Moja włosowa historia - Drosera

Jak zobaczyłam zdjęcia do dzisiejszej MWH to pierwsza moja myśl była mniej więcej taka: "ejjj ta dziewczyna ma strasznie podobne włosy do moich", gdyby nie kolor i to, że moje są obecnie w zdecydowanie gorszej kondycji można by je wręcz pomylić - falują się dokładnie tak jak moje. Dopiero potem przeczytałam treść jej historii i okazało się, że już 3 lata temu pomyślałam dokładnie to samo, bo Drosera, już wtedy pojawiła się w serii MWH. Co się u niej zmieniło od tego czasu? Przekonajcie się same:



Na wstępie powiem, że moja włosowa historia już kiedyś się tu znalazła, pisałam ją jako Charlie (http://www.anwen.pl/2012/12/moja-wosowa-historia-charlie.html).  Finał jej przypadał na rok 2012 – czyli kawałek czasu temu. Moja półka z kosmetykami uginała się wtedy pod ciężarem mnogości mazideł, lodówka wypełniona była półproduktami a moim celem były włosy JAK NAJDŁUŻSZE. Moje włosy nie przeszły jakiejś oszałamiającej metamorfozy w ciągu tych trzech lat, jednak ja ją przeszłam – moje podejście do ich pielęgnacji zmieniło się diametralnie. Dlatego też bardzo chciałam podzielić się z Wami moją historią – w końcu udało mi się rozprawić z problemem kołtunów i fryzury klapniętej przy nasadzie. Udowodnię Wam, że nie zawsze dłuższe oznacza piękniejsze, w dodatku bardzo często mniej oznacza więcej.
Jak już wspomniałam, moja historia zakończyła się we wrześniu 2012 roku. Moje plecy zdobiła wtedy kaskada rudoczerwonych włosów w całkiem niezłej kondycji, jednak wciąż wybitnie plączących się i niesfornych.

 W dodatku ich kolor był zdecydowanie zbyt intensywny, zbyt czerwony, sztuczny i dość szybko mnie zmęczył, więc w akcie desperacji pofarbowałam je na bardzo ciemny brąz, który wypłukał się do dziwnego rudawego brązu. Do tego strzeliłam sobie prostą grzywkę. W ten sposób zyskałam przydomek „Xena wojownicza księżniczka”, a grzywka w końcu zaczęła doprowadzać mnie do szału. Po pierwsze, kompletnie nie współgrała z okularami, które noszę. Po drugie, moje włosy są absolutnie odporne na jakiekolwiek próby ułożenia, więc grzywka rozjeżdżała się na środku czoła, dając mało ciekawy efekt. Pamiętam, że próbowałam wtedy przenieść sobie przedziałek na środek głowy. Poddałam się po miesiącu. Same widzicie, to zdecydowanie nie była moja najbardziej udana fryzura:

Brąz szybko mi się znudził i znów zaczął marzyć mi się rudy. To jednak zdecydowanie mój ulubiony kolor. Po przeczytaniu setek informacji rzuciłam się na żywioł i włosy rozjaśniłam metodą chałupniczą z pomocą przyjaciółki. Przyjaciółka strzyże… psy, więc wydała mi się idealną osobą do zajęcia się moimi włosami :D
Niestety, w trakcie rozjaśniania coś nie wyszło i sam czubek mojej głowy zdobiła żółta plama. Ubaw miałam po pachy i całe szczęście, że nie zwykłam przejmować się rzeczami mało istotnymi, bo podejrzewam, że niejednej kobiecie takie coś spędziłoby sen z powiem. Ja z rozjaśniania byłam całkiem zadowolona – w końcu były na tyle jasne, że bez problemu mogłam wrócić do rudego. Żałuję tylko, że nie mam zdjęć tego żółtego kurczaczka na głowie – też byście się ubawiły.
Jak postanowiłam, tak też zrobiłam – zafarbowałam się henną na rudo – tak zostało do dziś. Zostawiłam włosy w spokoju. Mycie, odżywki, maski, czasem oleje. Raz w miesiącu farbowanie, czasem przycinanie końcówek, raz grzywka, raz bez grzywki. Rozkochałam się w warkoczach, a długie włosy dawały pole do popisu. Tak wyglądały w „najdłuższym” momencie:

  – strzałka wskazuje najjaśniejsze miejsce – pozostałość po rozjaśnianiu. Możecie sobie wyobrazić jak wyglądało to na początku.
I o ile kolor został, to długość mnie zmęczyła. Ostatni rok studiów oznaczał dużo zajęć w terenie (czyli w zagonkach z roślinami), później wakacyjnie praktyki „w polu”, praca w sklepie ogrodniczym i domowe obowiązki sprawiły, że włosy nosiłam cały czas albo spięte w kok albo zaplecione w warkocz. Fryzury typowo „robocze”:


Bez żadnej stylizacji wyglądały bardzo smętnie:

Rzadko miałam okazję je rozpuścić, tym bardziej, że wciąż plątały się na potęgę. Zapomniałam jak wyglądają rozpuszczone. A jaki jest sens posiadania długich włosów, skoro trzyma się je wiecznie spięte? Bez sensu, nieprawdaż? Od dawna po głowie chodziło mi ich skrócenie, ale nie byłam w stanie tego zrobić, bo przecież chciałam, żeby były dłuuuuugie. Później przyszedł pomysł hodowania ich do określonej długości, wyrównania wycieniowanych końcówek i… sprzedania. Długo trzymałam się tego pomysłu, aż w końcu coś we mnie pękło.
Trzy miesiące temu wzięłam nożyczki, ścięłam jakieś 20 cm włosów i dość mocno wycieniowałam. I to był strzał w dziesiątkę. To była najlepsza włosowa decyzja w ciągu ostatnich trzech lat.
Moje włosy przestały się plątać. Jestem w stanie rozczesać je nawet grzebieniem. Ba, mogę rozczesać je na mokro, co wcześniej przed każdym farbowaniem było koszmarem. Włosy zrobiły się lżejsze, więc ładnie odbiły się od nasady i w końcu są puszyste. I rzecz, która zachwyciła mnie najbardziej – zawijają się! Wcześniej były na tyle ciężkie, że po każdej próbie zrobienia fal lub loków, prostowały się po pięciu minutach. Teraz po zwykłym koczku-ślimaczku wyglądają rewelacyjnie i fale utrzymują się dłużej (chociaż o lokach z prawdziwego zdarzenia wciąż mogę zapomnieć). Nauczyłam się, że nie ma sensu upierać się przy pewnych rzeczach, skoro najwyraźniej nie działają one na moją korzyść. Wyglądają teraz tak:

 (drugi dzień po myciu, rozczesane po koku-ślimaku. Nie jest to szczyt ich możliwości, ale wyglądają całkiem ok)
Kolejną istotną rzeczą jest to, jak zmieniła się moja pielęgnacja. Od pewnego czasu zajmuję się szeroko pojętym zielarstwem. Staram się żyć jak najbardziej naturalnie i w związku z tym przestałam kupować jakiekolwiek kosmetyki. Zaczęło się banalnie – zrobiłam swoje pierwsze mydło a później masło do ciała. I wpadłam jak śliwka w kompot. Na początku, kiedy jeszcze moja wiedza na temat szkodliwości chemikaliów wszelakich była dość skromna, wcale nie miałam zamiaru wyrzucać kosmetyków do włosów. Jednak zdarzyła mi się sytuacja, która dała mi dużo do myślenia. Mianowicie, po kilku miesiącach używania wyłącznie własnego mydła i kremu, tak się zdarzyło, że z lenistwa posmarowałam się drogeryjnym balsamem do ciała, którego używałam wcześniej – po prostu był pod ręką. Następnego dnia obudziłam się z czerwonymi, szczypiącymi podrażnieniami na nogach. Bardzo mnie to zdziwiło, bo do tej pory NIGDY, NIC mnie nie uczulało. Wtedy ostatecznie utwierdziłam się w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku i że zdecydowanie nie chcę więcej kupować kosmetyków. Żadnych. I udaje mi się to prawie w 100% - nie udało mi się jeszcze rozwiązać problemu pasty do zębów, ale i do tego dojdę.
Tak czy siak, chciałam przedstawić Wam moją pielęgnację włosów: w pełni naturalną, prostą, pięknie pachnącą ziołami i – co ważne – wyjątkowo ekonomiczną. Naprawdę, dużo można zaoszczędzić robiąc własne kosmetyki.
Farbowanie: raz w miesiącu, henna firmy Eld, kolor chna. Sprawuje się identycznie jak Khadi, a jest tańsza (2 saszetki na jedno farbowanie to koszt 7-10 zł) i bardziej dostępna w moich okolicach. Jednak kolor chna to chyba jedyny z Elda, który nie zawiera dodatkowych barwników i jest w 100% henną.
Mycie:
Sposób pierwszy – najbardziej czasochłonny: wywar z orzechów piorących (orzechy gotuję z kwiatami lawendy, zielem pokrzywy i rozmarynu, dodaję odrobinę gliceryny, trochę octu jabłkowego i chlorku magnezu CZDA w roli konserwantu). Taki szampon myje idealnie, jednak ma swoje minusy. Nie pieni się, ale to najmniejszy problem. Żeby moje włosy były dobrze umyte, muszę dokładnie wmasować porcję wywaru w skalp, pozostawić na 10 minut, znów porządnie wymasować, spłukać i proces powtórzyć. Czasem dwa razy. W przeciwnym razie włosy będą niedomyte i klapnięte. Jednak warto się postarać – po takim myciu są mięciutkie, lśniące, wolniej się przetłuszczają i nie wymagają używania odżywek.  Po pierwszym umyciu takim szamponem prezentowały się tak:

Sposób drugi – mój ulubiony: mycie jajkiem. Jedno całe jajko i jedno żółtko roztrzepuję z łyżeczką miodu i 1-2 łyżkami soku z cytryny. Nakładam na całe, mokre włosy, jednak skupiam się na skórze głowy, na której ląduje najwięcej „szamponu” jajecznego. Skórę głowy masuję przez chwilę, zawijam włosy w kok, nakładam foliowy czepek i ręcznik. Po 15 minutach włosy wystarczy spłukać – żadnego szorowania, plątania, mycia. Pierwsze takie mycie poskutkowało u mnie puszeniem, ale opanowałam to siemieniem lnianym. Włosy były miękkie, lśniące i – co ważne – świetnie uniesione u nasady, co utrzymuje się nawet następnego dnia po myciu. Metoda również nie wymaga odżywek. 
Sposób trzeci – na lenia: mydło + sok z cytryny. Ta metoda jest zdecydowanie najmniej korzystna, ale sprawdza się wtedy, kiedy bardzo się spieszę, albo po prostu mi się nie chce. Włosy myję zwykłym mydłem w kostce, własnej produkcji. Jednak mydła takie zostawiają osad, zarówno na wannie, jak i na włosach, dlatego konieczne jest użycie po takim myciu kwaśnej płukanki – woda ze sporą ilością octu lub soku z cytryny. Włosy po takim myciu są po prostu… umyte. Jednakowoż, trafiłam ostatnio na temat mydeł do włosów i pewnie pokuszę się o wykonanie takiego.
Do rozczesywania: mgiełka ziołowo-octowo-lniana. Do kubka wrzucam łyżkę siemienia lnianego, ziele szałwii i rozmarynu i zalewam wrzątkiem. Kiedy ostygnie, wlewam do butelki z atomizerem – do połowy wysokości. Do tego dolewam ¼ octu (u mnie jest to macerat z płatków róży w occie z mniszka lekarskiego, ale nada się zwykły jabłkowy), dodaję 10% srebra koloidalnego (konserwant), odrobinę dowolnego płynnego oleju i troszkę gliceryny. Można też dodać olejki eteryczne. Mgiełka z racji zawartości oleju jest dwufazowa i wymaga wstrząśnięcia przed użyciem. Siemię lniane sprzyja kręceniu się po koczku-ślimaczku, ocet z kolei pięknie nabłyszcza. Olej powoduje, że nie muszę nakładać go na końcówki. Taka mgiełka ujarzmia włosy, jeśli akurat postanowiły spuszyć się po jajku. 
I to właściwie tyle – cała moja pielęgnacja. Jest tanio i naturalnie. U mnie sprawdza się taki minimalistyczny zestaw. Włosy są lśniące, ładnie się układają i nie tęsknią za kupnymi kosmetykami. Co więcej, przy odrobinie kreatywności możliwości są nieograniczone. Mnogość ziół i typowo kuchennych składników daje duże pole do popisu. Specjalnie dla włosów można zrobić ziołowe oleje, octy i gliceryty - każdy znajdzie coś dla siebie. 
Nie będę nikogo terroryzować ani przekonywać na siłę, ale zachęcam Was do eksperymentów z naturalną pielęgnacją. Pamiętajcie, że kosmetyki (ale też chemia gospodarcza), to konserwanty, barwniki i aromaty, to syntetyczne substancje, otrzymywane sztucznie i nie zawsze dobrze przebadane. Artykułów na ten temat w sieci jest aż nadto. Pamiętajcie, że toksyny wchłaniają się również przez skórę. I pamiętajcie, że wraz ze ściekami dostają się do naszego otoczenia. A poza tym, uwierzcie mi, zrobienie własnego mydła lub kremu to niesamowita frajda i daje dużo satysfakcji!

Pozdrawiam, Drosera (http://drosera-obovata.blogspot.com/)
Udostępnij

95 komentarze:

  1. Piękne włosy i szacun za 100% naturalną i minimalistyczną pielęgnację. Jestem pod wielki wrażeniem, ale takie historie dają kopa do zmian. Może w którąś NdW zrobię sobie sama szampon z jajka? ;) Poza tym przepiękne i mięsiste włosy. Szczerze, ale z sympatią zazdroszczę. ;) Sama staram się dbać o włosy i używać jak najbardziej naturalnych kosmetyków, ale może po prostu spróbuję robić je sama?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa pielęgnacja ale jednak nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie tez zupelnie nie! mam wrazenie, ze moje wlsy nie do konca przepdaja za wszelkiego rodzaju ziolami w duzych ilosciach

      Usuń
  3. A mnie w domu nazywają wiedźmą jak coś kombinuje :D Jesteś niesamowita, idę przeczytać Twojego bloga ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne włosy, na dodatek autorka przypomina mi typem urody przyjaciółkę z dzieciństwa :D. Podziwiam determinację z samodzielnym robieniem kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem czy dałabym radę tak w 100% postawić na naturalną pielęgnacje. Gratuluję :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Jej, ja tak ostatnio miałam z kremem na twarzy - zapomniałam na wyjazd mojego domowego i smarowałam się sklepowym... nie dość, że skończyło się rumiemiem i swędzeniem to jeszcze po 3 dniach zaczęła mi się łuszczyć skóra na czole...!
    Brawo, że wytrwałaś w myciu włosów naturalnie. Ja z wygodnictwa przestałam - nadal zdarza mi się myć włosy jajkiem i to jest naprawdę świetna sprawa, ale często zwyczajnie nie mam na to czasu. Gdy się żyje na walizkach ciężko ze sobą wozić cały zestaw;) Domowe mydełka to także mój konik. I będę polecać każdemu, bo ze sklepowymi nie da się ich nawet porównać:)
    Na koniec napiszę oczywistość - masz piękne włosy i musisz być świetną osobą:) życzę wytrwałości i pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniała przemiana! Ja dopiero zaczynam swoją przygodę, ale mam nadzieję, że w niej wytrwam. Koleżanka mnie zachęciła, przesyłając mi adres tego bloga. Nie żałuję, że w pracy poświęciłam chwilkę na zapoznanie się z treścią :).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny wpis. Kiedy przeczytałam o domowych kosmetykach pomyślałam o sodzie jako szampon, a tu proszę... Super i oby tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Soda nie ejst dobrym rozwiązaniem na dluższą metę, bo jej czyszczenie polega na 'ścieraniu' - używalam jej razem z olejem kokosowym w formie pasty do zębów, fakt, wybielila je cudownie, ale szkliwo też zdziera (co w porę udalo mi się ogarnąć). Wydaje mi się, ż szampon z sody może podrażnić skal, zetrzeć wlosy przy nasadzie, przez to będą cieńsze (ale mogę się mylić).

      Usuń
  9. "Pamiętajcie, że kosmetyki (ale też chemia gospodarcza), to konserwanty, barwniki i aromaty, to syntetyczne substancje, otrzymywane sztucznie i nie zawsze dobrze przebadane" - te otrzymywane naturalnie też często nie są zbyt dobrze przebadane, nie panikujmy ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jako pastę od zębów polecam olej kokosowy solo lub pastę z węglem aktywnym. Możesz sobie zerknąć u Klaudyny Hebdy w ziołowym zakątku. Ma też przepis na płukankę do ust :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Węgiel bardzo niszczy szkliwo

      Usuń
    2. To dziwne- używam mydełka węglowego do mycia zębów już ponad rok i wreszcie jest poprawa stanu uzębienia, więc nie wiem skąd ta "rewelacja"? Chyba, że węgiel kamienny:p

      Usuń
    3. Węgiel rysuje szkliwo, po dłuższym czasie można je sobie kompletnie rozwalić. Swego czasu popularne były filmiki, gdzie dziewczyny wybielały w ten sposób zęby (tak samo z sodą)- przynosi to naprawdę opłakane skutki. Nie mówiąc o tym, że to nie odświeża oddechu

      Usuń
    4. Może jak się stosuje sam węgiel...? W mydełku nie zauważyłam żadnego "rysowania".

      Usuń
    5. Właśnie dlatego to napisałam- w pierwszym komentarzu była mowa o paście z węglem

      Usuń
  11. Wspaniałe włosy, godne pozazdroszczenia <3 :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wlosy zachwycaja, ale i ich pielegnacja godna podziwu :)!

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeśli chodzi o pielęgnację- zioła nie każdemu przypasują więc wg mnie nie jest to wyjście idealne. Wolę gotowe szampony i odżywki. Osobiście uważam, że rezygnacja w 100% z kosmetyków jest przegięciem, ale jeśli Tobie to pasuje i włosy się z tym polubiły- czemu nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to żadne przegięcie, w wielu kręgach jest to wręcz normą. Ludzie zaczynają otwierać oczy i wracają do natury. Chemia i detergenty nigdy nie będą lepsze od naturalnych składników, są wygodne i tylko tyle.

      Usuń
    2. Powiedz to mojej łuszczycy... Chemia nie jest zła ;) Moja pielęgnacja jest pół na pół - używam kosmetyków oraz naturalnych środków, np. zioła. Dobrze jest sobie wybierać to co komu odpowiada zarówno z jednej jak u drugiej grupy. Nie ma co generalizować.
      N.

      Usuń
    3. Zioła to pojęcie tak obszerne i głębokie, że niczego jednoznacznie stwierdzić nie można. Jednego rumianek uczuli, innemu pomoże. Możliwości jest tak wiele, że każdy znalazłby dla siebie coś świetnego. Jedynym warunkiem jest czas i chęci.

      Usuń
    4. łuszczyca to choroba autoimmunologiczna i leczy się ją dietą i zmianą stylu życia. Należy uszczelnić jelita i wszystko powinno wrócić do normy. Zioła tutaj bardzo pomogą ale stosowane głównie wewnętrznie.

      Usuń
    5. Uszczelnienie jelit - cokolwiek to znaczy - nie pomoże w leczeniu chorób autoimmunologicznych, ponieważ nie z jelit się takie choroby biorą, a z nadwrażliwości własnych komórek układu autoimmunologicznego na antygeny własnego organizmu. Leczy to się przeciwciałami, immunosupresją, a zmiany na skórze miejscowo.

      Usuń
  14. Jaciekrece... Tak mnie zainteresowało Twoje podejście do pielęgnacji i kosmetyków, chętnie zagłebilabym się w temat. CZAD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko jest bajecznie proste i kosmicznie satysfakcjonujące. Polecam blog mojej ziołowej guru: http://www.herbiness.com/

      Usuń
  15. Piękne, grube włosy o rewelacyjnym kolorze :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mycie jajkiem mnie obrzydza niepojęcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż... mnie obrzydzają zakupy w markecie :)

      Usuń
  17. piękne włosy i ciekawa pielęgnacja. niestety ale taki sposób dbania o włosy nie jest dla każdego (czyt pracujących kobiet, które myją rano włosy a potem je układają żeby w pracy wyglądać nienagannie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli taki sposób pielęgnacji dobry jest tylko dla kur domowych, ewentualnie flejuchów? :) Otóż nie, dobry jest dla każdego kto otworzy oczy na pewne sprawy i zgodzi się na dodatkowy wysiłek w pielęgnacji włosów (co dla włosomaniaczek nie powinno być problemem).

      Usuń
    2. Tak, właśnie. Dla kur domowych/mam, które nie pracują, nie uczą się i mogą ustalić dbanie o włosy głównym celem swojego życia. Trochę to ograniczone, taki podporządkowywanie wszystkiego do wyglądu. A czas na pasje, obowiązki, rozwój osobisty? :)

      Usuń
  18. Bardzo fajna historia. Napisana ładnym językiem, świetnie mi się to czytało. I wielki plus za te przepisy na naturalne kosmetyki! Jestem ciekawa jak na moich włosach sprawdziłyby się takie mieszanki. A mam włosy półdługie, raczej cienkie i niestety, wypadające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam półdługie, cienkie i niewypadające, a jajka się sprawdziły :) włosy nabrały objętości baardzo, co dla cienkich włosów jest super :)

      Usuń
  19. Ogólnie... WOW.
    Ale - pytanie do bohaterki: ile razy w tygodniu myjesz włosy? I rozumiem, że wieczorem / popołudniem? Czy szampon w pierwszej wersji jest używany świeżo po przygotowaniu i zużywany na bieżąco, czy przygotowujesz większą porcję i niekoniecznie używasz na świeżo?
    Dla mnie, jako osoby, która musi myć włosy codziennie rano wszystko to brzmi niewykonalnie ;) (ostatecznie jajko bez dłuższego trzymania, ale po tym włosy są zmasakrowane od protein).
    I jeszcze - czym myjesz twarz i czy używasz kremów do twarzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako kura domowa mam czas na eksperymenty i myję włosy w bardzo różnych porach, co 2-3 dni - a póki używałam kosmetyków kupnych, też musiałam myć je codziennie.
      Wywar z orzechów spokojnie można zrobić na zapas, ale to wymaga konserwantu, bo bez tego zepsuje się w przeciągu tygodnia. Dlatego do wywaru dodaję chlorek magnezu, on zarówno konserwuje, jak i pobudza krążenie skóry głowy. do wywaru warto dodać szałwię i rozmaryn - troszkę opóźniają przetłuszczanie, ale już i tak sam wywar działa w tej materii rewelacyjnie.

      Co do twarzy, myję je mydłem własnej produkcji, najlepiej sprawdza się takie z olejem laurowym. Poza tym, przemywam tonikiem (50% ocet różany - ten sam co w przepisie na mgiełkę i 50% naparu z kwiatów jabłoni i liści czeremchy - trzymać w lodówce) i smaruję kremem z siemieniem lnianym - również ręcznie robionym.

      Usuń
    2. A mogłabyś podzielić się przepisem na krem (Twój własny przepis, czy z jakiejś strony typu BU czy ZSK)? Zaintrygowało mnie to siemię lniane ;) bo mimo, że sama robię kosmetyki jakoś nie widzę możliwości zrobienia z niego kremu. I jaką masz cerę? Miałaś kiedyś problemy z trądzikiem?

      Usuń
    3. Faza wodna: napar z siemienia lnianego (15 g), srebro koloidalne - konserwant (10 g), gliceryt z glistnika jaskółczego ziela - może być zwykła gliceryna (5 g)
      Faza olejowa: olej ze słodkich migdałów (10 g), olej konopny (5 g), masło shea (5 g), emulgator - lanolina (5 g).
      Krem jest dość tłusty i długo się wchłania (za sprawą lanoliny), więc stosuję go głównie na noc. Nigdy nie miałam większych problemów z cerą, żadnych trądzików ani uczuleń. Ot, czasem jakiś zagubiony pryszcz wylezie :)

      Usuń
    4. Drosero, a co myślisz o mydelnicy lekarskiej? S.

      Usuń
    5. Dziękuję za odpowiedź :)

      Usuń
    6. No właśnie, mydlnica rośnie na moim podwórku, ale jakoś nigdy się za nią nie zabrałam. Ponoć jej korzeń działa identycznie, jak orzechy piorące. Jednak nie znam proporcji.

      Usuń
    7. Dzięki :) może nie naturalne, ale szampony z nią z Fitomedu są całkiem niezłe. Tak jak zioło indyjskie Shikakai :) S.

      Usuń
  20. Hej dziewczyny,
    zawsze gdy olejuję włosy przed myciem (zwłaszcza słonecznikowym, ale także lnianym, sezamowym) i je rozpuszczę pojawiają mi się na głowie niesamowite przepiękne loki tzw. anglezy, ktore uwielbiam, natomiast po umyciu NIGDY mi się nie udaje ich utrzymać, czy chociażby lekko pofalować, tylko się wyginają nieładnie na dole. Próbowałam bardzo wielu masek/odżywek/lekkich olejków/mgiełek po myciu, na sucho, na mokro, sklepowe, naturalne, nic. Wlosy są ładne, błyszczące i lejące, ale uparcie się tylko wyginają na dole i ani je zakręcić, ani rozprostować. Czy możecie mi coś na to poradzić? Po myciu odciskam delikatnie nadmiar wody, zawijam w koszulkę, po 5 min zdejmuje i pozwalam wyschnąć naturalnie. Pomocy!

    OdpowiedzUsuń
  21. O! Świetnie opisana historia! Dla mnie tym ciekawsza, że niedawno zrobiłam prawie to samo. Po kilku latach zapuszczania po nieudanej wizycie u fryzjera dochodziłam już do wymarzonej długości do pasa... I zaczęłam mieć dość. Mam niskoporowate, idealnie zdrowe, ale cienkie i podatne na uszkodzenia włosy. Pasma od spodu plątały się jak głupie, więc chodzenie z rozpuszczonymi odpadało. Co chwila lądowały pod paskiem torebki. Ciężko było je spiąć - luźne koczki się rozplątywały, ściśle związane - ciążyły. To dziwne - przy takiej długości i umiarkowanej gęstości (obwód kucyka - 7,5 cm) nie powinny przecież być zbyt ciężkie. Ale były. W upały przy każdym upięciu grzały jak kaloryfer, schły bardzo długo (ot, takie włosomaniacze problemy pierwszego świata).
    Wkurzyłam się, uznałam, że to włosy są dla mnie a nie ja dla włosów, ciachnęłam kilkanaście cm (do stanika) i odetchnęłam z ulgą. Znów mogę nosić je rozpuszczone, mniej się plączą, nie ciążą (mogę nosić wysokie kucyki!), lepiej się układają.
    Włosy do pasa nadal bardzo mi się podobają, ale najwyraźniej moje nie są stworzone do takiej długości.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kompletnie nie rozumiem sytuacji w której ktoś ma bardzo zniszczone włosy ale nie podetnie bo chce mieć koniecznie długie. Rozumiem że nie każdemu krótkie pasują ale myślę że włosy np. do ramion można przecierpieć i później cieszyć się pięknymi, ZDORYWYMI włosami. Przeglądam wiele blogów włosowych i nie tylko i kompletnie nie rozumiem tej mody na zniszczone długie włosy. Ja wiem że ludzie się przywiązują ale nie dajmy się zwariować, bardzo długie włosy z suchymi, rzadkimi końcami nie wyglądają fajnie. Szczególnie jak ktoś określa się mianem "włosomaniaczki" to chyba zdaje sobie sprawę z tego że zniszczonych końców już nie naprawi. Nie piszę tego żeby wywołać jakieś kłótnie, tylko po to żeby uświadomić że włosy to nie palce i na pewno odrosną. A o wiele lepiej wyglądają krótsze i zdrowe niż smętnie wiszące długie włosy w połowie zniszczone :) p.s nie mówię o ścinaniu się na jeżyka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, sama kiedyś walczyłam o każdy centymetr a podcięcia unikałam jak ognia. Jednak gdy pielęgnacja nie przynosiła oczekiwanych efektów a suche końce straszyły powiedziałam sobie dość i umówiłam się do fryzjera, poszło ponad 20cm. Od tamtej pory cieszę się miękkimi, błyszczącymi, zdrowymi włosami. Nie są długie, ale co z tego? Odrosną. Teraz dla mnie najważniejsze jest aby były zdrowe i mimo tego, że na początku nie mogłam się przyzwyczaić do ich nowej długości po kilku dniach się przyzwyczaiłam i nawet mi się podoba. Teraz włosy podcinam regularnie, widzę efekty pielęgnacji a gdy widzę u kogoś rozdwojone, zniszczone końce razi mnie po oczach. Dziewczyny, nie dajmy się zwariować, nie bójcie się fryzjera. Coraz częściej mam wrażenie, że pielęgnacja niektórych osób to rywalizacja o to, kto ma najdłuższe włosy a jak wiemy długość nie jest wyznacznikiem piękna, a piękne włosy to te zdrowe. ;)

      Usuń
    2. Dokładnie ;) miałam też bardzo długie włosy, ścięłam do ramion ale dzięki temu mogę się pochwalić pięknymi włosami. Myśle że należy pamiętać o tym że WŁOSOMANIACZKA to nie tylko osoba z długimi włosami, przede wszystkim jest to osoba z zadbanymi włosami :)

      Usuń
    3. Powiem Ci, że bardzo niewiele osób zwraca uwagę na rozdwojone końcówki, lub to, czy są przesuszone. W moich kręgach np tylko ja widzę, że koleżanka ma rozdwojone końcówki, ale włosy są długie i gęste więc każdy się zachwyca :D Jestem jedyną włosomaniaczką i po prostu zwracam uwagę na szczegóły, takie rzeczy które zwykły randomek oleje :)

      Usuń
    4. Też tak uważam, nic dodać nic ująć!

      Usuń
    5. Najbardziej mnie dziwi to że dziewczyny potrafią płakać bo fryzjer zamiast 2 cm ściął 5 :D fajnie jakby ludzie tylko takie problemy mieli

      Usuń
  23. Rudy to zdecydowanie twój kolor! Na dodatek jak obcięłaś włosy to wyglądają na dwa razy gęstsze! :) Zazdroszczę tego naturalnego podejścia do pielęgnacji, ja bym tak nie mogła. Nie tylko z czystego lenistwa ale z dwóch lewych rąk do mieszania jakichkolwiek substancji. ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. A ja uważam że zdecydowanie nie pasuje Ci taka długość włosów do twojej twarzy, strasznie wydłuża ci twarz. W fryzurze po brodę (coś w stylu Boba) było by Ci dużo duzo ładniej z grzywka na bok. Bez sensu jest trzymać długie włosy, skoro do twarzy kompletnie nie pasują a krótsze fryzury są też bardzo fajne, tym bardziej że itak rzadko nosisz rozpuszczone! Nawet po scieciu są za długie, czytam i czytam i se myślę że pewnie cięcie będzie po łopatki a tu włosy do tali sięgają nadal. Cóż z tego że ładne włosy ale nie wszystkim pasują długie!!! Dziewczyny lepiej wyglądać ładniej nawet jakby to miała być krótka fryzurka, a dbać o włosy nadal też można

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, niektórych długie włosy przytłaczają a po ich ścięciu okazuje się, że był to strzał w 10! Długie czy krótkie ważne, aby były zdrowe. Długość włosów nie jest wyznacznikiem piękna, krótkie włosy też są fajne. Również uważam, że bob byłby świetną fryzurą dla bohaterki włosowej historii. Gratuluje naturalnej pielęgnacji, ja osobiście nie dałabym rady. Uwielbiam nowinki kosmetyczne i nie zrezygnowałabym z nich... ;)

      Usuń
    2. A ja mysle, ze bohaterka wygladalaby w bobie jak Hrlga. W zycia taka fryzura dla niej.

      Usuń
    3. I powiedz co byśmy teraz podziwiały, gdyby miała wyskoczyła tu z krótką fryzurą? ;D gdy nie widać tego wachlarza przepięknych błyszczących włosów w super stanie. To jest istne arcydzieło, Drosera :)

      Usuń
    4. Ja tam nie widzę żadnego arcydzieła, poprostu gęste,grube włosy w rudym kolorze. Gęste włosy zawsze będą zachwycać, na cienkie nikt uwagi nie zwróci. Jednak mnie przedewszystkim rzuciło się w oczy to iż nie pasują bohaterce długie włosy do twarzy. Dla mnie mija się z celem trzymać się długich włosów a przy tym wcale ładnie nie wyglądać!

      Usuń
    5. A moim zdaniem właśnie jej pasują, krótsze by ją pogrubiały

      Usuń
  25. Jeśli ktoś w ogóle się nie maluje, to może i jest w stanie funkcjonować bez chemii. Ja nie. Wolę trochę poprawić urodę, jedne rzeczy uwydatnić, inne ukryć. Wszyscy kiedyś umrzemy, pochorujemy się i wcale nie powiedziane, że osoby, które ostawiły kosmetyki, będą żyły dłużej w zdrowiu i dobrej kondycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, odkąd zaczęłam żyć zdrowo - nie muszę się malować. Skóra mi się pięknie odwdzięczyła za dobre traktowanie. Zresztą kosmetyki do makijażu też można zrobić w domu - naturalne i nieszkodliwe.

      Ale to już kwestia mentalności i podejścia do życia :)

      Usuń
    2. więc tak z ciekawości: jak zrobić domowy nieszkodliwy eyeliner i tusz do rzęs? bez tego się nie obejdę. ja tam jestem przeciwna bezkompromisowemu radykalizmowi. Wszędzie umiar i ok. Ale co kto lubi, co kto woli. :-) pozdrawiam seredcznie

      Usuń
    3. Albo kupić minerałki! :)

      Usuń
    4. Ale ryzyko zawsze się zmniejsza! :) do minimum. Może kiedyś to zrozumiesz i sama będziesz propagować zdrowszy styl życia.
      Ja też potwierdzam, skóra po detoksie od kosmetyków kolorowych odżyła mi do tego stopnia, że cera jest gładsza, bez zmian, koloryt się poprawił (ale to może w dużej mierze zasługa gotowanej marchewki, bo ma więcej beta karotenu) że nie muszę już jej tapetować, nawet na wyjścia :) wygląda po prostu jak naturalnie muśnięta słońcem albo delikatnie pociągnięta podkładem.
      Kloe

      Usuń
    5. Nie rozumiem tego, mam kolezanke ktora ma bzika na naturalne kosmetyki i tryb zycia. Co z tego ze stosuje naturalne kosmetyki jak np ja uzyje troche podkladu tusz do rzes silikon na wlosy i wygladam po prpstu lepiej? Naprawde fajnie jest sie tak ograniczac byle wszystko bylo eko? Jak nawer efektu nie widac? Ja wole zyc niz sie martwic czy dany produkt jest chociaz naturalny.

      Usuń
    6. Tak z ciekawości, jeśli ktoś jest zainteresowany stworzeniem własnych kosmetyków do makijażu, to proponuję POSZUKAĆ I POCZYTAĆ. Dla chcącego nic trudnego. Jeśli (w cokolwiek) zainwestuje się odrobinę czasu i uwagi, można dowiedzieć się i zrobić naprawdę wiele i nie moją rolą jest kogokolwiek wyręczać. Pokazałam wam mój sposób na życie. Jeśli komuś zasiałam "ziarenko" i będzie chciał dowiedzieć się więcej - to się dowie. Jeśli ktoś jest kompletnym sceptykiem - nie moją rolą jest przekonywać, bo to się mija z celem. Póki człowiek sam nie spróbuje i sam się nie przekona, to nic z tego nie wyjdzie.

      Usuń
  26. Wow, włosy piękne,ale najbardziej podoba mi się pomysł naturalnej pielęgnacji w 100%! Ja robię pojedyncze kosmetyki narazie, mam nadzieję, że ich ilość będzie się zwiększać ;)
    Za to pastę do zębów robię sama z oleju kokosowego i mogę spokojnie ją polecić :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo ciekawa historia, a bloga od razu dopisuję sobie do listy obserwowanych :)
    Myślę ostatnio o eksperymencie z tygodniem bez drogeryjnych kosmetyków, żeby dowiedzieć się o sobie i świecie czegoś więcej i chyba po tej historii jestem wystarczająco zmobilizowana ;)

    Co do mycia zębów, polecam mycie kurkumą (wbrew wszelkim pozorom, nie powoduje ich żółknięcia)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja również robię własny szampon, mydło, pastę do zębów, proszek do prania, płyn do mycia naczyń, płyn do płukania, toniki, kremy i pomadki. Wszystko wychodzi super tanio a z naturalnych składników. Nie maluje się bo bardzo wyładniałam odkąd kilka lat temu zaczęłam jeść zdrowo i prosto. Więc w drogerii kupuję tylko szczoteczki do zębów:) Jeśli przestaniemy narażać swój organizm na toksyny z kosmetyków i jedzenia bardzo nam się odwdzięczy pięknym wyglądem:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Włosy są przepiękne. Piszesz, że jeszcze nie udało Ci się zrobić pasty do zębów. Czytałam ostatnio, że dobrze sprawdza się w tej roli mieszanka oleju kokosowego, sody, ksylitolu i olejku miętowego. Szczególne właściwości ma w tym składzie olej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Zastanawiam sie tylko czy po uzywaniu takich kosmetykow sie nie smierdzi.Bo przeciez jajko ma swoj zapach a do tego przeciez nasza skora wydziela rozne substancje poci się.Moim zdaniem fajbie jest uzyc swojej odzywki czy balsamu do ciała ale juz mydła czy szampony powinny byc kupione.Przeciez sa ekologoczne firmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale PO CO kupować drogie, ekologiczne mydło, skoro można w pół godziny, za grosze zrobić takie w domu? Lepsze, pełne gliceryny i niezmydlonych tłuszczy, które wspaniale nawilżają i pielęgnują skórę?

      Usuń
    2. Kwestia przełamania się :) i nabycia składników/ surowca na taki domowy produkt.

      Usuń
    3. Nie każdy ma czas bawić się w takie rzeczy

      Usuń
    4. Argument z brakiem czasu kompletnie do mnie nie przemawia. Jeśli ktoś ma czas na oglądanie telewizji albo chodzenie po sklepach, równie dobrze znajdzie czas na zrobienie mydła. Kwestia podejścia do życia. Ja zamiast iść do kina, wolę iść na spacer do lasu. Zamiast iść na piwo ze znajomymi, wolę wypielić marchewki. Zamiast spędzać długie godziny w centrum handlowym, wolę zrobić sobie mydło, krem, balsam, szampon, tonik i całe mnóstwo innych rzeczy. Czas operacyjny jest przecież ten sam.

      Usuń
    5. Sama napisałaś wyżej, że jesteś kurą domową- ludzie, którzy pracują, studiują nie mają tyle czasu na bawienie się w robienie mydła. Nie będę rezygnować z życia towarzyskiego dla głupich włosów, wybacz :P Uważam, że to gruba przesada.

      Usuń
    6. No właśnie, mam pracę, doktorat, męża i dziecko. I nie, nasz "czas operacyjny" nie jest ten sam. Pewnie, dobrze tak całymi dniami pielić marchew i mieszać miksturę na domową pastę do zębów. Ale to absurd :D uwielbiałam dbać o włosy, moja pielęgnacja była kiedyś bardzo rozbudowana, zerkam na bloga Anwen z sentymentu i szukam tylko sztuczek na przyspieszenie pielęgnacji i osiągnięcie jednocześnie maksymalnych efektów. Bo nie zostawię pracy, nauki i DZIECKA, żeby robić swój szampon i prać na tarze w rzece. Super, że żyjesz naturalnie, ale przynajmniej nie wyrażaj się z wyższością, jak to matki pracujące marnują czas. I ekstra, że nie musisz się malować, bo masz piękną skórę, ale po niektórych kobietach widać po prostu zmęczenie. Wybaczcie, zbulwersowałam się.

      Usuń
    7. Nie powiedziałam ani słowa o pracy i o wychowywaniu dzieci. Mówiłam o oglądaniu telewizji, zakupach i piciu piwa w pubie. Wychowywanie dzieci i BYCIE SZCZĘŚLIWYM to dla mnie nadrzędne wartości. Ja nie poświęcam włosom czasu więcej, niż to konieczne (czyli mycie, czasem suszenie). Ja po prostu ODRZUCAM standardowy model życia w imię wolności i spełniania swoich marzeń. Nie neguję doktoratów, dzieci i pracy. Neguję kredyty, marnowanie czasu i bezmyślność.
      Bo, odpowiedzcie sobie na pytanie: co wam daje praca? Ano, pieniądze. Spędzacie większość Waszego cennego czasu na męczącą pracę, za którą dostaniecie o wiele za mało pieniędzy. A za te zbyt małe pieniądze, kupicie o wiele zbyt drogie rzeczy. Ja wybieram po prostu alternatywę: uczę się wykonywania rzeczy samemu. W ten sposób spędzam czas przyjemnie, produkując towary niezbędne do przeżycia (nie ważne, czy to mydło, słoik kiszonej kapusty, czy kosz wiklinowy) a wyprodukowane nadwyżki zamieniam na towary, których sama nie jestem w stanie wytworzyć (buty, ubrania, itp.).
      Dziewczęta, jeśli wydaje Wam się, że bycie kurą domową, to jedna wielka sielanka, nieskończone wakacje i nieróbstwo, to, proponuję, porozmawiajcie ze swoimi babciami. Dowiedzcie się ile pracy wymaga utrzymanie domu, męża, dzieci i ogrodu w stanie, który wszystkim sprawia przyjemność. Jeśli myślicie, że cały dzień myję naczynia i piorę pieluszki, to jesteście w błędzie. Rozwijam się. Być może w kwestiach, które nie są dla was istotne: zielarstwo, medycyna naturalna, wikliniarstwo, krawiectwo, renowacja mebli, rękodzieło szeroko pojęte, kosmetyka. Dużo piszę, jeszcze więcej czytam, cały czas szukam czegoś nowego, czego mogłabym się nauczyć i co przydałoby mi się w życiu. To nie jest tak, że kura domowa ogląda tasiemce i czyta Harlequiny. To nie jest tak, że rozmawiam tylko o dziecięcych wydalinach i obiedzie. Znów powtarzam, jest to kwestia mentalności. Nie wtrącam się, jeśli chcesz swoje finanse i czas zużyć na zasuwanie na bieżni w klubie fitness. Ja po prostu w tym czasie wolę po raz kolejny wyszorować schody czy iść na spacer po zioła. CZAS OPERACYJNY JEST TAKI SAM. Inne są po prostu efekty.
      Nie będę nikogo, kto dobrze czuje się w mieście i preferuje miejski tryb życia, przekonywać do życia na wsi. To jest skrajna różnica poglądów. Pamiętajcie jednak jedno: jeśli ktoś żyje inaczej, niż Was nauczono, nie znaczy, że jest gorszy. Nie traktujcie z góry i nie krytykujcie, bowiem każdy ma prawo czynić to, na co ma ochotę. Pokazuję wam mój pomysł na życie, żeby zagubione dziewczyny (a są i takie), które nie wiedzą, czemu coś im w życiu nie pasuje, wiedziały, że można INACZEJ. PO SWOJEMU. WBREW ZASADOM. Nie mam zamiaru nikogo na siłę przekonywać. Proszę tylko o otwartą głowę i chęć spojrzenia z innej perspektywy. Nie każda biurwa to skończona wredota i nie każda kura domowa to ostatnia idiotka bez zainteresowań.

      Usuń
    8. Wybacz, ale to Ty jesteś w tym momencie tą, która na wszytkich patrzy z góry i się wywyższa. Strasznie generalizujesz- to, że ktoś nie żyje tak jak Ty nie oznacza, że zajmuje się tylko piciem piwa, chodzeniem po sklepach, oglądaniem telewizji, ani że ma beznadziejną pracę. I nikt nie uważa, że kury domowe są idiotkami bez zainteresowań, które całe dnie nic nie robią tylko czytają romansidła. Wiem, że praca w domu to ciężka praca, ale niektóre kobiety oprócz zajmowania się domem pracują- i ta praca daje im satysfakcję. I takie kobiety NIE MAJĄ czasu na robienie mydła czy gotowanie orzechów do mycia włosów bo po prostu są ważniejsze rzeczy. Poza tym kurcze- rozmawiamy o pielęgnacji, a Ty zaczynasz pisać o kredytach itd. Moim zdaniem trochę przesadzasz z tą swoją nienawiścią do współczesnego świata.

      Usuń
    9. Nie, no serio? Charlie - kto płaci czynsz? Kto płaci za jedzenie, ewentualne leki, sprzęty domowe (co jak co, ale pralkę albo lodówkę pewnie masz). Skąd masz kapitał na wytwarzanie produktów, które sprzedasz potem w tak atrakcyjnej cenie, która wystarczy na kupno odzieży czy obuwia, które mają obecnie słone ceny, chyba że wystarczy ci jakiś badziew made in China czy z dnia "wszystko po 1zł" z lumpeksu. Żeby się rozwijać w takich dziedzinach, o których piszesz, musisz mieć zapewniony przynajmniej podstawowy byt i poczucie bezpieczeństwa. Pieniądze nie biorą się z nieba, większość ludzi zapewne nie kupuje tych "o wiele za drogich" rzeczy, bo większość kasy wydaje na czynsz, jedzenie i podstawowe potrzeby. Kredyty też biorą nie dlatego, że chcą, tylko dlatego że nie mogą mieszkać dłużej z rodzicami, tylko muszą iść na swoje, bo np. mają kiepskie warunki mieszkaniowe. Kredyty to jest nieszczęście, ale nie każdy może sobie pozwolić na wygodne życie w mieszkaniu/domu rodziców lub teściów, nie każdy chce mieszkać zawsze z rodzicami, a jak ma bulić za wynajem co miesiąc (zależnie od miasta 400-800zł za POKÓJ plus rachunki), to woli wziąć kredyt jeśli ma tylko możliwość.

      Podsumowując - możesz żyć "wbrew zasadom" tylko kiedy masz pieniądze lub sponsora, nie wierzę w bajki :(

      Usuń
  31. Od prawie dwóch lat stosuje naturalną pielęgnację, sama robię balsamy, kremy , maseczki, toniki, pomadki i pozwoliło to mi nabrać zdrowego dystansu do naturalnej pielęgnacji. Otóż takowa nie każdemu będzie slozyc, owszem, jestem pewna że po naturalnych produktach stan waszych cer zdecydowanie się poprawi, skora wyraznie sie nawilzy,znikną zmarszczki spowodowane przesuszeniem skóry, jednak jeśli wasze cery są tak wymagające jak moja, to po 100% naturalnej pielęgnacji rowniez możecie nabawic się uczulen i alergii. Jakiez było moje rozczarowanie kiedy po tej świadomej i precyzyjnej pielegnacji dorobilam się stanu zapalnego skóry i wyladowalam dermatologa. Doktor o dziwo nie skrytykował moich metod, wyjaśnił jednak że takie naturalne produkty nie sa stu procentowo czyste i ze nigdy nie uda uzyskać mi się kremu w sterylnych warunkach. Czasami odrobina konserwantów jest po prostu potrzebna. Obecnie nadal stosuje naturalne produkty jednak na zmianę z aptecznym kremem, czasami stan zapalny nawraca, ale na to mam zapisana maść protpic która jest niezawodna. Dodam również iz zastępowanie, niektórych produktów naturalnymi czasem mija się z celem, np stostowanie dezodorantu opartego na naturalnych i przyjaznych składnikach, po którym śmierdzi się jak cebula, zupełnie mija sie z celem ;) Rozsądek i umiar we wszystkim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amen, siostro! Podpisuje sie pod kazdym slowem i zazdroszcze myslacego dermatologa :)

      Usuń
    2. Z jakich składników ten dezodorant robiłaś, po którym smrodek cebulowy?

      Usuń
    3. A po co robic dezodorant jak jest alun?

      Usuń
    4. Nie trafilam jeszcze na przepis na domowej roboty antyperpirant, byc moze sa jakies ziola neutralizujace zapach potu, ale szczerze mowiac to w tym temacie wole nie eksperymentowac ;) dezodorant, o ktorym wspomnialam wczesniej, byl z jakiejs eko marki i co tu duzo mowic - nie dzialal ;p Natura to samo dobro, nie ma co z tym dyskutowac, obecnie jestesmy bombardowani zbedna chemia, choc z drugiej strony wiele sie zmienilo od czasow pielegncji naszych babc, zyjemy w ciaglym biegu i stresie, srodowisko jest bardziej zanieczyszczone, stad mozemy reagowac alergicznie nawet na naturalne skladnki i polprodukty, lub moga nie stanowic one dostatecznej ochrony dla naszej skory. Musicie same wyczuc co wam pasuje, a nie scis;le trzymac sie jakiegos sposobu pielegnacji, mimo, ze do konca nam nie pasuje :) (przepraszam za brak polskich znakow)

      Usuń
    5. Zaciekawilas mnie z tym alunem, jesli mialby rzeczywiscie dzialac podobnie jak drogeryjny antyperspirant, czyli calkowicie eliminowac przykry zapach na conajmniej kilka godzin, to moglabym go wyprobowac :)

      Usuń
    6. Ałun faktycznie sprawia, że pot nie śmierdzi, ale jednak nie eliminuje tego pocenia, więc nie działa jak antyperspirant

      Usuń
    7. Odstawilam calkowicie drogeryjne antyperspiranty. Alun nie blokuje kanalow potowych ale z czasem czlowiem sie po prostu mniej poci. I zabija bakterie dlatego nie ma smrodku :) i tamuje krew, zawsze jak sie zatne to przykladam alun i juz nie ma krwi. Moj chlopak zamiast balsamu po goleniu smaruje tym twarz i nie ma wreszcie zaczerwienionej twarzy. Nie tworzy zadnej warstwy ani nic, skora jest sucha. Nie wiem jak moglam kiedys uzywac drogeryjnych antyperspirantow. Tylko popelnilam blad i kupilam alun w sklepie zielarskim i zaplacilam 40 zl, a taki sam mozna kupic w aptece za 12 :(

      Usuń
    8. Ja z kolei odkąd weszłam w okres dojrzewania, miałam problem z nadmierną potliwością. Żadne dezodoranty ani antyperspiranty na mnie nie działały, musiałam sięgać po apteczną ciężką artylerię. Kiedy już się wciągnęłam w naturalne kosmetyki, robiłam dezodorant na bazie oleju kokosowego, sody i mąki ziemniaczanej, stosowałam też ałun - bez rewelacji. Aż odkryłam oliwę magnezową (chlorek magnezu rozpuszczony w wodzie). Oliwa jest niezawodna, wybija mikroorganizmy, a jeśli zamiast wody, użyje się do jej zrobienia naparu z szałwii, skutecznie zmniejsza potliwość. Oliwa magnezowa jest banalna w przygotowaniu, naprawdę działa, a przy tym uzupełnia niedobory magnezu w organizmie.
      Ach, no i ważna jest dieta - odstawienie badziewnych, wysoko przetworzonych, chemicznych produktów, też robi robotę i za to wdzięczny jest cały organizm.

      Usuń
  32. Wprost uwielbiam te włosy! :):) na tych dwóch przedostatnich zdjęciach WOW aż zerknę na bloga, może się dowiem jakim cięciem je potraktowałaś, efekt niezwykle urokliwy

    OdpowiedzUsuń
  33. Wydaje mi się, że dziewczynie nie pasują takie włosy... Jakoś ją "przytłaczają", ja bym nieco skróciła i wystopniowała... ale to ja:D

    OdpowiedzUsuń
  34. Jedno wielkie WOW! Szacun!

    OdpowiedzUsuń
  35. Dziewczyna podobna do Liv Tyler, tak od razu mi się skojarzyła :)

    OdpowiedzUsuń
  36. mycie jajkiem? hm....no chyba nic mnie nie zdziwi juz. Choc zaczelam stosunkowo niedawno lubie eksperymentowac, nakladalam juz jajko z nafta jako maseczke ale szampon?? Mam ochte z czystej ciekawosci sprobowac :) czytałam o wcieraniu maści konskiej, wcieraniu moczu to co tam jajko haha
    i szcun za 100% naturalna pielegnacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nasze prababki myły włosy właśnie jajkiem ;) Stary sprawdzony sposób, jednak nie polecam dla włosów źle reagujących na proteiny.

      Usuń