Moja włosowa historia - Alche

Dziś historia dla tych z Was, które tak jak nasza bohaterka - Alche nie mogą się przekonać do olejowania. Mam nadzieję, że po jej przeczytaniu nie będziecie już miały najmniejszych wątpliwości, że naprawdę warto sięgnąć po oleje :)

Jako dzieciaczek miałam aparycję aniołka - wielkie, niebieskie oczka i blond sprężynki. Z tego, co widzę po zdjęciach i pamiętam, mama nigdy mi z nimi specjalnego nie robiła - myła szamponem dla dzieci, czesała, a one sobie jakoś powoli rosły i ciemniały. 


  Do przedszkola, a potem do szkoły poszłam z imponującym warkoczem do pasa. Pamiętam, że bardzo chciałam chodzić w rozpuszczonych włosach, a mama uparcie wiązała warkocza lub koczka. Chodziłam obrażona, bo przecież inne dziewczyny (z prostymi włosami) biegały w kucykach albo pelerynkach z włosów, a ja zawsze miałam je związane.

  Chodziłam tak rzecz jasna do komunii, jak zresztą pozostałe dziewczynki. Potem wszystkie długie warkocze i kucyki poleciały, ale nie moje. Ja chodziłam jeszcze chwilę w długich włosach, nawet przeżyłam prostą grzywkę, która zwijała się w tubkę i wszyscy już tylko czekali, aż odrośnie. :D  W końcu jednak gdzieś pod koniec trzeciej klasy podstawówki, mama złapała za nożyczki. Najpierw "tylko pięć centymetrów" - z pasa do łopatek. Potem "końcówki" - z łopatek do ramion. Krócej kończyły się jej możliwości, więc zaprowadziła mnie do koleżanki-fryzjerki. Poleciały kolejne centymetry. Ostatecznie wyglądałam tak:



  Wyszłam z salonu ubolewając nad włosami, które zostawiłam na podłodze, ale wszyscy zgodnie uznali, że wyglądam ślicznie. Mama i jej koleżanki zachwycały się moim barankiem, zaczęto mylić mnie z chłopcem, a ja ubolewałam dalej - przecież dążyłam do prostych włosów do bioder!
  W końcu moje włosy zostawiono w spokoju, więc sobie rosły i rosły... W końcu dawały się złapać w kucyka, więc ciągle chodziłam w związanych. Przez całą szóstą klasę i trochę pierwszej gimnazjum moje włosy wyglądały tak:




Czyli nie wyglądały. :D Po myciu robiły się z nich śliczne loczki (nigdy nie suszyłam suszarką, już wtedy widziałam, jakie siano mi z tego wychodziło), które na następny dzień rozczesywałam i łapałam w kucyka. :P  Bo jak, tak z nierozczesanymi wyjść na dwór? Toż to kołtuny będą! - jak mi to wtedy mówiono.
  A potem poszłam do gimnazjum. Gdzieś na początku koleżanka zaproponowała: "chodź, wyprostujemy ci włosy!" i co miałam nie iść, poszłam! Długie dwie godziny prostowania opornych pseudo-loczków zaowocowały prostymi włosami zakończonymi "miotełkami" ze zniszczonych końcówek. Mojej radości nie było końca - wreszcie miałam proste włosy! W domu nie doczekałam się aprobaty, jednak w szkole wszystko mi się zwróciło. Wtedy też zauważyłam po raz pierwszy, jak mało włosów mam.
  Po tym pamiętnym prostowaniu nie czesałam już włosów. Postanowiłam, że skoro prostych mieć nie mogę, to chociaż loki będę mieć.



  Na zdjęciu trochę wymęczone wilgotną pogodą i kapturem kurtki. Muszę przyznać, ze całkiem nieźle się wtedy trzymały - myte zwykłym szamponem i stylizowane żelem co rano. Mocno się kręciły. Objętość wprawdzie wtedy wynosiła zero, ale w końcu poczułam się lepiej z nimi. ^^  Od tamtej pory tak jakoś się czesałam, włosy myłam raz w tygodniu [!!], jakoś przetrwały zimę. Na wiosnę machnęłam sobie skośną grzywkę z zamiarem jej prostowania, a także kupiłam prostownicę, ale zabrakło mi motywacji, więc prostownica leżała, a grzywka kręciła. :D  Gdyby nie moje lenistwo i niechęć mamy do wszelkich moich pomysłów, kto wie, co by się teraz działo z moimi włosami.
  Na wakacjach jednak zachciało mi się być rudzielcem. Na rudy padło drogą eliminacji - czarnego nie chciałam, bo "będę wyglądać jak trup", o blondzie nie było mowy, a brązowy to ja już miałam, potrzeba zmiany. Tak więc zaczęło się niewinnie - od "Rubinu" na osiem myć z Marion. Tutaj już wypłukany:



  Jednak to nie był kolor, jakiego oczekiwałam. Byłam konkretna - marchewka ma być! Teoretycznie tamto farbowanie miało być tylko wakacyjnym wyskokiem, ale potem pojawiły się odrosty (kolor nie wypłukał się w pełni) i trzeba było coś zrobić. Tak więc sięgnęłam po szampon znowu, tym razem po miedź. Znowu wypłowiałe i sponiewierane przez wilgoć:



  I tak minęła mi kolejna zima - co dwa-trzy miesiące szampon, włosy leciały, ale byłam ruda, tak?  Niestety, byłam ruda za krótko i miałam dość ciągłego farbowania i wypłukiwania się koloru. W maju zapadł więc wyrok - na początku czerwca idę do fryzjera położyć farbę z prawdziwego zdarzenia.
  W salonie przekabacono mnie z marchewki na bardziej czerwony odcień, bo "będzie się dłużej trzymał". Dwie godziny siedzenia u fryzjerki zaowocowały w końcu tym:



  Wróciłam z płaczem, bo są czerwone a nie rude, ale ostatecznie byłam zadowolona. (Teraz mi się bardzo podoba ten kolor :D) Aż do pierwszego mycia po farbowaniu, gdy wyprostowane włosy się pokręciły:



  Powitało mnie sianko - wprawdzie bardzo ładnego koloru, ale jednak sianko. Impreza się jednak dopiero rozkręcała, włosy leciały, kolor niechroniony niczym ewoluował i w końcu miałam na głowie to:



  Nadal myłam je czym popadnie, nie stylizowałam, ale za to zaczęłam używać odżywki bez spłukiwania. Była to przeterminowana Ziaja znaleziona w otchłaniach łazienki. Zawsze coś. :P
  Żyłam tak sobie, aż na przełomie grudnia 2011 i 2012 trafiłam na bloga Anwen. Na początku zajęłam stanowisko osoby niewtajemniczonej oczywiście: "olej na włosy? żartujecie sobie?", "matko, ile kosmetyków, oszalały", "pytanie, skąd biorą na to kasę". Krótko mówiąc "włosomaniaczko, what's wrong with you?". Ostatecznie zaczęłam powoli czytać - oglądałam włosowe historie dziewczyn, zdjęcia włosów Anwen, recenzje kosmetyków. W końcu dotarłam do akcji drożdżowej i pomyślałam "czemu nie?". Jedenastego stycznia zaczęłam pić drożdże. Przyrost przerósł moje oczekiwania. Pasemko kontrolne miało 23,5 cm - 11 lutego liczyło coś koło 26. Nie wierzyłam, ale zaczęłam biegać po całej szkole i chwalić drożdże. I jakoś tak to się zaczęło. :D
  Ostatecznie jednak te jakieś trzy centymetry straciłam u fryzjerki, która cięła włosy na sucho, po wyprostowaniu. Wzdrygam się na tę myśl.
  Zrezygnowałam z farbowań farbą, wróciłam do szamponów, tym razem "Miedź' z Marionu na 24 mycia. Gdy nadeszła wiosna rozjaśniana długość zaczęła o sobie przypominać - do ucha miałam ciemniejsze i w nawet niezłej kondycji, niżej już jaśniejsze sianko, które mnie irytowało.
  Jeśli chodzi o pielęgnację, to los chciał, że akurat wtedy odwiedziła nas moja siostra z córeczką, więc dostałam w spadku 3/4 wielkiej butli płynu Johnson's Baby 3w1, więc łagodny szampon miałam. Tyle, że chyba powodował u mnie wypadanie... Co do odżywek, to zakupiłam wtedy maskę Alterry, a później do kompletu odżywkę tejże firmy.



  Tutaj wymęczone przez jazdę autobusem, kilka dni po ponownym pomalowaniu miedzią. Same w sobie radziły sobie nieźle. Myte delikatnie, bez silikonów, SLSów, z regularnym używaniem odżywki i maski, zabezpieczane, później z odżywką bez spłukiwania.. Olejowanie nadal było dla mnie zbytnim wymyślaniem, w końcu chciałam tylko polepszyć ich stan, nie byłam (i w sumie nie jestem) włosomaniaczką. Dam radę bez olejów. Raz jednak spróbowałam olejowania oliwą... I nadal się śmieję z polania zebranych na czubku głowy włosów, owinięcia ich reklamówką i wycierania kapiącej oliwy z karku. :D
  Tamto lato było dla nich trochę ciężkie, mimo całkiem-całkiem dobrej pielęgnacji. W końcu skończyłam płyn Johnson's i przerzuciłam się na Alterrę, która bardziej mi spasowała. Skończyłam gimnazjum i zachciało mi się zmiany. Zamarzył mi się blond z dzieciństwa, jednak o rozjaśnianiu nie było mowy, w końcu miałam tę przeklętą długość, mogłoby wyjść z tego coś złego. Padło na ścięcie, więc pozostawało tylko pytanie - wycieniowanie czy radykalne cięcie? Bałam się cieniowania, więc poszłam do fryzjerki (już nowej) pod koniec lipca i na pytanie: "jak tniemy?" odpowiedziałam: "no... jakoś tak do połowy szyi...".



  Tak więc pozbyłam się przeklętej rozjaśnionej długości, a na ulicy nikt mnie nie poznawał. :D  Wszyscy tylko chodzili i pytali się, gdzie są moje włosy. Za to fryzjerka ścięła je z dziecięcą radością, pochwaliła mnie za wybór i stwierdziła, że będzie im teraz lepiej. Miała rację. :D  Zaczęły kręcić się od samej nasady, co próbowały wcześniej, ale im nie wychodziło. Cieszyłam się, ale nie miałam pojęcia, jak je okiełznać.
  W końcu na początku grudnia przełamałam się i sięgnęłam po zakurzony, kupiony niegdyś olejek Alterry. Wiedziałam już, jak olejować, a gdy wyschły uzyskałam efekt 'wow'. I tak zaczęłam taplanie się w olejach. :D



Dwa tygodnie po "Rubinowej czerwieni" Marionu mytej Barwą.



I stan obecny, wypłukany "Tycjan" na 8 myć. Trochę bad hair day. Rozpieściłam je i skubańce się rozluźniły. :P  Sięgają mi spokojnie obojczyków.


Obecna pielęgnacja:
~ Olejuję włosy raz na jakiś czas, średnio wypada to raz na cztery-pięć myć. (Olej z pestek winogron i Alterra Brzoza i Pomarańcza)
~ Jak nie olejuję, to nakładam przed myciem na godzinkę-dwie maskę. (Alterra Granat i Aloes)
~ Myję dwa razy w tygodniu. ( Johnson's Baby turkusowy + Barwa Brzozowa raz na jakiś czas) (SLSy mi nie straszne)
~ Po każdym myciu nakładam odżywkę. Albo na jakieś 15 minut (Alterra Granat i Aloes, Garnier Awokado i Masło Karite), albo na chwilę (Isana z olejkiem babassu [archiwalny egzemplarz], maseczka Joanny Miód i Cytryna)
~ Ostatnie płukanie - zimną wodą.
~ Po myciu zabezpieczam końcówki (jedwab z Marion).
~ A także nakładam odżywkę b/s (Joanna Miód i Cytryna), w międzyczasie rozczesuję palcami.
~ Schną naturalnie. Prostuję je raz na jakiś czas, od ścięcia tylko raz, żeby zobaczyć, jak długie już są.
~ Kiedy mam chęci kładę lniany glutek na godzinkę.
~ Farbuję co trzy miesiące (pozdrawiam swój odrost), najczęściej "Miedzią" z Marionu na 24 mycia.

Cele: długość do biustu, opanowanie pojawiającego się często puchu i zmniejszenie wypadania, ew. lekkie zagęszczenie, jeśli się uda.

Pozdrawiam każdego, kto dotrwał do końca :D
Alche.
Udostępnij

72 komentarze:

  1. to mi przypomina moje pierwsze wejście tutaj, pomyślałam mniej więcej: czy one są normalne? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ile ja bym dała za loczki ... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładnie :)
    Jak przeczytałam, że z takich dlugich włosków obcięli Ci do ramion to dreszcze mnie przeszły... ;o

    OdpowiedzUsuń
  4. Włosy rzeczywiście przechodziły trochę, no i jak zawsze fantazja naszych mam bierze górę gdy już wyhodujemy długie i piękne włosy... też podobnie miałam po komunii...
    No ale stwierdzam że teraz włosy wyglądają najlepiej, są zdrowe i pięknie się kręcą!

    OdpowiedzUsuń
  5. Historia Twoich włosów. Masz bardzo ładny kolor. I skręt

    OdpowiedzUsuń
  6. Na wypadanie włosow radzilabym ci uzyc jakiego suplementu np. CP lub wcierki do włosow Jantar ;)problem zniknie

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezła metamorfoza włosowa! :) Czyli jednak oleje są niezastąpione i warto je używać!

    PS Piękne włosy ;) Najbardziej podoba mi się przedostatnie zdjęcie, zawsze marzyłam o lokach *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. Śliczne włosy, aj ciągle zastanawiam sie czy w końcu się przefarbować, bo jedynie raz zmieniłam kolor szamponetką na rudo. Mój naturalny kolor już mi sie znudził .

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję, że odważyłaś się na tak duże ścięcie włosów, jak widać wyszło im to na dobre, z sianka zrobiły się piękne loki:) a oleje to cud natury!!;) Powodzenia w dalszej pielęgnacji:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne loki, dobrze że trwale ich nie prostowałaś. Teraz wyglądają naprawdę super :)

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo przyjemnie czytało sie Twoją historię Alche:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Naprawdę piękne! Oby tak dalej! Dobrze, że przekonałaś się do olejowania :) Zauważyłam, ze dużo dziewczyn pisze na swoich blogach, że olejowanie się u nich nie sprawdza. Apeluję o eksperymentowanie z różnymi rodzajami olejów oraz o cierpliwość! Efekty mogą przecież nie być widoczne od razu :)
    Droga Alche, masz naprawdę super włosy, ale czy nie myślałaś o zmianie koloru? Masz bardzo różową cerę i moim zdaniem rudy nie wygląda ładnie (zwłaszcza jasny). Najlepiej wygląda ten aktualny kolor, ale i tak pokusiłabym się o zmianę... Oczywiście wszystko zależy od Ciebie ale moze warto się nad tym zastanowić :) Pozdrawiam i gratuluję włosków :)

    OdpowiedzUsuń
  13. nie wierzę, że na tym blogu można spotkać znajomych z dawnych lat : )

    Piękne włosy.



    Dziga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Dziga :) Nie no jestem coraz bardziej zdziwiona

      Usuń
  14. Śliczne te loczki :) Sama chciałabym takie mieć :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękna zmiana! Daiki Yukkiteru

    OdpowiedzUsuń
  16. Aż mnie korci, żeby wysłać MWH, po dredach miałam niezłe wyzwanie, żeby wyhodować to co mam teraz ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyślij, wyślij! Jestem strasznie ciekawa jak się zachowują włosy po takim ekstremalnym traktowaniu. :)

      Usuń
    2. wysyłaj, takiej historii tu jeszcze nie było:)

      Usuń
    3. doskonały pomysł na historię (p)o dredach :) chętnie dopisałabym swój rozdział, bo swoje, blisko trzyletnie dredy... rozczesałam swego czasu na tyle, że zostały mi z nich włosy do ramion :D

      Usuń
    4. Wyślij :) jestem bardzo ciekawa :)

      Usuń
  17. Odpowiednia pielęgnacja działa cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  18. różnica jest ogromna!!! jak widać, czasem lepiej ściąć więcej włosów, niż użerać się ze zniszczonymi końcami :)

    OdpowiedzUsuń
  19. O łaaaał! Śliczny skręt i takie gęste! Piękne włosy!

    OdpowiedzUsuń
  20. taak to ścięcie było strzałem w dziesiątke :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Kolor nie mój, ale stan włosów piękny ;)Dzisiejsza włosowa historia jest dowodem na to że czasem koniecznie jest ścięcie kilku centymetrów żeby mogło być lepiej (tak jak u mnie)!

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo fajna zmiana. Teraz wyglądają na naprawdę zdrowe i takie mięsiste w dotyku. Ładnie zdefiniowane. Kiedy osiągniesz swoją wymarzoną długość będą śliczne! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. włosy po ścięciu i olejowaniu - piękne... :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Pięknie teraz wyglądają :) Jestem chyba jedną z nielicznych szczęściar, którym mama nie rozczesywała nigdy kręconych włosów - chociaż z babcią stoczyłam kilka batalii - bo właśnie jak to tak wyjść bez rozczesania :)

    OdpowiedzUsuń
  25. długa historia, ale powiem Ci że masz cudowny skręt :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Jakbym o sobie czytała @_@"
    Bez baranka i trochę prostowaną grzywką, acz bardzo podobnie...
    Do momentu farbowania :3 (tego nie miałam, choć też chciałam na rudo-> i chcę! xD)
    I dotrwałam do końca...
    I mam ochotę sobie kupić Marion(kojarzy mi się ze zniszczeniem xD) O-o Choć z drugiej strony(jedyne co mnie przez lata ratowało) nie miałabym cierpliwości do odrostów...
    Ehm~~ Piękny kolo z 6.2011... jak miałaś proste i od fryzjera ufarbowana wyszłaś. *O*
    Włosy teraz też masz piękne..
    Choć ja sobie z lokami nie radzę xD
    Nie umiem ich "uregulować" i sprawić, żeby "jakoś wyglądały" :3

    OdpowiedzUsuń
  27. KatyAnnCarly4 maja 2013 14:35

    Mam małe pytanie do włosomaniaczek :) Mam baardzo zniszczone, lekko pocieniowane blond włosy za łopatki. Potrzebuję jakiejś dobrej, niedrogiej odżywki, najlepiej z silikonami, która będzie w stanie poprawić mój stan włosów. Jaka będzie najlepsza? Myślałam o odżywce Alterra, jednak wysoko w składzie ma alkohol, który może wysuszać włosy. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nivea Long Repair albo Gliss Kur Oil Nutrive. Dobre składy i super działanie :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Alterra nie ma silikonów. Ale mogę ją szczerze polecić. U mnie sprawdza się znakomicie, a mam bardzo zniszczone włosy po wieloletnim prostowaniu. Są po niej świetnie nawilżone,a alkohol w składzie wogóle mi nie przeszkadza. Wiele dziewczyn bardzo ją zachwala. Maska z tej serii jest również dobra, ale jednak wolę odżywkę :)

      Usuń
    4. KatyAnnCarly5 maja 2013 10:36

      Wielkie dzięki za odpowiedź! :*

      Usuń
    5. a ja polecam balsam z mrs. Potters ten z aloesem! rewelacja! :) i 500 ml kosztuje jakies 7-8 zl :) Panna_M

      Usuń
  28. Bardzo ładne włosy, przeszły dużą metamorfozę. :D

    OdpowiedzUsuń
  29. u mnie tez się olejowanie nie sprawdzało ( używałam kokosowego) aż wczoraj wpadłam na pomysł by użyć oleju z pestek winogron... i nie mogę przestać się zachwycać włosami :)
    piękne loczki! :)
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  30. Dużo przeszły , ale teraz wyglądają bardzo dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Piękny skręt. Aż nie mogę się doczekać kiedy moje osiagną długość taka jak na ostatnim zdjęciu ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Mój komentarz kompletnie nie ma związku z postem, ale właśnie przeglądałam sobie pewnego bloga i zaczęłam się zastanawiać. Mianowicie, może znasz annaaaanna.blogspot.com? Dziewczyna ma niesamowicie gęste i piękne włosy. A włosomaniaczką zdecydowanie nie jest. W tym poście opisała swoją pielęgnację: http://annaaaanna.blogspot.com/2011/05/h-i-r.html. Jak to jest możliwe, że ma tak cudowne włosy? ;) chodzi o jakieś cudowne geny, czy może silikony je chronią? A może są nieprawdopodobnie wytzymałe i taka pielęgnacja im wystarcza? Te włosy chyba były impulsem dla mnie, by zacząć świadomą pielęgnację, dlatego mnie tak interesują ;) i uważam, że to fenomen po prostu. Ciekawa jestem, czy mogłabyś powiedzieć coś na ten temat, byłabym wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg mnie ma po prostu gęste, falowane włosy - dzięki niewłaściwej pielęgnacji są spuszone i mają bardzo dużą objętość.

      Usuń
    2. Kochana to jest mozliwe. Moja siostra ma warkocz grubosci mojej reki. Ma tyle wlosow na głowie, ze czasem nie wiadomo co z tym zrobic...

      Usuń
    3. I ma tak od zawsze, czy dzięki dobrej pielęgnacji? :)

      Usuń
  33. Świetna historia, mam nadzieję, że też kiedyś swoją przedstawię. Jestem wlosomaniaczką od półtora miesiąca, czytam i uczę się, jak rozpieszczać swoje włoski. Sukcesem jest to, ze mimo farbowania na blond, pięknie blyszczą. Za sprawą olejowania, rzecz jasna!
    Autorce gratuluję pięknych włosów :-)

    OdpowiedzUsuń
  34. Chyba znalazłam swoją włosową siostrę bliźniaczkę ;) Ostatnie zdjęcia mogłabym pokazać znajomym, którzy pomyśleliby, że to ja. No może masz trochę bardziej zadbane loki.
    Też staram się walczyć z puchem, chociaż nie zawsze mi się to udaje, wciąż nie znalazłam dobrego sposobu. To samo tyczy się porannej reanimacji. Od siebie mogę polecić laminowanie żelatyną - włosy są niesamowicie błyszczące, miękkie i nawet jakoś wybitnie się nie puszą ;)
    Masz może bloga? Miło by było poczytać o włosach takich jak moje ;)
    Pozdrawiam i życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  35. Anwenko moja kochana, mam pytanie. Czy oliwka dla dzieci (z firmy Johnsons w fioletowo-przezroczystym opakowaniu) nadaje się do olejowania? Jakie oleje mogę kupić w sklepach (jeśli możesz napisz nazwy sklepów) lub w aptece. Nie mam możliwości zamawiania ich w internecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anwen jest na urlopie :) Pozwolę sobie na małą podpowiedziedź zamiast autorki.
      Nie musisz kupować oliwki dla dzieci - sprawdź najpierw swoje zasoby w kuchni. Jeśli masz oliwę z oliwek albo olej słonecznikowy albo inny to spróbuj go nałożyć na włosy. Olej spożywcze możesz kupić w ogólnospożywczych sklepach, oleje Alterra w drogerii "Rossmann", olej łopianowy "Green Pharmacy" w drogerii "Natura".
      Anwen napisała o olejach kilka postów (działanie, przeznaczenie, sposoby nakładania) - kliknij: http://www.anwen.pl/search/label/oleje

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo! :) Nie wiedziałam, że Anwen na urlopie. :D

      Usuń
  36. I na Twoim przykładzie widać, że czasem lepiej odżałować i uciąć trochę więcej, niż końcówki! Ja też tak miałam. Z długich prosto-kręconych "nie wiadomo jakich" włosów, po radykalnym cięciu uzyskałam urocze, krótkie kręciołki :) teraz walczę o długość, ale zniknął kompleks siana na głowie. Z dniem kiedy się dowiedziałam, że JEDNAK mam kręcone włosy. Olejowanie jest świetne, ale trzeba mieć do niego cierpliwość :) jestem zdecydowaną miłośniczką!

    OdpowiedzUsuń
  37. Śliczne loczki;) Kolor też mi się podoba;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Mòj sposób na puch: nakladam zel lniany na wlosy (gdy chce miec loczki to je ugniatam, jak proste to przeczesuje palcami) i na to cos z silikonami np. Biovax z A+E.

    OdpowiedzUsuń
  39. Z 06.11 miałaś najpiękniejszy kolor.

    OdpowiedzUsuń
  40. Ale metamorfoza jeśli chodzi o Twoje włosy :) Faktycznie byłaś małym aniołkiem :)Muszę kupić sobie ten olejek z Alterry, nigdy go nie miałam, a wiele osób chwali.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  41. Jakbym wiedziała, że po ścięciu na krótko tak kręciły by mi się włosy, to nawet bym się chyba nie zastanawiała *_*

    OdpowiedzUsuń
  42. Śliczne włosy i piękny kolor:) Ale rzeczywiście jako mała dziewczynka miałaś urodę aniołka :D

    OdpowiedzUsuń
  43. Dotrwałam do końca. Piękny kolor, pozdrawiam Gosia :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Hmm, dziewczyny, mam taką uciążliwą rozterkę - też mi się mocno falują włosy, wręcz świderki powstają, i kocham je :) Ale... Moja mama... Ilekroć wychodzę zachwycona włosami z łazienki, zawsze pyta, czy się czesałam, bo wyglądam na nieuczesaną :(((( I mój zachwyt opada :((( A jak je rozczeszę, to kręciołki znikają, zostają tylko napuszone gładkie fale :( I to już wg mojej mamy ładnie wygląda :((( A mi się nie podoba, bo wolę tamte włosy przed rozczesaniem na sucho :(((
    Czy też tak macie, że końcówki wasze są takie jakby posklejane? Próbuję się dopatrzyć tego na zdjęciach kręcono- i falowanowłosych dziewczyn i chyba u większości tak jest, więc już sama nie wiem, czy to tak ma być, czy rzeczywiście otoczenie pomyśli, że nawet uczesać mi się nie chce :( Bo paradoks jest taki, że dużo uwagi poświęcam włosom, więc to niefajne uczucie, gdy inni pomyślą, że ze mnie leż, który nie dba o włosy :( Zresztą nie chcę wyglądać na rozkudraną czy nieuczesaną. A może moja mama mam jakieś dziwne poglądy? Może u loków taki stan posklejanych końcówek jest normalny? Powiedzcie, proszę... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie to samo ;) Mama woli rozczesany puch niż dredowate loki ;)

      Wg mnie jeśli Tobie się podobają to takie noś, ludzie mają tyle dziwnych ubrań/fryzur/zachowań że przetrwają również nasze loki ;) Nie każdemu wszystko się będzie podobać. Nie przejmuj się :)

      Usuń
  45. Dzięki :) Chyba najtrudniejsze będzie pierwsze wyjście "do ludzi" w moich falo-lokach ;) Bo niestety zawsze cieszyłam się nimi tylko w domu, a przez krytyczne uwagi mamy, wychodząc na zewnątrz związywałam je... ;(
    Drugi problem jest taki, że po umyciu delikatnym szamponem bez SLS włosy nie są takie puszyste, jak po drogeryjnym szamponie, i znów mama zatruwa mi życie mówiąc mi po umyciu, że wyglądam, jakbym włosów nie myła i są przetłuszczone... Ech, ciężko z mam z tą mamą :)

    OdpowiedzUsuń
  46. A koleżanki co mówią na Twoje nieczesane włosy? Jeśli nie masz pracy w której musisz chodzić w garsonce to właśnie teraz jest czas na eksperymenty z fryzurą, ciuchami itd. :)

    U mnie po stosowaniu pielęgnacji CG włosy straciły na objętości (z czego bardzo się cieszę), a zdrowe i zadbane rzeczywiście wyglądają na wilgotne. Mamie nie musi się wszystko podobać, najważniejsze jest to jak Ty się będziesz czuła. Postaraj się coś zrobić żeby Cię ciągle nie krytykowała, bo to przecież można się załamać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o właśnie też się cieszę, że włosy po CG tak jakby tracą na objętości :) I ta "wilgotność" z wyglądu też mi się podoba :D To naprawdę oznaka tego, ze włosy są zdrowe?
      Chciałabym się nie przejmować tym, co mówi mama, ale... ufam, że chce, żebym ładnie wyglądała. I że wszystko mówi szczerze dla mojego dobra... Ech ;p
      Koleżanki mnie nie widziały, bo wychodząc z domu związuje włosy... ;(

      Usuń
    2. Wyjdź nie wiążąc i nie rozczesując, najprawdopodobniej będą zachwycone! Mówię Ci to jako posiadaczka mocno kręconych włosów, które wszyscy zaczęli niebotycznie chwalić jak w końcu odważyłam się przestać czesać na sucho (przy głośnych protestach mojej Mamy - była po prostu od dzieciństwa nauczona, że "urok" naszych włosów to taki puch. Teraz sama mnie podpytuje jak to dokładnie jest z tym nieczesaniem na sucho ;))

      Usuń
    3. Wydaje mi się że "wilgotność" to wizualny efekt dobrze dobranej pielęgnacji :) Mi jeszcze nie udało się go uzyskać, a praktykuję od prawie roku. Jestem tym trochę podłamana no ale... próbuję dalej.

      Widziałaś filmik "Ubierz mnie"? :) Polecam :] Dziewczyna słyszała ciągle że źle się ubiera i powinna o siebie zadbać - pozwoliła żeby poszczególne osoby z rodziny ubierały ją tak jak im się podoba. Efekt - rzadko kiedy wyglądała tak żeby podobać się wszystkim :) Myślę że podobnie jest z włosami. Przede wszystkim Ty masz się dobrze czuć (i czasami dostosować outfit do okazji). Dopóki mieszkasz w domu możesz się dostosować żeby nie mieć problemów ale czasami warto poeksperymentować z włosami.

      Nieee, naprawdę? Nigdy nie widziały Cię w rozpuszczonych? To zrób loki, zwiąż i jak się z nimi spotkasz to rozpuść na chwilę, zobaczysz co powiedzą :)

      Usuń
    4. Dzięki dziewczyny za słowa pociechy i dopingu :) Jestem Wam bardzo wdzięczna :) Szczególnie ucieszyło mnie, że nie tylko ja mam takie przygody z mamą :D Może faktycznie coś w tym jest, że nasze mamy są nauczone, że "urok naszych włosów to taki puch" :D
      "Ubierz mnie" na pewno obejrzę - już wyczaiłam, że jest na iplex.pl :) Coś mi mówi, że będzie o mnie ;p Wstyd przyznać, ale w sprawie ubioru też często "zawodzę" swoją mamę... Ech :)

      Usuń
  47. Gratuluję:)
    uśmiałam się przy pozdrowieniach dla odrostu:)))
    Ja bym chciała przestać prostować... Same z siebie włosy mi się kręcą. Co z tego, że widzę, że lepiej mi w kręconych włosach - i tak uparcie prostuję:/ Teraz są jeszcze umordowane po dwóch rozjaśnianiach, kilku farbach... Idę chyba nałożyć olej w ramach przeprosin.
    (Polecam Ci olejek fur mama z Babydream, widzę po nim spektakularną różnicę, której po olejku z Alterry nie widziałam!:)))

    OdpowiedzUsuń
  48. Też mam kręcone włoski, ale typ raczej 2b/2c :) Dopiero teraz odkryłam blogi wlosomaniaczek i zaczynam świadomą pielęgnację. "Zapuszczałam" włoski od dawna, ale nie stroniłam od obcięcia zniszczonych końcówek czy wycieniowania raz na 2-3 miesiące. Na tak radykalne cięcie bym się nie odważyła - i tutaj moje gratulacje, bo jest BOMBOWO! :) Powodzenia z wypadaniem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  49. też bym chciała takie loki, ale moje niestety, to strąki niesłychane... jakieś takie nie wiadomo co. oleje nie są mi obce, dbam o moje włosy, ale mimo to, skręt sie nie poprawił...

    OdpowiedzUsuń