Moja włosowa historia - Weronika

Miałam dziś niezwykle intensywny dzień pełen wrażeń i dopiero teraz znalazłam chwilę by zająć się wpisem na bloga :) Wiem, że już późno, ale w końcu od wczoraj są wakacje, a w dodatku weekend więc wierzę, że nie przegapicie najnowszej MWH. Weronika nasza dzisiejsza bohaterka jest właścicielką loczków i to nie byle jakich, bo w moim ulubionym kolorze ;)
 


Jako dziecko na mojej głowie gościły krótkie loczki. Wyglądałam wtedy trochę jak baranek.

Wiem, że zdjęcie jest słabej jakości ale nie mam innych z tamtego okresu. 


Z biegiem lat, włosy rosły i zaczęły się nieco rozprostowywać, ale nadal pozostawały falo-loczkami. Moja pielęgnacja polegała na myciu ich prostym szamponem, familijnym bądź takim dla dzieci. Odżywkę nakładałam sporadycznie. Taką bez spłukiwania. I tylko po to, by włosy lepiej się rozczesywały. Odkąd pamiętam nienawidziłam gdy mama czesała mi włosy. Zawsze był z tym problem. Włosów było bardzo dużo, robiły mi się kołtuny i cały proces był bardzo bolesny. Związywałam je w kucyk lub warkocz. Było mi tak wygodniej. Nie lubiłam nosić ich rozpuszczonych. Przez całą podstawówkę.


Gdy poszłam do gimnazjum zaczęłam dostrzegać, że moje włosy są całkiem w porządku i może czas przestać nosić je non stop w kucyku. Pamiętam, że w pierwszej gimnazjum były naprawdę długie.


Oczywiście grzywka musiała być! I to koniecznie wyprostowana! Dlatego też przez całe trzy lata w gimnazjum i początek liceum nosiłam grzywkę, którą codziennie nawet po kilka razy prostowałam.
Gimnazjum to również okres wielu zmian dla moich włosów. Najpierw postanowiłam je obciąć i wycieniować.


Jak większość kręconowłosych ,,zaprzyjaźniłam się’’ z prostownicą. Nie prostowałam włosów codziennie, ale robiłam to naprawdę często. 


Potem eksperymentowałam z kolorami. Zapragnęłam mieć czerwone włosy. Kupowałam szamponetki. Czasem palette, czasem syoss.

I tak to sobie farbowałam. Gdy poszłam do liceum miałam już swój naturalny kolor. Włosy pozostawiłam samym sobie. Nie farbowałam ich, ale oczywiście codziennie prostowałam grzywkę. I czasami całe włosy. Jeśli chodzi o pielęgnacje ograniczała się ona do codziennego szorowania całych włosów SLSem i szamponami z silikonami. Mój skalp bardzo się przetłuszczał i już po kilkunastu godzinach od umycia włosy stawały się tłuste. Od czasu do czasu nakładałam drogeryjne silikonowe odżywki.



Nie wiem też jak mogłam robić taką krzywdę moim włosom i często cieniować je degażówkami! Sama! W domu. Tak na oko. Jak mi się podobało. W końcu ,,są kręcone i nic nie będzie widać’’. Ech...


O dziwo włosy nie były w jakimś opłakanym stanie, ale też nie zwracałam wtedy na nie szczególnej uwagi. Aż w końcu znów zachciało mi się je pofarbować. Tym razem farbą. Kupiłam piankę Wellaton. Miał być brąz…

Wypłukał się. Taki kolor mi się podobał. Przestałam prostować grzywkę. I o dziwo podobała mi się taka pokręcona! Wtedy nie zwracałam uwagi na to, że włosy są bardzo suche, a końce niemiłosiernie zniszczone.


Gdy kolor już się ,,sprał’’, postanowiłam, że znów trzeba coś zmienić. Chciałam odzyskać swój naturalny kolor. Zafarbowałam na rudo (nie pamiętam dokładnie jaki odcień i jaka firma), ale wyszedł czerwony… Byłam niezadowolona z efektu, a i moje włosy stawały się coraz bardziej suche, matowe i sianowate…


W międzyczasie miałam jeszcze brąz, a włosy stawały się coraz bardziej suche. Dopiero na zdjęciach z wakacji zaczęłam zauważać, że jest z nimi coraz gorzej. Nienawidziłam na nie patrzeć i je dotykać. Przez to, że były zniszczone nie chciały się w żaden sposób układać.
Odrosty stawały się coraz bardziej widoczne. I te suche końce…


To były wakacje 2013. Nie mogłam patrzeć na odrosty. Dlatego zafarbowałam włosy. Na czerwień. Ostatni raz. 


Miałam dosyć tej czerwieni. Miałam dosyć zniszczonych włosów. Zdjęcia tego nie odzwierciedlają, ale w dotyku były naprawdę okropne. Nie chciały się układać. Burza pachnącego sianka.
Zrezygnowałam z farbowania dla ich dobra i przez dobre 5 miesięcy chodziłam z odrostami.


Tu kolor już spłukany.
Złe cięcia, ciągłe farbowania to nie wszystko. Włosy codziennie przed myciem rozczesywałam szczotką na sucho, szarpałam je niemiłosiernie, wyrywałam. Potem szorowałam SLSem, a na końcu aby szybciej schły tarłam szorstkim ręcznikiem. Pięknie. Suszarki i prostownicy używałam naprawdę rzadko. Włosy podcięłam pod koniec listopada. Poszło wtedy jakieś 15 cm.

W grudniu 2013 pomyślałam, że trzeba coś zrobić, coś zmienić. Nie mogłam już patrzeć na suche, matowe włosy, na porozdwajane, gdzieniegdzie popalone końcówki, z którymi muszę męczyć się do dziś.
Szukałam gdzie popadnie. Najlepszych odżywek, masek. Kupowałam wiele kosmetyków, które były naprawdę złe, a w składach miały prawie sam alkohol… 
Trafiłam na wizaż.pl, potem na blog Anwen i innych włosomaniaczek. Natłok informacji, trochę się pogubiłam. Pod koniec grudnia zakupiłam polecane kosmetyki Alterry, odżywkę Garniera AiK i oleje. Robiłam płukanki. Tu po płukance cynamonowej:


Odrosty naprawdę mnie dobijały. Nie dałam rady chodzić z nimi dłużej, marzyłam o tym, by  mieć znów swoje rude włosy i byłam przekonana, że nigdy nie będę mogła do nich wrócić. Ale na początku roku zakupiłam hennę i byłam zachwycona efektem! Kolor taki, jaki chciałam. Nadal farbuję henną Eld, mieszam dwa odcienie – kasztanowy i tycjan.
Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc włosy były w coraz lepszej kondycji. Tu po pierwszym myciu odżywką, widać, że skręt jest o wiele bardziej zdefiniowany:


W międzyczasie podcięłam też końcówki. Nadal szukałam tego, co dla moich włosów najlepsze, eksperymentowałam, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. I w końcu zaczęły mi się podobać!!


Włosy również zaczęłam stylizować żelem lnianym, który nie przypadł mi do gustu. Postanowiłam kupować żele w sklepie. Oczywiście takie bez alkoholu w składzie. Olejowałam jak najczęściej.
Włosy były w coraz lepszym stanie.


Dzięki wcierkom rosły naprawdę szybko.


W maju podcięłam końcówki i włosy prezentują się o wiele lepiej. To ich aktualny stan:


Zdaję sobie sprawę, że nie są w idealnym stanie, ale i tak w przeciągu ostatnich miesięcy zrobiły ogromny progres! Jestem naprawdę z nich zadowolona. Wiem też, że w dużej mierze to zasługa olejowania, dzięki któremu moje włosy są teraz bardzo miękkie i bardziej błyszczące. Nie ukrywam, że zależy mi na ich długości (obecnie sięgają do łopatek), ale na pierwszym miejscu stawiam ich dobrą kondycję. Dlatego staram się jak najczęściej podcinać zniszczone końce, używam wcierek, chociaż nie jestem w tym do końca systematyczna.

 A oto moja obecna pielęgnacja:

Olejowanie – 2/3 razy w tygodniu na godzinę, dwie lub trzy – olej lniany, ze słodkich migdałów, łopianowy, babydream fur mama.
Szampony –  myję włosy co dwa dni - babydream, żel Facelle, raz na 2 tygodnie oczyszczający z prostym składem, jaki akurat mam pod ręką :)
Odżywki – Garnier AiK jak na razie najlepsza, Isana Locken Spulung, bez spłukiwania Joanny Naturii z miodem i cytryną oraz z pokrzywą i zieloną herbatą.
Maski – dwa razy w tygodniu, czasami domowe (np. z żółtka, olej rycynowy, sok z cytryny), Alterra granat i aloes, maski Ziai, maski Biovax (najlepsza ta do włosów ciemnych i naturalne oleje)
Wcierki – Jantar, obecnie woda brzozowa z Isany.
Końcówki zabezpieczam albo olejkami albo serum na zniszczone końcówki z Avonu, które jak na razie sprawdza się u mnie najlepiej.

Ponadto używam różnych półproduktów takich jak aloes czy miód, robie domowe maski, płukanki (np. z pokrzywy, z octu, z siemienia lnianego), sera i mgiełki na włosy, czeszę je grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami, suszę bardzo rzadko, prawie wcale nie prostuje (zdarza mi się raz na dwa/trzy miesiące), czasami laminuję żelatyną i oczywiście próbuje wielu różnych kosmetyków, które nie zawsze się sprawdzają, ale eksperymentuję :)

Na pierwszym miejscu stawiam zdrowie moich włosów, chcę stopniowo pozbywać się zniszczonych końców, potem będę zapuszczać :)
Udostępnij

58 komentarze:

  1. Jaki piękny kolor :D widać dużą poprawę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi sie podejscie autorki, ktora pisze, ze na pierwszym miejscu chce pozbywac sie zniszczonych koncowek, a dopiero pozniej zapuszczac je. Wiele dziewczyn boi sie tak zrobic, bo nie moga sobie wyobrazic siebie w krotszych kosmykach. Ja nie moge zniesc widoku zniszczonych wlosow, ktore wlascicielka zapuszcza na sile. W myslach wyciagam z kieszeni ogromne nozyce i przycinam wlosy. Czasem mam ochote podejsc do dziewczyny i uswiadomic ja o zlym stanie wlosow oraz dac link do tej strony.

    Poki co robie to w myslach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie, też ważne są dla mnie zdrowe włosy, dlatego na razie mam długość do ramion, owszem chciałabym mieć dłuższe, ale nie za wszelką cenę...suche, rozdwojone końcówki do pasa nie wyglądają ani ładnie ani estetycznie. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Ja też nie mogą patrzeć na na siłę zapuszczane włosy; może i są długie, ale takie suche i cienkie strąki wyglądają fatalnie ...

      Usuń
    3. Ja tam swoje ścięłam i to nawet "ponad program", bo całe życie w długich, a włosy do ramion to miałam może gdzieś w podstawówce :) Spróbowałam, nie żałuję i zapuszczam od nowa!

      Usuń
    4. Ja też przechodziłam to zapuszczanie na siłę, aż w końcu 'dojrzałam' do ścięcia i poszły!
      Dla mnie to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Zapuszczanie stało się przyjemniejsze z pięknymi końcami.. Wcześniej była to syzyfowa praca

      Usuń
    5. A ja scielam i przez pol roku nir moglam sie z tym pogodzic. W zasadzie nadal mi to przeszkadza. Zapuszczam ile moge. Drozdze wcierki suplementy nawet olej musztardowy albo khadi. Idzie wolno. Po pol roku ciecie i fryzjer zamiast 1cm obcial 3:( zalamka. Wiecie... wydaje mi sie ze z mozna jedbak zmienic pielegnacje na tyle by tych zniszczonych elosow pozbywac sie stopniowo a nie jak ja 18cm za jednym razem. Tesknie za ta dlugoscia :( i trudno mi sie bez nich odnalezc. A 15 centymetrow to ponad rok zapuszczania. Pamietajcie o tym... gdybym miala jeszcze raz to robic pewnie wolalabym pociac 5cm a potem reguralnie podcinac koncowki. Przynajmniej moje wlosy pasowalyby do osobowosci.

      Usuń
  3. Anwen, ja tak troche nie na temat, ale czy to prawda, że już nie mieszkasz w Krakowie :( ?

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW! Piękne loki. Ja mam tak cienkie włosy, że trudno jest mi o nie efektywnie dbać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mam cienkie włosy i to nie prawda,że ciężko się z nimi uporać ;) trochę czasu i wytrwałości a widać efekty oczywiście mówię tu o swoich włosach :D

      bohaterka ma śliczne,kręcone,gęste włoski :)

      Usuń
  5. moim zdaniem "coś" tym włosom jeszcze brakuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby długości? ;)

      Usuń
    2. Blasku? hmmm nie zauważyłam, rzekłabym że jest go wystarczająco na wielu zdjęciach co by przyciągnąć uwagę na dłużej, a jak wiadomo łatwo wypłukujące się rudości temu nie sprzyjają, więc na ostatnim zdjęciu trochę go mniej, co nie ujmuje im uroku. Bardziej podoba mi się inny typ loka, luźny skręt na tym ostatnim zdjęciu. Tyle że przy kręconych niełatwo o ten zadowalający włosomaniaczki blask jak przy prostej lustrzanej tafli. Jeśli już jest blask na maxa to podejrzewam wtedy sztuczne nabłyszczenie psikadłem odbijającym światło i/lub lok mechanicznie uzyskany przez zakręcenie na lokówkę itp sprzęt taki gładki idealnie dopracowany rodzaj loka. Kręcone z natury są bardziej porowate skłonne do przesuszania, a lok wygląda naturalnie bez wspomagania stylizatora. Lili

      Usuń
  6. Ila ja bym dała, by mieć tak zdefiniowany skręt... Kolor piękny, bo rudy, wiadomo! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. piękne, marzę o takich

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pierwszym zdjęciu wyglądasz jak cherubin z jakiegoś fresku ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym samym pomyślałam ;) Piękne włosy :)
      Ania

      Usuń
  9. O jeziuniu. Przeciez wlosy na tym ostatnim zdjeciu sa piekne. Jak uzyskalas takie wielkie loki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Po prostu dwa dni po myciu zaczynają się tak rozprostowywac :D

      Usuń
  10. Gratuluję przemiany i czekam na kolejne etapy - włosy będą coraz piękniejsze :) A już teraz są tak bujne i mają boski skręt, po prostu śliczne włosy!

    OdpowiedzUsuń
  11. "Od wczoraj sa wakacje" to ty chodzisz jeszcze do szkoly??? Podczutuje twojego bloga i bylam pewna ze jestes juz po studiach, czy jakos tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem już po studiach i pracuję normalnie regularnie, ale wakacje to wakacje :) tak ogólnie się przyjęło i już.

      Usuń
  12. Piękne, zapuszczaj je dziewczyno! I ślicznie by Ci było w marchewkowym rudym (stwierdzam po zdjęciach) ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Milo tu zobaczyć własną włosowa historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło zobaczyć tu Twoją historię! :D
      Śliczne loki. :-)

      Usuń
    2. a mogłabyś napisać, jakich żeli do włosów używasz?

      Usuń
  14. jak tylko bede w pl zaopatrze się w alterrke i inne i ruszam z moimi lokami. Przemiana super, kolor idealny, jak i skręt;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zazdroszcze tak pieknych wlosow. Twoj naturalny kolor jest naprawde nietuzinkowy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jedna z fajniejszych MWH jakie tu widziałam na blogu. Te włosy mają ogromny potencjał.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja na bloga anwen trafiłam troszeczkę wcześniej niż Ty (bo w listopadzie 2013), również dbam o włosy (i to dużo!), a przez to pół roku nie osiągnęłam takich efektów jak Ty. Widzę dużą poprawę, ale żeby porównać je (bardziej kondycje, bo nie mam loczków) do Twojego ostatniego zdjęcia to jeszcze dużo mi brakuje. :(
    Masz śliczne włosy!

    OdpowiedzUsuń
  18. Anwen (lub czytelniczki) mam pytanie na kore nie umiem znalezc odpowiedzi bo wszędzie padają różne.
    Kręcone włosy czesze się na mokro, to wiadomo. Ale co z falowanymi? Można je czesać i na mokro i na sucho czy tez tylko na mokro?
    Milka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam falowane włosy, które czasami lokują się na końcówkach. Ja swoje rozczesuje na mokro (wtedy mam mocniejszy skręt).

      Usuń
    2. Dziękuję za odp! Ja swoje własnie czeszę i na mokro i na sucho i się obawiac zaczełam czy nie zaczną mi się łamć jak je na sucho czeszę;/
      Milka

      Usuń
    3. Ja po rozczesaniu na sucho mam straszny puch na głowie, który dopiero po dwóch godzinach zaczyna się przeobrażać w niesforne falo-loczki.

      Usuń
  19. hehe przeczytałam "robię płukanki z sera" :D chyba się nie wyspałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja chyba też bo przeczytałam tak samo :)
      Nikita

      Usuń
    2. Rany, ja też... Przez chwilę myślałam, że ominął mnie jakiś kłaczankowy hit!

      Usuń
    3. :D
      jo tyż;)

      Usuń
  20. Mam pytanko... czy ktoś zna dobry szampon do włosów falowanych, który zapobiegłby puszeniu i ładnie podkreślił by skręt????

    OdpowiedzUsuń
  21. Czyżby na 13 zdjęciu na bluzce widniał napis Alice In Chains? :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękne włosy i moja wielka inspiracja, szczególnie co do skrętu! :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  23. Ale jesteś podobna do Anwen :)

    OdpowiedzUsuń
  24. niesamowita przemiana. nareszcie jakaś porządna MWH (bez urazy, ale ostatnie do mnie nie przemawiały). gratuluję włosów!

    OdpowiedzUsuń
  25. Włoski piękne, ale czy tylko dziewczyny z loczkami, mają swoje włosowe historie? Od jakiegoś czasu tylko same loki.

    OdpowiedzUsuń
  26. Mam pytanie trochę z innej beczki :) czy olej łopianowy nie przyciemnia włosów? I jakie oleje przyciemniają bo chciałabym ich unikać... jestem blondynką i ostatnio olejowałam skalp olejem łopianowym z papryką i mam wrażenie, że pociemniały mi włosy u nasady :/

    OdpowiedzUsuń
  27. Fajna historia, ale mam jedno pytanie: co jest nie tak z degażówkami? Obcinam włosy sama (długie, proste, z głową nad wanną, o dziwo wychodzi ok:p ) nożyczkami fryzjerskimi zamówionymi z internetu za ok 60zł, więc bez rewelacji, ale o niebo lepsze niż te z Rossmana, które też miałam. Myślę nad kupnem degażówek, bo nie chcę typowo cieniować włosów, ale przydałoby się im trochę lekkości na końcach. Czy powinnam się pozbyć tego pomysłu? :)

    OdpowiedzUsuń