Długotrwały efekt na ustach, czyli L'Oreal, Infallible Lip Color vs Astor, Perfect Stay Lip Tint

Nie jestem pierwszą bloggerką, która napisze o innowacyjnej pomadce we flamastrze firmy Astor, która lada dzień pojawi się w sklepach i dlatego nie chcąc się powtarzać postanowiłam zrobić dla was recenzję porównawczą.

Zapewne już doskonale wiecie jak wyglądają oraz jak się sprawują te flamastrowe pomadki. Niemniej jednak i ja napiszę Wam o nich kilka słów :)


Na początku muszę Wam tylko napisać, że ogólnie bardzo rzadko noszę cokolwiek na ustach, bo są one bardzo trudne. Najczęściej moje usta są mocno wysuszone, z masą suchych odstających skórek, a do tego praktycznie każda pomadka (nawet zwykła bezbarwna, ochronna) po jakimś czasie tworzy mi na ustach taką nieestetyczną, białą kreskę (mam nadzieję, że wiecie, o czym mówię). Próbowałam już chyba wszystkich możliwych sposobów i nic nie pomaga mi na dłużej :( Jeśli więc macie jakiś innowacyjny sposób na bardzo mocno przesuszone usta napiszcie mi proszę w komentarzu :)) Będę bardzo wdzięczna!


Dlaczego porównuję Lip Tint z pomadką L’oreal? Bo po pierwsze jest to jedyny tego typu produkt, który miałam okazję używać. Po drugie obie posiadają dwie końcówki – jedną barwiącą i drugą z balsamem nawilżającym i po trzecie obydwie mają nam zapewnić efekt na kilka godzin.


1.
Opakowanie


W tej kategorii zdecydowanie zwycięża pomadka L’oreal. Od początku jak tylko ją zobaczyłam stwierdziłam, że jest to świetny gadżet, idealny na imprezę. Opakowanie jest w kolorze srebrnym, wygląda jak zapalniczka i z powodzeniem może nam zastąpić małe lusterko. Jest na tyle małe, że spokojnie zmieści nam się nawet w kieszeni spodni czy do niewielkiej torebki.


To, co nie spodobało mi się w pomadkach Astora to balsam, który nie wykręca się i jest narażony na złamanie czy uszkodzenie za każdym razem, gdy go używamy. Poza tą jedną kwestią właściwie nie mam się, do czego przyczepić. Może jedynie kolory opakowań powinny być lepiej dopasowane do efektu, jaki osiągamy daną pomadką na ustach, ale to już taki mało ważny drobiazg :)



2.
Kolor


Miałam okazję przetestować trzy kolory pomadek Lip Tint (nr 103 Rosewood Blush – mocny róż, nr 200 Grenadine – ceglasta czerwień, nr 300 Nude Sweetness – beżowo – różowa czerwień) i niestety żaden z tych kolorów nie jest „moim kolorem”. Jak pojawią się już w sklepach bardzo chętnie obejrzę inne odcienie. Pomimo, że wszystkie trzy są bardzo ładne i bardzo mi się podobają mam wrażenie, że nie do końca do mnie pasują. Wszystkie kolory są bardzo nasycone i mocno kryjące. Dla fanek mocnego podkreślania ust będą idealne!


Z L’oreala wybrałam kolor nr 304 Stay Nude – piękny delikatny różowo - brzoskwiniowy kolor bardzo zbliżony do mojego naturalnego. Nie wiem jak wyglądają pozostałe odcienie, bo swoją pomadkę kupowałam na allegro.



3.
Aplikacja


Tutaj niestety obydwa produkty nie spełniają moich oczekiwań i obydwa uważam za dosyć upierdliwe ;) Astor wygląda i działa jak normalny flamaster. Ma dosyć ostrą, twardą końcówkę (mnie ona na szczęście w żaden sposób nie podrażniła, ale moje usta są przyzwyczajone do naprawdę ostrych peelingów) i jest jak dla mnie aż za bardzo precyzyjny. Dla osób z ręką wprawioną w malowaniu konturówką ust będzie idealny, dla takich z dwoma lewymi rękami jak ja, będzie jednak nie lada wyzwaniem. Muszę przyznać, że jak już się przemęczyłam i poświęciłam kilka minut efekt był naprawdę bardzo dobry.



L’oreal natomiast należy nałożyć na usta i poczekać nie ruszając ustami około minuty (czy nawet dwóch) aż dobrze zaschnie. Usta robią nam się natychmiast bardzo nieprzyjemnie suche i ściągnięte. Zawsze w tym momencie marzę, żeby jak najszybciej nałożyć balsam, który minimalizuje to wrażenie. Co do balsamów to w obu produktach działają podobnie. Oba są mało wydajne i szczerze mówiąc wolę zamiast nich nakładać Tisane w sztyfcie. Jedyna przewaga balsamu L’oreala nad Astorem to to, że normalnie się on wykręca z opakowania.



4.
Efekt

To chyba najważniejsza kategoria. I w niej jak dla mnie zdecydowanym zwycięzcą jest Astor. Co prawda pomadka L’oreala naprawdę pięknie wygląda na ustach i dosyć długo się na nich trzyma (spokojnie kilka godzin), ale po jakimś czasie u mnie odchodzi płatami jak farba olejna ze starej ściany :(((( Wygląda to naprawdę okropnie i mnie skutecznie zniechęciło do używania jej. Poza tym, co chwilę trzeba smarować usta balsamem, bo inaczej uczucie przesuszenie jest nie do wytrzymania. Być może jest to wina moich ust i na innych by się tak nie działo, ale w moim przypadku niestety się ona nie sprawdza.


Pomadki Astor natomiast ja zupełnie na ustach nie czuję. Nie muszę też, co chwilę nakładać na usta balsamu, bo nie są one tak wysuszone jak po L’oreal. Efekt utrzymuje się krócej niż w przypadku pomadki Infallible, ale i tak zdecydowanie dłużej niż wszystkie inne mazidła na moich ustach. Co najważniejsze Lip Tint nie robi mi „białej kreski”, nie rozmazuje się, ani nie ściera tylko stopniowo, równomiernie znika z ust. Gdybym trafiła na „swój” kolor zapewne byłby to mój KWC (pomimo uciążliwej aplikacji).


5.
Cena

Na razie jeszcze nie znam ceny pomadek Astora, ale jak już pojawią się w sklepach postaram się edytować ten wpis. L’oreal kosztuje ok. 50zł (na allegro oczywiście zdecydowanie taniej – ja zapłaciłam ok. 25zł z przesyłką).



Podsumowując – pomadkę Lip Tint mogę przede wszystkim polecić dziewczynom, które lubią nowości, wyraziście podkreślone intensywnym kolorem usta oraz potrafią bardzo precyzyjnie obrysowywać kontur ust.

PS. Wiem, że ostatnio mocno Was zaniedbałam, ale wraz z wiosną przybyło mi obowiązków i mam o wiele mniej czasu na blogowanie :( Mimo to, postaram się pisać częściej :)

Udostępnij

19 komentarze:

  1. Szminek praktycznie nie używam-same błyszczyki i pomadki ochronne-więc to wpis nie do końca dla mnie :) Co do wysuszonych ust-próbowałaś zwykłej wazeliny, np. z Ziaji? Kiedyś również miałam problem ze strasznie suchymi ustami, a ta wazelina zdziałała cuda :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Na wysuszone usta pomoże tylko jeden kosmetyk - Carmex. Jest on nie drogi, kupisz go w Rossmanie, a efekty są cudowne:) Miałam ten sam problem co Ty, ale po Carmex'ie minęły:)

    a gdybyś chciała o nim coś wiecej poczytać to juz Ci pisze link do posta na moim blogu :

    http://kosmetycznecuda.blogspot.com/2011/03/moje-wasne-triki-kosmetyczne.html

    pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kochana na suche usteczka polecam raz w tygodniu peeling - czysta szczoteczka do zębów, na usta jakiś balsam do ust i masować, potem zmyć i dać jakiś nawilżający balsam/wazelinę/pomadkę ochronną ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O... pomadki...
    A ja wyglądam codziennie opinii o mydełkach Tuli

    OdpowiedzUsuń
  5. też mi się robi ta "biała kreska" na ustach i serdecznie jej nienawidzę! ciągle szukam powodu, jakiejkolwiek przyczyny, ale nie potrafię odnaleźć odpowiedzi na pytanie - co to jest? słyszałam, że być może to ślina - ale jak to możliwe, że ślina pojawia się na środku warg, skoro w ogóle się nie oblizuję? :( mam to po każdej pomadce, jedynie po Carmexie jest czysto.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również czekam z niecierpliwością na recenzję mydełek Tuli, szczególnie kokosowego. Nadaje się do mycia włosów, czy totalnie się nie sprawdza?
    A co do suchych ustek... ja robię peelingi cukrem albo szczoteczką, a na suche olej kokosowy albo Carmex. I działa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczyny - bardzo dziękuję za wszystkie rady :)) Jesteście kochane :* Ale ja chyba jestem naprawdę wyjatkowo opornym przypadkiem, bo ani carmex ani żadne peelingi (szczoteczką, cukrem) ani zwykła wazelina, olej kokosowy czy miód mi na dłużej nie pomaga. Efekt trwa maksymalnie jeden dzień, a potem problem wraca :(

    Blondi - ja tez szukałam przyczyny, ale niestety nic wiarygodnego nie znalazłam. Kiedyś przeczytałam, że to problem osób z pełnymi ustami ;)

    Co do mydełek Tuli to nie chce pośpieszyć się z ich recenzją zanim nie przetestuję wszystkich sposobów. Jak na razie niestety do włosów mi się nie sprawdzają :( ale jeszcze się nie poddałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Suche usta. Moje są już przyzwyczajone do głębokiego nawilżenia, gdyż codziennie po myciu zębów: rano, popołudniu i wieczorem, nakładam na nie grubą warstwę kremu Nivea. Usta są po nim rewelacyjne. Nie stosuję żadnych peelingów, żadnych błyszczyków, ani nic, tylko Krem. Serdecznie polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej Anwen,
    wysłałam Ci parę dni temu maila z paroma pytaniami,
    odpiszesz? :)
    z góry dziekuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyny pomóżcie :)
    które odżywki (oprócz Isana, Yung, Scandic) nadają się jeszcze do mysia włosów? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Anwen mogłabyś mi napisać stronę internetową gdzie mogłabym kupić to masło kokosowe do włosów ?

    OdpowiedzUsuń
  12. Może lip smackers skoro nie carmex? :))
    Mnie pomaga i świetnie pachnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam sprawdzony spoko sposób na gładkie włosy ;D
    Jak dodasz post o włosach to go napiszę ;d

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie problem z ustami zlikwidowała pomadka Alterry - nowa marka z Rossmana.

    OdpowiedzUsuń
  15. Krem Nivea też już próbowałam - niestety nie dał rady :( Zostaja mi jeszcze lip smackersy i alterra :))

    Anonimowy - Kallos latte tez nanadaje się do mycia i pięknie pachnie! :)

    Angelika - zrobie o tym wpis jeszcze dziś :)

    OdpowiedzUsuń
  16. na suche usta możesz jeszcze spróbować maści z witaminą A z hasco leku, np. jako kuracja na noc:)

    OdpowiedzUsuń
  17. ja kupiłam sobie pomadkę na zniszczone usta w aptece, kosztowała niecałe 10 zł, nazywa się OPEAROL. Wraz z moją mamą jej używamy (oczywiście każda z nas ma swoją prywatną;)) i jesteśmy z niej zadowolone;) polecam;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy - dziękuję :) na pewno ją wypróbuję jak tylko skończy mi się Tisane

    OdpowiedzUsuń