Moja włosowa historia - Koro

Zastanawiam się czy nie powinnam zmienić nazwy cyklu na 'historia moich włosów oddanych na fundację' bo co raz więcej MWH, które od Was dostaję właśnie tak się kończy :)) Ale tak jak napisała autorka dzisiejszej moim zdaniem również nigdy ich za wiele, bo jak widać często są inspiracją dla następnych osób by zrobić coś dobrego :)) Koro udało się zapuścić naprawdę piękne włosy, które z przyjemnością widziałabym i na własnej głowie, więc tym bardziej doceniam jej gest! Zresztą zobaczcie same...


Kiedy byłam mała… Byłam prawie całkowicie łysa. Moja wielka głowa do trzeciego roku życia pokryta była kilkoma jaśniutkimi włoskami, a starsze panie głaskały mnie po łysej łepetynce, zachwycając się, jaki ze mnie słodki chłopczyk.

Na szczęście jednak włosy zaczęły rosnąć. Rosły jak chciały aż do komunii – przycinane były tylko końcówki. Jedyna pielęgnacja w tamtym czasie to szampon Johnson’s Baby. Używałam go dosyć długo, bo trwało to do trzeciej klasy podstawówki. 


Później właściwie przez cały czas miałam włosy sięgające za ramiona. Bywały momenty, że były już naprawdę długie.

Zwracać na nie uwagę zaczęłam dopiero w podstawówce. Któregoś dnia dojrzałam nieźle miotłowate i suche końce. Pomyślałam – „No trudno, tak ma być – tak będzie.” 


No i tak było do pierwszej klasy gimnazjum. Wtedy nieco podcięłam włosy i zaczęłam podbierać mamie odżywki, kiedy zauważyłam że po użyciu takowej od razu łatwiej się uczesać. Używałam wtedy tego, co znalazłam w łazience. Zdarzyło się nawet, że przeczytałam coś o jakichś maseczkach i z głupim uśmiechem nałożyłam sobie na włosy olej. Pierwsza klasa była okresem, w którym nasłuchałam się trochę komplementów na temat włosów.  I rzeczywiście, nie były wtedy złe. Do czasu, kiedy postanowiłam, że chce, żeby były jaśniejsze. 



No i załatwiłam się.  
Ale tak po hipstersku – rumiankiem i wodą utlenioną. Postanowiłam myć włosy ziołowymi szamponami (susz!), płukać rumiankiem (susz!!) i wymoczyć w dosyć mocnym roztworze wody utlenionej i wszystkiego, co według wszechmocnego Internetu miało włosy rozjaśnić. Żeby je „odżywić” używałam biosilku (susz!!!!) Efekt co prawda był mizerny, włosy były jak stóg siana, ale zasmarowane silikonową odżywką wyglądały nawet dobrze.

 
Jakoś w tym okresie stanęłam przed lustrem i podcięłam sobie końcówki iście po fryzjersku – końcówki miały ponad 10 cm. Sama się zdziwiłam, że to wyszło aż tak dużo, no ale… Cóż. Wtedy końcówki były idealne, mimo użycia kuchennych nożyczek utrzymywały się w prawie nienagannym stanie przez dosyć długi okres.

  Stopniowo zaczęłam słyszeć coś od koleżanek z klasy o maskach, odżywkach, olejach, kremowaniu. 

Zdziwiłam się, że można nałożyć krem na włosy i tak wpadłam. Znalazłam włosomaniaczego bloga i przez pewien okres testowałam wszystko, co się da, czyli to tanie, łatwe i duże. (niskie kieszonkowe zobowiązuje :P) Zaczęłam się wtedy bardziej znać na składach – słowiański przykuc w Rossmanie i można było pogrążyć się w podróży przez bibliotekę etykiet. 
Pielęgnacja na tamten okres - olej Kujawski zamiennie z oliwą i Kallos Omega w połączeniu z serum Bioelixire oraz mycie szamponem Babydream. Kiedy nie było czasu nakładałam tylko różową odżywkę z Isany na kilka minut. 
 
Później zaczęła się przygoda z innymi olejami. Sama nie wiem kiedy, ale włosy stopniowo zaczynały wyglądać coraz lepiej. Nie suszyłam, nie prostowałam. W zasadzie to, ile razy użyłam suszarki mogę policzyć na palcach jednej ręki, odkąd jedno z tych potwornych urządzeń eksplodowało mi w dłoni…
Czasem zdarzyło mi się włosy przeproteinować – uważałam, że laminowanie = zrobienie sobie włosów w galarecie (4 łyżki stołowe żelatyny na niecałe 250 ml wody). 

 
Naprawdę nie było wtedy źle, chociaż walczyłam z przesuszem i dosyć łamliwymi końcami. Około pół roku zajęło mi doprowadzenie włosów do takiego stanu:



Później już tylko zdobywałam większą wiedzę co do własnych włosów – określiłam porowatość i działałam według bardziej złożonego planu.

Pielęgnacja na tamten okres

Olejowanie: 2 razy w tygodniu – olej rzepakowy, oliwa z oliwek, olej sezamowy i arachidowy. Raz solo, raz zmieszane. Odbyłam też krótki romans z kokosem – po dłuższym czasie jednak okazało się że to toksyczny związek.
Maski: 1 raz w tygodniu - Kallos Omega, Silk, Alterra Granat&Aloes + półprodukty z kuchni w zależności od potrzeby.
Odżywki: Isana wygładzająca, Isana Oil Care
Mycie: Żel Facelle, czasem Babydream (na dłuższą metę się nie sprawdził), szampony Timotei Jericho Rose – codziennie, raz w tygodniu Timotei z SLS.
Nie stosowałam wcierek, a końcówki zabezpieczałam serum z Green Pharmacy i Bioelixire Argan Oil.
Po kilku miesiącach włosy odwdzięczyły się takim wyglądem:



Były zdrowe, błyszczące, miękkie w dotyku i naprawdę je lubiłam. W klasie kończącej gimnazjum pojawiła się myśl o podzieleniu się z kimś tym, z czego byłam zadowolona. Z dnia na dzień zdecydowałam się więc na oddanie większej części moich wygłaskanych pukli dla fundacji WeGirls. 



Sporo już było MWH z takim finałem, ale myślę, że nigdy nie za wiele. Ja przekonałam się do obcięcia swoich włosów między innymi dzięki MWH Cecile. Decyzji nie żałuję – mimo, że po ścięciu włosów trzęsły mi się ręce, to jeszcze przez kilka dni chodziłam z uśmiechem na twarzy. Naprawdę warto! Poczułam się, jak zdjęta z taśmy produkcyjnej ;) Świadomość, że ktoś dzięki moim włosom poczuje się pewniej i piękniej jest naprawdę budująca. 

Pozdrawiam serdecznie.
Koro
Udostępnij

37 komentarze:

  1. Przepiękne włosy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwne, że mamy używają sobie odżywki, maski a swoim córom nie zaproponują. Jeśli oczywiście sie zainteresują wlosami swych pociech :P i mówię tu ogolnie, nie tylko tej bohaterce MWH.
    Ja bede dbac o wlosy mojej coreczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, że pomyślałam to samo czyli 'czemu mamy nie zaproponują swoim córkom odżywki skoro same używają';) ale nie piszę tu o autorce MWH tylko z własnego doświadczenia. Dopiero niedawno wpadłam na to żeby córę wciągnąc w włosomaniactwo. efekty widać od razu - zdrowym włosom naprawdę niewiele trzeba - czemu wcześniej na to nie wpadłam...

      Usuń
    2. Mówię dokładnie to samo! Dla niektórych to przesada, ale moim zdaniem już kilkunastoletnie dziewczynki można zachęcać do dbania o włosy, nie mówię o hardcorowym olejowaniu, czy wcierkach, ale na przykład o odżywkach :)

      Usuń
    3. Pomyślałam dokładnie o tym samym ;p
      Moja mama niestety nie dożyła czasów mojego dorastania i dbania o siebie, ale jakoś tak sama dążyłam od dziecka do tego by wyglądać jeszcze lepiej, a sposobami na piękne włosy wymieniałam się ze starsza siostrą, która z kolei uwielbiała eksperymentować z naturalnymi kosmetykami :)

      Usuń
    4. Kilkunasto? trochę późno :) moja półtoraroczna mnie obserwuje i chce być taka jak ja kiedy tylko się da. Jak olejuję włosy to jej też kapię troszkę oleju na łapki i ona sobie go wciera. Wolę to, niż maski, bo jest naturalne. Bo dwóch miesiącach olejowania raz/dwa w tygodniu widac ogromna różnicę - nie wycierają jej się tak i łatwiej rozczesują.

      Usuń
    5. Pierwszy raz nałożyłam Kallosa córce gdy miała 2,5 roku(i włosy za łopatki). Teraz co mycie nakładamy odżywkę i od tego czasu nie ma problemu z plątaniem.

      A włosy bohaterki przepiękne, podobnie jak serduch. Brawo.

      Usuń
  3. Przepiękne włosy i piękny gest! Bardzo ale to bardzo mi miło że moja MWH mogła zainspirować kogoś do oddania włosów ;) Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego na dalszej drodze włosomanii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cecille! Ty wciąż tu jesteś! :) Twoją MWH ściągnęłam na telefon w postaci screenów i ogladam ją przynajmniej kilka razy w tygodniu :D jesteś moją największą włosową inspiracją :) Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Jestem jestem, zaglądania na blog Anwen nigdy za wiele :D Bardzo ale to bardzo mi miło, dziękuję!! Takie komentarze są też dla mnie inspiracją żeby cały czas dbać o włosy:)

      Usuń
  4. Piękne, dziko zazdroszczę. Ja walcze z suszem i puszeniem już masę czasu, przy cienkich włosach to prawdziwe wyzwanie, zwłaszcza latem :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo inspirująca i motywująca włosowa historia i przepiękne włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. https://www.siepomaga.pl/amelia-dobek

    Aniu sama jestes mamą proszę udostepnij ten link. Musimy dzialac szybko Amelka ma raka zlosliwego oka jedyną szansą hest operacja w stanach ktora kosztuje ponad MILION. Proszę pomóż małej Amelce biedactwo już straciło połowę włosów przez chemię.Bądź człowiekiem dobrej woli.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje mi sie, ze masz wlosy podobne do moich ;)tzn.zanim zaczelam je niszczyć :P Pieknie wygladaly dlugie i piekne sa po scieci. Ile cm masz w kucyku?;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Śliczne włosy i piękny gest. Szkoda, że nie pokazujesz buzi, na pewno jesteś śliczną dziewczyną. Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne włosy i piękny gest :)

    OdpowiedzUsuń
  10. muszę coś ze swoimi zrobić, żeby były gęstsze

    OdpowiedzUsuń
  11. Autorko, ile cm masz w kucyku?

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem pod wrażeniem! Tak młoda osoba, a tak mądra! :)
    Włosy miałaś przepiękne - sama marzę, by i moje kiedyś tak wyglądały :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzeczywiście piękne włosy. <3 Ja o moje włosy zaczęłam dbać dopiero w marcu tego roku, gdy postanowiłam do ślubu trochę wspomóc ich wzrost. :) Włosy od zawsze rosną mi dość szybko, ale jakoś nigdy nie pozwoliłam im osiągnąć jakiejś imponującej długości. Ale mam pytanie odnośnie oddawania włosów na fundacje. Od pewnego czasu noszę się z zamiarem zapuszczenia włosów właśnie w celu zrobienia czegoś dobrego dla innych i oddania ich na peruki. Z tym że moje włosy są naturalnym blondem (dość cienkie, ich obwód jest malutki) i jeszcze dość mocno je rozjaśniam (do poziomu 10). Mimo farbowania ich kondycja jest dobra. Nie rozdwajają się i tylko sporadycznie łamią. Orientujecie się czy rozjaśniane włosy również można oddać? :)
    Pozdrawiam,
    Klaudia
    https://www.facebook.com/fitnessowezmagania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, moje wzięli, ale muszą być w dobrej kondycji - nie mogą być popalone, wysuszone ani połamane

      Usuń
  14. Olbrzymi szacun dla Ciebie i wielkie gratulacje! A wlosy masz przepiekne i jeszcze odrosna:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niezła historia :) ja mamie nie miałam czego podkradać bo ona nic nie miała oprócz szamponu :P Człowiek z każdego posta coś się uczy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Anwen, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko - na swoim blogu (od-zera-do-runnera.blogspot.com) podlinkowałam Twój wpis o olejowaniu bo robiłam posta o tym jak dbać o włosy podczas biegania i akurat wspominałam o olejowaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem pod wrażeniem gęstości. Piękny gest w finale historii :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetne włosy <3 Każdy ma jakąś włosową historię, ale niektóre są na prawdę pouczające. :)

    www.kosmetyczkapannyoli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej, mam pytanie odnośnie forum włosowego. To, które kiedyś założyła Anwen chyba już nie funkcjonuje, czy jest jakieś miejsce w sieci, gdzie mogłabym wrzucić swoje zdjęcia/znaleźć kogoś z podobnymi problemami? Z góry dzięki za pomoc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam spytać o to samo. Czasami w komentarzach zadaje jakieś pytanie, ale nie dostaje odpowiedzi :( Fajnie gdyby ktoś mi mógł jednak doradzić ☺ Mam ogromny problem z rozdwajaniem koncow. Kazdy włos jest rozdwojony. Kazdy 😞
      Ania S.

      Usuń
    2. Jeżeli masz problem z rozdwojonymi końcówkami to musisz niestety podciąć włosy i to tak konkretnie. A potem zabezpieczać silikonowym serum końce

      Usuń
    3. Jest forum goodhairday.pl, jest sporo dziewczyn ze starego składu, ale i trochę nowych, zapraszamy :)

      Usuń
  20. Piękny gest<3 i przepiękne włosy<3 Poraża mnie kolor, gęstość i długość... Chyba nie potrafiłabym takich oddać...: (

    OdpowiedzUsuń
  21. Anwen byłaś ostatnio w klomnicach niedaleko przychodni? wydawało mi sie ze widziałam cie w samochodzie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak się zastanawiam, skoro mleko/śmietana ma proteiny, a cukier jest humektantem, to bita śmietana może robić za maskę proteinowo-humektantową? :P Robiłam tort, i tak mnie naszło.

    OdpowiedzUsuń
  23. MAM DOKŁADNIE TAKĄ SAMĄ STRUKTURĘ WŁOSA JAK AUTORKA :) no aż sama jestem w szoku. Też są takie mięciutkie, delikatne i lubią się spuszyć.

    OdpowiedzUsuń