowy była jakoś mocno przetłuszczona) i to tylko przy użyciu porządnych szamponów z SLS (łagodne szampony w ogóle się u mnie nie sprawdziły, nie były w stanie domyć moich włosów). Zapytałam o peelingi domowej roboty (np. cukrowy) to powiedziała, że już wielokrotnie o tym słyszała i ona jest temu przeciwna, bo takie `słodkie` środowisko to pożerka dla baterii. Niestety ciężko o jakiś peeling do skóry głowy, dostępny w drogeriach czy aptekach... Była także przeciwna nakładaniu różnego rodzaju olejków na skórę głowy (nie pamiętam teraz już dlaczego..)


    P.S. Co do tej serii, świetny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też jestem przeciwniczką nakładania cukru czy olejów na skalp. nie dlatego ze mi szkodzi ale jakoś mentalnie nie odwaze sie ze względu na bakterie. Ale jeśli ktoś preferuje np tak jak Anwen swój olej diy to nie mam nic przeciwko,nawet jestem ciekawa efektu ;)

      Usuń
    2. To może ksylitol zamiast cukru? ;)
      Produkty domowej roboty to mało poznany temat i pani może się bać coś polecić. Ogólnie jak problem jest większy radziłabym coś gotowego. Może złuszczający Cerkogel?

      Usuń
    3. Ja używam oleju khadi na skórę głowy i po niczym nie miałam takiego wysypu nowych włosków i większego przyrostu :)

      Usuń
    4. Ja oleju na włosy nie stosowałam, co do pożywki bakterii- w sumie nie patrzę tak na to, przecież nasza skóra też produkuje łój i takie coś zawsze jest na głowie dopóki się jej nie umyje, więc nałożenia oleju na skalp na godzinę nie uważam za problem, jednak mi się po prostu nie chce i nie widzę sensu na moje tłuste włosy przed myciem nakładać jeszcze oleju..
      A co do peelingów, mam cerkogel, jednak nie jestem do końca przekonana czy tak dobrze usuwa naskórek, musiałabym sprawdzić skórę głowy w dużym przybliżeniu, a jest to niemożliwe.. Natomiast mechaniczny domowy można bardzo łatwo zrobić z białej glinki, która jest tania, kupić kallosa color, jest bez silikonów, ma tylko chyba olej lniany w składzie, to zmieszać trochę tej odżywki z glinką, to wmasować porządnie ale delikatnie w skórę, potrzymać chwilę, potem ja to dokładnie płuczę i myję włosy szamponem, potem od brody w dół jakaś odżywka jak normalnie. Peeling cukrowy jest mega mocny, mnie po nim bardzo swędziała głowa, myślałam że się wścieknę. Po glince czułam jak głowa mi oddycha, autentycznie :) Jednak było to jednorazowe, później już nie miałam takich odczuć, pewnie mam po prostu teraz czystszą skórę głowy niż wcześniej, gdyż peeling z glinką był 2gi (pierwszy cukrowy) jaki robiłam skórze głowy.
      Sylwia

      Usuń
    5. Squamax jest najlepszy

      Usuń
    6. Po glince musiałabym dodatkowo myć włosy rypaczem ;) Ale nie jestem normalna ;p
      Wydrapanie skóry cukrem jest przyjemne, nawet dlatego warto spróbować

      Usuń
    7. Bardzo ładnie się wyplukuje (jeśli to jest powód mycia rypaczem) jak zanurzy się głowę w wannie i delikatnie poczochra włosy przy skórze, no chyba że nie ma się wanny, to wtedy tak się nie da 😜

      Usuń
  12. Świetny pomysł na Nowa wlosowa serie ☺ Ela

    OdpowiedzUsuń
  13. Była mowa o odżywkowaniu/maskowaniu przed myciem, że sprawdza się w przypadku gdy nie traktuje się włosów mocnym szamponem na długośći. A co w przypadku krótkich włosów? Ciężko nie poptraktować ich szamponem jak są krótkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie tyle chodzi o to by wlosy na dlugosci mialy zero stycznosci z szamponem, tylko zeby ich nim nie szorowac :) Jesli spienisz szampon w dloniach i skupisz sie na myciu nim skory glowy, to to tez powinno byc ok! A w ogole to jako krotkowlosa Wlosomaniaczka uwazam, ze najlepiej jest nam zaprzyjaznic sie z szamponem o sredniej mocy: jest wiele swietnych produktow opartych np. o ALS! :)

      Usuń
    2. I spróbować mycia odżywką :)

      Usuń
  14. Anwen jak długo trzymasz na włosach odżywkę nivea?
    annn

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajna seria, ale mimo wszystko bardziej przystępniejszy i przyjemniejsza byłaby wersja w postaci filmiku. Taki ,,wywiad'' czyta się ciężko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego ciężko? Bo się czyta a nie ogląda?

      Usuń
    2. Ja tam wole przeczytać w 3 minuty niż oglądać 10 minutowy filmik :)

      Usuń
    3. Inna sprawa, że to jest blog, a na blogu treści przekazywane są w formie tekstu, nie ruchomych obrazków ;)

      Usuń
  16. To teraz pewnie wywalę wielki komentarz, bo o włosach krótko nie umiem :P Otóż od jakiegoś roku dbania o włosy, które bardzo mi się zniszczyły od chodzenia w mokrych spać (chyba 3 lata i pomijam 2krotne rozjaśnianie, jednak było to jakieś pierwsze 6, drugie 5 lat temu więc już pomijam bo nie ma po tym śladu) w każdym razie jak zaczęłam dbać o włosy, to byłam przekonana, że mam średnią porowatość i średnią grubość, sądziłam tak, gdyż włosy naturalnie schną mi bardzo długo, mają 8cm w kucyku i na długość są do stanika- schnięcie: 8h, jakby były niskoporowate, natomiast nie da się ich przeciążyć, lubią sera silikonowe jak nie wiem co, mogę je nakładać od ucha w dół, raz nawet przesadziłam, gdyż po wysuszeniu były klapnięte i czuć było "tłustą" warstewkę, jednak do rana wszystko się wchłonęło i było ok. A ostatnio w moim mieście w FaleLokiKoki było darmowe badanie skóry głowy i włosów (oczywiście z doradzeniem co do moich włosów będzie najlepsze- to mnie nie interesowało, nie chciałam przepłacać za buble fryzjerskie, które rzekomo miały mi pomóc)i okazało się, że mam niską porowatość i cienkie włosy (trochę przeceniłam wcześniej ich grubość :)), sama widziałam, łuski praktycznie nie odstawały, myślałam najpierw że to włos popękał bo powiem zależało mi zobaczyć porowatość ale jakoś tak było trochę kiepsko widać (bo spodziewałam się sterczących łusek). W domu otworzyłam Twoją książkę i natknęłam się na wątek suchych włosów i doszłam do wniosku, że mam niskoporowate, lekko falowane, cienkie i suche włosy :P Więc może dziewczyn niskoporowaych jest więcej, tylko że ich włosy, jak i moje, nie wyglądają jak idealna gładka błyszcząca gruba tafla jak z reklamy szamponu przeciwłupieżowego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może badanie było robione, gdy miałaś akurat domknięte łuski. Może po wyjściu na dwór, gdy jest duża wilgoć, to by sie poootwierały i byłoby to widać na badaniu. A może chodzi o coś jeszcze innego. Porowate włosy mają taką właściwość, że pęcznieją, rozpulchniają się, więc raz wydają się cienkie, raz grube.

      Usuń
    2. Znaczy moje włosy źle nie wyglądają żeby nie było, patrzyła całe włosy, nie tylko przy głowie, a tego dnia akurat była duża wilgoć bo kropił deszcz, co prawda miałam włosy pod kurtkę wsadzone ale jakby było bardzo źle to by te włosy do ucha od skóry głowy też chyba wykazały jakąś porowatosc. Z testów które robiłam i z obserwacji to wcześniej myślałam że mam włosy średnie w kierunku do niskiej. A może skoro babka powiedziała że włosy w ogóle nie dostają a ja nigdy nie uważałam żebym miała niską, to może chociaż niska w kierunku średniej, ale póki co jestem przy tym że niska i włosy suche, do tego lekko falowane. I też wiadomo nie miałam nigdy włosów pięknych jak Azjatki czy kobiety z Indii, ale to też pewnie przez to, że włosy są cienkie i suche i wymagają ode mnie dużej uwagi. Myślę że z natury mam suche włosy, gdyż jedyne co z nimi robię to susze na najniższym stopniu, a też nie sądzę, że jakbym miała włosy porowate, to że by mi schly aż 8 godzin 😜 Póki co skupiam się teraz na ich nawilżaniu, później zobaczę może jakieś efekty

      Usuń
    3. A i jeszcze to chyba normalne, że każde włosy, nie ważne jaką mają porowatosc, nie wyglądają za ciekawie gdy jest duża wilgoć, w każdym razie ja się chyba z takimi włosami nie spotkałam 😜 więc to nie może być jedyny wyznacznik porowatosci, bo każdemu się chyba łuski wtedy rozchylają chociaż trochę.

      Usuń
  17. Bardzo zaskakujacy pomysl na serie, ale ciekawy. Juz zastanawia mnie jaki temat bedzie nastepny :)

    OdpowiedzUsuń
  18. O olejku khadi słyszałam złe rzeczy. Troszkę ciężka faktycznie forma do czytania, ale i tak dzięki za ten artykuł.

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej Włosomaniaczki! Może któraś z Was pomoże mi z moim problemem. Szukałam na blogu i nie znalazłam.

    Pomocy! Moje włosy wygladają następująco:

    Mam dużo bardzo cienkich włosów. Dużo małych odrastających włosów przez cały czas.

    Gdy myję rano: w dzień suche jak siano, końce sterczą, na wieczór zaczynają wyglądać w porządku, następnego dnia rano są tak tłuste, że nie da się z nimi wyjść z domu, więc trzeba umyć, w kółko to samo.

    Gdy myję je wieczorem: rano ciężko je ułożyć, bo są bardzo podatne i wywyijają się w nocy we wszystkie strony, a nie chcę używać prostownicy. Natomiast po południu są już tłuste i nieestetyczne.

    Więc mam do wyboru albo siano albo tłuste...
    Najbardziej odpowiadałoby mi umyć włosy rano, ale już nie wiem jakich kosmetyków mam użyć.

    Myję włosy delikatnymi szamponami bez SLS, nakładam maskę na tę suchą część włosów, lub czasem odżywkę mocno nawilżającą.
    Czasem myję sposobem: odżywka - szampon - maska.
    Podcinam i farbuję włosy delikatną farbą (ton w ton) co 2-3 miesiące.

    Jeśli po wysuszeniu widzę mega siano nakładam olejek np. biovax lub olejek bambus avokado lub serum do włosów.

    W miarę pomaga olejek nakładany na włosy Hipp lub ten z YR. Ale to jest bardzo niewygodne olejować włosy na całą noc, ten zapach... :-/ Nakładanie na 10-30 min nic nie daje. Nakładam tylko przed ważnym dniem.

    Ktoś miał podobny problem? Jak ogarnąć takie włosy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak myjesz rano to co potem z nimi robisz? Moze suszenie z ukladaniem na szczotce by pomoglo?

      Usuń
    2. A może co do szamponu, jeśli to jest bez sls dla dzieci typu hipp to może po prostu Ci nie odpowiada jego pH, takie pH jest, nie pamiętam dokładnie, niższe chyba niż ma nasza skóra głowy, żeby dzieci w oczy nie piekło, więc bym opuściła bardzo lekkie. A puch po suszeniu to norma, ja kładę serum od połowy włosów w dół i zwijam na trochę w slimaczka włosy, nie robię już koka. A też może masz puch bo za dużo nawilżaczy? Czytałam że ktoś miał też podobne objawy jeśli brakowało mu protein, jednak jeśli wcale ich nie używasz a masz podejrzenie że Twoje włosy są suche z natury to bym trochę uważała i np zmieszala maskę proteinowa z emolientowa i dopiero takie coś dała na włosy

      Usuń
  20. może wywiad z blondeme.pl ma też porowate włosy

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo fajnie czyta się taki wywiad. Mi akurat, czytało się szybko i przyjemnie, to fajna forma by dowiedzieć się czegoś więcej od osób, które powszechnie są uważane za Przewodniczki w tym temacie :) Z takich rozmów mogą wyjść ciekawe zamysły. Nie zazdroszczę osobom, które narzekają na formę wywiadu. Wszystko przecież jest napisane czarno na białym, można sobie skopiować i wracać kiedy tylko się chce, a przy audycjach, pewnie trzeba by było ciagle przewijac by trafic na dany fragment. Myśleć :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Anwen stosowałaś long4lashes na brwi?

    OdpowiedzUsuń
  23. Mi akurat podoba się forma postu, wolę czytać niż oglądać video. Łatwiej jest przyswoić informacje.

    OdpowiedzUsuń
  24. Dla mnie odkrycie, że jest coś takiego jak porowatość było szalenie ważne! :) Zrozumiałam, że moje raczej wysokoporowate włosy być może nigdy nie będę tak pięknie proste jak bym chciała, co więcej - w sumie dopiero pół roku temu odkryłam, że... mam fale. Zawsze myślałam, że moje włosy po prostu nie chcą się układać...

    OdpowiedzUsuń