Recenzje kosmetyków cz. XIV – Wellaton, Pianka trwale koloryzująca


Jeszcze przed moim urlopem koleżanka z pracy pokazała mi fajną stronę: www.streetcom.pl Nie wiem czy ją już znacie, ja do tej pory nie wiedziałam o jej istnieniu. Jest to strona na której każdy z Was może zostać „trendsetterem”. Wystarczy, że zarejestrujemy się tam i wypełnimy mnóstwo ankiet, a możemy wziąć udział w testach różnych ciekawych produktów. Nam udało się załapać do testów nowej farby w piance z firmy Wella, o której chciałabym Wam dzisiaj napisać.

Od jakiegoś czasu rożne koncerny kosmetyczne zaczęły wypuszczać farby w takiej innowacyjnej formie. Pierwszy na polskim rynku o ile dobrze pamiętam był Schwarzkopf? Potem pojawiła się właśnie Wella, a ostatnio L’oreal reklamuje swoją wersję w TV. Oczywiście jak tylko je zobaczyłam natychmiast chciałam wypróbować, ale po pierwsze farb Schwarzkopf nie darzę zbytnim zaufaniem, a po drugie zazwyczaj zużywam tylko połowę farby (maluję same odrosty) i wydawało mi się, że tych pianek nie możemy sobie podzielić, więc w końcu się nie zdecydowałam.

Kiedy będąc w Irlandii dostałam maila, że otrzymamy od Welli farby do testów bardzo się ucieszyłam, ale dopiero wczoraj znalazłam czas by ją wypróbować i niestety baaaaardzo się na niej zawiodłam :(


Ale po kolei! Pierwsze wrażenie było jak najbardziej pozytywne i takie też było moje nastawienie do tego innowacyjnego pomysłu. W opakowaniu dostajemy dwie buteleczki z płynami (kolorem i oksydantem), serum w tubce do zastosowania po farbowaniu i bardzo dobre rękawiczki. Ja mam dosyć duże jak na kobietę dłonie z długimi palcami i większość tych dołączanych do farb rękawiczek jest na mnie po prostu za mała. Wiele razy zdarzyło mi się już, że rękawiczka pękła przy paznokciu i pofarbowałam sobie palce :(


Farbę bardzo łatwo jest pomieszać. Piana robi się już po kilkunastu sekundach mieszania. Niestety producent nie do końca przemyślał kwestię pojemnika który służy do farbowania. Zamiast pompki musimy ściskać butelkę i o ile na początku nie sprawia to żadnego problemu to pod koniec miałam już tego serdecznie dosyć i bolała mnie ręka :/ Dodatkowo podczas takiego „wyciskania” piana pryska na wszystkie strony, więc oprócz włosów miałam pofarbowane w drobne kropki: szafkę, podłogę, stopy i rękę :/

Co do samego farbowania to po prostu tragedia! Bardzo ciężko ją precyzyjnie na włosy nałożyć. Zdecydowanie bardziej wolę tradycyjny sposób z pędzelkiem, który jest o wiele dokładniejszy i prostszy w obsłudze. Przy pianie nie udało mi się nie pofarbować sobie dodatkowo całej szyi, uszu czy nawet twarzy :( Co gorsza farba ta jest tak mocna, że do tej pory nie udało mi się jej ze skóry zmyć! 

Piana, którą otrzymujemy jest bardzo lekka i taka jakby rzadka. Na włosach zmienia się w płyn, ale na szczęście w ogóle z włosów nie spływa. Zapach ma całkiem przyjemny jak na farbę, zupełnie nie drażniący.

Całe farbowanie zajęło mi więcej czasu niż standardowo i do końca nie miałam pewności czy na pewno równo pokryłam farbą wszystkie włosy. Kiedy w końcu spłukałam z włosów farbę poczułam jakie szorstkie i przesuszone mi się zrobiły. Po nałożeniu pełnego silikonów serum oczywiście to minęło, ale uczucie, że farba mocniej niż zwykle zniszczyła mi włosy pozostało. Pewnie dlatego, że już od bardzo dawna zawsze do farby dodaje nieco odżywki i włosy wtedy aż tak nie cierpią. Tutaj niestety nie mogłam tego zrobić :(

Po wysuszeniu okazało się, że kolor wyszedł przepiękny! Bardzo równy i idealnie czarny bez żadnych ciepłych przebłysków. Włosy oczywiście pięknie błyszczą i na szczęście nie wyglądają na suche.

Za jakiś czas postaram się edytować ten wpis i napisać Wam jak długo utrzymał mi się kolor, czy spłukiwał się równo i czy nie zrudział.

Podsumowując pomimo całkiem zadowalającego efektu końcowego osobiście z całego serca odradzam Wam tą farbę! Ja na pewno już jej nigdy nie kupię, ani żadnej innej tego typu. Zraziłam się do pianek na zawsze! Być może dla kogoś kto nigdy włosów nie farbował taka aplikacja farby „jak szampon” będzie wygodna, ale dla mnie o wiele łatwiejsze jest posługiwanie się pędzelkiem.

Najgorsze jest to, że nie mam pojęcia jak jutro pojadę do pracy z tymi czarnymi uszami i szyją :( Może znacie jakiś sposób na pozbycie się farby ze skóry?
Udostępnij

38 komentarze:

  1. u mnie przy niektórych farbach działa tylko jedno - szorowanie skóry ostrym peelingiem lub przemywanie zmywaczem do paznokci :/ A później obowiązkowo gruba warstwa kremu nawilżającego :/ Oczywiście, wiem, że to niezbyt mądre, ale innego sposobu na "upartą" farbę nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również nie mam zaufania do firmy Schwarzkopf i nie stosuję ich farb z obawy przed zniszczeniem włosów. Welli w piance nie stosowałam (używałam ich tradycyjnych farb i do tych nie miałam zastrzeżeń), jednak stosowałam tę od L'Oreala i na szczęście nie rozczarowała mnie. Może zatem przy okazji następnego farbowania przetestuj właśnie L'Oreal w piance? A nóż okaże się odpowiednia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mialam L'oreal w piance i tez mi taka forma nie podpasowala, szczegolnie, ze ta piana tez jakas taka rzadka.
    A mozesz napisac dokadnie jak dodajesz tej odzywki do farby, bo bardzo mnie to zaciekawilo (ile i w ktorym momencie).
    Z gory dzieki wielkie

    OdpowiedzUsuń
  4. zawsze przy farbach denerwuje mnie ich zapach, udręką bywa i jeszcze jak coś ucieknie z glowy i cieknie po szyi. Pianka musi byc fajnym rozwiązaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana,zrób piling z cukru bądz też użyj zwykłego kupnego :]

    OdpowiedzUsuń
  6. O jej :( To miałaś trochę przygód z tą farbą :(

    Mnie ostatnio właśnie nachodzą myśli o zmianie koloru. Mam taki jasno-brązowo-złoty kolor przechodzący w brązowy, zależy w jakim oświetleniu. I chciałabym mieć ciemniejsze :) w dodatku moje brwi są naturalnie prawie czarne.. Pytałam się fryzjerki już co by mi poleciła i padło na Loreal Casting. Oglądałam już te farby w drogeriach i kolory są całkiem ładne :) ale właśnie boję się tego, że zniszczę sobie włosy :/ Są cienkie, wypadają, a ścinać już ich na pewno nie będę! Zrobiłam to pod koniec czerwca i poczekam teraz do późnej jesieni :P Teraz zaczęłam "kurację" olejami :P Ostatnio użyłam polecanego przez Ciebie kiedyś oleju migdałowego, i efekt był super :) No ale właśnie boję się, że jak pofarbuję włosy to je zniszczę, a przy okazji boję się też odrostów i tego, ze już ciągle będę musiała je farbować.. Dlatego mam dużo dylematów z tym związanych, tym bardziej, że nigdy niczym nie zmieniałam ich koloru :)

    PS Mam nadzieję, że uda Ci się zmyć to paskudztwo do jutra :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki za tą stronę, zarejestrowałam się :D.
    Jeśli chodzi o farbowanie, to zawsze smarowałam uszy i czoło grubą warstwą najtłustszego kremu nivea i nie miewałam z tym problemów. Ale jak coś mi się zafarbowało to szorowałam szczoteczką do paznokci z mydłem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja fryzjerka mówiła, że takie plamy schodzą po płynie do trwałej, ale sama tego nie próbowałam, więc nie wiem. Ja używam zmywacza do paznokci, nie usuwa plam w 100%, ale zawsze je jakoś rozjaśni.

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę czasu trzeba i rzeczywiście schodzą, ja próbowałam peelingiem, bo już straciłam cierpliwość i rzeczywiście troszkę zeszły. Co do do farby, to sama jestem nastawiona z rezerwą do tych pianek, ale niezmiernie mnie ciekawi jaki jest efekt całego farbowania i czy rzeczywiście mocno niszczy włosy. Bo jeżeli, efekt ma być piękny, włosy aż tak sie nie zniszczą ( nie istnieje chyba farba, która nie niszczy włosów), to może warto spróbować.

    OdpowiedzUsuń
  10. czy ten rudy kolor wypróbowała Twoja siostra? jest śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. spróbuj zmywaczem do paznokci, tylko takim tanim, śmierdzącym i z acetonem, w moim przypadku to zadziałało, ale niestety troszkę podrażniło skórę

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziewczyny - wielkie dzięki!!! Zmywacz do paznokci pomógł :) Sama bym na to w życiu nie wpadła.

    Katalina - na piankę się już raczej nie zdecyduje ;)

    cherryberry - tutaj masz co nieco na temat farbowania z odżywką: http://anwena.blogspot.com/2010/07/nietypowa-pielegnacja.html Dodaję już po wymieszaniu farby.

    kazetka nie farbuj! może spróbuj najpierw takim szamponem koloryzującym w saszetce (np. Marion czy Delia), one mniej ingerują we włosy i przynajmniej ci się zmyją. A najlepiej ogóle zrezygnuj z tego pomysłu i spróbuj przyciemnić naturalnymi metodami :))

    nestii - efekt jest taki jak i przy tradycyjnych farbach a włosy mam wrażenie bardziej zniszczone niż normalnie, więc raczej nie warto bawić się w pianki.

    nudynapudy - ten rudy jest dla mojej siostry, ale pewnie nie prędko go wypróbuje, bo teraz znów robi się na blond ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby nie miec zafarbowanych uszu i szyi przed apilkacja farby nalezy je nasmarowac tlustym kremem ;) a po farbowaniu dodatkowo przetrzec platkiem z odrobiną MLECZKA do demakijazu ;)

      Usuń
  13. O dawna czytam Twojego bloga, ale teraz muszę przejrzeć go bardzo dokładnie, ponieważ od dwóch tygodni moje włosy wypadają jak szalone... :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę, że już pozbyłaś się problemu, na przyszłość mogę poradzić, że woda utleniona również pomaga pozbyć się śladów farby ze skóry :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej!
    Tak się składa, że ja jakiś czas temu wygrałam w konkursie farbę l'oreal sublime mousse i o ile nie miałam najmniejszych problemów z jej nałożeniem (było to moje pierwsze samodzielne farbowanie włosów w życiu, zawsze prosiłam o to kogoś lub szłam do fryzjera) ani z nieprzemyślanym dozownikiem (pompka działała bez zarzutu, idealnie wyciskała tyle pianki ile chciałam bez rozbryzgiwania się na wszystkie strony) ani nawet z zabtudzoną skórą, bo farba odrazu zmyta wodą z mydłem schodziła bez trudu, to jakość jest FA TA LNA!. Po 'czerni granatu' na niby 24 mycia ze schwarzkopfa miałam kolor przez pół roku, a po tym rzekomo trwałym kolorze miałam go może 3 tygodnie? Nikt mi nie chce wierzyć, że farbowałam włosy na czarno. Ogółem chyba beznadzieja z tymi piankami, tyle tylko że dobrze mi się ją nakładało, łatwo schodziła, miała dobre rękawiczki no i co mnie zaciekawiło w ogóle ich nie brudziła, jak rozprowadziłam piankę na włosach miałam je zupełnie "czyste".
    Mnie zaschnięta farba na uszach i karku zeszła bez problemu zmywaczem do paznokci :) Tricku tego nauczyła mnie koleżanka, która kiedyś farbowała mi włosy :D

    Gaba

    OdpowiedzUsuń
  16. zostałaś nominowana ;))
    http://to-be-inspiration.blogspot.com/2011/07/otagowana-make-up-blogger-award.html
    zapraszam ;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiem czy mój poprzedni komentarz się dodał, bo miałam małą awarię internetu.
    W każdym razie chciałam Cie zapytać jako mój włosowy autorytet :) co sądzisz o dodawaniu keratyny, d-phanetenolu albo jedwabiu (np. z mazidla.com) do masek (np. biovax) ? albo o takich miksturkach : http://mazidla.com/receptariusz/287.html?task=view


    pozdrawiam ;)
    Chloe

    OdpowiedzUsuń
  18. mam może głupie pytanie, ale mnie to ciekawi...co to jest "skalp" ? ;-p

    OdpowiedzUsuń
  19. Malinowy Kuferek – współczuję :( wiem, jak to jest bo sama mam z tym wieczny problem...

    Abeille – aż wstyd się przyznać, ale chyba nawet nie mam w domu wody utlenionej :) w każdym bądź razie następnym razem (choć mam nadzieję, że już nie będzie następnego razu) wypróbuję Twój sposób

    Gaba – u mnie właśnie wszystkie farby L’oreala są takie nietrwałe zaczynając od Castinga aż do profesjonalnej Majirel :/

    Maggie – dziękuję :*

    Chloe – uwielbiam „tuningowac” swoje maski :) oprócz tych wymiennych przez ciebie dodaję często tez: gliceryne, żel aloesowy, miód czy witaminki

    Anonimowy – wcale nie takie głupie, sama się kiedyś z tego naśmiewałam ;) Skalp to w skrócie skóra głowy. O ile dobrze wiem słowo to jest zapożyczone z anglojęzycznych forów dla wlosomaniaczek.

    OdpowiedzUsuń
  20. też się swego czasu zastanawiałam co to ten skalp, o którym tak często wspominacie :P haha

    Mam do Ciebie droga Anwen 2 pytania:) :

    1. Czy na tej stronie streetcom.pl drukowałaś tą zgodę i wysyłałaś im pocztą? Bo się zarejestrowałam, wypełniłam ankiety, ale nie wiem czy to wystarczy :)

    2. Odnośnie Twojej odpowiedzi. Czy tak właściwie szampon koloryzujący i szamponetka to to samo? :) Bo ja myślałam, że tak, ale nadal nie rozwiązałam tego dylematu :P Podczas ostatniej wizyty właśnie u fryzjerki z pytaniem o zmianę koloru włosów, powiedziałam jej, że zastanawiam się na początek nad jakąś szamponetką (tego słowa użyłam), żeby najpierw zobaczyć "jak to będzie" :P A ona mi cały wykład wygłosiła na temat, ze szamponetki bardziej niszczą włosy niż farby. Więc ja już sama nie wiem :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Pozwoliłam sobie Ciebie oTAGować :))
    http://prosteczynnosci.blogspot.com/2011/07/make-up-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej, zaglądam tu czasem i tym razem dodam komentarz, gdyż używałam farby w piance L'Oreal i nie miałam takich problemów jak Ty... bardzo przypadła mi go gustu i teraz tylko jej używam... jak dla mnie i dla moich włosów nie potrafie znaleźć żadnego minusa... co do farby na skórze to używam do tego (i do np. czyszczenia henny przy nieudanym farbowaniu brwi czy cokolwiek brudnego na skórze) tonik do twarzy clear&clear przeciw wągrom :) to taki mój preparat z alkoholem do czyszczenia i dezynfekowania skóry ;P (na wągry oczywiście nie działa) ;)
    pozdrawiam
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  23. Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin!
    Spełnienia marzeń!

    OdpowiedzUsuń
  24. Jeśli faktycznie masz dziś urodziny, to oczywiście wszystkiego co najsłodsze :).

    Dziękuje za polecenie mi Alterry, kupiłam maskę na szuche włosy z granatem i pomimo tego, że użyłam jej dopiero raz to jestem zachwycona, natychmiast wygładziła mi włosy, chyba nigdy ich tak łatwo nie rozczesałam :D, poza tym super pachnie :).

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Hopsia, Rukia - bardzo dziękuję :*

    kazetka - właśnie jeszcze im tego nie wysyłałam, ale obawiam się, że jest konieczna :( Pogadam jeszcze z tą koleżanką co nam farby załatwiła, jak tylko wróci z urlopu. a co do 2 to wg mnie szamponetka jest na 4-8 myc a szampon koloryzujący na 24 mycia (może się mylę) i właśnie szamponetka mniej niszczy niż farba, chociaż w jakiś tam sposób też niestety na włosy wpływa.

    OdpowiedzUsuń
  26. ja osobiście uważam że farba jest kiepska...zafarbowałam średni brąz- trzymałam nawet krócej niż 40 min a wyszły czarne!!!!! i nic z tym nie można zrobić...co prawda zapach miły, nakłada się łatwo ale rzeczywiście włosy są mocne przesuszone... nigdy więcej!!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Ogólnie nie polecam !!!
    Ale najpierw zalety: kolor super, aplikacja pianki też fajna chociaż lekko rzadka, farba bardzo wydajna.
    A teraz wady: w składzie amoniak!, poza tym beznadziejny zapach - 40 min czekania w smrodzie, a przy spłukiwaniu farby została mi garść włosów w ręce!!!
    Firma Wellaton jest bardzo dobra i polecam, ale nie tą tragiczną piankę !!

    OdpowiedzUsuń
  28. Takze nie polecam, kolor mial byc brazowy wyszedl calkowicie czarny.

    OdpowiedzUsuń
  29. Farbuje włosy od 10 lat i to jest najgorsze badziewie jakie moze byc,brudzi skóre tak ze pare dni trzeba myć,nie wygodna w uzyciu poniewaz tą buteleczke trzeba ściskać brudnymi w farbie juz rękawiczkami.po prostu masakra !!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  30. Strzeżcie się tego produktu!!!
    Jestem zrozpaczona, włosy wychodzą garściami,szczególnie przy myciu ilość przeraża.Jestem ponad 2 tyg od farbowania, woda nadal czerwona, włosy myję co drugi dzień ( nakładany kolor egzotyczna czerwień). Nie dość, że kolor marny, ale to jeszcze można jakoś zdzierżyć, najgorsze to, że niedługo będę łysa przy tak masowym wypadaniu. Najgorsza farba jaką kiedykolwiek miałam. Powinni wycofać z rynku. Naprawdę nie polecam, chyba, że ktoś chce być łysy, ale mi się chce płakać, bo z dnia na dzień tracę coraz więcej włosów.

    OdpowiedzUsuń
  31. Od jakiegoś czasu zaglądam na tego bloga i już mam go obcykane od deski do deski ;p a po jakim czasie napisali do Ciebie z tej strony bo też się zarejestrowałam :)
    ahh i chyba niedługo też zaczne włosomaniaczką tak mnie nakręciłaś że juz szykuję listę zakupów włosowych ;p

    OdpowiedzUsuń
  32. miało być że będę włosomaniaczką :) wgl to masz genialne pomysły jeśli chodzi o włosy długość jak dla mnie też bombowa a i zazdroszcze kolekcji kosmetyków nie tylko do włosów ;D

    OdpowiedzUsuń
  33. Droga Anwen, moje odczucia co do tej farby są zbliżone, do Twoich. Aplikacja tej pianki to istna masakra. Ta piana strasznie szybko wysycha i włosy dosłownie ją spijają. Ja to miałam wrażenie, że mi jej nie starczy. Kolejna kwestia, to zapach-smród niemiłosierny, nigdy w życiu, żadna farba mnie tak nie dusiła. Poza tym, po zmyciu farby i wysuszeniu włosów, skóra głowy okropnie mnie piekła i swędziała-przenigdy nie miałam takiego problemu, a przyznam, że używałam już chyba farby każdej firmy (oprócz oczywiście, wszech obecnie odradzanej linii Palette).
    O wiele lepszą farbką w piance jest ta z L`Oeral'a. Cudo, nie farba. :D Aplikacja doskonała, pompka, zapach bardzo łagodny-IDEAŁ!

    OdpowiedzUsuń
  34. Przed farbowaniem skronie, uszy, linię skalpu itd. - te miejsca, które najbardziej się brudzą posmarujcie jakimś tłustym kremem, choćby i klasyczną Nive'ą. Prosty sposób, a wtedy farba schodzi za pomocą nasączonego płynem micelarnym, tonikiem wacika.

    OdpowiedzUsuń
  35. ze skory farbe najszybciej i najlatwiej jest zmyc spirytusem salicylowym

    OdpowiedzUsuń
  36. Czy farba Wellaton (w piance) jest wydajna? Czy 2 opakowania wystarczą na długie włosy?

    OdpowiedzUsuń